glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Bożociałowy obóz wędrowny po Warmii i Mazurach
termin: 6-10.06.07
sezon: Wiosna 2007
1178973801
Autor tekstu: Michał Rynkiewicz/Magda Przytuła
Autor zdjęć: Marta Kur, Magda Przytuła, Michał Rynkiewicz

ŚRODA – NA NOCLEGU MUSI BYć WODA!

Pociąg, jak to zwykle bywa na trasie Szczecin-Białystok przyjechał zapchany i na dodatek bez wagonu rowerowego! No skandal, który to obrócił nasz cwany plan jechania w (z reguły pustym) rowerowym w szybką akcję zdobywania miejsc w przedziałach. W Gdyni wsiadała nas tylko trójka (Karolina, Magda i ja – Toff), więc poszło gładko, a „dosiadka” Marcina w Sopocie była już tylko formalnością. Za towarzystwo mieliśmy trójkę ludzi plus Psotkę – psiaka małego, a czarnego, którym prawie wszyscy się zachwycali (ja nie - podłe zwierzę wzgardziło moim poczęstunkiem w postaci słonych paluszków!). Do Olsztyna w sumie nie za wiele się działo. Za to za Olsztynem, gdy nam „rum zaszumiał w głowie” jak to mówi pewna piosenka zaczęliśmy się ożywiać, czego kulminacją było rozłożenie namiotu w przedziale, a następnie sprawne złożenie, a wszystko to na jedyne 20 minut przed Ełkiem.
Ełk jak Ełk, ważne że monopolowy był w pobliżu dworca, w którym to Marcin w bardzo krótkim czasie zdążył wpłynąć na „nerw” sprzedawczyni, aczkolwiek do konfrontacji z ochroną nie doszło. Z Ełku przesmykiem między jeziorami wymaszerowaliśmy na zachód, niebieskim szlakiem. Cel – lasek za wioską Szarejki. Dystans – 8km. Czas – około 2 godziny plus przerwy na sikanie (bo jak się pije piwo to się czasem sika...). Kawałek przed Szarejkami Marcin zaczął się nachalnie upierać na nocowanie przy jakimkolwiek jeziorze, gdyż odczuwał palącą potrzebę kąpieli. Jego życzeniu stało się zadość, gdy w Szarejkach z ciemności wynurzył się mężczyzna odrywając nas od sprawdzania na mapie czy na tym skrzyżowaniu idziemy w prawo czy w lewo. Marcin oczywiście zaraz zapytał o drogę nad jezioro i okazało się iż na tym skrzyżowaniu nie pójdziemy ani w lewo, ani w prawo, ale w tył. Drogę do jeziora znaleźliśmy bez problemu tak samo jak i jezioro, od którego chłód bił ożywczy. Rozbiliśmy namioty na małej łączce omijając krowie placki, Marcin z Karoliną zażyli kąpieli, a potem można było już paść na pyski i odpocząć.

OBIADY CZWARTKOWE – SMACZNE I ZDROWE!

Obudziło mnie słońce, będące już dość wysoko i przenikające przez namiot. Chyba czas wstawać – pomyślałem, więc wyjrzałem z namiotu i spojrzałem na zegarek. Była 5:46... A ja obstawiałem 8-9... Ponowną pobudkę zaserwowało nam niemiłosierne gorąco, które z każdą chwilą przybierało na sile. Zjedliśmy, Marcin rozczarował się z powodu braku wody na kaca, zebraliśmy się i poszliśmy na pobliskie Mącze. Sklepu nie należało się spodziewać, ale z ratunkiem przyszedł na sołtys z żoną, którzy wyposażyli nas w wodę ze studni (to bezpośrednio do pysków) i z kranu (to do butelek na później). I tak pomaszerowaliśmy dalej, pod żarem lejącym się z nieba na pięknych i bezludnych Mazurach. Pierwszych ludzi ujrzeliśmy po pięciu kilometrach – w Mostołtach, po minięciu kilku bożociałowo przystrojonych przydrożnych kapliczek.
W Mostołtach, naprzeciwko szkoły był też sklep spożywczy Jagódka. W sklepie piwo, oranżada i lody. Zaś obok sklepu kawałek trawki, gdzie rozłożyliśmy się z piknikiem. Po chwili przysiadł się do nas niejaki Mirosław Czyżyński, uprzednio kulturalnie zapytawszy czy może. Mógł. Prosty to był człowiek, z towarzyszem w postaci Lecha (nie chodzi tu bynajmniej o Lecha Kaczyńskiego, lecz o piwo oczywiście). Jak sam o sobie powiedział też jest turystą, ale miejscowym. Ponadto podzielił się z nami swoją mądrością życiową (piszę to bez szydery!) – „nalał” na palec kroplę piwa i rzekł – Dzisiaj jesteśmy, a jutro już nas nie ma – jak ta rosa. Po czym piwem zwilżył źdźbło trawy. Ponadto obdarował Marcina haczykami i ołowiem, bo to dobre na ryby, a on to zawsze nosi, tak samo jak narzędzia (elektryk), kanapkę i notesik, do którego wpisują mu się napotkani turyści (a nawet obywatelka Japonii, z którą w Ełku był w kinie! O, tak właśnie!).
Następnym przystankiem było jezioro Zdedy, bo po raz kolejny dało znać o sobie pragnienie kąpieli w wykonaniu wiadomo czyim. Tak też i zrobiliśmy sobie chwilę relaksu, która pomimo mojego początkowo sceptycznego podejścia okazała się ze wszech miar trafna. Nad wodą było po prostu chłodniej niż na zakurzonych polnych drogach.
Wszystko co dobre jednak się kończy, tak też i na nas przyszła pora, bo przeszliśmy ledwie połowę drogi do Drygał – naszego punktu docelowego tego dnia. Niestety następne 7 kilometrów okazało się być nudne jak flaki z olejem. Nudne i upalne, gorące, skwarne, itp... Jedynym urozmaiceniem było prawie złapanie stopa w środku lasu, pobór wody w gospodarstwie w Nitkach oraz nierozpoznanie przez Magdę pierwszych zabudowań Drygał, pomimo spędzania tamże każdego lata w dzieciństwie.
W Drygałach pod delikatesami ze słynnymi posągami lwów (oraz kasztanem po drugiej stronie ulicy – miejscem spotkań rdzennych meneli) czekała na nas reszta ekipy, wygodnie podróżującej z Ełku autobusem. Gdy jedni kupowali piwo, inni pili je pod sklepem, a w tym czasie mama Magdy już dostała cynk (od jakiegoś przebiegłego donosiciela), że my tu napoje alkoholowe spożywamy, a przecież Policja jeździ!
Ale niestraszne nam Policje, gdy dostaje się TAAAKI obiad!!! Chyba nikt nie spodziewał się takiego powitania, ale mama Magdy podjęła nas w swojej letniej rezydencji super żarciem! Do tego można było zmyć z siebie kilogramy kurzu i litry potu wylane na trasie (to oczywiście nie dotyczy grupy autobusowej...). Potem już tylko odpoczywaliśmy mniej lub bardziej aktywnie rozbijając w sadzie namioty, rozpieszczając Reksa (psa naturalnie), śpiąc, popijając piwko bądź kompot agrestowy, grając w bule i ogólnie obijając się. Wieczorem zaś, przy ognisku, uczciliśmy tortem siedemnaste urodziny Wojtka (tak naprawdę to ma pewnie więcej lat, ale młodości nigdy za wiele!) aby finalnie zalec w swych namiotach w pozycji leżącej.

PI?TEK ZACZYNAMY – DZIŚ PISZ OGL?DAMY!

Z obozu wędrownego zrobił nam się autobusowy, bowiem z powodu perspektywy konieczności przebycia prawie 20 km w warunkach zbliżonych do żaru piekielnego wybraliśmy podróż autobusem z Drygał do Pisza. Ruszyliśmy skoro świt, czyli coś około południa... Po drodze kierowca urządził nam quiz, gdy wesoło bawiliśmy się w tyle autobusu, pytając – Od kiedy to w autobusie pije się piwo!? Logiczną odpowiedzią powinno być: od otwarcia aż do chwili gdy się skończy, jednak nie dane nam było jej udzielić, bowiem osiągnęliśmy Pisz. Od razu pojawił się problem, bo ostatni PKS do Olsztyna odjeżdżał za 40 minut, a to trochę mało na zwiedzanie miasta. Szczęśliwie pani w informacji objawiła nam wieść radosną – o 17:30 jedzie do Olsztyna prywatna linia. Pisz stał więc przed nami otworem, oferując wszystkie swoje atrakcje, okazując się być całkiem ładnym miastem.
Pierwszą atrakcją były „zabawy cielesne” na trawniku obok dworca PKS, następnie zabytkowy cmentarz i kościół św. Jana Chrzciciela oraz punkt informacji turystycznej ogołocony przez nas z bezpłatnych przewodników po gminie Pisz. Potem był zamek, a konkretnie jego ruiny, które wcale nie tak łatwo było znaleźć. Niektórzy chyba do dziś wątpią w ich istnienie, aczkolwiek coś tam jednak było.
Ale ile można tak łazić o suchym gardle, które jak wiadomo najlepiej zwilżyć czymś zimnym o pojemności 0,5 litra, czyli piwem! A jeśli już jesteśmy w Piszu to najlepiej uczynić to w restauracji „Pod Wrzosem” (czy jakoś tak) z widokiem na rzekę Pisę i statek Smętek, przy okazji posilając się frytkami i puszką szprotek (jeśli ktoś ma – ja miałem). Po tym jakże obfitym posiłku, wypróbowaniu pobliskiej huśtawki oraz sprawdzeniu cierpliwości kelnera (był cierpliwy i miał poczucie humoru) i standardu toalety poszliśmy pstryknąć sobie fotkę z Kamienną Babą (bez nosa – to Magda kazała mi dopisać) – ponoć najstarszym obiektem zabytkowym w Piszu. A stamtąd luźnym krokiem przez ulicę 1 Maja (i bankomat tamże) udaliśmy się na autobus, po drodze czyniąc adekwatne zakupy (nie będę pisał co kupiliśmy, bo i tak wszyscy wiedzą). Czas oczekiwania na nasz autobus skracaliśmy sobie przekłuwaniem bąbli (to ja), robieniem popcornu (to Marcin) oraz jego konsumpcją (to reszta).

C.D RELACJI Z PI?TKU-POCZ?TEK NOWEGO W?TKU;)

Podróż pekaesem z Pisza do Olsztyna upłynęła nam również niestandardowo. Oprócz grania na gitarce, śpiewania dość donośnie i denerwowania blondyny i blondyna (siedzieli przede mną-i tylko zerkali na siebie nerwowo=)) było zakładanie na głowy pokrowców od siedzeń, robienie dziwnych fot, degustacja ciepłego piwenia i zatrzymanie busa na żądanie=) Początkowo kierowca dość niechętnie reagował na nasze sugestie, jakobyśmy siusiu bardzo chcieli, ale gdy podeszliśmy do niego w 4 persony, po moralizatorskiej 10minutowej gadce zatrzymał się w końcu na uboczu lasu. I tu nastał dziki dziki pęd pęd:). Marcin ulokował się gdzieś nieopodal busa, by z dziołchami (ja – Magda nie Magdalena, Karola & Kasia) pognałyśmy w busz;) Jakie było nasze zdziwienie, kiedy to wracając zobaczyłyśmy Marcina, który to dopiero ruszył w pogoń za nami do zniecierpliwionego kierowcy :p
Tak oto znaleźliśmy się w stolicy Warmii-na pięknym dworcu w pięknym Olsztynie;) Mając prawie 2 godzinki wolnego, zadecydowaliśmy, że pójdziemy w odwiedziny do dziadka Toffa, który mieszkał 4 minutki drogi od dworca. Najpierw jednak zakupy, część poszła po szejki (na minutkę-srete tete-czekaliśmy na nich z 20 min ;p) W końcu jak już się wszyscy zebrali ruszyliśmy na mieszkanie dziadka:) Ordery, hodowane cytryny i czekoladowe zające zrobiły największą furorę:) Ale co z tego, skoro trza na peron wracać. Łyk dopiero co zaparzonej herbaty i jedziem dalej. A właściwie lecim, bo z czasem krucho. Szynobus do Klewek jednak bez nas nie odjechał, drzwi nie chciały się otworzyć, a pan konduktor darował nam pokazywanie biletów=)
No i Klewki w końcu! Kraina obiboctwa i rozpusty;) Cudo zaprawdę powiadam-CUDO! Na drodze spotykamy Candiego i ruszamy razem. Wszystko cacy, tylko czemu ta żaba wepchała mi się pod nogi….do tej pory mam traumę a jej dusza napomina mi się nocą…+…
Jak już dotarliśmy do domku, rzuciliśmy graty gdzie się dało i posmarowaliśmy się Antybzykiem (raczej plombą w płynie ;p) Wojtek zarzucił pomysł żeby otworzyć okna i przymocować zasłonki do ścian przez co robale na pewno nie wejdą. Aha:) Jasne;) Dowodem na to, że robale jednak wlazły (muchy, komary, ćmy, szerszenie i sto innych niezidentyfikowanych owadów) był krzyk Kaśki, niosący się przez całe Klewki, powtarzający się średnio co 10 minut:) Efekty dźwiękowe wzbogacone były efektami wizualnymi(padanie na ziemię, padanie pod stół, rzucanie się na Kurki itp. ;p) Szerszeń zginął…sprawca-glan Candiego ;] Kaśka dalej krzyczała ;) ;p
Wieczór to rozmowy na głębokie i wzniosłe tematy, których to naturalnie nie pamiętam;) Słowa klucze zapadną zaś w mojej pamięci na zawsze: sut, (szit tylko to zapamiętałam? ;p)
W końcu idziem spać;]

SOBOTKA-TAKA PRAWIE CIEMNOTKA;)

Jak zwykle, wyspać się nie dadzą, bo po co;) Wstajemy, coś tam zagryzamy i robimy wyprawę dnia-ruszamy na sklep do Trajkuska (Trękuska – przyp.red.). W sklepie kupujemy wszystko co do przetrwania potrzebne…i rozkładamy się na prywatnej posesji przed sklepem, w gronie chyba z 10 niemieckich krasnali. W pewnym momencie wybiega babeczka z domku i pyta się kim jesteśmy, my że tak na chwilunię tylko, ona na to: ”okej, tylko ciszej bądźcie”;] Zeszło nam tam na tyle długo, że Marcin z Pchełkiem nie wytrzymali presji i poszli pod blok za potrzebą. Naszedł ich buńczuczny dziadek i nic nie robiąc sobie z tego, że chłopaki akurat „zajęci są” opierdzielał ich równo =)
Gorąco niemiłosiernie się znów robi, więc Szur Szur Szur wracamy na działkę (część się gubi, a kosiarka sąsiada szaleje) Wtedy to odwiedza nas dziadek Toffa. No takiego dziadka to każdemu życzę! Nie dość, że wesoły i nas nie przegonił, to jeszcze drożdżówki nam przywiózł!:)
Za czas jakiś ruszamy nad jeziorko. Wiadomo dokąd iść, bo wieczorem część już się tam kąpała (w towarzystwie białych delfinów ;p). Część osób poszła przodem, my suniemy za nimi. I nagle co? I nagle zonk! Bruneta-Żyleta nie chce nas wpuścić, bo to teren prywatny, a poza tym krzyczymy(?), pijemy piwo(??) i straszymy dzieci(???). Marcin zarzucił ją słowem przyjaznym, ale Bruneta-Żyleta twarda sztuka-nie dała się. Trza było się wynosić;] Wróciliśmy na działkę, nastała chwila konsternacji i plan: idziemy na dziką plażę, podpływamy do Brunety-Żylety i uciekamy;) Toff, niczym człowiek lasu, drogę nam torował i po dotkliwych kontaktach pierwszego stopnia z pokrzywami, ostami i wszystkim inne co kłuje i drapie, zaprowadził nas na prawdziwą odludną plażę! Część poszła się kąpać, zaś ja, Marta i Wojtek zostaliśmy na brzegu, by patrząc na oddalającą się w otchłań toni resztę, rozprawiać o śmierci ;)
Wszyscy wrócili cali i żywi, tak samo jak szczupak, który przypałętał się do nas. Marcin napalił się na niego jak mało kto, ale Candy Hero Zabijaka Szerszeni, uratował rybunię ;]
W drodze powrotnej niektórym się przypomniało, że przecież muszą już wracać, więc pognali jak te dzikie dzikie bąki bąki=)
I tak oto w sobotę nasze grono opuściły szeregi Kościerzyny, Wojtka i Marcina. Nic to, bawim się dalej;) najpierw grill (a na nim kiełbaski i kaszana=), potem ognisko (cudowna ręka Pchełka, rozmowy o dzikach, speszony Toff ;p i tym podobne tematy). W końcu, przy wtórowaniu sztucznych ogni (i kosiarki sąsiada) idziemy spać. Zmęczeni padamy jak te bąki;)

NIEDZIELA- DZIEń TURYSTY-MENELA:D

Kurki nam rano znikają, bo muszą być po południu w Gdańsku, pociąg im nawiewa, więc idą na bus/autostop. My (ja, Karola, Candy & Toff) twardo obijamy się przez całe popołudnie. Dopiero kosiarka, która to pierwszy raz ucichła, dała nam do zrozumienia, że chyba jednak czas się ruszyć. Tak więc jemy śniadanko, popijając urodzinowym Martini, zbieramy rzeczy i ruszamy w stronę Gdańska.. Autobusu nie ma…idziemy na stację PKP Klewki z buta. Pociąg na szczęście nadjechał, jednak w Olsztynie mamy tylko 8 minut na przesiadkę (a praktycznie były to 3 minuty!) więc żadnego zaopatrzenia na drogę nie ma…ale ale! Jest przecież whisky Marcina i drożdżówki dziadka:) sielanka! Mało tego, w Małdytach okazało się, że mamy przymusowy 30-minutowy postój, więc w ogóle się nie zastanawiając, ja i Candy pognaliśmy do Biedronki (mijając po drodze „Bar Browar”=)) Wróciliśmy z chrupkami dla dzieci bez zębów ;p i piwuniem. W dobry nastrój wprowadził nas również fenomenalny konduktor, którego teksty typu: „Bilety, bilety kontroluję niestety” niemalże rzucały nami=)
Popas w przedsionku pociągu relacji Olsztyn-Gdańsk był jednym z najlepszych popasów jakich do tej pory zaznałam, a cała wyprawa na tyle bajeczna, że po przyjeździe wylądowaliśmy w Cristalu i zamawialiśmy pizze za pizzą=)
The End=)
zdj1
Jedziemy na Mazury!
zdj2
20 minut przed Ełkiem, czyli czy damy radę rozłożyć w przedziale namiot?
zdj3
Pierwszy nocleg - jeziorko nieopodal wioski Mącze (naprawdę tam jest gdzieś z tyłu).
zdj4
Na szlaku - malowniczy krajobraz Mazur :)
zdj5
Odpoczynek pod sklepem w Mostołtach w towarzystwie Mirosława Czyżyńskiego - turysty, ale miejscowego ;)
zdj6
Rusałka wodna na miarę naszych czasów radośnie pluskająca w jeziorze Zdedy.
zdj7
Droga do Drygał - gorąc, skwar, upał... To może wody? :)
zdj8
Drygalskie delikatesy ze słynnymi drygalskimi lwami ;)
zdj9
Obiad! Prawdziwy obiad! Chwała mamie Magdy!!! :D
zdj10
Wbrew pozorom to nie lekcja baletu, ale gra w bule.
zdj11
Tort z okazji okrągłych, siedemnastych urodzin Wojtka ;)
zdj12
Piątek rano - Marta szabruje ostatnie truskawki i w drogę do Pisza!
zdj13
Piski zabytkowy cmentarz, a na cmentarzu...
zdj14
Zamek w Piszu - Magda twierdzi że kiedyś był ;)
zdj15
Co tu komentować - Marcin jaki jest każdy widzi :)
zdj16
To coś w objęciach Kasi i Krzyśka to Kamienna Baba (bez nosa) - posąg kultowy z czasów pruskich.
zdj17
Restauracja Pod Wrzosem, gdzie w menu jest pstrąg imieniem Fred ;) My zadowoliliśmy się piwem i frytkami.
zdj18
Czekasz na autobus do Olsztyna? To może popcorn...?
zdj19
W autobusie dzieci się nudzą... ;)
zdj20
Już na miejscu - jezioro Klebarskie o zmroku...
zdj21
...czyli kąpiel w towarzystwie białych delfinów!
zdj22
Główna atrakcja sobotniego przedpołudnia - 3-kilometrowy spacer na piwo pod sklepem w Trękusku.
zdj23
A popołudniu nad jezioro - na dziką plażę, bo w ośrodku straszy Bruneta! :P
zdj24
Kiedyś na końcu tych szczypiec znajdował się rak...
zdj25
Powrót w glorii chwały z Akcji Bruneta!!!
zdj26
Wieczorne ognisko - na pierwszym planie kolana Candy'ego :)
zdj27
Skoro można chodzić po rozżarzonych węglach, to można i sięgać po ogień ;)
zdj28
Najpierw chwila odpoczynku w niedzielny poranek, a potem idziemy...
zdj29
...na stację PKP Klewki, skąd mamy już tylko 100 metrów do... No właśnie, do czego...?
zdj30
Kolacja w pociągu do Gdańska, gdzie nawet konduktor nosi tropikalny kapelusz ;)
Komentarze wyjazdu
Marcin Kowalski
Przeciętny Kowalski
gość
3676317   marcin[at]dfstudio.com.pl   
fajnie, fajowo, fajniusio...jak to zwykle z Wami :: 2007-06-11 01:00:52
Dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki Wam za wypasiasty wyjazd!!!!!! Całuję wszystkich w nosek i czekam niecierpliwie na fotkensy i nowego avartar'a Candy'ego ;P

Pozdrowienia dla Brunety co dzielnie jeziora pilnowała i dla Mirka, wędrownego tubylca, co na wszystko miał sposób.

Szczególne podziękowania dla DJ'a Witka - za to, że miałem okazję uścisnąć mu dłoń.

Specjalny szacun i ukłony dla Wojtka, co mi papieru w pociągu użyczył i dla Kościerzyny, że nie kupiła mi batonika LOL :D

Pozdrówka dla Reksia, który może nie walił w truskawki, ale w inny sposób istotnie "wpływał" na ich smak.

Na koniec turbo podziękowania dla Organizatorów za zorganizowanie tego wyjazdu zorganizowanego i dla Mamy Magdy za pyszne żarełko.
Krzysztof  Kur
pchełek
klubowicz
3602845   koggut@poczta.onet.pl   
warmińsko-mazurska masakra czyli tam gdzie dziki mówią dobranoc :: 2007-06-11 01:02:52
Można było się tego spodziewać, znowu super wypad, jeden z tych, po których ciężko wrócić do rzeczywistości i to nie z powodu porannego bólu głowy ;)

Wielkie lenistwo przeplatane pluskaniem w niekiedy niedostępnych jeziorkach, obcowaniem z tamtejszą zwierzyną (m. in. szerszenie i ćmy sprowadzające Katkę do parteru, komary, które miały antybzyka tam gdzie czasem życzy się dzika wrogom, samobójcze szczupaki, które tylko dzięki gołębiemu sercu Candy`ego nie trafiły na Marcinowy talerz :), no i oczywiście dziki dziki bąk bąk), doświadczaniem niezwykłej gościnności rodzin organizatorów, zwiedzaniem pokrzyżackich fortyfikacji, no i wszystkim tym co Gdakki lubią najbardziej…:)

A teraz podziękowania:
Szczególne wielkie dzięki organizatorom, a poza tym:
Magdy mamie za mega przyjęcie i pyszne jedzonko, dziadkowi Toffowemu za humor i drożdżówki, Marcinowi za kulinarne niespodzianki i za trafną diagnozę dla Brunety, Magdzie za teksty w stylu „jungle in the bungle”, Candy`emu za zglanowanie szerszenia, Toffowi za odkrycie ujowej zabawki, Katce za wspólną kąpiel w trupich wodach jeziora Ełckiego, za sex horrory, oraz mega urocze le fochy, Karoli za sprytne pozbawienie mnie odzienia kąpielowego, Wojtkowi za jakże udane i huczne 17 urodziny oraz Marcie za to, że pozwoliła mi jechać:)

Pozdrowienia dla DJ Witusia, z którym noszenie nagrobków to sama przyjemność, dla kierowcy pekaesu za quizowe pytania w stylu „od kiedy się pije w autobusach?” oraz dla bojowego osiemdziesięciolatka z Trajkuska.

No i jeszcze ostrzeżenie dla śmiałków, którzy zamarzą aby tego posta ponownie skasować - znajdę i wykorzystam!!! Katko nie obcinaj sobie dłoni, jest Ci odpuszczone. :)
Sebastian Łobanowski
Candy
klubowicz
4621584   candywinko@gmail.com   
to był weeeeeeekeeend pełen wrażeń!!:D :: 2007-06-11 13:15:00
Co będę słodzić sami wiecie jak było.
Serdeczne podziękowania dla naszych organizatorów Toffiego i Magdy, żałuję że nie było mnie na jedzonku i że nie uścisnąłem dłoni DJ Witka. Ale wszystko da się pewnie nadrobić.
Specjalne podziękowania dla białego delfina Marcina, za błyski nocne w jeziorku i pomysł z dopchaniem brunety. Katce za etiudę "Le Foch" oraz "Chowam się pod stół". Naszym Kurkom że tak dzielnie znosili nasze czasem dzikie pomysły, ale jak to z gdakkami nic nie wiadomo.
Specjalne hip hip hura x3 na cześć osób z którymi wracałem już do Gdańska (Toffi, Magda, Karola), uratowała nas biedronka, a humor poprawiał zabawny pan konduktor.
Oby tak dalej pewnie kolejny obiad będzie u mnie :D
Katarzyna Partyka
Katka
klubowicz
453753   katka-a@wp.pl   
dziki dziki bąk bąk:) :: 2007-06-11 17:05:00
Ja w ogóle się strasznie wzruszyłam jak przeczytałam WASZE komentarze...za...biście się z Wami podróżuje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
A teraz, żeby się powtórzyć "specjal ediction" dla każdego (alfabetycznie):) :
uroczemu białemu delfinowi Candiemu za możliwość oglądania jego wodnych akrobacji i CHWAŁA za zamordowanie OBRZYDLIWEGO SZERSZENIA!!!!!!!
Karoli za taszczenie namiotu, cudną kapiel w jeziorze z glonami i zawsze dobre słowo:) oraz za szok spowodowany wiadomością ile ma lat!!!!!!
Krzysiowi vel Pchełkowi za wszystkie rozmowy, trzymanie za rękę na środku jeziora, kiedy włączył mi się film o mojej podwodnej śmierci:) za świetne teksty do Brunety- ?ylety:) no i w ogóle za "cicho - ciemne" poczucie humoru.....:)
Magdzie nie Magdzie za mamusie, która zrobiła furrorę!!!!! za teksty- dla mnie powinnaś dostać oskara:)no i za zule czy bule...fajnia była:) jeszcze za "śmierć w oczach" którą widziałam, kiedy "dyskutowałaś" z Toffem:)
Marcinowi -chyba do końca życia będę miała wyrzuty za tego batonika:) dzięki za popcorn, którego nie lubię, no i za powrót:) kupiłam zapiekankę, ale nie była dobra.....
Marcie za wiadomości o szachach:)pożyczanie żelu do mycia twarzy, za rozmowy o kolorze tynku na domu,o życiu i dzieciach:)....specjalnie za to, że zgodziła się na moje mieszkanie u nich:) aha i że nie ma pretensja za dzień 3/4 czerwca- DZIęKI:)
Michałowi za NIESAMOWITE I DELIKATNE POCZUCIE HUMORU...!!!!!!!!!!!! opowieści o poprzednim wieku i za to, że zawsze wie w która strone pójść:)
Wojtkowi za szalenie miła rozmowę z skm...:)
właśnie napisałam najdłuższy wpis w całym moim życiu klubowym, cieszę się, że właśnie po tym wyjeździe:)
Marcin Kowalski
Przeciętny Kowalski
gość
3676317   marcin[at]dfstudio.com.pl   
damn it! :: 2007-06-11 17:06:39
Takie wyjazdy mają jeden zasadniczy minus.... ciężko po nich w pracy wysiedzieć ;) za to mam nadzieję uzyskać honorowy tytuł rekordzisty w odświeżaniu niniejszej strony w nadziei ujrzenia nowych komentarzy - średnio raz na 2 minuty, co przy siedzeniu w pracy od 10.00 z uwzględnieniem przerwy obiadowej daje jak do tej pory 195 kliknięć.

BTW: Katka, nie przejmuj się... i tak po wyjeździe przybyło mi 3kg więc brak batonika wyszedł mi na dobre. (BTW2: miałaś zmienić nicka :P - ja zmieniłem...)

Na koniec wiadomość z ostatniej chwili - polecam dobrze się wymacać - macając się z nudów w pracy - wymacałem dwa kleszcze.

Katarzyna Partyka
Katka
klubowicz
453753   katka-a@wp.pl   
:) :: 2007-06-11 17:12:40
Marcin, proszę Cię..:) mam napisać ,że jestem lodziarą klubową?????? litości!!!! już wystarczy, że klubowicze i nie tylko uhonorowali moją osobę zaszczytnym mianem stolicy Kaszub:) poza tym odkąd dziadek Michała nazwał mnie skrzyżowaniem dzikiej kaczki z jeżem...straciłam poczucie humoru na swój temat:)\

poza tym chcę oficjalnie siebie skazać na biczowanie, ponieważ ABSOLUTNIE NIECHC?CY SKASOWAŁAM POST PCHEŁKA, chciałam zobaczyćadres pocztowy i kliknęłam na ten OBRZYDLIWY ZNAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! kto to w ogóle wymyślił????
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
Chyba trzeba więcej organizować takich lajtowych... :: 2007-06-11 18:36:24
...wyjazdów, jeśli ich wydźwięk jest tak entuzjastyczny (co oczywiście bardzo cieszy)! :)
Aczkolwiek jeśliby trochę pomyśleć, to wcale tak lajtowo nie było ;)
Na dzień dobry tłumy w pociągu, rozłożenie namiotu w przedziale (!!!) na 20 minut przed Ełkiem (!!!), kilkukilometrowy spacer po zmroku mazurskimi szosami przypłacony przez Karolinę obtarciami (a może to było drugiego dnia? :P), nocleg w otoczeniu min poślizgowych, zgubiony/znaleziony portfel Marcina, słoneczna masakra na zakurzonych polnych drogach, brak sklepu mimo żaru lejącego się z nieba, donosiciele w Drygałach :), ciepłe Goldy tamże, kierowca autobusu utrudniający nam picie piwa, skąpa ilość połączeń autobusowych Pisz-Olsztyn, przebijanie bąbli niedezynfekowaną igłą, perfidnie ukryty przed nami zamek w Piszu, konieczność zastopowania pospiesznego PKS'a na sikanie, marszobieg na pociąg w Olsztynie, zepsute drzwi w szynobusie do Klewek, komary i ćmy i szerszenie i inne robactwo stresujące pewne osoby, brak stolika w cieniu przy sklepie w Trękusku zmuszający do picia piwa w prywatnym ogródku, opier...l od menela za sikanie na środku wsi prawie :P, przeuprzejma "bruneta" dzięki której zafundowaliśmy sobie kurację ostowo-pokrzywową, jeziorowe zielsko utrudniające pływanie, pociąg do Olsztyna który nie przyjechał, jak zwykle zawalony pociąg do Gdańska, przymusowy postój w Małdytach (ale dzięki temu kupiliśmy sobie browary i chrupki tamże, więc to na plus!) i... to chyba wszystko :) Następny raz jedziemy do Candy'ego na pierogi!
Magda Przytuła
Magda nie Magdalena
klubowicz
2831085   magda200watt@interia.pl    
dziki dziki bąk bąk....bąk=) :: 2007-06-11 19:04:25
otoz:
-sklad odwaznych by zmierzyc sie z puszcza, zmienial sie z predkoscia swiatla od samego poczatku do samego konca;]
-zmiany planow rowniez zmienialy sie podobnie szybko(wbrew protestom marty, ktora to z wydrukowanym planem chodzila:D)
-jesli rozstawiac gdzies namiot-to tylko w pociagu
-i tylko 10 min przed wysiadka;)
-i tylko wtedy gdy Psotka-Chichotka-Nutka-Wódka;) zniknie nam z pola widzenia;)
-jesli jestes na rozdrozu i nie wiesz czy isc na Mącze czy na Mąki-spokojnie-zaraz miejscowy przyjdzie, pomoze i skieruje w zupelnie innym kierunku;]
-zas sołtys dopomoze wodą chetnie i jego zona tez:)
-Mieczyslaw Turysta Z Kanapkami Chodzacy Zawsze z kolei prezenty Marcinowi wcisnie;)
-by zaraz potem uswiadomic nas, "ze tylko kropla rosy jestesmy":D
-rodzinka moja(ktora to serdecznie pozdrawiam=) tylko na boze cialo, zjawic sie w ilosci najwiekszej jakiej tylko mozna;)
-a reksio ma swoje ulubione pozycje, ktore to na wszystkich chyba przetestowal
-nie przetestowal natomiast pozycji 48 ;);p
-zamek w piszu naprawde istnieje!
-choc moze juz sladu po nim prawie nie ma;)
-slad jest z kolei po nas w restauracji, w ktorej to znalazlam w piwie i na frytce po rzesie gratis
-i w ktorej to kelner jakos dzieki bogu wytrzymal z nami;)
-wytrzymal z nami tez pan kierowca, czekajacy na nas w lesie gdyz piwunia powoduja obok skutkow pozytywnych tez skutki negatywne;)
-marcin sika dluzej niz ja, karola i kasia razem wziete:D
-herbata smakuje najlepiej w olsztynie, ale pod warunkiem, ze robiona jest na 3 minuty przed wyjsziem;)
-i biegiem na pociag:)
-kosiarka sasiadow rynkiewiczow w klewkach chodzi o kazdej porze dnia i nocy:D
-robaki przerozne rowniez nie daja za wygrana i chodza, lataja i skacza, pomimo protestu niektorych;)
-jesli chcesz jakiejkolwiek gumy owocowej -idz do karoli-ona ma wszystkie smaki;)
-ma tez paste do zebow...tez owcowa;p
-candy zas ma fryzure "brazylijska":D
-nie ma jak to rozmowa o smierci, kiedy to siedzi sie nad jeziorkiem a pare osob plywa posrodku owego;p
-rozmawiac o dzikach nie nalezy przy ognisku, gdyz sen jawa stac sie moze;):P
-a marzenia sie spelniaja-dowod-postoj w drodze do gda i wyskok do biedronki:)

taka to garstka ciekawostek na dobry poczatek
reszta w relacji bardzo niedlugo:) naturalnie foty, fotunie, fotunienie tez niedlugo:)

dzieki wielkie wszystkim obecnym! gdyby nie wy, nie byloby tak fantastycznie!!:D
Marcin Kowalski
Przeciętny Kowalski
gość
3676317   marcin[at]dfstudio.com.pl   
W końcu uRodziny.... :: 2007-06-11 23:25:13
.....ma się tylko raz w roku.... :P
Magda Przytuła
Magda nie Magdalena
klubowicz
2831085   magda200watt@interia.pl    
uRodziny:) :: 2007-06-11 23:43:13
aczkolwiek zdazaja sie odstepstwa od normy;)
Krzysztof  Kur
pchełek
klubowicz
3602845   koggut@poczta.onet.pl   
zdjęcia :: 2007-06-13 01:59:30
warmia i mazury 1
warmia i mazury 2
warmia i mazury 3
Marcin Kowalski
Przeciętny Kowalski
gość
3676317   marcin[at]dfstudio.com.pl   
wersja na szybko :: 2007-06-13 15:29:57
Wersja webowa, skompresowana Kurkowych zdjęć (mam nadzieję, że nie macie przeciwko, że je tak umieściłem;-).

http://moodle.pl/~hefi/gallery/index4.php
Magda Przytuła
Magda nie Magdalena
klubowicz
2831085   magda200watt@interia.pl    
fotosy c.d. :: 2007-06-13 17:33:23
tera nasze:)

http://www.pg.gda.pl/~maciex/bozecialo.rar

enjoy:D
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
mmmm :: 2007-06-14 17:06:47
Marcin, ale ty masz drapieżny avatar!!! :D;P
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
filmy z wyjazdu :: 2007-06-25 21:19:07
http://tiny.pl/flzj

http://tiny.pl/flzl

http://tiny.pl/flz4

http://tiny.pl/flzn

http://tiny.pl/flzk

http://tiny.pl/flz2

http://tiny.pl/flz8