glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
II Rajd Kursancki do Fromborka z zaskoczenia inny niż poprzednie ;]
termin: 29/30.III
sezon: Wiosna 2008
Radzik1258496333
Autor tekstu: Emila Trudnowska i Adam Kępa
Autor zdjęć: Wszelkie fotografiszcze, których wymienić tutaj nie ma miejsca

Ciężko było zacząć ten rajd. Wpierw kłopoty z połączeniami, potem zmiany rozkładów, potem z kolei nieoczekiwane trudności ze zmianą godziny wyjazdu i coraz większe opóźnienie z rozpoczęciem samej trasy. W końcu na starcie byliśmy przed 16.00! ;)
No ale może od początku.
Wstępem do rajdu było piątkowe wybranie z kursantów ochotnika na Marzannę i inne przygotowania mające na celu w następnych dniach odgonienie zimy, jakąkolwiek by ona nie była.
Pierwszy nakreślony start naszego transportu 10.01 z Gdyni. Składzik malutki, mieliśmy się spotkać z przodu, ale z braku miejsc, w końcu rozleźliśmy się po całym pociągu. Podróż osobiście rozpocząłem we Wrzeszczu, wpierw sennie obserwując różnej narodowości turystów, a następnie coraz bardziej agresywnego pana w starszym wieku, który ze trzy razy dzwonił po kolegów i groził śmiercią różnym osobom, które nie chciały się z nim zaprzyjaźnić. Ogólnie zawsze jakaś rozrywka. W połowie drogi przyszedł czas na pewne przemyślenia sensu „coś tu nie gra” i powiązanie faktów. Jeśli pociąg łapie coraz większe opóźnienie to czy autobus będzie coraz dłużej na nas czekał? Uruchomienie szybkiej infolini z Martą, pomogło nam w uświadomieniu sobie, że chyba brakuje nam gdzieś przynajmniej 10 minut by złapać transport. Tak więc w Elblągu, bez pośpiechu Radzik zapodał spicza powitalnego i daliśmy się poprowadzić Białemu-lokalnemu tubylcowi na rynek, koło którego miał być alternatywny transport. Z tego wszystkiego jednak wyszły pyszne lody i fotka pięknego sklepu z wielkim szyldem „Broń i sex”. Autobus oczywiście nie przyjechał, więc zaczęliśmy wprowadzać kolejny plan alternatywny o roboczej nazwie +10 i jeszcze trochę. Nie warto pytać od czego ta nazwa ;P Ostatecznie jednak niebiosa się zlitowały i nadjechał przedpotopowy tramwaj, tak więc po 13.00 zaczęliśmy się wydostawać z centrum Elbląga. Ale, ale, ale, motorniczy poczekał, aż każdy skasuje bilet -dla urozmaicenia każdy o innym nominale- by zatrzymać tramwaj i powiedzieć, że koniec trasy to tu, 300 metrów dalej. Rozbawiło nas to, ale obok stał kolejny skład więc przerwa w podróży nie trwała długo. Lekkie cofnięcie dla większego rozpędu przed wzniesieniem i już mkniemy dalej ku granicy miasta. A już o 13.27 jesteśmy przy Bażantarni i ruszamy na szlak mający nas doprowadzić do planowanego startu trasy- trasy ciekawej, urozmaiconej i jedynie na 22 i pół kaema ;] Tak więc bez zbędnych ceregieli ruszamy czerwonym szlakiem ku Próchnikowi, by było fajniej trochę zaczyna pokapywać deszczyk i błocko robi się ciekawsze, aż Rolandziszcze zaczyna gorąco dziękować Kościerzynie, że go przekonała do NIE zabrania kijków. Na tym etapie padło też pare złotych myśli w których sypaniu prym wiódł Kazik, ale oczywiście żadnego nie spamiętałem, prócz jednego wcale nie Kazika
-gdzie on poszedł
-sprawdzić, czy rowery stoją (w środku lasu)
W końcu jednak, półtora Komandosa później, po paru delikatnych popasach, permanentnej inwigilacji wszędobylską kamerą, krótkim wykładem na temat sprzątania po sobie na trasie i 12 kilometrach, dotarliśmy do Próchnika. To nic, że było już bliżej 15.00, a niektóre osoby dały wyraźnie do zrozumienia, że bez wody dalej nie pójdą. Ważne że doszliśmy na oficjalny start II Rajdu Kursanckiego ;)
Rozdaliśmy mapy, zrobiliśmy zdjęcie grupowe i to by było na tyle z realizacji tak misternie uknutej trasy. W związku z nieoczekiwanie postępującym upływem dnia, następuje szybka modyfikacja trasy do kilometrażu pozwalającego dotrzeć na nocleg przed nocą. Grupę przejmuje Prezes i rusza żwawo z myślą złapania ostatniego PKS-a z Pogrodzia zaiste jeżdżącego wedle info Marty. Z tyłu zostaje tylko mała grupka, czekająca na tych ze sklepu, który swoją drogą okazał się zamknięty. Wyśledzenie przemarszu naszych nie było trudne a to dzięki pozostawionym tropom –bilecie SKM, świeżym bilecie autobusowym z Elbląga i dwóm oponom samochodowym, choć co do tego tropu były rozbieżne opinie, co ciekawe, śladów obuwia nie zaobserwowaliśmy. Inną ciekawostką była znienacka oczywiście wyrosła tablica oznaczająca granicę miasta Elbląga (godz 16.00), oraz jedyny w Polsce wiatrak o podwójnym systemie pozyskiwania energii, czy coś tam, w każdym bądź razie Kazik nie mógł dojść do siebie z radości przez dłuższą chwilę. Nam też się udzieliła radość z tego powodu i zarządziliśmy popas. Nie ma to jak wiosenny popas, więc na nogi postawiło nas dopiero chylące się ku zachodowi słońce. Szybka fota pod wiatrakiem i zatrzymujemy się dopiero w sklepie w dawnym PGR Pagórki. A przed sklepem bujne życie towarzyskie miejscowej młodzieży, w sklepie nie lepiej, kolejka jak za piwem przynajmniej, choć muszę przyznać, że wszyscy byli dla nas bardzo uprzejmi, aż miło wspomnieć. W końcu do Pogrodzia też nie docieramy tylko walimy sprintem do najbliższego przystanku na Frombork usytuowanego w Zajączkowie. Zapada ciemność. Na pewno już nie chce nam się chodzić, do tego przesympatyczna woźna z naszego noclegu uruchamia drugą tego dnia gorącą linię i zaskakuje mnie, że już wszystko przygotowała w szkole. Trochę się niepokoimy na tym przystanku, czy aby kierowca się zatrzyma, więc, część z nas zajmuje pozycje w cieniu by go nie przepłoszyć. A jak już się zatrzymał to było po ptakach ;] ale tu może oddam głos Emili
Nasz czteronożny uczestnik wyprawy (Talar) nigdy nie był wielkim zwolennikiem podróży środkami lokomocji typu PKS a to, co przeżył (o dziwo!) na krótkiej trasie do Fromborka na pewno utwierdziło go w przekonaniu, że „na leżąco” nie zawsze lepiej…
PKS podjechał całkiem wypełniony tubylcami, my wsiadamy w pierwszej partii uczestników rajdu – ok. 20 osób, drugie tyle pozostaje na zewnątrz… wydaje się, że nikt więcej się już nie zmieści… Talar nieco przydeptany przez ok. 7 stóp i 2 plecaki leży i udaje dzielnego (a nóż to jakaś nowa zabawa).
Nagle cud: okazuje się, że po uruchomieniu mechanizmów upychania, pakowania i wciskania następne 20 osób także znalazło się w busie… okna zaparowane, ściany trzeszczą, plecaki nad naszymi głowami, pomiędzy naszymi nogami – szpilki nie wetkniesz.
Talar… został wciśnięty przez kilkanaście napierających stóp pod siedzenie (tzn głowa i barki a reszta ciała dalej dźwiga plecaki). Na szczęście jego mordka znalazła się przy nogach miłych pań, które głaskały umęczone zwierzę, by zmniejszyć jego cierpienia oraz świeciły mu po oczach tel. komórkowym podczas sesji zdjęciowej. Kochana Natasza co kilka minut sprawdzała czy biedactwo oddycha (wyczuwała ruchy klatki piersiowej), po czym uspokajała mnie: „Talar jeszcze żyje”. Mój mały przyjaciel może trochę zbladł, ale wyszedł z opresji bez szwanku, a wieczorem rozlewane przez Hopka piwo na ziemię zrekompensowało mu trudy podróży.

Do tego warto dodać, że pakowanie trwało z 10 minut-częściowo przez sprzedaż biletów- na szczęście by przyśpieszyć proces i ulżyć kierowcy uczynnie uruchomiliśmy drugą nitkę zgnioto-upychaczy tylnym wejściem. Ostatecznie na zewnątrz został jeden nasz człowiek, ale to było w planie czyż nie Misiek? ;P A w PKS-ie było nad wyraz miło i wcale, nie chodzi tu o trzymanie ręki na jakimś kobiecym pośladku, a po prostu cała sytuacja była komiczna, do tego różni ludzie ciągle przekazywali kierowcy różnorakie prośby przy wsparciu parędziesięciu gardeł. We Fromborku ponownie coś się stało niespodziewanie i znienacka, a mianowicie zaskoczyła nas, a przynajmniej mnie wyżej wspomniana już woźna czekająca na nas na przystanku pod Kopernikiem. Niestety żadnych pozorów przyzwoitości nie udało się zachować, bo od razu pare naście osób bezczelnie zagadnęło o sklep. Szczęście, że udało się wszystkich utrzymać w ryzach i zaciągnąć wpierw do szkoły mieszczącej się w sumie na wzgórzu katedralnym pare metrów od zabytkowych murów obronnych kompleksu. A szkoła cud-miód, nawet obiecane dwa czajniki były. Do kolacji się wiele nie wydarzyło, pielgrzymki do sklepu, robienie kolacji, nudy, choć w pewnej chwili wrócił ze sklepu jeden z kursantów –tu kazano mi napisać- „ze łzami w oczach” i ostrzegł by nie chodzić samotnie do sklepu bo pod nim wyzywają od długowłosych gejów ;] Wracając do kolacji, to zrobiliśmy dla wsparcia tradycji dwa zonki, ale słabo nam wyszło, a przed samą kolacją dotarła grupa zmotoryzowana z Marzanną i tortem dla pewnej solenizantki zwanej Adą. Gromkie sto lat, gratulacje i prezenty. Jeszcze szybkie ogłoszenia parafialne i już przed 22.00 jemy kolację. Noc minęła nam bez jakiś godnych przytoczenia po raz kolejny szczegółów. Ploty, sala, gitara i do prawdy nie wiem dlaczego kładłem się w okolicy 6.00 spać, pewnie z powodu przestawienia czasu? Poranek zaskoczył mnie już przed snem, więc po pobudce mogło zaskoczyć jedynie to, że zostało do sprzątania tak dużo osób ;] Mimo pewnych obaw, ekipa dała radę, a przy okazji muszę pochwalić pewną parę kursantów, którzy mogli na opuścić wcześniej, a jednak po krótkiej rozmowie nie tylko zostali, ale i ostro wspomogli przy doprowadzaniu szkoły do ładu. Po 10.00 opuściliśmy szkołę kierując swe kroki do katedry. Marzannę jako, tak jakby pogański element naszej kultury, pozostawiliśmy na zewnątrz nie broń Boże z powodu przylepionej do niej podobizny ojca dyrektora czy napisu „gej over”. W niedziele zwiedzanie jest gratis, ale o przewodniku internet nic nie wspomina więc znów jakieś zaskoczenie, trochę podywagowaliśmy o miejscu pochówku Koperniszcza, japońską modłą popstrykaliśmy foteczki i dalej w drogę. Przy bramie okalającej Katedrę zaskoczyła nas ludzka uczciwość pewnej pani, która krzykiem poinformowała nas, że Seba zgubił telefon. Pod wzgórzem pożegnanie, szybkie zakupy na drogę i część osób idzie na PKS, który nie powinien już zaskoczyć, że nie przyjechał, ;P a reszta rozpoczęła marsz torem w kierunku na Tolkmicko. Szliśmy tak i szliśmy, słoneczko przygrzewało, aż Marcin zakrzyknął, że czas na popas i zaczął się wspinać na najwyższe wzniesienie jakie do tego momentu udało się nam spotkać tego dnia. Oczywiście największą frajdę miał Talar, my już niezbyt, ale na górze popasik niczego sobie, gdyby Marzanna nie upadła, a Talar nie biegał po leżących za kijem, to by nie było o czym wspomnieć, tak było spokojnie. Wkrótce ponownie schodzimy do toru i dalej szukamy końca bagien i dojścia do plaży. Ponownie Talar się wybija i zażywa pociesznych kąpieli bagiennych w czarnym szlamie co dla psa koloru „ekri” jest nie wątpliwie nawet zalecane. Gorzej jak dochodzi do otrzepania wśród nas, lub nie zamierzonych obtarć ;) W końcu jednak nie wytrzymujemy i postanawiamy skończyć z Marzanną szybciej na moście przerzuconym przez jakąś rzeczkę. Tu też nasza psina nauczyła się chodzić po samych podkładach. Przy pierwszym przejściu wszyscy wzdychaliśmy na widok obsuwających się łap i drgającego ciała ze strachu, ale potem nawet Emila się zdziwiła, jak Talar z premedytacją powtórzył wyczyn, coraz pewniejszy raz i drugi. A co do Marzanny, to tym razem nauczeni wieloletnim doświadczeniem choćby Orłowskiego mola z poziomym śniegiem z deszczem, zarząd załatwił benzynę. Pinio z zapałem zabrał się do polewania kukły, a że Katka stała obok, to mogło się wydać, że i ona skończy jako czarownica. Samo spalenie było nawet wystrzałowe za sprawą sylikonowych piersi, potem zaczęła nam się Marzanna rozpadać i tak jakby podpalać pewne inne rzeczy jak np. nogawkę Prezesa, czy podkład kolejowy, ostatecznie osunęła nam się Marzanna pod wiadukt i pozostał po niej tylko krzyż drewniany z jedną nogą, akurat z napisem „gej over”. Już widzę jak to wyłowią w jakimś „tolerancyjnym” kraju i oskarżą Polaków o palenie homo na krzyżach ;) Po tej przerwie żwawo wyrwaliśmy dalej, aż do momentu, w którym lekko się zgubiłem w ocenie sytuacji, więc oddaję głos Emili.
Ponieważ pozostanie z grupą „Popasową” groziło nie tylko stanem nietrzeźwości, ale także powrotem na stopa (a Talar nie gołąb – sam do domu nie wróci) kilku śmiałków zdecydowało się pognać do malowniczego Tolkmicka. Spacerek był nad wyraz przyjemny: słońce, las, morze w oddali i dobre humory nie opuszczały nas przez całą drogę.
Niestety nie zaliczyliśmy wejścia na wieżę widokową, ale widocznie nazwa „wieża” była nieco na wyrost skoro dało się ją przeoczyć... Do celu doszliśmy godzinkę przed transportem, toteż pozwoliliśmy sobie na mały luksus: zapiekanki. W tym celu zwiedziliśmy „śródmieście”, aby dotrzeć do niesamowicie klimatycznej i pięknie zrobionej knajpki ukrytej między ruderami.
Trzeba się było jednak spieszyć na PKSa… wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy jak bardzo Sebastian był domyślny mówiąc „to podejrzane, że na tym rozkładzie jest tak dużo opcji powrotu i te autobusy tak często jeżdżą”, bo rzeczywiście Tolkmicko nie jest żadnym centrum komunikacyjnym...na szczęście posiada wykwalifikowaną informację turystyczną w postaci miejscowych żuli. Uświadomieni, iż to, co na rozkładzie ma się nijak do rzeczywistości pozwoliliśmy sobie na następny luksus: piwko wypite pod komisariatem policji. Kiedy już zdążyliśmy się pogodzić z faktem, iż czeka nas spacer do Elbląga, nagle pojawił się autobus  Nie było już czasu na zaopatrzenie się w pełne butelki toteż cała dzielna TURBOgrupa slodko spała w pociągu, gdzie spotkaliśmy jedną z naszych kursantek.

W każdym bądź razie, pare osób ruszyło do Tolkmicka na PKS, który, co mnie zaskoczyło, tym razem przyjechał, a reszta skręciła na bagna w celu odnalezienia plaży. Oczywiście skończyło się to przejście po paru przebitkach przez fajne błocko, na bagnach. Tak nas to wciągnęło, że postanowiliśmy na tym bagnie popasić, a popas to był nie byle jaki, piwko, sucharki, żołądkówka, kiełbaski, pasztet, twarożek, chleb nie koniecznie w podanej kolejności. Zeszło nam kolejne z 40 minut, a gdy przyszło do odwrotu Rolandiszcze się do nas dosłownie wypiął dzielnie prezentując jak nie należy siedzieć na krawędzi karimaty wśród bagniszczy. Odwrót prowadził spowrotem do toru, ale plan po raz kolejny uległ modyfikacji i postanowiliśmy przyśpieszyć tempa wędrówki schodząc z drogi, wspinając się pod większe wzniesienie, następnie trochę klucząc w krzakach, potem schodząc z dość ostrej górki by w końcu... wyjść na drogę z której zeszliśmy 10 minut i 50 metrów wcześniej. ;] Ale kto by się przejął! W końcu mieliśmy wiosnę. Kolejne 12 minut jednak szliśmy tempem lekko szybszym, aż skręciliśmy w jakąś łąkę i nie było bata, popasik musiał być! Widoczek na zalew, słoneczko słabiej ale jeszcze przygrzewa. Fajnie było, ale w końcu zirytowały nas obłoki skutecznie odcinające słońce, większy wietrzyk i zaczęliśmy się zwijać dalej. A przy zwijaniu państwo Kurowie, Kościerzyna i Roland przetestowali nową wersję zabawy w kanapkę z użyciem karimat przy czym Kasia się zepsuła przy tej zabawie jednocześnie psując kanapkę. Kolejne 7-10 minut i dochodzimy do wioseczki o nazwie bodaj „Narusa”. Stąd PKS mamy mieć za 50 minut więc czas na popasik, pamiętam jednak z niego tyle, że się wygodnie rozłożyłem i usłyszałem coś w rodzaju „zwijamy się” więc wstałem i ruszyłem na PKS ;) W tym wypadku zaskoczenia nie było i PKS przyjechał punktualnie, ale z podróży tylko pamiętam, że myślałem o pizzy w Elblągu. Na miejscu jednak nieoczekiwanie z zaskoczenia oczywiście się okazało, że pociąg odjeżdża za 10 minut, więc znów się podzieliliśmy i najwytrwalsi zostali by coś zjeść, a Ci którym się w miarę śpieszyło i mieli być wcześnie w Trójmieście jak np. ja, ruszyli do domu, by dotrzeć do niego jakoś po 20.00 ;]
zdj1
Powitanie uczestników na dworcu w Elblągu (godz ok 12.00)
zdj2
Pełna integracja, czyli jak żubr z wężem
zdj3
A Kazik nie odpuszczał. czyżby kolejny film z serii Robakowo? ;]
zdj4
Takie błoto, że aż tych w adidasach żal (godz po 14.00)
zdj5
Fotka z serii życie grupy
zdj6
Grupa bez grupowego fotiszcza to nie grupa (godz po 15.00) Miejsce planowanego startu rajdu
zdj7
"A bo ci organizatorzy tak szybko chodzą" ciekawe dlaczego
zdj8
Zaskoczeni z zaskoczenia ta tablicą, w końcu to już godz 16.00 ;]
zdj9
Wiatrak obracający się w dwóch płaszczyznach? Czemu nie?
zdj10
Miejscówka pod wesołym sklepem
zdj11
My sobie leżymy a tu nagle z zaskoczenia zachód ;P
zdj12
No na przystanku to się nie zmieściliśmy
zdj13
Zejście z oczu nadjeżdżającemu PKS-owi ;]
zdj14
a potem małe kongo, wyprostować aparatu nie szło
zdj15
Podszepty złego? Ta połówka dla nas a tamta dla reszty
zdj16
Kris rozpędza imprezkę
zdj17
Poranna aura tajemniczości
zdj18
Zwiedzanie katedry z szukaniem grobu Koperniszcza
zdj19
podejrzewam, że Kościerzyny latem w Trójmieście nie zaznamy
zdj20
O tam zrobimy popas zakrzyknął Prezes wskazując gdzieś w kierunku obłoków na niebie
zdj21
A na górze jak w niebie czas prawie stanął
zdj22
nie wiem dlaczego to foto znalazło się w tej relacji, ale nie mogę go wypieprzyć :)
zdj23
Drżący jak galareta Talar uczy się chodzenia po drabinie
zdj24
Przygotowania do gej overu
zdj25
Niech każdy widzi, że na naszych rajdach już zimy na tym kursie nie będzie
zdj26
popas chodzony, z serii szukamy suchego dojścia do morza
zdj27
To nie odcisk buta tylko efekt krzywego popasania na karimacie wśród bagien
zdj28
Z serii materiałów dydaktycznych: dwie techniki pokonywania błota, na tancerza i na mortal kombat
zdj29
Popas widokowy
zdj30
kanapka zepsuta przez...a przy okazji poza tematem. Nigdy nie mów, że ci zimno wśród uczynnych GDAKKów
Komentarze wyjazdu
Piotr Daukszewicz
Piotr
klubowicz
2284816   piniowaty@poczta.onet.pl   kom 506512185  
oj wesolo bylo :: 2008-04-07 01:06:52
Marzanna sie ostro bronila i oblala mnie nawet benzyna,na szczescie nie podpalila mnie :P Musze przyznac, ze wystrzalowa z niej byla laska, zwlaszcza jak umierala hehehehe hardcore :P
Patrycja Armada
Patrycja
klubowicz
armandaaa@wp.pl   
:) :: 2008-04-07 01:06:52
Melduję, że "grupa samochodowa" w rytmie muzyki tureckiej i brazylijskiej bezpiecznie dojechała do Gdańska ! O wiele lepiej wracało się bez nóg Marzanny na kierownicy ;) Po drodze, mijając bociany w gniazdach:), zazdrościliśmy Wam dzisiejszego spaceru i pogody... Szkoda, że nie mogłam być na rajdzie, ale cóż... siła wyższa ;) Impreza też fajna.
Mam nadzieję że dzień nr 2 rajdu lepszy niż dzień nr 1
Sylwester Ciszek
Sylwester
klubowicz
4890957   cichuu@wp.pl   www.86.fotolog.pl  
ehhh :: 2008-04-07 01:06:52
znow cos fajnego mnie omineło:(
Katarzyna Michałowska
katrmich
klubowicz
770926   katrmich@gmail.com   
foty- malo, ale zawsze coś :: 2008-04-07 01:06:52
a tu dosłownie kilka moich fot:

http://www.speedyshare.com/976182396.html
Roland Kucharek
Huncwot
klubowicz
3328700   destroyer_of_worlds@wp.pl   
Filmiszcze umieściszcze :: 2008-04-07 01:06:52
Stolaciszcze dla Adziszcze:
http://www.driveway.com/QxX9gDILri

I film pod tytułem "Jak to prezes psa przekupił":
http://www.driveway.com/5oTB9XHtIS
Michał Stoliński
misiek
gość
4547732   mstolins@gmail.com   
Siemanerro! :: 2008-04-07 01:06:52
Tak to ten zły człowieczek który sobie pojechał do domu :P
Ale ze mnie ciołek hehe jak mnie która/y zobaczy poproszę o hehej jak to ująć "delikatne załatwienie sprawy" :D
Następnym razem to sie nie powtórzy...

W sumie było fajne blotko + KTA + mega wporządku ludzie czyli to co miski lubią najbardziej hehe nie zapomne o białym i czerwonym komandosie heh butelke mam w domu jak ktoś lubi zbierać takie artefakty:)

Gdyby nie ten spóźniony osobowy, ta pani z informacji, która wprowadziła w błąd RRadzika no i ten tramwaj - masakra :)

Pozdrawiam bardzo gorąca uczestników RRajdu :]
Sebastian Kucel
albercik
klubowicz
1546032   gimli_wej@interia.pl   
garść fotek :: 2008-04-07 01:06:52
http://www.driveway.com/c6c6z9o5g6
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
foty :: 2008-04-07 01:06:52
Pinio, Rolandiszcze, a gdzie foty?
Michał Kasperowicz
Michał
klubowicz
2627363   mkasperowicz@wp.pl   npnet.org/~kacper  
troche fotek :: 2008-04-07 01:06:52
http://www.speedyshare.com/291353210.html
marcin nowak
marcin3miasto
klubowicz
5843938   marcin3miasto@hotmail.com   
niedzielne popasy :: 2008-04-07 01:06:52
i parę zdjęć z nich
http://www.speedyshare.com/711573798.html

w 6 godzin pokonano dystans ponad 7 km aby dojść do miejscowości oddalonej o 3km :)
Kazik Kazik
Kazik
klubowicz
xzn(małpa)o2.pl   
kilka zdjęć :: 2008-04-07 01:06:52
http://www.speedyshare.com/988367305.html
Roland Kucharek
Huncwot
klubowicz
3328700   destroyer_of_worlds@wp.pl   
spokoiszcze :: 2008-04-07 01:06:52
tylko doiszcze do siebiszcze i zdjęciszcze obrobiszcze umieściszcze na forumiszcze
Marcin Kur
kuroslaw
klubowicz
kur.kuroslaw@gmail.com   
srutu tutu peczek drutu... :: 2008-04-07 01:06:52
a tymczasem ja mam jakis znaleziony rano na rajdzie calkiem ciekawy skladany noz z drewniana rekojescia... wlasciciel proszony o kontakt ze mna :P

poza tym zapomnialem rano wziac i spakowac swoj spiewnik, wiec jak ktos jest szczesliwie w posiadaniu takowego z oryginalnym podpisem - rybek, to tez jest proszony o kontakt ze mna...

no i dzieks za rajdzik, a szczegolnie niedzielne popasiszcza :)
Ada Borkowska
ada
klubowicz
6107563   adelayda@op.pl   
zguby rajdziszczowe :: 2008-04-07 01:06:52
Ooo więc nie ja jedyna utraciłam śpiewnik :) ( jak zwykle :/, który to z kolei??...)
ja poszukuję śpiewnika charakterystycznymi fioletowymi notatkami na ostatnich stronach stworzonymi przez uciekiniera co nie ma go w kraju:) śpiewnik jest prawie jak nówka :P czyli odpowiednio spulchniony różnego rodzaju napojami :P oraz nie posiada okładki, swoje przeżył, czekam na odzew ...
dzięki za rajdziszcze, POPASY w nd to sprawa nadrzędna, niezbędna, bezcenna i obowiązkowa... :)
Kazik Kazik
Kazik
klubowicz
xzn(małpa)o2.pl   
zguby :: 2008-04-07 01:06:52
Nic tylko otworzyć biuro rzeczy znalezionych ;) Kurosław - przypuszczam, że znalazłeś moją kosę :) ( niklowane zakończenia rękojeści i na myśliwskiej grawerce dopisek "hand made"). Jeśli możesz, to przy najbliższej okazji przekaż ją Prezesowi.
Emilia Trudnowska
emilek
klubowicz
6442891   emilia.trudnowska@gmail.com   
ale fajnie było :) :: 2008-04-07 01:06:52
pierwszy dzien z przygodami, miescowa komunikacja najpierw troche zawiodła, potem zadziwiła swą wydajnością (PKS z ok 70 osobami i psem to jest coś...)
o imprezie oczywiście nie muszę wspominać... bo to dziedzina która wychodzi nam zawsze :D
okazuje się też, że można zamówić ciasto z 3city na konkretną godzinę :P
a ta niedziela: tradycyjnie najlepsza część rajdu :) każdy wytrwały gdakkowicz wraca szczęsliwy (bo wypasiony) :P

Tomasz Radzikowski
Tomek R.
klubowicz
tom.radzikowski@gmail.com   
problemy transportowe :: 2008-04-07 01:06:52
takowe nie skończyły się w sobotę... W niedziele PKS o 10:56 nie przyjechał a następny nie dowiózł nas na czas, w związku z czym uciekł nam pociąg do 3miasta. Na szczęście był klimatyzowany PKS Warszawa do Gdyni :)
Piotr Daukszewicz
Piotr
klubowicz
2284816   piniowaty@poczta.onet.pl   kom 506512185  
foty :: 2008-04-07 01:06:52
Krotki Zywot Marzanny:
http://www.sendspace.com/file/qd4ezi

Pare spiewnikow wrzucilem do klapy w pokrowcu gitary ktora pojechala samochodem z Patriszcze
Patrycja Armada
Patrycja
klubowicz
armandaaa@wp.pl   
zguby;) :: 2008-04-07 01:06:52

Jakie Patriszcze !? :) Zgłaszam protest przeciw Patriszcze!! :)

Jeśli chodzi o śpiewniki to do Krisa, bo u mnie gitary i jej pokrowca w samochodzie nie ma; za to Marzanna coś zgubiła :p ... jakąś bransoletę z ćwiekami :) Nie wiem kto jest jej spadkobiercą teraz ???
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
rranny :: 2008-04-07 01:06:52
rajd zgubionych połączeń i rzeczy, a myślałem, że to tylko ja się w niedzielę nie wyspaqłem :P
Roland Kucharek
Huncwot
klubowicz
3328700   destroyer_of_worlds@wp.pl   
A oto i one :: 2008-04-07 01:06:52
Długo wyczekiwane, szałowe i powalające

http://www.driveway.com/g9v2o6h2v5
Anna Ceska
Ania C.
klubowicz
3539025   anncess@wp.pl   
Zdjęć cd :: 2008-04-07 01:06:52

trochę to trwało, ale w końcu przesyłam linki do zdjęć:

http://www.speedyshare.com/486772833.html
http://www.speedyshare.com/913345273.html

Sebastian Kucel
albercik
klubowicz
1546032   gimli_wej@interia.pl   
foty by Łukasz :: 2008-04-08 16:59:47
jakby komuś brakowało fotek z rajdu to może sobie jeszcze dooglądać :D

http://www.driveway.com/f7y3c9b4y8
Emilia Trudnowska
emilek
klubowicz
6442891   emilia.trudnowska@gmail.com   
w podzięce za fotki łukasza :: 2008-04-08 21:54:41
wow wow wow
właśnie na twoje zdjęcia czekałam !!!!! Talar gości na wielu wielu fajnych fotkach, thx