glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
III Rajd Kursancki
termin: 14-15.IV
sezon: Wiosna 2007
1174934300
Autor tekstu: Adam Kępa
Autor zdjęć: A. Kępa, P. Baszanowski, T.Radzikowski, P. Daukszewicz, M. Kulczycki, M./M. Rynkiewicz, M./K. Kur

Subiektywna relacja złożona przy pomocy grafologa z zachowanych notatek, więc proszę o nutę wyrozumiałości.

Opatulony grubym swetrem i polarem rozpocząłem ten rajd… więc pierwsza rzecz na miejscu zbiórki to wzięcie przykładu z Marty i rozbiórka do koszulki. Humory na pierwszy rzut oka były przednie, co zapowiadało dobrą wyprawę, dopiero w Gryfie wiozącym nas do Żukowa, wyszła niemoc umysłowa pewnych osób ;P
-znasz Kasię z Pisza?
-…aaa! Gośkę Sławik?!
Do tego dziwne opowieści „czuję zapach truskawek, oglądam się, a tu ktoś smarka”;
Po podskoku autobusu „ ale mi się podniosło”;
No i szczere rozmowy z nowymi „od tyłu Cię nie znam”, to tylko część haseł świadczących o naszym potencjale, wyłapanych tylko z najbliższego otoczenia. Przed Żukowem niespodziewanie stanęliśmy na parę minut czekając na mijance wahadłowej. By nie było nudno Prezio zaproponował, a następnie zarządził wysiadkę by nam się nie nudziło. Oczywiście, wszystko zaczęło się dziać na minutę przed ruszeniem autobusu. Ostatecznie na zewnątrz znalazła się większość osób wraz z plecakiem Pietrzyka, który został w autobusie. Tak oto jak to określił pomysłodawca dokonała się naturalna selekcja na dwie grupy. Ostatecznie i tak wszyscy spotkaliśmy się po drugiej stronie miejscowości, gdzie umówieni byliśmy z grupką gdyńską. Co ciekawe, tym sposobem plecak Pawła zrobił więcej kilometrów niż jego właściciel ;]
Pierwszy odcinek trasy poprowadziła nam już tradycyjnie Karolina-najbardziej eksploatowana pod względem terenoznawczym kursantka w historii Klubu. Po przejrzeniu map z tego rajdu stwierdzam, że nie jestem w stanie opisać dokładnie trasy jaką pokonaliśmy, co i tak nikogo nie martwiło nigdy, więc skupię się na informacjach którymi mnie raczono na trasie. Już na drugim kilometrze Magda P. obraziła psa marki Lessie, krzycząc: Owca! Stanowczo odmawiała zdjęcia choć jednej z trzech warstw ciuchów i raziła na prawo i lewo karimatą przytroczoną do plecaka-oczywiście niechcący. Super Pinio dostał zrypkę za wyprzedzanie prowadzącej, natomiast Baszan objawił zamiłowanie kolekcjonerskie w dziedzinie suszonych żab. O 11.09 doniesiono mi, że w grupie szykowany jest bunt przeciwko spodziewanej decyzji podziału grupy; z bardziej przyziemnych spraw to wysłuchałem enigmatycznego przepisu Kasi i Magdy na kompost w dwa miesiące. W międzyczasie oczywiście wstrząsnęła grupą akcja wykonania grupowego foto. Wraz ze wzrostem temperatury i zagęszczeniem atmosfery myśl studencka poczęła krążyć wokół lokalizacji sklepu. Z dyskusji w tej kwestii wybił się głos Tofa, który mężnie stwierdził, że bez piwa przeżyje, Kaja jednak umilkła skonfundowana, a była dopiero 11.24. Krótki postój przy mrowisku na jedzenie, nie pomógł zbytnio i dalej było słyszeć rozmowy o sklepie, np Michał usłyszał, że sklep będzie za trzy kilometry, jednak przyjmując, że źródła dzielimy na rzetelne i dziewczyny, to nie była to pewna informacja ;P Z czasem, moje notowanie wprowadziło atmosferę podejrzliwości, do tego coś ugryzło Baszana i nie złapano winnych, nawet klan gaduł odmówił głośnych rozmów przy mnie. Na szczęście uwagę odwróciły o 12.01 zmiany na pozycji prowadzących, którymi zostali Kasia z Leszkiem, a miało to miejsce pod górą „Zabita”.
Przy sklepie w Kobysewie dołączyły do nas dwie kolejne osoby. Odstawiliśmy w tym miejscu klasyczną wioskę, blokując wejście i stresując ekspedientkę. Sytuacje próbował poprawić Maciek załatwiając rozsunięcie się okupujących schody dla utworzenia przejścia ale, zaraz powstałe miejsce zajęła nieświadoma niczego Marta, przez co z lekka komuś opadły ręce. Tekścior „ssij bo to się ssie”, wymięka przy Opowieści Kościerzyny na temat jej przebojów z nauką jazdy, ponieważ wyszło, że w Kasi Kościerzynie największą przeszkodą dla niej, są na drodze pijacy i krowy- oj szyderczy to był śmiech, szyderczy. Po ok. półgodzinnym popasie, nastąpił jednak podział na grupy i ustaliwszy miejsce zbiórki na ognisko, rozeszliśmy się od razu gubiąc Super Pinia zwanego też Sam Piniem. Trasa jednak nie była super ambitna, jedna fotka na polu minowym, potem nasz Zamek dostaje ochrzan od pana w białym dresie Suzuki, za łażenie po terenie prywatnym, potem jeszcze minęliśmy miejsce zbiórki i przeprowadziliśmy gorącą dyskusję nad lokalizacją ogniska. Gdy już się z tym uporaliśmy odkryliśmy brak Piotra z gitarą i oddaliśmy się błogiemu leżakowaniu. Jeszcze na trasie była dyskusja na temat pożaru lasu i ewentualnego naszego zachowania się, jednak pominąłem ten wątek umyślnie. Po zejściu się do kupy, rozpaliliśmy nad wyraz gorące ognisko i sam już nie wiem, czy to też zasługa zachodzącego słońca. W tym momencie przychodzi mi do głowy pewna komicznie wyglądająca scenka. Ognisko na prawie metr wysokie, a tu zza chłopaków dosłownie wyskakuje Tomasz i dorzuca zebraną garść otrębów, na co Baszan tonem starszego pana cierpliwie tłumaczącego dziecku: „niee, już się rozpaliło”.
Do obiadu skleciliśmy totalnie niepewne rusztowanie i to techniką podpór, a nie wbijania w ściółkę, jednak nic z tego ciekawego prócz smacznego posiłku nie wyszło. Tym razem kucharz serwował zupki chińskie z dodatkiem serka i kiełbasy.
Ruszt nie podniósł nikomu ciśnienia, to chociaż przy myciu naczyń coś się stało. Miejsce akcji: mała zatoczka w kształcie półksiężyca nad jeziorem. Stanąłem nad jednym krańcem, po środku Kasia i Magda, na drugim krańcu Mariusz i Paweł, no i coś mnie tknęło, więc powiedziałem: „No to co? Zaległy Śmingus?”, chlustając jednocześnie wodą z kubka w kierunku facetów…ale, ALE, ale…dosięgły ich tylko mikroskopijne krople! Mariuszowi jednak, nie trzeba było powtarzać, sęk w tym, że, zawartość kubka po ruchu wahadłowo koszącym całkiem niespodziewanie wylądowała na Kasi. Oczywiście zemsta była totalna i cały kubek w Williego! Więcej nie widziałem bo umyłem już swoje naczynia ;P Jednak z opisu jasno wynika, że to nie moja wina :D
Tragedii w postaci zalania notatek nie będę opisywał, więc przechodzę dalej. W końcu zagasiliśmy ogień i ruszywszy w dalszą drogę po 5 minutach odkryliśmy piękne miejsce, na pięknej trawce, w pięknym słońcu, nad piękniejszym jeziorem, przy pięknym pomoście, z pięknym miejscem na ognisko, którego nie mogliśmy oczywiście piękna jego mać odnaleźć szybciej! No ale nic to, dobre humory wspomagane przez pełne żołądki nie wymiękły i ostatnie kilometry pokonaliśmy z przysłowiowymi bananami na twarzach i dwoma grupowymi zdjęciami na koncie. W Pomieczyńskiej Hucie-miejscu naszego noclegu, na komitet powitalny złożyło się dwóch siłaczy i dziecko na rowerze, uważnie odprowadzających nas wzrokiem do drzwi szkoły, inna zapamiętana rzecz to informacja o braku materacy. W szkole zakwaterowano nas w dwóch salach, ale bardziej zapamiętałem toalety większe niż połowa sal lekcyjnych z pisuarami dla dorosłych. Do kolacji aklimatyzowaliśmy w miejscowym sklepie, na boisku do nogi okrojonym z powodu lokalnego podtopienia, oraz przed wejściem, w kółku dyskusyjnym. Przed kolacją, Prezes wygłosił płomienną mowę do wygłodniałej braci, z czego najważniejsze wątki to na górze sąsiedzi, wyjście o 10.00 i Smacznego! Przed kolacją zdarzyło mi się też otworzyć coś w rodzaju małej puszki Pandory, bardzo zachwalaną przez żeńską część rodziny Kurów, czyli coś ala szynka w sosie z kiszonej kapusty. Marta nie wiedziała co to jest, ale szybko podzieliła zdanie reszty, że pachnie to przeterminowanymi stopami. No ale, jedzenia się nie marnuje, więc Krzysiek z narażeniem zdrowia i utraty wzroku ukroił parę plasterków na chleb. Nie udowodniono związku tej sprawy z późniejszym drążeniem przy kolacji przez Pietrzyka tematu kupy, ale ja wiem swoje. Temat kupy, jak już pisać o wszystkim opierał się na fakcie, że ktoś ją zrobił w męskiej ubikacji i to jeszcze spuścił wodę, dla niepoznaki, co wskazywało, wedle oskarżyciela, na którąś z kobiet. Nie będę się tu rozwodził, na kogo wskazywał Paweł, ale temat żył jeszcze nad wyraz długo po kolacji w pewnych kręgach. Po posiłku, większość zasiadła do gry w Mafię. Tu zanotowałem, że nie dołączyła do nas Agata, zajmująca miejsce przy nie ruszonym biurku i coś pilnie notująca, oczywiście stwierdziliśmy, że znalazła w biurku nie sprawdzone sprawdziany i się nimi zajęła, ale to była tylko jakaś praca na uczelnię :).Wracając do gdy, mimo że, mafii było aż cztery to przegrało miasto dzięki wybiegowi prowadzącego, będącego w Mafii ;]. Zbulwersowaliśmy się, ale do rewanżu nie doszło bo Maciek zarządził płacenie za nocleg i Mariusza wcieło. Z tego powodu przez kolejne pół godziny byłem atakowany podniesionym głosem Wojtka czytającego nam zagadki, no ale w końcu wymyślono coś cichszego, tzn. kalambury. Tematyka popularna, czyli tytuły filmów, jednak nadal absorbująca uwagę i znów minęło trochę czasu. W końcu po północy nam się znudziło więc zagraliśmy w psychologa. Cóż mogę napisać? Psycholodzy nie zgadli! Natomiast parę osób nie wytrzymało napięcia i zeszło ze świata gry nie uzyskawszy pomocy żadnego specjalisty. Choć byłem jednym z tych wcześniej odpadłych pacjentów, to nie dane mi było pospać dłużej jak 3 godziny, co powinno świadczyć o jakości rajdu. Rano jak nowo narodzony po śnie na karimacie, skumałem się z Patrycją i Radzikiem na trasę do Kartuz. Oczywiście reakcją łańcuchową zwinęło się z nami jeszcze parę osób, a dokładniej Kaja, Tomek, Sam Pinio i Paweł x2. Część dążyła tylko do drogi o jakimkolwiek natężeniu ruchu na stopa, ale jakoś już zostaliśmy do końca razem. Po dwóch kilometrach dogoniliśmy jeszcze kursantów Kasię i Leszka, co stało się okazją do popasu na pomoście jeziora Białego. Jak tak każdy wyskoczył z tego co miał to zrobił się piknik przy jabłku, sucharach beskidzkich i dwóch czekoladach (zeszłodniowe kanapki się nie załapały do menu). Na deser zaserwowano jeszcze cuksy ale nieważne. Scena z pomostu:
„-Tu na dnie są jakieś inicjały.
–Pewnie założyciela jeziora” (o znakach kreślonych kijami po dnie)
Z samej trasy, na rozwidleniu:
Siostra: „-pójdziemy w prawo”
Brat: „-To pójdziemy w lewo”
Droga do Kartuz minęła nam nad wyraz szybko i charakteryzowała się częstymi pożegnaniami z kursantami, którzy oddalali się od nas, by po jakimś czasie dać się dogonić, było gorąco, ale wietrznie, zrobiliśmy parę fotek i w końcu w Kartuzach ostatecznie rozstaliśmy się z Kasią, Patrycją i Leszkiem. Plan reszty ewoluował w tym czasie i w siedmioro udaliśmy się na wylotówkę na Gdańsk i podzieliwszy się na grupki zaczęliśmy łapać okazję. Tak wyszło, że po 3-4 minutach złapaliśmy transport i jeszcze, zabraliśmy, dwie osoby ponad. Pani okazała się maturzystką po 40-tce i nie szukała kochanka, natomiast podwiozła nas do Kokoszek. Tu mimo układu czteroosobowego, w dodatku z Kają wczorajszą :P nie rozdzieliliśmy sił i stąd dopiero po około 10 minutach zabrał nas Mr. Golf z muzą klubową głośniejszą od Magdy P. Na koniec kazano mi zanotować, że Radzik powiedział o grupce nieletnich w SKM: „Ooo! Zuchciki i harcereczki.” Na samym jednak końcu miała być zagadka, widoczna na fotce:
„ Za takie pyszne klapsy nikt się nie gniewa:
soczyste, słodkie klapsy z owocowego drzewa.”
Zakręcone jak ta relacja :)
zdj1
Naturalny podział grupy :) (trochę nam kierowca pomógł).
zdj2
Druga grupa czeka na pętli autobusowej w Żukowie.
zdj3
Pierwsze podejście, w tle Żukowowo...
zdj4
A czemu Toff idzie w drugą stronę?
zdj5
Uczestnicy wyjazdu w komplecie!
zdj6
Jak nie ma przejścia (patrz tabliczka), jak jest?
zdj7
Karolina nad reperem.
zdj8
Tak szczerze mówiąc to szkoda, że był mostek...
zdj9
Idziemy lasami na północny-zachód do Kobysewa.
zdj10
Sklep w Kobysewie = popas około 45 minut!
zdj11
Dzielimy się na grupy i dalej w świat!
zdj12
Osowa Góra, cóż za piękna miejscowość :P
zdj13
Znajdź podobne obiekty na tym zdjęciu i powyższym :P
zdj14
Kursanci prowadzą, grupa podziwia widoki (pewnie Kemp zdjęcie robi :P).
zdj15
Wg mapy za nami żwirownia :)
zdj16
zdj17
Prawie jak wiosna :)
zdj18
Aleją z drzew wędrujemy.
zdj19
Przewróciło się, niech leży... szkoda tylko, że całe w żywicy... a my siedzliśmy :P
zdj20
Prowadź! Kursancie Tomku...
zdj21
...na ognisko.
zdj22
Dziś w menu mamy zupę :) przepis: 4 litry wody, 6 zupek chińskich, 4 serki topione, 1 kiełbasa, przyprawy. Jadło 16 osób :)
zdj23
Dalej całą grupą na nocleg.
zdj24
Kapliczka. Tu Rybkowi się dostało za coś :P jak zwykle...
zdj25
zdj26
Na koniec piękne widoki!
zdj27
zdj28
Meta, czekamy na Panią dyrektor.
zdj29
Zachód słońca ze szkolnego boiska... na którym to trenowały GDAKKi przed Euro 2012.
zdj30
A na noclegu do rana 'pyszne klapsy' :)
Komentarze wyjazdu
Mariusz Kulczycki
Wili
klubowicz
wiliino@op.pl   
rajd :: 2007-04-15 18:48:14
ot rajd jeden z tych bardziej sympatyczniejszych :) duzo slonca (moze troche za duzo ) duzo zabawy w bazie :)
a pworot to tak to juz bajka :) godzinna przerwa pod Kosowem :) i stop na raty pod sam domek :)
Mariusz Kulczycki
Wili
klubowicz
wiliino@op.pl   
rajd :: 2007-04-15 18:48:52
a jeszcze jednogo nie napisalem :) uwazaqjcie bo prowadzacy moze byc w mafi :)
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Nadal nie wiem, kto był organizatorem ;P :: 2007-04-15 18:52:48
Ale było fajnie! kalambury optymalne, psychologowie się nie popisali, ale za to traska niedzielna miodzio i w dwa stopy w cztery osoby też poszło w tempie ekspresowym. Gdybyśmy się wybierali do Chorwacji to w czwórkę byśmy wygrali :P
Co do moich notatek to złożą się one na jedną z relacji, jak się dowiem, kto był organizatorem by mi pozwolił to zamieścić. Puki co, to ciężko idzie przekuwanie nic nie znaczących haseł w jakiekolwiek zdania, no i pare wątków na pewno odpadnie, poza tym w związku z trudnością złożenia tych gryzdołów do kupy, nie spodziewałbym się jakiś sensacji i ciekawostek hough ;)
Piotr Daukszewicz
Piotr
klubowicz
2284816   piniowaty@poczta.onet.pl   kom 506512185  
rekord :: 2007-04-15 19:20:48
moze rzeczywiscie warto zastanowic sie jeszcze nad autostopem do Chorwacji :))))) Rzeczywiscie w 4 ustanowilismy maly rekord , po 40-tu paru minutach bylem w domu, mimo korku na Kartuskiej :)

FOTY:
III Rajd Kursancki
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
rajd :: 2007-04-15 19:36:33
a oto nasze zdjęcia:
http://www.pg.gda.pl/~maciex/IIIrajd.rar
oraz mapy z trasy, w pdf'ach (12mb):
http://www.pg.gda.pl/~maciex/IIIRajd_mapy.pdf

A organizatorami był Toff i ja :P
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
rekord :: 2007-04-15 21:32:38
Rekord w szybkości wahań nastroju to pobiła sklepowa z Pomieczyńskiej Huty. W 5 minut z osoby raczej chłodnej i sceptycznie nastawionej do bandy "pijącej pod jej sklepem piwo" (a nie pił nikt!!!) stała się niczym miód na serce. No po prostu do rany przyłóż!
A to wszystko za sprawą coraz to kolejnych banknotów lądujących w lawinowym tempie w jej kasie - pieniądz może wszystko... :)
Zaś rano, gdy kupowałem lody, to już po prostu było bez wazeliny! Nie dość, że uprzejma, to jeszcze jaka rozmowna! :) Ale przecież utarg życia nie zdarza się codziennie.
Mariusz Kulczycki
Wili
klubowicz
wiliino@op.pl   
fotki :: 2007-04-15 21:36:32
o tak sklepowa byla bardzo urocza w niedziele i to jaka pomocna a wezelinak to az sciekala :P

fotki
Tomasz Radzikowski
Tomek R.
klubowicz
tom.radzikowski@gmail.com   
Super rajd ! :: 2007-04-15 21:43:01
Jak w temacie - świetni ludzie, piękne tereny, prawdziwie wiosenna pogoda oraz wzorowa organizacja :)

Zdjęcia:
http://gnu.univ.gda.pl/~tim/3rajd.rar

Zdravim!
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
hmmm :: 2007-04-15 22:02:05
Urocza sklepowa? Hmmm...
Mocne słowa. Aczkolwiek jeśli ktoś lubi takie kobietony...
Ja bym raczej powiedział że była urzekająco towarzyska ;]
Mariusz Kulczycki
Wili
klubowicz
wiliino@op.pl   
toffi :: 2007-04-15 22:03:48
urocza dokladnie w tym sesie co ty powiedziales nie wiem o jakim pomyslales ale coz :) zycie :)
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Moje foty :: 2007-04-15 22:11:47
Roześlę mailam w wolnej chwili bo nie mam czasu zamieszczać każdego po kolei na wskazanym serwerze, a jakoś folderu mi nie odnajduje.
Paweł Baszanowski
Baszan
klubowicz
1736101   Large12@wp.pl   
Fotografie barwne :: 2007-04-16 00:28:14
link do fotek:

http://www.speedyshare.com/985290387.html

No nie ma to jak długie dni - doszliśmy do szkoły za jasnego, zakupy zrobiliśmy za jasnego i nawet zdążyliśmy rozegrać mecz piłki nożnej na boisku za stodołą. Sparing poprzedziła długa, obfitująca w zagrania rodem z Premiership rozgrzewka. I dopiero zaproszenie obu drużyn na kolację było w stanie przerwać to pasjonujące spotkanie.

Fajnie, że organizatorzy pokombinowali z mapami.

pozdro i dzięki
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Fotki :: 2007-04-16 11:03:45
Po heroicznej walce z przeciwnościami pare fotek

Kemp
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
zdjęcia cd. :: 2007-04-16 15:32:55
Zdjęcie Kurów:
http://www.pg.gda.pl/~maciex/IIIRajd_kury.rar

Filiki Kurów:
http://www.pg.gda.pl/~maciex/IIIRajd_Kury_Filmy.rar
Marcin Kur
kuroslaw
klubowicz
kur.kuroslaw@gmail.com   
fajniutko :) :: 2007-04-17 02:15:09
meczyk w pileczke jak baszan mowisz premiership, nawet faule jak w angielskim futbolu (sory toff)
no a tak to dzieks dla ludzisk co niezla zabawe zrobili w szkolce, heh i dla organizatorow co mapki na przepieknym papierze drukli z zagadkami nawet, w rozwiazaniu ktorych ktos mnie zawsze jakims cudem uprzedal... ciekawe czym to bylo spowodowane, czyzby motto mapkowe -> "tamze do sklepu kazdy poczlapie, by kupic piwo niezbedne na rajdzie" (mapka 2, zachowalem se :D)

pzdr
Kaja Baszanowska
Kaja
klubowicz
1074717   kajasopot@o2.pl   
wkoncu wkoncu wkoncu :: 2007-04-19 19:34:58
no wkoncu sie ktos postaral i wreszcie sa ladne zdjecia na stronie :) :) :) :) :) a 18 i 29 to jak dla mnie bomba! :)
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Kaja :: 2007-04-19 21:16:19
Zdjęcia o których wspominasz są różne, że aż znając Ciebie nie wiem co miałaś na myśli :P