glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Śniegołazy 2008
termin: 23/24.II
sezon: Wiosna 2008
1.197865E+09
Autor tekstu: Adam Kępa, Tomasz Marek Karol hr. Larczyński & Arkadiusz Pranga
Autor zdjęć: Tomasz Larczyński, Kazimierz Niecikowski oraz Marcin Nowak

Prosimy o umieszczanie linków do zdjęć i komentowania :)

Część komentarzy przeniesiona z relacji na żywo i bezpośrednio po imprezie ;)

...a zatem na początek...

Relacja grupy wejherowskiej


Łohoho, a zatem wziąłem udział w historycznej, rekordowej trasie Śniegołazów: jedynej (z 6 dotychczasowych), w której wyznaczony szlak przeszło dumne 100% ekipy. Złe języki mówią wprawdzie, iż było to spowodowane rekordowo nisko liczebnością trasy (5 osób), ale kto by tam zwracał na to uwagę. W końcu nikt nie kazał wam iść w 50 luda + 1 pies z Władysławowa, w dodatku pod wiatr #-))) My zaś zwartym tempem wymknęliśmy ze stacji Wejherowo i, pożegnawszy się czule z rowerzystami (hardo obiecali, że dojadą do Władysławowa i wrócą tą samą trasą), ruszyliśmy przez wymarłe osiedla Grodu nad Redą na Szlak Krawędzią Kępy Puckiej. Przy okazji okazało się zresztą, iż był to najgorzej oznakowany odcinek trasy i niemalże na śmierć zabłądziliśmy pośród złowrogich, tajemniczych bloków mieszkalnych; już byliśmy w rozpaczy, już mieliśmy zjedzone ostatnie wafelki prince-polo, ale w ostatniej chwili od niechybnej zguby uratowała nas moja busola, bezbłędnie wskazując kierunek E, którym wydostaliśmy się z miejskiej dżungli do zbawczych zarośli przetykanych z rzadka sarnimi kupami. Tamże pomknęliśmy raźno w kierunku na Połchowo, zanurzając się tuż przed szosą Gdynia-Hel w fajniutkie opady deszczu o temperaturze +2 (puściło tak gdzieś w rejonie Rzucewa). To znaczy, prawdę rzekłszy, dalej szlak, też był bardzo badziewnie oznakowany, ile że niżej (wyżej?) podpisany znał go na tyle dobrze z autopsji, iż niestraszne były nam mordercze kaszubskie wioski pełne fałszywych znaków i wilczych dołów. Za Połchowem na pozytywnym błotozjeździe zoczyliśmy ślady ślady wielorowerowego, intensywnego blokowania kół, co dodało nam otuchy, w sensie: nasi rowerzyści też tędy jechali! A że na zadnym drzewie nie znaleźliśmy śladów wbitych zębów, to domyśliliśmy się, że i przejechali. Nic to; maszerowaliśmy sobie na tyle raźno, iż grupę władysławowską – a właściwie dwuczłonowego, wijącego się dziesiątkami czołówek pancernego molocha – złapaliśmy sporo po punkcie będącym środkiem trasy. Grupa, jak nam przekazali, rozdzieliła się na dwie: ta raźniejsza wpadła na nas w Rzucewie, a ta większa i bardziej wykończona – jakiś kilometr dalej, na plaży.

I tak zaczęła się dla nas druga, „utorowana” przez ekipę władysławowską część trasy. Wkrótce zrozumieliśmy, na czym złapali oni tak duże – w stosunku do nas – opóźnienie. Okazało się, iż między Rzucewem a Rozgardem większość trasy wiedzie plażą, wkrótce zamieniającą się w wąziutką warstwę bagienka ciągnącego się u stup klifu, przetykanego co cca 10 metrów nie-do-przebycia zwalonymi z góry drzewami – widać było, jak potężnie musiało tu wiać kilka dni wcześniej. Cóż było robić? Częścią drapiąc się po klifie, częścią brodząc w lodowatej Zatoce Puckiej, jakoś ten odcinek przebrnęliśmy. A mając to za sobą, reszta już nam śmignęła: ostatni dłuższy odpoczynek na ¾ trasy w Pucku, zmiana tamże szlaku na Swarzewski i już jesteśmy we Władysławowie. Voila!

A OTO BOHATEROWIE TRASY WEJHEROWSKIEJ:

Jakub Kowalczyk
Marek hr. Larczyński
Tomasz Marek Karol hr. Larczyński
Grzegorz(?) Oksanicz
Łukasz Płotecki


...a oto, co miał do powiedzenia wielebny przedstawiciel...

grupy władysławowskiej


Sprawdzam pogodę w środę
Sprawdzam pogodę w piątek
Sprawdzam pogodę w sobotę. Będzie mocno wiało, poziomy deszcz, ma być też ciemno. Dobra! Idę! Szybkie wygrzebanie kurtki z kosza do prania, schowanej tam jesienią i jestem gotowy.
W SKM do Gdyni wpadam na poprzedni kurs OT, szybka kalkulacja, jeszcze się mogę wycofać, ale już mnie zobaczyli, jak wysiądę to pomyślą, że się ich boję, trudno.
Jeszcze do Gdyni nie dojechałem a już mogłem obejrzeć damskie majtasy zaprezentowane przez Karolę, jakby oglądanie takich rzeczy było naturalną czynnością w kolejce.
Miejsce zbiórki na Gdyńskim dworcu, a tam ruch jak w lecie, co nie pomogło w organizacji czegokolwiek. Mimo, rozkładu na tablicy przesuwającego naszą podróż o pół godziny, twardo idziemy pomarznąć na peron i wyraźnie wysłuchać komunikatu korygującego.
Zdegustowani znów się rozłazimy. Nawdychawszy się fetoru ekskrementów dolatującego z pobliskiego korytarza, Fifa-a jakże-postanawia zapalić papierosa. Nie odebrałem jeszcze pięciu telefonów pod rząd od zagubionych duszyczek a już zmiana klimatu przyciąga podpitego osiłka z metalowym prętem w dłoni. Nie przeanalizowałem jeszcze możliwych zastosowań tego urządzenia, a już usłyszeliśmy trzydniowym basem: „Fajkę macie?”
I tu Wojnar- Fifa się znaczy- zastosowała wieloletni trik:
-skręty robię
-że co?
-fajki skręcam, sam
-a to ja poproszę
No i co było zrobić, przeprowadzono rytuał skręcania, przy akompaniamencie słów zdziwienia:
Tyle lat palę, ale jesteś dopiero trzecią osobą, która bierze taką fajkę, częściej mnie częstowano myśląc, żem w potrzebie. Czas mijał, więc w końcu ponownie zaczęliśmy się zbierać, a co się robi na dworcu jak się czeka? Oczywiście fotkę. Kazik rozstawia statyw, a my siebie. Oczywiście Szynobus akurat się pojawia, ale nas nie ma, jesteśmy na zdjęciu.
Drętwy ustalony przez stałych podróżnych mikroklimat zostaje z hukiem zmieciony naszym wtargnięciem. Siadam sobie z Radzikiem, Adamem i Piotrem, obok Kazik z Karoliną i Asią obnoszącą gips z nieprzyzwoicie sporą ilością wolnej przestrzeni na złożenie autografu. Robi się ciepło, błogo, prawie klimat na imprezę, no to może karciochy itp? Ale siedliśmy koło małego wypukłego punkciku –ponoć kamery. I tu pomogła ułańska fantazja Kazika, wystarczyło położyć odpowiednio plecak na półce by zasłonił judasza w ścianie. Nie przewidzieliśmy tylko, że zmotywuje to konduktora do przejścia całego składu i odwiedzin w naszym kąciku, co nie przeczę wywołało mały popłoch w naszych szeregach. Przeproszono nas i poproszono o przesunięcie plecaka. Od tej pory obsługa mogła oglądać Piotra niezwykle często wąchającego stuptuta. Wysiedliśmy we Władku i okazało się, że jest nas trochę dużo. Prezes powiedział pare słów, jedynego psiaka w rodzinie –Talara- ubrano w odblaskową kamizelkę, co wzbudziło trochę żartów, rozdano nam naklejki ponoć wymienne na miskę strawy na mecie ;P i już mieliśmy ruszyć, gdy ktoś wymyślił zdjęcie ;) teraz każdy kto się o nie dąsą powinien przypomnieć sobie taniec fotografa starającego się nas oświetlić i ładnie podziękować za to kino. A teraz warto sobie wyobrazić scenkę. Siedzimy ze znajomym nocą na pustym cichym dworcu, popijamy, gadamy, gdy wtem otwierają się drzwi i przed naszymi oczami przemaszerowuje znikąd dłuuugiii sznurek ludzi znikając w drzwiach po drugiej stronie sceny. Za ostatnią osobą zamykają się drzwi, znów zapada cisza…
No tak, ale trzeba by odpowiedzieć na cisnące się na usta czytelnika pytanie: Gdzie deszcz?
Oto i on, nieśmiały, ale jednak, pojawił się przy ostatnich zabudowaniach Władysławowa, wzbudzając uzasadnioną euforię. Jakby tej wody nie było pod dostatkiem pod stopami, co brutalnie uświadomiła mi Ada włażąc w kałużę, aż poczułem na twarzy. Na pewno nieświadomie ze szlaku dosyć szybko znaleźliśmy się na ścieżce rowerowej mknącej do samego Pucka, co na pewno było przypadkiem i nieświadomym skróceniem drogi, co później organizator skwitował słowami: „ale ten skrót przed Puckiem to był okrutny”.
Plotki, ploteczki, faceci gadają o poważnych sprawach i już wchodzimy na tereny puckopodobne. 10 min. Postoju i ruszamy na PKP, ale wcześniej przechodzimy przez małe rondo, gdzie pozujemy do zdjęcia i zaraz pojawia się patrol policji. Oczywiście zachowujemy powagę. Odbici od PKP kierujemy się przez rynek, spowrotem nad morze. Przy rynku wpadamy na grupę rowerzystów, jednak większe zamieszanie stwarza kontakt z miejscową młodzieżą. Tu następuje podział. Ci, którym się śpieszy mkną dalej, pare osób rusza do sklepu reszta czeka, Prezes się irytuje. No teraz coś dla miłośników opisów przyrody. Było ciemno, ale znaj moje poświęcenie; na trasie do Rzucewa było eee, było dużo chodzenia i, i zeszliśmy na plażę i. i były drzewa leżące akurat na naszej trasie, co niektórzy omijali łukiem-sprint biegiem przez morze ;) W końcu nawet udaje nam się zgubić szlak. Pod rzucewskim zamkiem znów chwila postoju i ostatecznie żegnamy się z wodą stojącą, a witamy z deszczem. O spotkaniu grupy podążającej z Wejherowa nie będę się rozwodził, pozostawiam to organizatorowi. Potem jest czarna dziura, różne rozmowy, ciemność i gdzieś w oddali dźwięk Szynobus w brutalny sposób przemawiający: Ej bolą Cię nogi, nie chce Ci się już chodzić, poza tym już świta. No, więc co się miałem stawiać. Korygujemy trasę w gronie, który się wokół ostał i ruszamy na Redę. Godzinę później w Rekowie mijamy mały peron roztrząsając kwestię czy jest wśród nas ktoś gotów do tak wielkiego poświęcenia, by odbić te 10 metrów do rozkładu jazdy. W końcu rusza Radzik. Z zapartym tchem śledziłem jego trasę, wpierw, gdy wskakiwał na ten peron omal nie krzyknąłem by wracał, by się tak nie poświęcał, ale on szedł dalej jak burza, a przynajmniej jak walec. I doszedł! Łza w oku, że mu się udało, a na rozkładzie co? Pociąg za 7! Minut. Nie byliśmy w stanie sobie odpuścić tej gratki. W szynobusie, gdy już zajęliśmy miejsca zaskoczyła nas wychodząca z toalety Asia, okazało się, że jest nas więcej w tym składzie. Ostatnią godna wspomnienia rzeczą była wysiadka w Chyloni by płacić tylko jednemu przewoźnikowi za podróż do domu. Pierwszy pociąg jednak się nie pojawił, nie powiodła się też próba wystawienia biletu grupowego na Śniegołazy. Mimo tych perturbacji, SKM w końcu nadjeżdża i w domu ląduje po 8.00.

...i na koniec...

Relacja grupy rowerowej


Na dworcu PKP Wejherowo Gł. stawili się zgodnie z zapowiedzią: MarcinK, mit i arekp. Zabrakło atora, ale ten w relacji pojawi się za moment... Planowo start obu grup tej z Wejherowa i tej z Władysławowa miał nastąpić o 21.30. Jednak jak się dowiedzieliśmy od organizatora "Władysławowo" z racji zmian w rozkładzie PKP będzie o "jedną kolejkę" później.
Grupa Wejherowska była zaskakująco mała, bo liczyła zaledwie pięciu piechurów i nas, czterech rowerzystów. Zapowiedzi natomiast mówiły o kilkudziesięciu osobach mających iść z Władysławowa - zobaczymy...

Daliśmy nieco piechurom fory i odczekaliśmy na dworcu przysłowiową TYLKO "fajeczkę" no i przy okazji, byli chociaż przez kogoś żegnani. Jak tylko zniknęli nam z oczu sami wskoczyliśmy na rowery i popędziliśmy niebieskim szlakiem PTTK w stronę czekającego na nas pod Kauflandem atora. Po drodze wyprzedziliśmy piechurów i tym razem to my zostaliśmy przez nich pożegnani.

Przez chwilę chodziła nam po głowach koncepcja wyprostowania sobie trochę szlaku w okolicach Betlejem, ale na szczęście zrezygnowaliśmy z tego pomysłu i jego rzeczywistym przebiegem jechaliśmy przepięknymi okolicami skraju kotliny Wejherowa i Redy. Ten odcinek trasy to jedynie drobne wzniesienia i sporo zakrętów, no i niezapomniane widoki - polecamy!

Tak oto dotarliśmy do szlabanu i szosy Reda - Puck. Zgodnie z mapą powinniśmy jechać teraz kawałek wzdłuż podjazdu pod Rekowo G., ale nie widząc nigdzie znaku szlaku podjechaliśmy samą szosą i dopiero następnym zjazdem skręciliśmy znowu do lasu znajdując zresztą od razu niebieski szlak.

Po kilkuset metrach jednak zaskoczenie. Ze szlaku pozostają wąziutka ścieżynka na dodatek praktycznie nieprzejezda ze względu na wysokie pobocza i krzewy. Tu znowu mieliśmy dylemat, czy wybrać wersję lajtową i zjechać wprost do Rekowa, czy tłuc się po stromych podjazdach i niełatwych w nocy zjazdach.

W końcu ulegliśmy namowom jednego z naszych kolegów i znowu zgodnie z rzeczywistym przebiegiem szlaku zaczęliśmy wspinaczkę po rekowskich górkach. Jedni klęli głośno inni po cichu, a byli i tacy, którzy udawali, że im się to podoba Tak, czy inaczej wycisk był niezły i z ulgą wjechaliśmy do Połchowa.

No i tu pierwsza wpadka. Wyjeżdżając z Połchowa po prostu zgubiliśmy szlak. Dojeżdżając do końca jeszcze oznakowanej ulicy zatrzymaliśmy się na jej końcu nie wiedząc w którą stronę się udać. Szukaliśmy znaczków wszędzie, ale ich nie było nigdzie widać. A mieliśmy trzy możliwości: w las bez wyraźnej dróżki, prosto przez zaorane pole, w lewo po dróżce. Wybraliśmy kierunek na lewo i po ścieżce. I to był błąd...

Najpierw przez pole, potem zjazd i .... jesteśmy u kogoś na podwórzu.... Przedzierając się przez ogrodzenia na polu dotarliśmy wreszcie do drogi i w końcu do szlaku. W okolicach Mrzezina jazda była w miarę szybka i na chwilę chyba znowu szlak nam zniknął z tym, że tu byliśmy pewni, że i tak zaraz powróci...

Dalej też szybo Osłonino, Rzucewo zjazd nad zatokę i chwilę wąską ścieżynką, a po chwili już leśną droga w kierunku Pucka. Ale już nie tak szybko.... Przede wszystkim na drodze zaczęły się przeszkody w postaci pościnanych drzew i krzaków, coraz większego błota no i na dodatek... Błądzikowski Potok. Szlak przecina go.... hmmmm.. prostu go przecina. Bez mostku, bez kładki, nic... A na dodatek jeszcze bagienko wokoło. Przejechaliśmy przez niego raczej nie suchą nogą – jedni lepiej drudzy gorzej

No i teraz najlepsze. Zaraz za potokiem szlak zjeżdża na samą „plażę”. Według mapy szlak biegnie cały czas górą klifu, natomiast koledzy oznakowanie widzieli na plaży! Jaka jest jazda po plaży każdy zdaje sobie z tego sprawę. Tu dodatkowym utrudnieniem były naniesiona przez wodę jakaś roślinność (glony?).

Po kilkuset metrach bardziej chodzenia niż jeżdżenia zaczęliśmy szukać wyjścia na klif. Kolega MarcinK udał się dalej plażą, a my w trójkę wdrapaliśmy się jakąś ścieżyną na szczyt klifu. Tu powitała nas mokra wichura. Ale za to była ścieżyna skrajem pola. Szybki telefon do Marcina, czy czekać na niego i po ustaleniach, ze spotykamy się gdzieś pod Puckiem jedziemy górą we trzech.

W pewnym momencie natknęliśmy się na spore osuwisko. Jego rozmiar i wysokość zmroził nam krew w żyłach. Po chwili zaskoczył nas bardzo stromy zjazd. Sama mokra glina. Nie wiedząc co może być po drodze, bo dołu zjazdu w ciemności już nie było widać jedynie zeszliśmy sprowadzając wymykające się na boki rowery.

No i znowu jesteśmy nad wodą... Jest więc gdzie się spotkać z Marcinem. Czekamy widząc w oddali światełko z jego czołówki. Jesz jeden kontakt telefoniczny, aby powiadomić o czekającym go osuwisku i oczekiwanie na jego dotarcie do nas. Przynajmniej tu w dole nie wiało.

Do Pucka już wszyscy razem dojechaliśmy skrajem pola uważając tylko, aby się nie wyminąć z piechurami, którzy mogliby iść plażą. Szacowaliśmy, że powinniśmy ich spotkać właśnie w okolicach Pucka. Pierwszy postój zrobiliśmy sobie pod Rozgardem na skraju Puckiej ścieżki rowerowej.

Najgorsze mamy za sobą. Niepokoiła nas tylko mżawka. Na ostatnim wyjeździe też się tak zaczynało i też w tym miejscu. Tak więc uzupełnialiśmy siły herbatkami energetycznymi i powoli zbieraliśmy się do kolejnego etapu rajdu. W samym Pucku znowu trzeba było mocno wypatrywać znaczków szlaku. Byliśmy przekonani, że szlak turystyczny powinien „zahaczać” o molo – nic bardziej błędnego! Teraz już wiemy, że skręca tuż przed nim do parku.

Tak więc stojąc przy molo i nie wiedząc, gdzie powinien być szlak postanowiliśmy się rozdzielić, aby nie rozminąć się z piechurami. Mit z atorem pojechali przez przystań, a my z Marcinem obok szpitala na rynek i jak się okazało znowu po szlaku! Wyjeżdżając z rynku ŚWIATEŁKA latarek!!!Są piechurzy z Władysławowa. Tak więc spotkanie nastąpiło zgodnie z planem w Pucku około godz 1.00 w nocy. Szybki telefon do mita i atora i powitanie z grupą pieszą. Rzeczywiście jest ich sporo!

Szybka wymiana zdań o czekającej ich trasie, którą my mamy już za sobą i spotkanie z kolegą z forum eksploracja.pl! Część piechurów udała się w okolice parku, a część postanowiła zaopatrzyć się dodatkową porcję „żywności” przed czekającą ich drogą. My z kolegą Kazikiem z „eksploratorów” czekaliśmy po środku, a ator wciągnął się szybko w dyskusje na temat... oczywiście Bismarków i okolic.

Z piechurami rozstaliśmy się około 1.20 i najpierw ścieżką rowerową, a później żółtym (a po znakach raczej białym) szlakiem udaliśmy się Swarzewa i Władysławowa. Na miejscu, czyli na dworcu PKP we Władysławowie byliśmy o 2.00. Do najbliższego pociągu w kierunku Redy pozostawało 2,5 godziny, a tramwaj szynowy stał i czekał..... ;)

My jednak skorzystaliśmy jedynie z dworca otwartego jedynie od strony peronu. Pewnie ciepło w nim nie było, ale na pewno było sucho i bezwietrznie. Znowu dłuższy postój na herbatki, wymianę baterii, posiłek, zdjęcia (tylko komórką) i obejrzenie ubłoconych rowerów w świetle. Ugh. Teraz już tylko do domu. Tylko? Aż.

Jak się okazało po wyjściu z poczekali do wiatru zamiast wcześniejszej mżawki dołączył deszcz. Postanowiliśmy pojechać najkrótszą drogą i po otwartym terenie jak najbardziej na południe, aby wiatr mieć z boku. Ta więc szosą najpierw Swarzewo, Puck, Celbowo. W sumie było w miarę szybko, ale było ciężko. Wiatr kręcił niemiłosiernie. W Celbowie odbiliśmy na Brudzewo i Sławutowo i na parkingu leśnym rozgrzewka herbatkami.

Byliśmy kompletnie przemoczeni. Na szczęście temperatura była w miarę wysoka – ok. 6 st. więc nie zmieniliśmy się jeszcze w sople lodu i jeszcze mogliśmy się ruszać. Dalej najkrótszą dróżką w stronę asfaltowej ścieżki rowerowej i jedziemy znowu szybko w stronę Kępina. Pod leśniczówką zameldowaliśmy się kilka minut po 4 rano. Stąd już kawałek tylko do domu.

Rozstaliśmy się zmęczeni, ale na pewno zadowoleni. Było ciężko, ale wspólnie daliśmy radę i pokonaliśmy dwa szlaki w całości, nocą w deszczu i przy silnym wietrze! Dzięki za wspólną jazdę. Jeśli za rok będą Śniegołazy to znowu podejmiemy rękawicę.

Stan licznika: długość 82,29km; średnia 16,2km/h; czas jazdy 5h04min
zdj1
zdj2
Piechurzy + rowerzyści gotowi do startu w Wejherowie. Wszyscy ze zdjęcia dotrą do Władysławowa!
zdj3
Szlak Krawędzią Kępy Puckiej - zaczynamy!
zdj4
Opóźniona skutkiem impaktu z psychodeliczną rzeczywistością PKP grupa władysławowska rusza na trasę
zdj5
Żadna z grup nie musiała zbyt długo czekać na pierwsze krople deszczu
zdj6
Przerwa w Osłoninie. Buty przygotowują się do przeprawy przez klif. Dały radę, w końcu nie po to swojego czasu w Beskidzie Wyspowym wcisnąłem w nie tubkę butaprenu #-)))
zdj7
Przed właściwym spotkaniem obu grup nastąpiło prespotkanko z ariegarda grupy władysławowskiej, akurat u bram pałacu w Rzucewie
zdj8
Natomiast spotkanie główne odbyło się na plaży, kawałek na północ od Rzucewa
zdj9
Jednakże grupa władysławowska na nasz widok zaległa w takim rozproszeniu, iż nie powiodło się typowe gruppenfoto
zdj10
Zresztą popatrzcie sami: żal było ich jeszcze ustawiać
Komentarze wyjazdu
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
Jeszcze w domu... :: 2008-02-23 19:00:45
Śniegołazy tuż tuż... :)

Główna relacja z trasy Władysławowo - Wejherowo, jak nam deszcz komórek nie zaleje to będziemy dawać znać w miarę regularnie!
Kazik Kazik
Kazik
klubowicz
xzn(małpa)o2.pl   
Huraganołazy :: 2008-02-23 19:52:17
meteorolodzy mówią, że prędkość wiatru jest odwrotnie proporcjonalna do ilości opadów. Oby wiało jak najmocniej! ;-)
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
idziemy... :: 2008-02-23 22:49:29
Jest nas jakies 40 osób, troche wieje ale nie jest źle. Idziemy ścieżka rowerową, co nam daje +5 do szybkosci a nalepka z logiem śniegołazów +2 do mocy!
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
jesteśmy w Swarzewie :: 2008-02-23 23:33:02
Za nami 5km, do pucka jeszcze 7km, tempo mamy sluszne. O postoj ktoś zarządził!
Sylwester Ciszek
Sylwester
klubowicz
4890957   cichuu@wp.pl   www.86.fotolog.pl  
:) :: 2008-02-23 23:46:45
powodzonka:) jestem z wami duchem:) niestety nie dotarłem bo UG mnie zatrzymało:) powodzenia:)
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
Puck :: 2008-02-24 00:35:17
No to mamy Puck, deszcz już padał poziomo, pogoda nie rozpieszcza...
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
Osłonino :: 2008-02-24 02:22:21
Grupa idąca z Wejherowa, właśnie skonczyla postój w Osłoninie i idzie w stronę Zamku w Rzucewie.
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
Spotkanie :: 2008-02-24 05:00:02
Obie grupy spotkały się w okolicach zamku Jana III Sobieskiego w Rzucewie :)

Ze względu na to, że w grupie Wejherowskiej było 5 osób, a we Władysławowskiej około 50, to nie było spektakularnego spotkania wszystkich razem (bo grupa z Wład. porwała się na podgrupy) :)

Na trasie zarejestrowano także jedno porwanie dwóch osobników i wywiezienie do Chałup, oraz chęć zmierzenia się jednego mieszkańca Pucka, z grupą GDAKKów na Śniegołazowym szlaku ;)

Z dodatkowych atrakcji to Policja w Pucku, co nie bała się zatrzymać przy 50 osobowej grupie i miny innych kierowców :: bezcenne!
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
Spodziewany przebieg wydarze... ;) :: 2008-02-24 05:06:16
Koło godziny 4:15 Toff był w okolicach Mrzezina, więc pewnie koło 5-6 grupa zamykająca Władysławowską będzie koło Redy.
Reszta grupy będzie odpowiednio wcześniej, mam nadzieję, że dadzą znać jak dotrą do domu.

W tym czasie (pewnie koło 6) grupa Wejherowska powinna docierać już do końca szlaku we Władysławowie. :)

Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
News z ostatniej chwili... :: 2008-02-24 05:10:52
Toff z grupą około 20 osób jest w Rekowie Dolnym i dochodzą już do Redy Pewien odłam ludzi został w Mrzezinie i czeka na pociąg :)

Więcej nie wiem :)
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
News z niekoniecznie ostatniej chwili... :: 2008-02-24 10:55:20
Moje stopy nie żyją.................................................... Za następnie śniegołązy bez śniegu i asfalcie będę mordował!!! :P
Ada Borkowska
ada
klubowicz
6107563   adelayda@op.pl   
w domu :: 2008-02-24 10:59:13
jednak ekipa dotarła do wejherowa w nawet nie małym składzie ok 15os chyba , no nogi odmawiaja posluszeństwa czas na sen :)
Kazik Kazik
Kazik
klubowicz
xzn(małpa)o2.pl   
kolejna zima, a śniegu nima :: 2008-02-24 15:06:53
W dniu dzisiejszym wytyczyliśmy nową wersję niebieskiego szlaku, kończącego
się w... Redzie ;)
A oto poranna dawka propagandy:
http://w15.easy-share.com/1699685979.html
Tomasz Larczyński
Rycerz Blizbor z ZielonegoLasu
klubowicz
mestwin@wp.pl   
"śniegołązy po asfalcie" :: 2008-02-24 16:53:36
No ba, skoro pod Puckiem 3 km pomknęliście drogą krajową 27 zamiast szlakiem przez pradolinę, a najciekawsze 15 km leśnych ścieżek obcięliście kończąc w Rekowie, no to nic dziwnego, że Śniegołazy mogły się wydawać "po asfalcie" #-)))

Po... :: 2008-02-24 18:18:28
Witają rowerzyści z WTC.

Melduję, że my równiez w całości przemierzyliśmy szlaki. Naszą nieco przydługą ;-) relację z rajdu można przeczytać tutaj:
http://www.wtc.wejher.pl/forum/viewtopic.php?p=7086#7086
A trasę z GPSa w googlach obejrzeć tu:
http://www.tinyurl.pl/?ZMlanCTw

Pozdrawiamy.
Roland Kucharek
Huncwot
klubowicz
3328700   destroyer_of_worlds@wp.pl   
Wstałem, moje nogi jeszcze śpią :: 2008-02-24 18:44:38
Nie ma jak to dokonać brutalnego aktu wandalizmu własnym nogom
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
zdjęcia i filmiki :: 2008-02-24 22:26:01
Link do moich zdjęć i małego myxu filmowego.
http://www.pg.gda.pl/~maciex/sniegolazy08.rar
Patrycja Armada
Patrycja
klubowicz
armandaaa@wp.pl   
GRATULACJE :: 2008-02-25 20:55:13
Gratuluję wszystkim Śniego- czy też Huraganołazom ;) , zwłaszcza tym którzy przeszli całą trasę !!! Niestety nie mogłam iść, bo uczelnia , w sobotę do samego wieczora i w niedzielę od rana... No cóż, co się odwlecze...

Jeszcze raz gratulacje:)))
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
? :: 2008-02-26 07:35:08
pisać relacje czy nie pisać, bo i tak się nie ukaże?
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
? :: 2008-02-26 20:48:31
To chociaż w komentarze wrzucisz ją wtedy.
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
Kemp! :: 2008-03-03 22:35:58
Urzekłeś mnie relacją swą! Szczególnie tą łzą wzruszenia nad Radzikiem ;)