glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Absolutnie niepechowy trzynastopiątkowy rajd czerwcowy
termin: 13-15.06
sezon: Wiosna 2008
Toff2132703071
Autor tekstu: Michał Rynkiewicz
Autor zdjęć: wszyscy!

Miało być trzynastopiątkowo - było. Miało być absolutnie – było (absolutnie leniwie!). Miało być niepechowo – było... prawie... ;)
Dzikich tłumów ciężko się było spodziewać, bo sesja i takie tam, więc gdy pojawiłem się we Wrzeszczu bladym świtem, to zastałem na peronie jedynie Karolinę. Państwo Kury, w skrócie zwani Martą i Krzyśkiem mieli już być w pociągu i zajmować lożę. I oto na 5 minut przed przyjazdem elektrycznej strzały relacji Gdynia-Olsztyn otrzymałem smsa ewidentnie zwiastującego trzynastopiątkową pechowość – *zaspaliśmy*. W sumie trochę niefajnie, bo jedyne co im pozostało to łapać pospiech za 2 godziny i gonić nas w Ełku.
Tymczasem podróż do Olsztyna przeszła bez godnych uwagi wydarzeń, może poza nieplanowaną zmianą wagonu w Iławie, bo jak się okazało tylko połowa składu jechała dalej. W Olsztynie spacer z peronu na peron i juz siedzieliśmy w wygodnym przedsionku wagonu osobowego do Ełku. Tu też podróż minęła sprawnie, jedyne co się zmieniało to krajobraz za oknem, który powoli nabierał charakterystycznej *mazurskości*. W Ełku byliśmy planowo, a czas oczekiwania na Magdę, dojeżdżającą autobusem prosto z piskich domowych pieleszy upłynął na przejściu w tę i z powrotem najbliższej ulicy z porywającymi sklepami *Wszystko za 2,50*, itp. Równie porywająca była wizyta w informacji turystycznej – pani tam pracująca musiała ewidentnie narzekać na brak zajęcia, bowiem jak wygłodniała hiena rzuciła się do nas i służyła tysiącem rad (niektóre nawet się przydały).
Niedługo potem przyjechała Magda, a jeszcze po pół godzinie spóźnione Kury. Wreszcie o 13:30 mogliśmy wyruszyć z Ełku gdzieś na północ, czerwonym szlakiem, którego początku nie znaleźliśmy na zapleczu pobliskiej szkoły, a gdzie miał być. Wcześniej była jeszcze spontaniczna wizyta na bazarku i równie spontaniczne kupno dwóch zestawów bidmintona (bidminton od badmintona różni się tym, że gra się KOLOROWYMI rakietkami oraz *piórkiem*, *mirabelką*, ewentualnie lotką) oraz krzywej i kolorowej piłki gumowej.
Zanim wydostaliśmy się z Ełku był jeszcze sklep, przypadkowa kradzież majowego numeru czasopisma pod tytułem *Ełk i My* oraz pierwszy popas na osiedlowej karuzeli. Następny popas trafił się... kilometr dalej – aczkolwiek już za miastem – na wręcz stworzonym do popasów pagórku na skraju pól i bagien. Tu przysnęło mi się na bodaj godzinkę, także gdy ruszaliśmy dalej o godzinie 16:30, to Ełk nadal mieliśmy w zasięgu wzroku. Poczłapaliśmy więc dalej polnymi dróżkami, aby po jakiejś godzinie zażyć kolejnego popasu, na którym wypróbowaliśmy zestaw sportowy z bazarku. Zestaw się sprawdził. :)
Jako że poganiał nas naprzód z wolna kończący się dzień, ktoś przytomnie rzucił hasło: sklep. Niestety w najbliższej wiosce go nie było... Pech... W następnej wiosce o jakże dźwięcznej nazwie Płociczno sklepu również nie stwierdzono... Pech do potęgi... Zasięgnęliśmy języka u tubylców i to trochę podcięło nam skrzydła – najbliższy sklep był odległy o 5km i to jeszcze w kierunku z którego właśnie przyszliśmy. Wiedzeni instynktem relaksacyjnym poradziliśmy sobie jednak w inny sposób. U jednej gospodyni kupiliśmy 10 jajek (notabene trochę drogo), u kolejnej dostaliśmy pół siaty kartofli na ognisko! I to absolutnie za darmo – na wspomnienie pieniędzy babuszka tylko machnęła ręką i uśmiechnęła się. A może w odwrotnej kolejności? ;) Faktem jest, że zaopatrzeni byliśmy po zęby, mając dodatkowo w plecakach adekwatne zapasy, więc zostało znaleźć tylko miejsce na rozbicie namiotów. Przeszliśmy więc na opłotki wsi, gdzie stało jedynie kilka domków letniskowych i po krótkiej chwili niepewności rozbiliśmy obóz pod lasem tuż za polem dorodnego już zboża. Wprawdzie na kolację miała być jajecznica i ziemniaki z ogniska, ale albo chęci zabrakło, albo świeżutkie pierogi ruskie (domowe!), wyciągnięte przez Magdę z plecaka sprawiły że zadowoliliśmy się właśnie nimi plus butelką słynnej kawówki.
Sobotni poranek wstał szary i po nocnym deszczu dość nieprzyjemny. W ramach poprawy niekorzystnych warunków biometeo Krzysiek uruchomił palnik i już po chwili raczyliśmy się nieco przypaloną jajecznicą! Przypaloną, bo tłuszczu żadnego nie było i na raty, bo na raz dało smażyć się tylko dwa jajka, ale jednak jajecznicą! :) Tego dnia odwiedzenie sklepu było już niezbędne, więc zmieniwszy kierunek północny na zachodni i pomaszerowaliśmy do Stradun. Po drodze godne uwagi było jedynie odganianie natrętnych komarów (i tak już do samego końca wyjazdu :P) oraz piaskowe rysunki. Same Straduny jak to wioska – nawet spora, kościół, sklep, bar, przystanek autobusowy. Nie ukrywam, że kluczowy był jednak sklep. Sklep wiejski charakteryzuje się tym, że albo na widok turystów ma wprost przemiłą obsługę, albo wręcz na odwrót – chłodną i obojętną. A czasem nawet bezczelną – i nam trafił się ten drugi wariant. Pod sklepem spędziliśmy dobre półtorej godziny, okupując stolik i krzesełka i zajadając się lodami, czipsami, kiełbasą, ogórkami małosolnymi, arbuzem, zapijając piwem, pysiem, itp. Pełen wypas, relaks i obżarstwo! Nastąpiło również łuskanie słonecznika prażonego, które ukoronowało średnio sympatyczne nastawienie pań sklepowych. W pewnej chwili bowiem, ze sklepu wytoczyła się korpulentna pani z miotłą i szufelką tkwiącymi w tłustych paluszkach jej dłoni i wskazując na łupiny słonecznika leżące na ziemi zwróciła się do Magdy i Marty tonem nie znoszącym sprzeciwu: *Panie to posprzątają*. Panie posprzątały (NIE powstrzymując się od kąśliwych uwag na temat obsługi). ;P
Po ogólnym popaszeniu się, objuczeni plecakami pełnymi piwa leniwie powlekliśmy się dalej na zachód, z grubsza w kierunku na Stare Juchy – planowaną metę wyprawy. Nie dane było nam jednak zajść za daleko, bowiem tuż za wioską skręciliśmy na polną drogę prowadzącą do gospodarstwa, a dalej skrótem na miejscowość Piaski. Przechodząc jednak nad/pod kolejnymi elektrycznymi pastuchami zużyliśmy taką ilość energii, że koniecznym stał się odpoczynek. Nie zrażenie sporą ilością tzw. *lodówek* (krów - nie pytajcie dlaczego) pasących się w okolicy uskutecznialiśmy turlanie się ze szczytu pagórka świeżo skoszonej łąki, zajadanie popcornu, popijanie napojów chmielowych i inne uciechy cielesno-duchowe. Z pewną dozą zdziwienia,odkryliśmy też, że Ełk nadal mamy w zasięgu wzroku – gdzieś na południu, pomiędzy pagórkami na horyzoncie wyrastała kościelna wieża oraz dwa dostojne 10-piętrowe bloki. I tak czas mijał sobie słodko, aż przyszedł czas na trudną decyzję – chce nam się iść dalej? Zgodna odpowiedź brzmiała – nie. :)
Miejsca na namioty nie trzeba było daleko szukać – przytulne, osłonięte od wiatru krzaczorami, zaś od nieodległych zabudowań pagórkiem – od razu przypadło wszystkim do gustu, szczególnie z uwagi na świeżo skoszoną trawę, którą każdy wymościł sobie miejsce pod namiot! :)
Czas do zmierzchu minął dziewczynom na wyprawie po chrust. Napastliwe krowy próbowały w tym przeszkadzać, lecz dziewoje dzielnie dały radę. Natomiast Krzysiek i ja wybraliśmy się ponownie sklepu po zapasy piwa oraz Biały Patyk – tzw. wino, które najbardziej nadawało się do gaszenia ogniska... Zaś gdy się już ściemniło, a ogień wesoło buchnął na *stół* wjechały kiełbaski, kotleciki mielone, ziemniaczki z wody, ziemniaczki z ogniska, ogóreczki, piwko... Same delikatesy! Przyszedł jednak czas na wbicie się w śpiwory i kimnięcie na miękkim podłożu (dzień wcześniej było aż nadto twardo). Noc wprawdzie zimna, nie wyróżniła się deszczem, a gorącym słońcem już od 6 z minutami oraz stadkiem krów spokojnie pasących się jakieś 30 metrów od naszych namiotów. Szczęśliwie oddzielone były od nas rowem i zaroślami, więc nie było obawy *oplackowania* rejonu namiotów. Zresztą po jakimś czasie krowy częściowo same, częściowo przy pomocy pastucha władającego niezwykle sprawnie *kwieciem* polskiej mowy odeszły w dal, a my wypełzliśmy z namiotów, aby leniuchować dalej. Plan pójścia gdziekolwiek indziej poza powrotem do Stradun na PKSa do Ełku nie miał najmniejszych szans realizacji, stąd opuszczenie tak gościnnej łąki uczciliśmy zatarciem śladów naszej bytności dopiero około południa. Po drodze stało się jeszcze zadość życzeniu kąpieli w jeziorze Straduńskim. Na autobus przyszło nam poczekać nieco ponad godzinę, co skończyło się kolejnym popasem – tym razem przystankowym oraz partią bidmintona.
W Ełku wylądowaliśmy na godzinę przed pociągiem, więc niewiele myśląc kupiliśmy bilety i udaliśmy się do Restauracji Mazurskiej, gdzie wstęp ludziom w kapturach na głowie jest wzbroniony. Restauracja mnie osobiście nie zachwyciła – ot lokal kategorii *Ś*, czyli średnia. Z menu jedyną w miarę konkretną potrawą za niską cenę był placek po węgiersku – duży kartoflany placek z warzywami, mięsem (tego było wewnątrz kilka rodzajów...) polany keczupem i sosem majonezowym. Nawet niezłe jak na swą cenę, choć Marta miała w swoim jakąś bliżej nieokreśloną niespodziankę. Ze niby kawał świńskiej skóry jeszcze ze szczeciną, czy jakoś tak... :P Ponadto lokal odznaczał się ciekawą zasadą sprzedaży dwóch piw dla jednego trzeźwego konsumenta, piwem Łomża, średnio czystymi kiblami bez papieru toaletowego i oranżadą w starym, dobrym stylu – czytaj w nieco lepiącej się butelce. ;) Ale nawet najlepsza oranżada się kiedyś kończy, więc i my ewakuowaliśmy się na z góry upatrzone pozycje – przez sklep do pociągu, niosąc w dłoni adekwatny zapas płynów na dość długą podróż. Wsiedliśmy, dało się słyszeć gwizdek zawiadowcy, pociąg drgnął, co połączyło się z melodyjnym i dziwnie znajomym syknięciem, i powiózł nas z powrotem pełnych relaksacyjnych wrażeń! :)

P.S. A o relaksacyjności wyjazdu niech świadczy fakt, że z planowanych 30 kilometrów przeszliśmy 15, każdego dnia mając Ełk w zasięgu wzroku. ;)
zdj1
Wychodzimy z Ełku łanami zboża posuwając się naprzód!
zdj2
Realizujemy wyjazdowe założenia relaksacyjne - partia bidmintona (w kwestii nazewnictwa odsyłam do relacji), ełcka karuzela i drzemka z blokami w tle.
zdj3
Popołudniowe Mazury w pełnej krasie :)
zdj4
Płociczno - wieś gdzie jaja dają...
zdj5
...i kartofli siatą poratują :)
zdj6
Sobotni poranek nad naszym obozowiskiem wstał szary...
zdj7
...co tym bardziej motywowało do szybszego pakowania się.
zdj8
Nocny deszcz rzucił nam pod nogi liczne kałuże...
zdj9
...które jednak nie potrafiły nas zatrzymać w pędzie do najbliższego sklepu!
zdj10
Po drodze napotykaliśmy pola młodej kukurydzy...
zdj11
...bociany...
zdj12
...czy tajemnicze rysunki na bezbrzeżnych piaskach polnych dróg.
zdj13
Szare chmury zwiastowały epokowe wydarzenie...
zdj14
...czyli *Panie to posprzątają* ;)
zdj15
Mimo wiatru upał dawał się we znaki - głównie szosie.
zdj16
Bo nam bardziej w kość dały wspinaczki na strzeliste pagóry ;P
zdj17
Relaks! :)
zdj18
Szaleństwo!!! (1)
zdj19
Szaleństwo!!! (2)
zdj20
I ta kojąca zieleń...
zdj21
...idealnie nadająca się do wymoszczenia sobie posłania - siano w dłoń!
zdj22
Trzeba przyznać, że w porównaniu do poprzedniej nocy spało się przewygodnie! :)
zdj23
Gdy słońce schowało się już za widnokrąg...
zdj24
...przyszła pora na dorzucenie do pieca i wrzucenie czegoś na ruszt! ;)
zdj25
Z konsumpcją oko w oko!!!
zdj26
Niedzielny poranek - relaks, popas, konkurs miotania kartoflem (wraz z załogą jak widać na zdjęciu!) i ogólne lenistwo.
zdj27
Niespieszny spacer nad jezioro, zdaje się mówić...
zdj28
...iż maków ci u nas dostatek!
zdj29
Pozostało tylko wymoczyć nogi...
zdj30
...dziabnąć po lodziku na straduńskim przystanku i do domu! :)
Komentarze wyjazdu
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
Podziękowanie za udany wyjazd :: 2008-06-16 09:35:16
Niniejszym składam podziękowania obecnym za to, że chciało im się poleniwić nieco na Mazurach pomiędzy jednym odganianiem komara, a drugim :) Bardziej pikantne szczegóły zawrę w relacji, jak tylko znajdę trochę czasu na napisanie jej.
Karolina Mazur
Buzio*Buzio
klubowicz
3916652   ziomkapoziomka@o2.pl   
nic dodać, nic ująć :D :: 2008-06-16 11:20:02
FULL WYPAS RAJDZISZCZE nabrało zupełmnie nowego SMAKU!! =)
Magda Przytuła
Magda nie Magdalena
klubowicz
2831085   magda200watt@interia.pl    
porajd=) :: 2008-06-17 22:03:06
zdjecia sie wrzucaja, zaraz beda ale ja sie niecierpliwie bo strasznie chcialam napisac wsio od razu ale nie mailam do teraz neta...

a wiec:D slowa klucze:
-"ełk i my" za free:p
-lody (nie tylko doda)
-bidminton;p (a wraz z nim mirabelka i piórko)
-ełk i my (ciagle widoczny;p)
-jaja
-kartofle
-baby wesole bezzębne dające jaja i kartofle;p
-agencja
-syf w agencji i posprzatanie jej przez nas;p
-lodówki (badz tez krowy;p)
-biegnace na nas lodowki!
-sciezki zabezpieczone drutem z prądem
-sianko:D
-ełk i my part trzy (nadal widac bloki;p)
-zarcie typowo rajdowe: pierogi, kotlety, jajecznica, ziemniaczki gotowane...
-plywajacy niebialy delfin;p
-ogolnie pelen relax:)))

co dla niektorych wydawac sie bedzie tylko zbiorem wyrazow zupelnie wyrwanych z kontekstu, innym mowic bedzie wszystko i jeszcze wiecej;)

podziekowania za wyjazd na mazury!
Magda Przytuła
Magda nie Magdalena
klubowicz
2831085   magda200watt@interia.pl    
wot i one :: 2008-06-18 00:28:39
focia z mpjego aparaytu:

http://www.sendspace.com/file/fqfeky

enjoy=)
Marta Kur
Marta
klubowicz
3602845   antifa5@wp.pl   
A mi się nie podobalo!! :: 2008-06-18 13:23:15
Po pierwsze mega leniwa ekipa, co chwila tylko robiąca jakieś bezsensowne popasy, a czasem nawet o zgrozo drzemiąca sobie na nich albo czytająca wątpliwie śmieszne żydowskie dowcipy lub też turlająca się z górki po sianie. No jak dzieci!! No i te perwersyjne zdjęcia tejże ekipy w miejscu publicznym!! Wstyd!!!
Noclegi w miejscach zakomarzonych, gdzie albo w nocy buszowały dzikie dzikie dziki dziki, albo krowy jakieś nad ranem. Szok!! Drogi pełne Cosmopolitan, ślimoli i groźno patrzących lodówek. Zgroza!!
Okropne jedzenie: pierogi ledwo ciepłe (lepsze od zimnych kotletów), placek węgierski z niespodzianką, niepasztetowy pasztet, jajecznica bez szczypiorku i boczku - FUUUJ, BLEEEE!!!!!
Piwa jakoś też wyjątkowo mało się popiło, a w pociągu ściany śmierdziały kiełbasą. No i kto to widział, żeby na rajdzie miotłą machać.
Takim rajdom mówię NIE!

Karolina Mazur
Buzio*Buzio
klubowicz
3916652   ziomkapoziomka@o2.pl   
A mi się ni podoba... :: 2008-06-19 23:21:02
...że ktoś się ślimaczy z wrzuceniem fociszczow :P
Chyba, że jaka cenzura poszla w ruch, to może i lepiej.. :D
Krzysztof  Kur
pchełek
klubowicz
3602845   koggut@poczta.onet.pl   
fociszcza wreszcie, zasysajcie kolezanki i koledzy z agencji :P :: 2008-06-20 06:38:30
mazury_kury
Katarzyna Partyka
Katka
klubowicz
453753   katka-a@wp.pl   
aaaaaaaaaaaaaaa :: 2008-06-20 12:11:28
kto opowiadał żydowskie dowcipy beze mnie ....ale mi smutno :(
Marta Kur
Marta
klubowicz
3602845   antifa5@wp.pl   
kasiu kochana:) :: 2008-06-20 19:28:21
uwierz, że myślami byliśmy wtedy z Toba:)
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
A tak z dnia na dzień spadała nam motywacja do maszerowania z plecakiem :P :: 2008-06-22 16:21:19



Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
Mały bonusik dla tych, którzy przewinęli stronę aż tak bardzo w dół ;) :: 2008-06-24 00:00:09



Biały
klubowicz
1329248   
No, ale rolnik mógłby powiedzieć, że idziecie w szkodę ;) :: 2008-06-24 01:57:29
Bonus z dziewczynami z agencji jest przedni - sorry Toff i Krzysiek, ale faceci nie biorą do buzi kiełbaski bądź banana od poniedziałku do czwartku w godz. 10-14 !!
Fajny wyjazd! Za rok zabieram się z Wami :)
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
Tam biorą ;P :: 2008-06-24 21:15:19
Bo to wszechstronna agencja! :)
Krzysztof Oseńko
Kris
klubowicz
7660386   johny_walker2@wp.pl   
Ładne rzeczy sie tam działy.. :: 2008-06-25 16:00:24
Po opublikowaniu tego zdjęcia (agencyjnego) pewnie konkurencja sie o Was bije jak :] Normalnie sam sex!!:)pozdrowienia dla uczestników.
Marcin Kowalski
Przeciętny Kowalski
gość
3676317   marcin[at]dfstudio.com.pl   
Sex Masakra! :: 2008-09-05 17:51:06
Sam bym chciał mieć taką agencję! Ale chyba nie chciałbym do takiej trafić... nigdy nie wiadomo, kto ze zdjęcia akurat będzie miał dyżur ;)))

A w ogóle to tęskno mi za Wami! :(