glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Niedzielna przejażdżka po okolicach 3miasta.
termin: 27.V.2007
sezon: Wiosna 2007
1180030116
Autor tekstu: Piotr Grzybowski
Autor zdjęć: Piotr Grzybowski, Adam Kępa, Maciek / Michał Rynkiewicz,

Ranek wstał pogodny i ciepły. Zachęciło to, niestety, rzesze innych
rowerzystów do skorzystania z darmowego przewozu swych pojazdów kolejką
SKM i przedział, gdzie można pakować rowery na końcu składu, był
wypełniony dosyć szczelnie. Pocieszeniem, był fakt, że wypełnienie w
większości stanowili uczestnicy tej właściwej wycieczki, choć dla mnie
miejsca w przedziale nie starczyło i musiałem zostać w przedsionku.
Gdyńskich uczestników wycieczki skierowaliśmy już do kolejnego wagonu.
W Gdyni Głównej odbyło się jeszcze przetasowanie rowerów, bo te, które
jechały na samym końcu przedziału, wysiadały i trzeba je było jakoś
wypuścić.

Nasze rozstrzelenie po długości kolejki było zresztą przyczyną pewnych
komplikacji, bo koleżanka Agata, nie mogąc doczekać się Pieleszewa,
wysiała w Janowie i poczęła telefonować z pytaniem, czemu jest sama na
peronie. Za pośrednictwem Ewy udzieliliśmy jej instrukcji, gdzie może
nas szukać i tak dojechaliśmy w końcu do Pieleszewa.
Tam musieliśmy chwilę poczekać na kolejkę z przeciwnej strony, skąd
miała nadjechać koleżanka Hania. Do niewątpliwych sukcesów należy
zaliczyć fakt, że nikt nie został rozjechany na przejściu przez tory
przez pędzące w obu kierunkach ekspresy.
Po dotarciu Hani ruszyliśmy ożywczym traktem przez las pod górę, nie bez
pewnych trudności wyprzedzając po drodze grupę studentów trzeciego
wieku, którzy zgotowali nam przy okazji entuzjastyczny aplauz na
pierwszej górskiej premii.

Następnie poprzez plantacje dmuchawców dotarliśmy do centrum Gniewowa.
Ku naszemu wielkiemu rozczarowaniu sklep okazał się zamknięty! To chyba
pierwszy taki przypadek od lat, jaki napotkałem na Kaszubach. Przyszło
nam więc jechać dalej. Kolejny przystanek miał miejsce nad Jeziorem
Wyspowo. Tam też umówiliśmy się z zagubioną Agatą. Mięliśmy czas
sprawdzić, że woda nie jest zbyt czysta, a poza tym pływają w niej
czarne stwory.

I dojechała do nas Agata. Skompletowaliśmy się jedynie na jakieś 5
minut, bo tyle zajęło zrobienie zbiorowej fotki (w sumie 14 sztuk) i
grupa GDAKKowa ruszyła w stronę Rumi.

A my dalej zgodnie z planem. W Nowym Dworze Kasia miała pecha dotrzeć do
grupy już po ogłoszeniu wyników głosowania, że nie zbaczamy do
miejscowego sklepu i ruszyliśmy nad pobliskie Jezioro Borowo, gdzie
zalegliśmy na blisko godzinę. Był czas na posiłek, kąpiel i chwilę
lenistwa.
Znad Borowa ruszyliśmy czerwonym szlakiem nad kolejne leśne jeziorka.
Już po minięciu pierwszego na rozwidleniu stanęliśmy poczekać na
zebranie grupy, ale oprócz napastliwych komarów nikt nie chciał do nas
dołączyć. Kolega Krzysztof (jeśli imion nie pokręciłem) postanowił, że
wyruszy sprawdzić, co stało się z resztą grupy, tym bardziej że z oddali
zaczęły nadbiegać pomrukiwania odległych grzmotów. On przepadł również.
Kolejna chciała wracać się koleżanka Maria, ale w obawie, że zostanę w
końcu sam, przekonałem ją, by
została. Następny zniecierpliwił się kolega Sławek, ale gdy tylko
zawrócił rower, zagubieni pojawili się w komplecie. Okazało się, że
dojechawszy do jeziora skręcili w prawo, zamiast w jedynie słusznym
kierunku :-)

Nasza droga miała wieść przez Przetoczyno, ale że nasze tempo było
najogólniej rzecz biorąc spacerowe, zaproponowałem skrót. Grupa wykazała
daleko idący sceptycyzm, który postanowiłem zinterpretować jako
entuzjazm i ruszyliśmy w bok. Najpierw niezłą drogą, by po paruset
metrach skręcić w boczną stromą dróżkę u szczytu zatarasowaną powalonym
świerkiem. Po sforsowaniu przeszkody dotarliśmy do śródleśnego pola z
wyrośniętymi już łanami zboża. By nabrać wprawy przed szewskim
poniedziałkiem,
dokonałem tam reperacji sandała Agaty. Mapa wskazywała, że po drugiej
stronie poletka powinna przebiegać poszukiwana przez nas droga. Pierwsza
próba pokonania pola trawiastą dróżką zakończyła się na gospodarskim
płocie. Kolejna też przechodziła przez środek gospodarstwa, ale już bez
płotu. Za to z trzema psami. I dojechaliśmy do poszukiwanego traktu. W
międzyczasie pomruki stały się wyraźniejsze. Leśnym traktem dotarliśmy
do asfaltowej drogi, nie napotkawszy nikogo oprócz jednego motocyklisty
i tabunów spragnionych komarów. Asfalt zaprowadził nas z kolei do
centrum Koleczkowa, gdzie w końcu dopadliśmy otwartego sklepu - po 25 km
jazdy. Tam raczyliśmy się lodami, ogórkami małosolnymi oraz suszonymi
jabłkami Agaty.
Około kilometra przyszło nam jechać szosą i skręciliśmy w polną drogę,
wiodącą do Wiczlina. Za nami chmury nabrały ołowianej barwy, od czasu do
czasu rozjaśnianej od środka błyskawicami. Droga do Wiczlina biegła cały
czas prosto, co i tak nie przeszkodziło Monice i Kasi skręcić gdzieś w
bok w kierunku Chwaszczyna, a Sławek wyruszył, by je odnaleźć. I tyle
ich żeśmy widzieli. Rezultatem dłuższego oczekiwania było zebranie się
jedynie uszczuplonej już grupy. Pytanie �czy dopadnie nas burza�
zastąpiła kwestia, kiedy to nastąpi, bowiem grzmoty nadbiegały momentami
ze wszystkich stron. Do Dąbrowy dotarliśmy już po mokrym asfalcie, co
wskazywało, że opad tędy niedawno przeszedł.

Na Karwinach Krzysztof miał zamiar odłączyć się i jechać w kierunku
Redłowa lasem, ale po zastanowieniu wybrał Sopot. Zamiast niego
odłączyła się Monika, a reszta skierowała się na powrót lasem w kierunku
Sopotu. Ciemne chmury posuwały się krok w krok za nami. W końcu
zjechaliśmy do Wyścigów, gdzie nastąpiło ostateczne rozwiązanie grupy.
Jeszcze tylko pokazałem koleżance Oli, że do nadmorskiej ścieżki ma
kierować się dokładnie na rozbłysłą właśnie błyskawicę i skręciłem do
domu. Zanim w
domowych pieleszach ściągnąłem buty, o parapety zaczął bębnić gęsty
deszcz. Tym razem okazałem się szybszy od burzy :-) Opad zresztą
przeszedł bardzo szybko.

Trudno powiedzieć, jaki jest dystans oficjalnej trasy wycieczki. Wszyscy
spotkaliśmy się na siódmym kilometrze trasy. Ale tylko do fotografii. Do
Karwin, gdzie oficjalnie miało nastąpić zakończenie, wyszło ok. 40 km.
Tam gdzie nastąpiło ostateczne rozproszenie grupy, czyli w
Sopocie-Wyścigach, na liczniku było 47 km. A do domu na Żabiance wyszło
mi równe 50 km.

Jeszcze wieczorem w radio usłyszałem, że nawałnica zmyła z powierzchni
ziemi Gdynię. Tak więc czekam na sygnały od Gdynian, czy przeżyli i cali
dotarli do swoich domów.
Patrzyłem dziś na wczorajsze mapy radarowe z opadami. To był absolutny
cud, że te burze nas po drodze ominęły. Jakby nas dopadły i byśmy
przeżyli, byłoby co opowiadać ;-)
zdj1
Oczekując na SKMkę.
zdj2
Reda Pieleszewo czyli czekamy na dwa ekspresy :)
zdj3
Dobija do nas Hania i ruszamy!
zdj4
Zielony podjazd.
zdj5
Kawałeczek za premią górską z kibicami.
zdj6
zdj7
Plantacja dmuchawców.
zdj8
Przez moment wszyscy (sztuk 14).
zdj9
Brudne jezioro Wyspowo.
zdj10
Ola na rowerze, ale elegancko.
zdj11
3 z 4 dezerterów GDAKKowych
zdj12
Lenistwo nad jeziorem.
zdj13
Porzucone rowery...
zdj14
...a w tym czasie, dezerterzy też mają mały popas ;)
zdj15
Dla jednych brukowana droga...
zdj16
...dla drugich mała przeszkoda.
zdj17
Przystanek w lesie.
zdj18
Przystanek w Rumii.
zdj19
Nadciągające obłoczki...
zdj20
Mapy opadów deszczu na dzień: 27.05.2007
Komentarze wyjazdu
Hanna Arendt
Hanka
klubowicz
444722   hanna.arendt@wp.pl   www.zawszezarece.pl  
hehe ;) :: 2007-05-30 10:42:45
Hania się melduje po pierwszej z GDAKKami wyprawie rowerkowej.. no dobra "spacerku" ;p hehe Dzięki Grzybek :)
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Skandal, skandal, skandal ;P :: 2007-05-30 12:53:08
Nie dezerterzy tylko porzucone, zagubione GDAKKi! Organizator nawet nas nie odstawił do cywilizacji, a gdyby nas tak burza złapała to co? :P
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
To w razie burzy... :: 2007-05-30 18:28:36
...sklep mieliśmy co kawałek, zaczynając od tego na jeziorem Wyspowo! :D