glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Całkiem Nowy Spacerek Bursztynowy
termin: 2006-03-26
sezon: Wiosna 2006
1143078352
Autor tekstu: Tomasz Marek Karol hr. Larczyński
Autor zdjęć: Adam Piotrowski et consortes

Nie od dziś wiadomo, iż przemieszczanie się po mieście to całkiem złożona sprawa. Tym razem życie uprzyjemniła mi SKM-ka, która uraczyła mnie robotami torowymi na przystanku Zaspa; niezmiernie zafrapowany obserwowałem kładzenie nowej nawierzchni na przystanku i zachodziłem w głowę, z jakiej to przyczyny wymiana nawierzchni pociąga za sobą wyłączenie z eksploatacji jednego toru? Na rozważanie tej zagadki miałem wiele czasu, jako iż kolejka telepała się z jednego toru na drugi, do tego w tempie filozofującego kurczaka-transwestyty. Do rozwiązania wprawdzie nie zbliżyłem się, za to miałem okazję poćwiczyć konkurencję p.t. „Sprint na trasie spóźniona kolejka-uciekający autobus”; byłem pierwszy! Wcześniej złożyłem telefoniczną dyspozycję oczekującym pod KFC, aby dokonali strategicznego przegrupowania w kierunku na autobus, w biegu przechwyciłem jakby lekko zagubioną Agatę i rozwaliłem się w Neoplanie z miną perskiego paszy. Następnie przystąpiłem do konwersacji z współspacerowiczami.
Ale zaraz zaraz, gdzie oni są? Na lewo siedzi jakiś wioskowy maczo, z przodu babcia z wąsami, a z tyłu rzężący kombatant o aparycji starej pietruchy. Na prawo, za Agatą, znajdowała się zaś w sposób nieodwołalny szyba. W tej sytuacji zacząłem podejrzewać, że przeniosłem się w piąty wymiar (tory + znikający klubowicze), niemniej jednak Agata wciąż była trójwymiarowa, co sugerowało kolaps wszystkiego i w ogóle. Z narastającej wykładniczo konfuzji wybawił mnie telefonik, który oznajmił, iż właściwie to mój interlokutor poprzednio mnie nie zrozumiał i czeka teraz pod KFC na oklaski. Na co podałem mu możliwości dojazdu, których nie było, i strzeliłem komara.
Jakież było moje zdziwienie, gdy wkrótce po przejeździe na dworzec autobusowy Otomin Centralny dogoniło nas śmierdzące taxi, z którego wytoczyli się kolejno: pies, człowiek, człowiek i człowiek. Nikogo z nich nie znałem, a reszty Gdakków nie było, co prawdopodobnie było spowodowane brakiem możliwości zakupu piwa na trasie oraz możliwością spotkania się z górką i śnieżkiem, co z kolei kompletnie załamało klubowiczów, którzy w związku z tym woleli integrować się z telewizorem. Aliści nic to, w silne grupie wyruszyliśmy na świeżuteńki Szlak Bursztynowy, kontemplując różne odcienie szarości, które gdzieniegdzie imitowały śnieg, z kiepskim efektem. Wkrótce, nad Jeziorem Otomińskim, spotkaliśmy równie imponującą grupę rowerzystów w ilości sztuk 4, którzy nadciągnęli z kierunku kiełpińskiego; Prezes Adam, kiedy tylko zobaczył zbiornik wodny, z intrygującym okrzykiem „Aghwłaaaa!!!” i błyskiem w oczach znamionującym kompletną atrofię funkcji myślowych spiął swego rumaka i, kontynuując najlepsze tradycje polskiej husarii spod Kircholmu, z prędkością podświetlną wpadł na zamarznięte jezioro, które, o dziwo, nawet się nie zagotowało. Po wykonaniu kilku dziwnych piruetów na środku jeziora wrócił na brzeg, żegnany tęsknymi spojrzeniami długonogich tambylczyń i pukaniem się w czoło wszystkich pozostałych. W celu skoordynowania następnego spotkania rowery zaatakowały wschodni brzeg z grodziskiem, my zaś dalej eksplorowaliśmy szlak. Idzie on w kierunku Sulmina, po czym, po przebyciu wału moreny czołowej, u jej zachodniego podnóża biegnie na południe, by dojść w rejon zetknięcia się szlaków Skarszewskiego i Wzgórz Szymbarskich (ale bardziej na południe od owegoż skrzyżowania); nie wiem czemu nie idzie szczytem moreny, gdzie jest parę ładnych widoczków. Tamże, zgodnie z umową, rozpoczęliśmy wykonanie kuchni polowej w nowoczesnej technice „Tadziu, jeszcze trochę patyków”; towarzyszyły temu odległe jękliwe odgłosy przypominające zarzynanie prosiaka szkolną ekierką, kontrapunktowane co pewien czas monotonnym komunikatem: „aaaaaaaa!!!”. Mogło to oznaczać:

a) inwazję kalafiorów z Marsa
b) zbliżający się ostateczny koniec wszechświata
c) rowerzystów rozpaczliwie usiłujących zahamować na źle wyregulowanych hamulcach

Jakoż okazało się, że to ostatnie. Niemniej przytelepali się jakoś i nawet odpowiadali jeszcze na bodźce dotykowe (ukłuci zwijali rzęski i machali czułkami). W tak miłym towarzystwie zjedliśmy kiełbaskę (-1, którą zjadło mi to psie bydlę, psia jego mać), po czym wyczerpani rowerzyści z prędkością awaryjną przyjęli kurs powrotny, my zaś twardo napieraliśmy dalej. Morena czołowa była smaczna i zdrowa, a śnieg okresami udawał tor do łyżwiarstwa szybkiego, okresami zaś metafizyczne bagienko. Niemniej bez strat własnych doczłapaliśmy się do naszych kociewskich Kopalni Króla Salomona, czyli do rez. „Bursztynowa Góra” - neolitycznych wyrobisk bursztynu, w porywach osiągających do 15 m. głębokości. Wszyscy podziwialiśmy pracę mężnych Praindoeuropejczyków, zaś w tym czasie ten posrany czworonożny potwór zeżarł mi mapę (kredowy papier!) – i, niestety, jeszcze to przeżył. Kiedyś go zabiję i przerobię na hot-dogi, obiecuję.
Tak bawiąc się i igrając ze sobą (bez skojarzeń, zboczuchy) dotarliśmy do uroczo slumsowatego Bąkowa, gdzie hrabiostwo Larczyńscy, Ariadna i jej pies-mutant odpadli w kierunku na autobus, reszta zaś kontynuowała spław przez błotka. Co się z nimi stało, nie wiem, jako iż znajdowałem się w tej pierwszej grupie, z dużym prawdopodobieństwem można jednak przyjąć, że przeżyli. My zaś dziurami przetykanymi tu i ówdzie asfaltem doturlaliśmy się do Gdańska, czego sobie i wam życzę.
zdj1
zdj2
zdj3
zdj4
Grupa rowerowa widziana oczami prezesa z tafli jeziora Jasień...
zdj5
...jak widać na załączonym obrazku dość kruchej.
zdj6
Walka z zębatką wykrzywioną w małej kraksie w Kiełpinie Górnym.
zdj7
zdj8
zdj9
zdj10
zdj11
zdj12
zdj13
Euforia po bezwypadkowym, ostrym, śnieżno-lodowym zjeździe w podnóże jeziora Otomińskiego uwieczniona na grupowej fotografii barwnej.
zdj14
Sztafaż żywy widoczny na zdjęciu tak je podsumował: "Możesz je usunąć - nie wnosi nic do relacji - po prostu Adam koniecznie uparł się je zrobić, po tym, jak odkryłem, że mam przetartą oponę"
zdj15
zdj16
Zebranie sekty Czcicieli Czarnej Kiełbasy na skrzyżowaniu szlaków Bursztynowego, Skarszewskiego i Wzgórz Szymbarskich w Otomińskim Obszarze Chronionego Krajobrazu
zdj17
zdj18
zdj19
Grupa piechurów walczy dalej - wymarsz w kierunku na Bursztynową Górę. Ujął się też kandydat na hot-doga
zdj20
Pozory mylą - to nie miejsce lądowania niezidentyfikowanego obiektu latającego (tzw. NOL'a, czyli UFO), lecz odleżyny roweru Prezesa.
zdj21
zdj22
zdj23
Zakład utylizacyjny Szadółki... czyż trzeba mówić coś więcej...?
zdj24
Stromy zjazd w dół ul. Pohulanka uświetniony został dużą ilością błota na odzieży wierzchniej Mariusza.
zdj25
Tego pana Tomek Jarząbek co miesiąc solennie zapewnia: "W tym miesiącu na pewno zapłacę za pokój w terminie!"
zdj26
zdj27
Bąkowo, czyli zakup filtra Warmtone na ten syf był całkiem dobrą inwestycją
zdj28
Podliczenie trasy OTP
Trasa: OTOMIN, pętla - Jez. Otomińskie, brzeg płn. - Jez. Otomińskie, brzeg pd - rezerwat Bursztynowa Góra - B?KOWO, leśniczówka
Data: 2006-03-26  Dystans: 6 km
Komentarze wyjazdu
Adam Piotrowski
adam p
klubowicz
725097   adampiotrowski@poczta.fm   rowerami.com  
spacer rowerowy :: 2006-03-27 11:32:10
u nas dystans wyniosl okragle 40km z tego: 25km to snieg, 10km to lod i 5km to bloto:) zdjecia:
http://adampiotrowski.za.pl/rowery
/2006/otomin26.03/index.html
Mariusz Kulczycki
Wili
klubowicz
wiliino@op.pl   
odznaka KOT :: 2006-04-18 07:38:08
Trasa:Gdańsk Strzyża - Gdańsk Piecki - Stary Poligon - Gdańsk Jasien - Gdańsk Kełpino Górne - Otomin - Szadółki - Gdańsk CHelm - Gdańsk Śrudmieście - Gdańsk Wrzeszcz - Gdańsk Strzyża
Data: 2006-03-26 Dystans: 40 km PKT 10