glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Kulig w Gołubiu
termin: 26.II
sezon: Wiosna 2005
Kulig
Autor tekstu: Paweł Pietrzyński, Kasia Wolska, Maciej Markowski
Autor zdjęć: Kaja&Paweł Baszanowscy

Spotkaliśmy się o brzasku poranka w Gdyni Głównej przy magicznych kasach biletowych (godz. 7:30...jaki to poranek?! Prawie noc...), gdzie już czekały zaniepokojone, lecz jak zawsze miłe panie sprzedające bilety. Grupa była poka?na ale podstawowy człon stanowiła grupa oczywiście wszędobylskich i żądnych przygód GDAKKów oraz równie ambitnych geografów. Po zakupieniu biletów i poważnych dworcowych rozmowach udaliśmy się wszyscy na peron, gdzie oczekiwał już przepiękny i pełen wewnętrznego blasku pociąg. Zahipnotyzowani jego pięknem niezwłocznie weszliśmy do środka. Zachwyceni tym niesamowitym środkiem lokomocji nawet nie zajęliśmy miejsc w przedziałach, tylko umiejscowiliśmy się na korytarzu, który umożliwiał nam lepsze poznanie przepięknych terenów oraz stacji kolejowych, które mijaliśmy. Podróż jak zwykle przebiegała spokojnie, właściwie nie rozmawialiśmy ze sobą ciesząc się ciszą i harmonią, która nas otaczała. Nieoczekiwanie sielski spokój zakłóciło dwóch pasażerów, którzy zaczęli tańczyć w rytm muzyki wydobywającej się z tajemniczych pudełek, które wyciągnęli z kieszeni. Zażenowani pozostali pasażerowie nie mogli patrzeć na ich taniec i słuchać ich tajemniczych pojękiwań. W końcu wjechaliśmy na stację Gdańsk Osowa i oczom naszym ukazały się dziwne twarze. Właściwie była to pewna GRUPA wraz z osobami towarzyszącymi. W tzw. międzyczasie część z nas otworzyła tajemniczy napój zwany piwem, (który niewiadomo jak znalazł się w plecakach :) i zaczęła go spożywać. Nagle ukazał się nam człowiek z dziwnym nakryciem głowy i zażądał biletów. Po pewnym czasie w milczeniu wjechaliśmy na stację "Gołubie Kaszubskie", gdzie jak się potem okazało ktoś zorganizował nam kulig (!!!) więc wysiedliśmy z przepięknej maszyny i szybkim krokiem udaliśmy się do sklepu aby zakupić najpotrzebniejsze produkty spożywcze.
Następnie skierowaliśmy się w stronę restauracji, gdzie zalegliśmy na jakiś czas. Ku naszemu zaskoczeniu w owym lokalu można było kupić wcześniej wspomniany tajemniczy napój. Cena nie była wygórowana, więc usiadłszy do stołów zaczęliśmy pić. Jedynym problemem był brak soku do piwa, ale mądra pani zaproponowała Tymbarka, bo chyba naszych zwyczajów nie zrozumiała. Grupa GDAKKów jako pierwsza ruszyła w tan śnieżnymi saniami na kulig. Reszta osób głównie z geografii pozostała w restauracji czekając na swoją kolej. Rozmowy przy stole były czysto naukowe, szczególnie interesujące były te dotyczące geologii i geomorfologii otaczającego nas terenu Poruszono także temat sztuki i opery. Tymczasem z arktycznej wyprawy wróciły GDAKKi. Uśmiech malował się na twarzach, co można skojarzyć z tym, że nie było za fajnie. Wyprawa przebiegała nadzwyczaj spokojnie. Kilka wywrotek, połamanych żeber, wybitych palców i uwaga!!! ... ostatnie sanie postanowiły zrezygnować z protekcji pozostałych sań oraz tych głównych przodujących za końmi. Konie były dwa ale śmierdziały za cały tabun. Na szczęście napęd na dwie płozy odmówił większych prędkości i wyskoczył z części przewidzianej do układania tyłków.
Po powrocie GDAKKów zniecierpliwieni geografowie wytrzymali jeszcze 5 minut aż koniki odpoczną i ruszyli na saniach niczym na gwiezdnych dromaderach w ekscytującą podróż po kaszubskich drogach prowadzeni przez 2 konie zmęczone troszeczkę ciągnięciem wymagających GDAKKów.
Jazda przebiegała spokojnie, nie wywracaliśmy się wcale a plotki, że rzucaliśmy się śniegiem są bezpodstawne. Tzn. ktoś rzucał, ale my nie wiemy kto!!(no bo przecież nie poważni studenci, bo z definicji wynika, że student nie rzuca śniegiem). Czasem tylko wiatr był na tyle silny i nieznośny, że wywracał sanki wraz poważnymi studentami, którzy mimo trudnych warunków jak zwykle radzili sobie doskonale i pokonali wszelkie trudności (m.in.: rowy, gigantyczne śnieżki itp...). Obrzucani w dalszym ciągu śniegiem przez nieznanych sprawców zbliżaliśmy się do końca kuligu. Wtem na środku drogi zobaczyliśmy samochód - zasadzkę, który chciał nam zepsuć wyprawę. Ale my się nie daliśmy!!!! Odparliśmy atak spychając intruza z linii przejazdu. Po dotarciu na miejsce, czyli do wspomnianej już restauracji czekała na nas niesamowita uczta (w cenie kuligu 15 PLN). Była to kiełbasa sztuk 1 oraz bułka sztuk 1 oraz ketchup wraz z musztardą. Do dyspozycji mieliśmy druciane patyki, na które nabijaliśmy kiełbaski, aby upiec je nad gigantycznym ogniskiem. Owe ognisko nie służyło wyłącznie do pieczenia potraw, ale również do suszenia odzieży, która jakimś cudem przemokła podczas kuligu. Po starannym przyrządzeniu kiełbasek zabraliśmy się do spożywania. Jak się szybko okazało były wprost przepyszne. Po sytym posiłku i ugaszeniu ogniska padł pomysł, aby zdobyć niesamowity szczyt Wieżyca, nigdy wcześniej niezdobyty zimą, ale jako ludzie ambitni jednak zdecydowaliśmy się podjąć to wyzwanie. Droga na szczyt była ciężka i długa. Poziomy ruch powietrza był niesamowicie silny a opad kryształków lodu, z których większość miała budowę rozgałęzioną, wyjątkowo utrudniał nam drogę. Ale ku naszemu zaskoczeniu, przed samym atakiem na Wieżycę, zza horyzontu wyłonił się Jacek, który nadjechał tak nieoczekiwanie! Wysiadł z samochodu i podniósł całą grupę na duchu (jak to ma w zwyczaju), zwłaszcza dziewczyny, które już nie wytrzymywały presji psychicznej. Po okazaniu nam psychicznego wsparcia, mgr Jacek odjechał zabierając dwóch naszych współtowarzyszy podróży, którzy byli zbyt wykończeni. Po krótkiej rozpaczy po ich zniknięciu, zaatakowaliśmy szczyt. Wspinaczka była ciężka i wyczerpująca, ale dotarliśmy na górę. Po krótkim świętowaniu nadszedł czas, aby zejść i zakończyć w tenże sposób niesamowitą i pełną przygód wyprawę po Ziemi Kaszubskiej. Nasze drogi rozeszły się, część z nas wybrała podróż pociągiem, a niektórzy, ci bardziej wymagający i niesforni wybrali się samochodami gdyż cenią sobie wygodę, dobre towarzystwo oraz dvd i skórzane siedzenia. Dalsze losy uczestników nie są do końca znane wiadomo tylko, że niektórzy zabrali się z mgr Jackiem, który jak zawsze chętnie pomaga zbłąkanym studentom szukającym drogi do domów ;)

(dziękuję Pawłowi i Kasi (geografia) za napisanie relacji, ja również dopisałem kilka zdań, a efekt sami ocenią GDAKKowicze i inni - maciek m.)
zdj1
Nieustraszeni Kaszubi zaskoczyli nas brawurową jazdą!!!
zdj2
zdj3
Trzeba było mocno się trzymać, aby nie spaść z pędzących sań.
zdj4
zdj5
Porywisty wiatr co rusz zrzucał nas do rowów.
zdj6
W ciszy i spokoju podziwialiśmy piękno otaczającej nas zewsząd przyrody.
zdj7
Niektórzy całkowicie przypadkowo spadali z sań i zmuszeni byli do szalonego pościgu (w tym momencie prędkościomierz wskazywał 75km/h ;))
zdj8
Padający poziomo śnieg i porywisty wiatr zachęciły nas do wędrówki
zdj9
Mogliśmy z bliska obserwować powstawanie śnieżnych zasp, oraz proces zamarzania naszych twarzy
zdj10
Pierwsze zimowe wejście na Wierzyce - para śmiałków pokonuje magiczną barierę 300m n.p.m
zdj11
Kaszuby pożegnały nas pięknym zachodem słońca. Kulig zakończył się sukcesem!!!
Komentarze wyjazdu
Dorota Brach
Dotka
klubowicz
235492   dotab@poczta.onet.pl   http://www.dmtransfer.com/  
zabawa jakich mało!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :: 2005-11-18 10:15:49
ale następnym razem, siedzię gdzieś z tyłu (zamawiam!) nie podoba mi się miejsce tuż za koniem;)