glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Przeryty Rajd Kursancki
termin: 10-11.III.
sezon: Wiosna 2007
1170237156
Autor tekstu: Michał Rynkiewicz, Adam Kępa, Maciej Rynkiewicz
Autor zdjęć: Hania Arendt, Maciej Rynkiewicz, Adam Kępa, Mariusz Kulczycki, Paweł Baszanowski, Michał Rynkiewicz

Gdy wychodziłem z domu, nisko idące chmury i deszcz nie wróżyły niczego dobrego. Jedyna nadzieja leżała w ICM’ce, która zapowiadała w miarę znośną pogodę pomiędzy dziewiątą, a osiemnastą. Na zbiórce jeszcze popadywało... W Kartuzach zaczęło wyglądać słońce... W Sierakowicach mieliśmy już czyste niebo! Tam też zgarnęliśmy dwóch „akatowców” z Olsztyna i w teren.
Pierwsza próba opuszczenia centrum najbogatszej wsi w regionie (jeśli nie w Polsce) okazała się niewypałem. Ślepa uliczka i w tył zwrot. Próba druga wyprowadziła nas na rozdroże już polnych dróg, gdzie na skraju wsi (z nowym blokiem i stadionem za plecami) podzieliliśmy się na dwie grupy, które prowadzić mieli kursanci, przybyli na rajd w zatrważającej ilości sztuk pięciu. Pierwsza grupa ruszyła od razu na południe, aby po dotarciu do Słupi skręcić na zachód – na Tuchlino, gdzie mieliśmy się spotkać. Druga grupa po kilkuset metrach parcia na zachód również obrała kierunek na Słupię.
Poprzez malowniczy wąwozik, jeszcze bardziej malowniczą dolinkę (ze stadkiem saren w tle) i również malownicze wzgórze „235,4” wymaszerowaliśmy na skraju lasu na łąkę. Stamtąd rozpościerał się piękny widok na skąpaną w słońcu dolinę Słupi, szeroką w tym miejscu na dwa kilometry. Gdy zarządziliśmy krótki piknik (okraszony butelczyną najlepszego „szampana”, jaki tylko można było kupić w kartuskiej Biedronce za 4,99zł), czyli wylegiwanie się i podziwianie widoków, ktoś daleko na drodze dostrzegł pełznące powolutku figurki – patrzymy przez lunetę Marcina – nasi!!! To nie wyścigi, więc ruszyliśmy, niekoniecznie żwawo, dopiero po pół godzinie Tuchlino osiągając spokojnym i niespiesznym spacerem. :) Zaliczyłem jeszcze tylko kąpiel buta i połowy prawego stuptuta w grząskim, jasnobrązowym i lepkim błocie zalegającym beztrosko polną drogę. Nim błoto obeschło, już byliśmy pod sklepem zaopatrując się na zbliżające się ognicho. Zaś gdy z zielonym szlakiem pod stopami zmierzaliśmy na zachodni brzeg jeziora Tuchlińskiego, pod sklepem – jeszcze w zasięgu wzroku – pojawiła się reszta towarzystwa.
Wszyscy razem spotkaliśmy się w opuszczonym, częściowo spalonym obejściu gospodarstwa nad brzegiem srebrzącej się w słońcu tafli jeziora. Jak dowiedzieliśmy się od pani spacerującej ze swoim czworonożnym pupilem, był to niegdyś dom syna prokuratora, który posiadając odpowiednie znajomości w odpowiednim środowisku, wywinął się od odpowiedzialności za śmiertelne potrącenie chłopa z pobliskiej wsi. Ludziom się to nie podobało, więc owego jegomościa (syna, nie tego zabitego) wypędzono, a prawie nowy dom stoi teraz opuszczony. Kasia miała rację mówiąc gdy tylko tam dotarliśmy, że tu musiało stać się coś niedobrego.
Tymczasem gdy jedna grupa czekała na dołączenie drugiej, Marcin i ja wdrapaliśmy się na wzgórze „208,2”, aby na przeciwległym jego stoku znaleźć elegancki wąwóz. Na uboczu, z drewnem na ognisko pod nosem, osłonięty od wiatru, zaciszny, na słońcu – miejsce idealne! :) Ściągnęliśmy resztę i rozpoczął się kolejny piknik – ognisko, na ognisku kociołek z makaronem (bez soli był taki jakiś „bezpłciowy”) i fasolą, tudzież dla wybrednych kiełbasy. Do tego jasne pełne oraz łyk szampana... Prawie dwugodzinna sielanka... :) Takie rajdy to ja rozumiem!
Można by siedzieć tam aż do zmierzchu, gdyby nie fakt, że mieliśmy za sobą dopiero połowę trasy i dwie godziny do zachodu słońca. Wyznaczyliśmy więc kierunek na Gowidlino, do którego trasa wiodła średnio obfita w ładne widoki, za to mieliśmy okazję ponownie natknąć się na sarny (już chyba z piąty raz tego dnia i nie ostatni) i podyskutować na temat poziomu filmu (o smokach i teksańskiej armii ochotniczej dzielnie walczącej z bestiami pod spalonym Londynem) emitowanego w tv w piątkowy wieczór. Nasze wspólne zdanie – film był głupi.
Za Gowidlinem zanurzyliśmy się w pogrążające się w mroku wieczora lasy, gdzie w gęstej sieci błotnistych leśnych duktów nietrudno się zgubić. Jakkolwiek nadal szliśmy prawidłowo i potrafiliśmy znaleźć się na mapie. Na entuzjastyczny wniosek Janicka, aby azymutowi stało się zadość uderzyliśmy w gęsty iglasty las, aby przy świetle czołówek pobłądzić nieco i poskakać nad podtopionymi rowami. Tymczasem wieczór zmienił się noc, bezchmurne niebo rozbłysło tysiącem gwiazd, a my wynurzyliśmy się z lasu niedaleko jakiejś wioski, a po chwili buty trafiły na twardą powierzchnię asfaltu. Plan był prosty – idę z Janickiem drogą jakieś 300 metrów na południe do zabudowań sprawdzić gdzie właściwie jesteśmy, a reszta czeka, bowiem istniała obawa, iż będziemy musieli maszerować asfaltem na północ. Tymczasem w owczym pędzie, ludzie poszli razem z nami i pod presją nieco zmęczonej już grupy skręciliśmy na Bochowo. Ciemno było, kierunek na nocleg w miarę pasował... Szczęśliwie wyprzedzający nas traktorzysta naprowadził nas na właściwą drogę: „Przy krzyżu w lewo, prosto do asfaltu i w prawo! I już prawie jesteście!” I tak w istocie było. Po wyjściu na szosę, pod coraz bardziej rozgwieżdżonym niebem została nam tylko ostatnia prosta i sala, gdzie nareszcie można było zdjąć buty!

To był pozytywny dzień! :)

Nocleg tym bardziej był pozytywny, bowiem dotarło na niego jeszcze z osiem osób (w tym jeszcze dwóch „akatowców” na rowerach), więc i w piłkę się pograło i w mafię. Plus gitara, śpiewy nieco fałszujące (bo sklep otwarty był aż do 21:00) i kółko karciane na dobranoc.

W niedzielę gdy przyszło co do zbierania się, nagle okazało się, że część poszła już na PKS’a do Załakowa/Pałubic, ktoś tam do Gowidlina, ktoś jeszcze zwinął się stopem, a wygodni wpakowali się do dwóch aut... I zostaliśmy w pięć osób (z 33) – gdzie wtedy byli ci, którzy tak zawsze domagali się niedzielnej trasy!? Może pogoda nie zachęcała do spacerów, ale ta piątka – Magda, Kasia, Rybek, Michał i ja, czyli najlepsi z najlepszych :) – pomaszerowała jednak do Sierakowic.
Trochę lasem (znów sarny – tym razem umknęły nam dosłownie spod samego nosa), trochę błotnistymi drogami prowadzeni przez „kursantkę z czterema warunkami” do zagubionej pośród pól i lasów wioski Kowale. Na wyniosłości drogi tuż za Kowalami daleko przed nami na horyzoncie, otulona ni to lekką mgiełką, ni to mżawką zamajaczyła wieża sierakowickiego kościoła – taki widok dodaje sił. Potem było Łyśniewo, gdzie zakosztowaliśmy asfaltowej szosy oraz raczyliśmy się widokiem wiklinowego zoo na czyjejś posesji (gdzie stały sobie dzik w paski, żyrafa, niedźwiedź atakujący wiewiórkę czy kangur!).
Gdy wybierając skrót do Sierakowic zeszliśmy nad południowy brzeg jeziora Długiego i zatrzymaliśmy się na krótki popas (czekolada i woda – prawdziwe delikatesy tego poranka – to nie ironia!), ciągle nieodległą, a dotychczas opustoszałą szosą przemknął samochód. Magda, cały czas licząca jeszcze na stopa odprowadziła go tęsknym wzrokiem, a Michał podsumował „Taaaaka szansa w pizdu!” wywołując na średnio rozentuzjazmowanych twarzach powszechną wesołość i jednocześnie czyniąc ten tekst tekstem dnia. :)
Ostatnia prosta do Sierakowic była już czystą formalnością, tak samo jak kupno drożdżówek i podróż do domu bytowskim PKS’em. :)

Jako ciekawostkę mogę jeszcze dodać, że pierwszego dnia przeszliśmy 20km. I tyle :)
____________________________________________________
Trasa niedzielna by A.K.

Rano wielkie zamieszanie, ludzie się zwijają, jak komu wygodniej, aż cud, że organizator nie został sam do sprzątania, jednak z tego chaosu Tomek wyprowadził małą grupę piechurów na niedzielna trasę. Początek był nad wyraz senny, jednak w trakcie trasy się rozkręciliśmy. Wiało i deszcz wisiał w powietrzu jednak czuć było wiosnę w tej zimowej porze, a i krajobraz zmiennym był, co cieszyło oko. Morał z rozmów prowadzonych na odcinku do Załakowa jest taki, że pod żadnym pozorem nie wolno żadnemu GDAKK-owi zbliżyć się do Wojtka uzbrojonego w sprzęt do paintball, gdyż ten miał sen, że w czasie gry używał ostrej amunicji, niestety nie zdradził kto wyszedł z tej jatki w plastikowym worku ;]
Załakowo od razu nas rozweseliło, a to dzięki tablicy z nazwą miejscowości wkomponowaną w drzewo. W miejscowości tej jak się przekonaliśmy prężnie działa informacja turystyczna. Spokojnie pełzniemy środkiem miejscowości, a tu ze sklepu wychyla się ulizana główka i informuje, że autobus dziś nie przyjedzie. Ok., ok, damy radę, do Pałubic nie daleko.
Pałubice leżą na trasie do Sierakowic, więc gdy się okazało, że do autobusu mamy 20 min, Aga z Krisem postanowili złapać stopa jednak skutecznie im w tym przeszkadzaliśmy ];)
Pojawił się też na przystanku niepozorny zgrzybiały staruszek, który poczęstowany słodyczami nawet pięknie podziękował. W końcu jednak gołąbki wymachały zatrzymanie się Forda Transita. Kris otwiera drzwi i zaczyna gadkę, facet wyraża zgodę by ich z Agą zabrać natomiast w tym czasie, w mgnieniu oka, jak strzała, jak grom z czystego nieba, jak krzyk w leśnej głuszy, lub po prostu jak łżedziad, przystankowy dziadek wykonał pełen zwrotów i przysiadów bieg miedzy nami i pod Krzyśka ramionami i jak w czeskim filmie wgramolił się na miejsca pasażerów przy totalnym osłupieniu kierowcy. Tak nas to zbulwersowało, a zarazem tak komicznie to wyglądało, że wybuchneliśmy gromkim szyderczym śmiechem. Fakt jednak, że dzięki bezczelności emeryta, facet się zlitował nad podsiadniętym Krisem i pozwolił nam wszystkim zabrać się na pace. Facet tak wyrwał z przystanku, że Wojtek prawie wypadł z wozu, jednak bardzo szybko znaleźliśmy się w Sierakowicach. Podroż do domu to już czysta formalność i po 13.00 już chyba każdy był w domu.

___________________________________________

Wstaje rano...patrzę za okno brzydko i pada co chwilę. Miejmy nadzieje, że ICMka się sprawdzi (od około 9 ma przestać padać i wyjść słońce) ;).
Do Gryf’a w Gdańsku wsiadło nas około 20 osób. Toff próbował nawet po drodze zwerbować na rajd lachony, ale nie podjęły wyzwania, może ze względu na swój strój wyjściowy (buty i ubrania kościołowe i świeży makijaż) w końcu do miasta jechały „ajjjt”...
Przesiadka, zakupy w Kartuzach i w grupie zwiększonej o kolejne 4 osoby jedziemy dalej. ICMka się sprawdza – koło 10 wyszło słońce i zaczyna się przecierać niebo! O 11:16 wysypujemy się z Gryfa w Sierakowicach, gdzie zabieramy ze sobą dwóch AKTowców (AKT Olsztyn).
Wychodzimy na skraj wioski, która wygląda dużo lepiej do niektórych miasteczek. Tam podział na grupy i ruszamy na podbój bezdroży!
U nas w grupie dwóch kursantów: Michał i Rybek. Świetnie sobie radzą z mapą, wyznaczony azymut bez problemu i idziemy na południe do doliny rzeki Słupia. Po drodze dużo błota, rowy melioracyjne skrawki lasu, do tego fajna pogoda :) Po drugiej stronie doliny rozkładamy się na świetniej polanie nad jeziorkiem, super miejsce, cudowne lenistwo! :D Ale czas się zbierać, idziemy się spotkać z grupą w Tuchlinie. Pod sklepem Pan prowadzący grupę alkoholików próbuje nas nawracać słowami: „Bo ja mam w grupie takich co też popijali i zaczynali na tych waszych namiotach”. Gdy zauważył, że już się nawróciłem (bo kupiłem 1 piwo zamiast 2) poszedł dalej zdobywać świat – jak Pinki i Mózg. Następnie razem, przez spalone i zdewastowane gospodarstwo syna prokuratora na zachód.
Dochodzimy do miejsca znalezionego przez Marcina i Toffa. Tam przygotowane już miejsce na ognisko, obok trawa do wylegiwania się w słońcu, pysznie... Robimy obiad w kociołku – prawdziwy męski teambulding! I tak nam się zeszło około 2h...
Ale czas nas nagli, trasy dopiero połowa a to już 16 dochodzi. Robi się ciemno koło 19, więc planujemy być chwilę po zmroku na noclegu. Tempo narzuciliśmy dość duże, szło się bardzo efektywnie muszę przyznać, bo dość szybko znaleźliśmy się w Gowidlinie. Później już trochę bardziej na przełaj, trochę drogami w stronę Przerytych / Piesków (bo faktycznie tak się nazywała miejscowość, w której był nocleg). Pola, lasy, bagna w lesie po ciemku – cud miód! Później delikatnie mówiąc mała pętelka i jesteśmy już w Pieskach. Generalnie końcówka była bardziej trenowanie wytrzymałości psychicznej i fizycznej, niż turystycznym podziwianiem okolicy.
Widok swoistego „centrum” wsi bardzo dodał mi sił! Szkoła, przystanek i sklep do 21, to widok wręcz uskrzydlający, usłyszałem tylko od Hani: „ale wyrwałeś do przodu”. Wpadamy (z Hanią) jako pierwsi do sklepu co daje nam przewagę psychiczną nad resztą kolejki, która nie mieści się już w sklepie :P
Wieczór upłynął pod znakiem wycia do gitary, wrzasków Mafii i odgłosów odbijającej się piłki :)
Rano wstałem jako jeden z pierwszych - widok standardowy na rajdach...ludzie poukładani jak szprotki wzdłuż ścian, na stole syf aż strach itd. :P
Ogarnąłem swój barłóg i trochę śmietnika, żeby dołożyć się do wspólnego sprzątania. W skromnej trzy osobowej grupie (Hania, Janicek i ja) poszliśmy do Gowidlina na PKS. Kilka kilometrów przeszło się nam bardzo szybko. W samej miejscowości też nic szczególnego się nie działo, było już po mszy, więc i ludzie w domach pochowani „bo zimno”. 15 minut przed przyjazdem autobusu dołączył do nas Baszan. W tym skromnym gronie przy dźwiękach harmonijki, chwilami w objęciach morfeusza, a przez moment wpatrując się w miejsce pracy Hani dotarliśmy do Gdyni. Gdzie każdy pojechał w swoją stronę. Jeszcze tylko siedząc w SKMce czułem jak śmierdzę dymem z ogniska i myślałem sobie: „to był naprawdę udany rajd”.
zdj1
Zaczęło się jak zwykle - od autobusu...
zdj2
...zakupów...
zdj3
...i zdjęcia...
zdj4
...grupowego.
zdj5
Kursanci wykazują się orientacją w terenie...
zdj6
...i sprawnością fizyczną.
zdj7
Dolina Słupi w około południowym słońcu...
zdj8
...do której dążyliśmy...
zdj9
...czwórkami :)
zdj10
Lub samotnie w idyllicznej pieszej podróży :)
zdj11
Krajobraz udekorowany był malowniczymi jeziorkami.
zdj12
Aż chciało się składać pokłony ich pięknu!
zdj13
Inni woleli podziwiać cuda techniki...
zdj14
...tak imponujące jak turban barwny, niewątpliwie z orientu importowany :)
zdj15
Jaaak tu pięknie...
zdj16
...to może sobie zdjęcie grupowe zrobimy!?"
zdj17
A chwilę wcześniej połazimy po podmokłych łąkach.
zdj18
Przebiśniegi... Tylko śniegu zabrakło, ale chyba to nikomu nie przeszkadzało :)
zdj19
Ale ileż to można iść tak bez jedzenia...
zdj20
...z ogniska?
zdj21
Pełen profesjonalizm, czyli nie zrażamy się brakiem łyżki...
zdj22
...i cedzaka. (Ciekawe co na to sanepid...)
zdj23
Podano do stołu!
zdj24
Wszystko co dobre, szybko się kończy...
zdj25
...więc jeszcze tylko chwila pikniku...
zdj26
...bo zmrok coraz bliżej, a droga jeszcze daleka.
zdj27
A jeśli ktoś nie idzie...
zdj28
...to się potem z niego mafia śmieje!
zdj29
Grupa dywersantów z Załakowa w niedzielny poranek ;)
zdj30
I na deser: Ekipa gotująca! Ponoć najlepsi kucharze to faceci..! :D
Podliczenie trasy OTP
Trasa: przystanek Gryf Sierakowice - Dąbrowa Puzdrowska - Słupia - Tuchlino - Gowidlino - Góra Piotrowskiego - Przeryte
przëstónk Grif Srôkòjce - Dãbrowa - Słupiô - Tëchlëno - Gòwidlëno - Piotrowsczigò Góra - Przerëté
Data: 2007-03-10  Dystans: 20 km
Komentarze wyjazdu
Paweł Baszanowski
Baszan
klubowicz
1736101   Large12@wp.pl   
:) :: 2007-03-11 17:35:52
Po raz pierwszy w tym roku było nam dane grupowo wygrzać się w słońcu (i to astronomicznie rzecz biorąc jeszcze zimowym - kto by pomyślał że rok temu o tej porze marca można było zasuwać na nartach !).

Trasa malowniczo wiodła przez kolejne kaszubskie błotka uroczo pokrywając wartwą błota buty co poniektórych :P.

Gotowanie makaronu i fasolki z sosem poszło gładko tylko następnym razem wrzućmy trochę soli i pieprzu ;).

Dzięki organizatorowi za organizację towarzystwu za towarzystwo i dziweczną które uratowały moje spodnie przed przepadnięciem w Pieskach za ich uratowanie.

Kaja Baszanowska
Kaja
klubowicz
1074717   kajasopot@o2.pl   
dlugoooo oczekiwany rajd! :) :: 2007-03-11 18:00:03
1. podziekowania dla organizatora
2.podziekowania dla uczestnikow
3. podziekowania za pogode,za trase, za gitare, za mafie itd

ps. co do mafii - to bardzo fajna gra, juz zasiadajac do niej wiem ze bede nominowana jako pierwsza! ;)
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
rajd :) :: 2007-03-11 19:14:11
zaiste sympatycznie było, szczególnie chodzenie na przełaj i ta sielanka na ognisku!!! ahhh :D

Zdjęcia: http://www.pg.gda.pl/~maciex/PrzerytyRajd.rar
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
Dziękuję wszystkim... :: 2007-03-11 23:06:20
...za liczną obecność i aktywne uczestnictwo!!! :)

Szczególne słowa uznania dla tych, którzy nie zostawili organizatora samego i w niedzielny poranek pomaszerowali do Sierakowic! :)

Na razie tylko relacja, bo już siły nie mam na wybieranie fotek i zamieszczanie ich w sensownej kolejności, więc cierpliwości - będą jutro ;)
Marcin Kur
kuroslaw
klubowicz
kur.kuroslaw@gmail.com   
rowniez wielkie dzieks :: 2007-03-11 23:51:45
super pogoda, super ekipa, super wieczorna impreza z wieloma urozmaiceniami, no i ten sklep pod nosem, po prostu cudo :D

Pozdrowka dla najlepszych z najlepszych..., no i reszty tez jednak, heh

czekam tez na zdjecie zamyslonego (ew. myslacego) kursanta z mapa i kompasem w recach
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Niedzielne trasy dwie :: 2007-03-12 08:36:32
prosimy o zwrot honoru! ;P
Pół godziny przed wymarszem organizatora, ruszyła siedmio osobowa grupka pod dowództwem Tomka na PKS do Pałubic. W dodatku mysleliśmy, że jesteśmy jedyni, podejrzewając organizatora o zabranie się autem do domu ;P
Magda Przytuła
Magda nie Magdalena
klubowicz
2831085   magda200watt@interia.pl    
mafia rzadzi, mafia radzi, mafia nigdy cie nie zdradzi;) :: 2007-03-12 08:59:00
jak juz kazdy tak kazdego pozdrawia, to ja jeszcze dodam pozdrowionka dla, z tego co pamietam, 3 osob z naszej grupy z czystymi butami;) (ta kropka na moim to przez mariusza, wiec sie nie liczy;p)
aha no i of kors dla sarenek z tektury, podstawianych co chwila na specjalnie przygotowanych torach, siejacych radosc wsrod wsiech;]
Mariusz Kulczycki
Wili
klubowicz
wiliino@op.pl   
rajd :: 2007-03-12 09:40:00
zacny byl :) duzo milego blotka, duzo przelaju i kupe zabawy :)

co do mafi to macie racje fajna gra szczegolnie jak Mistrz Gry nie moze przekrzyczec miasta !! na KW mozemy tez zagrac w Mafie :] a ja napewno sie lepiej przygotuje do roli MG :)

fotki beda kolo 16 :)
Mariusz Kulczycki
Wili
klubowicz
wiliino@op.pl   
powrot :: 2007-03-12 09:42:10
A zapomnialem ja jako ze sie dogadalem z Karolina juz dzien wczesniej na powrot stopem :) nic nie mowilem o pokonywaniu trasy niedzielnej :) swoja droga po jakis 30 minutach lapania stopa zlapalismy stopa na sam rynek na przymorzu
Mariusz Kulczycki
Wili
klubowicz
wiliino@op.pl   
Fotki :: 2007-03-12 15:14:39
http://wzr2004.kqs.pl/qula/Pierwszy_rajd_kursandzki.rar
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
Fotki :: 2007-03-12 16:39:24
Adam K. zwanym Kempem :)
PrzerytyKemp.rar
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
Trasa rajdu... :: 2007-03-12 21:11:12
...włącznie z niedzielną trasą.






Mam nadzieję, że da się odczytać komentarze mniejszą czcionką.
Sowa
gość
2268300   kapitansowa@wp.pl   
Witam :: 2007-03-13 08:00:35
Witam Wszystkich GDAKKowców, na początku w imieniu swoim i Łukasza chciałbym podziękować za bardzo fajny rajd i bardzo miłe przyjęcie. Jak mozecie to podajcie maila na którego mamy wysłać fotki.

ps. wrocilismy na stopa bez wiekszych problemow do Olsztyna ;)


POZDRAWIAM
Paweł Baszanowski
Baszan
klubowicz
1736101   Large12@wp.pl   
przyznaje się do autorstwa... :: 2007-03-15 13:00:17
...zdj9 i zdj10 - bo dumny jestem że robiąc 2 z 4 zdjęć które popełniłem podczas rajdu zostału wybrane do relacji :D.
Paweł Baszanowski
Baszan
klubowicz
1736101   Large12@wp.pl   
w poprzednim poście słowo "robiąć" wykreślić :: 2007-03-15 13:01:23
.
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
zdj9 i 10 :: 2007-03-15 17:56:46
Kurcze, nie wiedziałem że to ty je robiłeś. W takim razie zmienię je na inne, bo nie chce mi się dopisywać ciebie do autorów zdjęć ;)