glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Rowerowy piknik gdzieś na Kaszubach
termin: 3.V.2006
sezon: Wiosna 2006
1146721922
Autor tekstu: Adam Kępa
Autor zdjęć: Adam Kępa

Pielęgnując dawne tradycje rajdowe dnia 3 maja roku pańskiego 2006 ludzie obdarzeni ponadprzeciętnym darem wczesnego zwlekania się z wyr dzięki niezwykłemu darowi odnajdywania odpowiednich pociągów SKM znaleźli się po godzinie 6.00 rano w pewnym składzie mknącym do Lęborka.. a potem już było mniej patetycznie, czyli było nas troje :) nie mylić z różnymi innymi składami! Anka, Adrian i Adam. W przedziale bydlęcym poznaliśmy sympatycznego pana monitorującego okolice i sączącego Specjala, ale o nim później.
W Lęborku wypadliśmy koło 7.46 pogoda wyśmienita, wiosennie i aż serce rośnie a w okolicy cisza bo to święto, uradowani zaatakowaliśmy Lidla. W radości swej nie zwróciliśmy uwagi, że jest czynny od 8.00 dopiero, ale od czego mamy uczynnych ochroniarzy? Po radości jakiej dostarczyły nam automatyczne drzwi pokonaliśmy rondo (żeńska część grupy ze strachu chodnik wokół) i przez cmentarz zagłębiliśmy się w pikne lasy. Pierwszy postój razy trzy, wypadł nam niespodziewanie szybko, bo jakoś gorąco się zrobiło, a poza tym okazało się że nadgorliwa Ania podokręcała sobie wszystkie śrubki w rowerze również te od regulacji przerzutek co zapoczątkowało erę bliższych kontaktów Adka z ową regulacją, oraz łańcucha Anki z podłożem. Pierwszą miejscowością którą minęliśmy było Popowo, miła mieścinka z niczym nowym godnym uwagi ale to tu zrobiliśmy pierwsze grupowe zdjęcie, niestety koślawe bo fotograf został brutalnie popędzony przez pierwszy przejeżdżający pojazd ową drogą tego dnia, dalej Zakrzewo i zjeżdżamy na piach, którym docieramy nad jezioro Trepczykowo, tu mieliśmy urządzić piknik ale dotarcie na brzeg okazało się ponad siły kół naszych rumaków więc jedynie podregulowaliśmy pewne przerzutki i dalej w drogę przez jakiś stary cmentarz w Niepoczołowicach, koło ludzi biorących udział we mszy śledzących nas z uwagą wyrażającą: czy aby któryś z rowerów nie był mój?, wpadamy w drogę na Kamienice i szok mały bo zamiast piachu asfalt pierwsza klasa, aż mało co do rowów nie pozjeżdżaliśmy z wrażenia. przy wjeździe do Kaszubskiego Parku Krajobrazowego mimo protestów ustawiamy kolejne grupowe foto i znów fotograf zostaje popędzony przez samochód, co zaczyna budzić podejrzenia, że ktoś tu komuś źle życzy! Oczywiście 4 kilosy dalej wpadliśmy na dopiero co przygotowywane podłoże pod asfalt i zrobiło się bardziej grząsko.Oczywiście bo nigdy zbyt długo nie może być pięknie :) Po minięciu Kamienicy-Młyn zjechaliśmy nad jezioro Jumno na śniadanie. Słoneczko doskwierało, humory wyśmienite i jedynie jakaś uparta sarenka co jakiś czas próbowała podejść do wodopoju. Po opróżnieniu tego co mieliśmy, wysłuchaniu kolejnej porcji krakania, że na pewno zaraz nadejdą chmury i zacznie grzmieć i naradzie w której panowie optowali za jazdą do Wejherowa, a panie sztuk jeden marudziły, że nigdzie nie dojadą, zapadły strategiczne decyzje z natychmiastowym terminem realizacji tak więc udaliśmy się do sklepu i ruszyliśmy na Linię. Na odcinku do jeziora Folwarcznego miało miejsce niecodzienne zdarzenie, a mianowicie trzy razy wyprzedzaliśmy pewnego staruszka, a on nas bo ciągle mieliśmy jakieś dziwne postoje, no ale zdjęcie to rzecz święta, wbrew opinii reszty uczestników :). Za jeziorem pojechaliśmy na całość czyli zaczęliśmy dalej jechać na wyczucie, gdyż mapa nam się skończyła efekt był taki, że dojechaliśmy do jakiegoś skrzyżowania z powieszoną na drzewie łasicą (?)-zdjęcia nie pozwolono wykonać, ale zbulwersowani taka makabrą zatrzymaliśmy się pare naście metrów dalej na piknik nr ileśtam. W tym miejscu sielankę z mrówkami przerwało nam pojawienie się dwóch panów autem które zaparkowali dosłownie koło nas-w środku niczego, czyli zadupia- i ruszyli w las, skandal ale na szczęście po 10 minutach się zmyli, mimo wszystko wbrew pozorom byli bardzo kulturni. W dalszej drodze troszkę odbiliśmy i dotarliśmy do sklepu po drugiej stronie Niepoczołowic, poznając przesympatycznego miejscowego perszinga który z typowym akcentem światowca zaczął się rozwodzić o walorach okolicy, pożegnawszy się z uśmiechem na ustach ruszyliśmy na Linię taranując przy okazji watahę kundli i delektując się skomleniem pokonanych. Slalom między dziurami i już mamy Linię, pokonujemy tory, asfalt i znów piknik w jakimś polu okraszony dawką krakania o chmurach. Dalsza trasa to wypadkowa trafności naszego wyczucia, no i jak zawsze jest ciekawie bo goni nas czarne bydle wielkości wilczura i przejeżdżamy nawet przez Kaczogród co owocuje chwilą konsternacji. W końcu docieramy do Dzięcielca, ładny kościółek, ale nas uradowało cos innego zaczął się zjazd i to nie byle jaki bo naprawdę długi i pozwalający nam dojechać na pociąg do Lęborka. Tu się trochę wkurzyliśmy bo bilet na PKP dla roweru kosztował tyle co ulgowy SKM na trasę Wejherowo-Gdańsk! No ale trudno przetelepaliśmy się do Wejherowa, tu nie było co gnić na dworcu więc klapnęliśmy sobie jeszcze na moment w okolicy Kalwarii, zastanawiając się czy nie napaść Hani lub może festynu którego odgłosy docierały do nas kuszące, ostatecznie Hania nie będąc w stanie poczęstować nas prysznicem i piwem przegrała rywalizację z ideą powrotu do domu. W SKM-ce nastąpiło spotkanie naszego nowego kolegi z porannego kursu, który z nieodłącznym Specjalem uraczył nas paroma historyjkami, szczególnie gdy pojawił się inny rowerzysta o profilu zawodowego mordercy ze słowem na "K" wypisanym na ustach, a pociągającym balsam zza pazuchy. Ale to był miły człowiek więc zamiast nas pozabijać uraczył nas paroma historyjkami z zupełnie innego świata. Drużyna A dotarła do domów jakoś między 20,a 21.00 Było :))
zdj1
Ostatnie przygotowania przed trasą
zdj2
Lębork pod Lidlem z automatycznymi drzwiami :P
zdj3
Przed Zakrzewem
zdj4
Tu gdzieś byliśmy
zdj5
Niepoczołowice
zdj6
Kolejne popędzane foto na trasie do Kamienicy
zdj7
Nad jeziorem Folwarcznym
zdj8
W końcu skończył się asfalt
zdj9
.. i tu też, szybka fota bo naz zaraz dziadek wyprzedzi :)
zdj10
Wykrakane chmury :P
zdj11
fotografowaliśmy bo to była taka nowość tego dnia :)
zdj12
A gdzie my? Na pikniku
zdj13
Najstarsza sosna w okolicy .. ..zapewne
zdj14
Piknie oj piknie
zdj15
Pozwoliliśmy sobie na drobny luksus
zdj16
Skostnienie po zejściu z roweru
zdj17
Wedle Ani znów pod górę :)
zdj18
A nie pisałem w relacji?! A nie pisałem? :P
zdj19
Jeszcze nie wiedzieliśmy, ale to Dzięcielec
zdj20
Kościół z bliska,a reszta dowiaduje się gdzie jesteśmy
zdj21
Gdzieś w okolicy Kalwarii Wejherowskiej
Komentarze wyjazdu
Hanna Arendt
Hanka
klubowicz
444722   hanna.arendt@wp.pl   www.zawszezarece.pl  
;] :: 2006-05-04 12:49:03
no tak.. skoro pogardziliscie moim towarzystwem to trudno ;p łaski bez ;p ale za to mialam duzo ciasta weselnego - Wasza strata ;p
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Qrde :: 2006-05-04 12:51:18
to przed nami zataiłaś :P masz przechlapane bo następnym razem na bank zajedziemy! :)
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
moim tez pogardzili... :: 2006-05-04 15:38:00
bo nie chcial organizator przesunac godziny startu :P a ja nie dalem rady wrocic do domu po rower z poprawin ;P
Mariusz Kulczycki
Wili
klubowicz
wiliino@op.pl   
moim tez pogardzili :: 2006-05-04 20:03:18
godzina startu o 8:00 to i ja bym sie pojawil !! bo bym zdazyl zjechac wziasc rower i wszystkie inne potrzebne rzeczy :P ale coz organizator chcial godzine 6:00 jego wola :P
Adam Piotrowski
adam p
klubowicz
725097   adampiotrowski@poczta.fm   rowerami.com  
moim tez pogardzili... :: 2006-05-06 01:53:09
gdyby tak wszystko odbylo sie tydzien pozniej tez bym pewnie byl;)
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
he he :: 2006-05-08 21:39:57
a tak nikt nie spowalniał :))))))))