glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Rajd integracyjny kół zrzeszonych przy OS PTTK w Gdańsku
termin: 9 -10 IV
sezon: Wiosna 2005
Rajd integracyjny


Tekst: Maciek Rynkiewicz, Adam Piotrowski.

Zdjęcia: Maciek Rynkiewicz, Maciek Ślósarczyk, Adam Piotrowski



Rajd integracyjny kół zrzeszonych przy OS PTTK w Gdańsku



Trasa Rowerowa "Licha Droga Kwiecień 2oo5":




Adam: Na miejsce wyjazdu, czyli do Gdyni, dotoczyliśmy się rowerami, o 7:32 spod Żaka we Wrzeszczu wyjeżdżając. Po drodze z powodu nadmiaru czasu zawitaliśmy również na Skwerek.

Maciek: O 9:10 stawiliśmy się przy kasach na dworcu Gdynia Główna Osobowa, gdzie już spotkaliśmy się z stosunkowo małą grupką ludzi, jak na "Rajd Integracyjny". Po odczekaniu chwili, wyruszyliśmy w kierunku naszego pojazdu szynowego, w którego wnętrzu mieliśmy spędzić kilkadziesiąt następnych minut zmierzając do punktu startu tj. Strzebielina Morskiego. Na miejscu, po krótkiej odprawie poprowadzonej przez przedstawicieli klubów SKPT i FIFY wyruszyliśmy: trasa piesza na południe, my dla przekory na północ. Nie było nas wiele, bo tylko 6 osób, ale posiadaliśmy informacje, że po drodze dołączą do nas następni miłośnicy dwóch kółek. Już po przejechaniu około 500 metrów zaczęły się pierwsze atrakcje. Bodzia zaskoczyło dziecko wyskakujące na swoim rowerku, co zaowocowało upadkiem... na szczęście nie gro?nym. Po opatrzeniu ran i naprawieniu roweru, wyruszyliśmy w dalszą podróż. Po dotarciu do skrzyżowania gdzie czekała już na nas grupa 4 osobowa dojeżdżająca z Gdyni na swych dwu-kołowych "rumakach" wystartowaliśmy na trasę rajdu doliną rzeki Łeby w stronę Chynowia. Z początku, ubita niekoniecznie równa droga nie pozwalała nam popaść w monotonię pedałowania. Nie przeszkadzało nam to jednak w podziwianiu otaczającego krajobrazu.


Adam: Droga z początku asfaltowa, ze znikomym ruchem samochodów stopniowo zamieniła się w gruntową, jechałem już nią wcześniej ze 2 razy, więc wszystko było zaplanowane. Wzniesień na razie brak, jedziemy w końcu piękną szeroką doliną. W Chynowcu napotykamy asfalt i skręcamy w lewo.

Maciek: Pierwszy podjazd... zaczęło się, skręciliśmy na zachód by wspiąć się na górkę, na której czekał nas pierwszy postój - sklep spożywczo-wielobranżowy typowy w miejscowościach po PGR'owskich. Po krótkim posiłku i zatankowaniu naszych bidonów i butelek wszelkiego rodzaju płynem wyruszyliśmy w stronę Dąbrówki Małej. Muszę tu nadmienić, że układając trasę wyszliśmy z założenia, że głównie jedziemy drogami asfaltowymi, już w tym miejscu zgodność mapy z drogą w rzeczywistości, nadwerężyły nasze zaufanie. Z początku nie przejmując się tym stanem rzeczy, objechaliśmy poboczem niezwykle nierówno ułożony bruk, po prawej mijając Wiejski Stadion Sportowy, miejsce spotkań miejscowej ludności.

Adam: Po zakończeniu mieszania w żołądku świeżo zjedzonego posiłku, czyli po zjechaniu z bruku, wjeżdżamy w las. Droga wbrew pozorom w miarę równa. Pod przewodami wysokiego napięcia rozwidlenie dróg, po krótkich pertraktacjach wybieramy odpowiedni wariant. Kawałek wzdłuż wspomnianej linii, pó?niej znowu w las. Jakieś bagna po lewej, gdzieniegdzie jeszcze zamarznięte! Dojeżdżamy do jednopasmowej drogi asfaltowej bez ruchu blachosmrodów. Dojeżdżamy nią do Dąbrówki Małej, gdzie stoimy chwileczkę, czekając aż się grupa zbierze bo trochę śmy się rozciągnęli. Po lewej Jezioro Dąbrze. Z wspomnianej miejscowości bez sklepu wyjeżdżamy drogą asfaltową.

Maciek: Pomknęliśmy drogą w dół aż do rozwidlenia drogi na Salino. Gdzie postanowiliśmy, że poczekamy na goniącą nas Magdę, ktoś powiedział, że widział już ją w Dąbrówce Małej. Po jakichś 20 minutach oczekiwań, Maciek Ś. (na trasie rowerowej było aż 3 Maćków :) na pieszej jeszcze 2 :) zadzwonił do niej by dowiedzieć się, czemu jeszcze nie dotarła do nas - przecież już zaraz za nami była. Rozmowa telefoniczna była krótka:

Ona: Gdzie jesteście?

On: Na jakimś skrzyżowaniu, poczekaj dam Ci kogoś z mapą...

...niestety konwersację iście treściwą przerwała rozładowana bateria.

Adam: Dodam tylko, że Magda jedzie z okolic Kartuz, zaspała i wyjechała troszkę za pó?niej. :)

Maciek: No cóż nie pozostało nam nic jak poczekać, jeszcze chwilę. Po kolejnych kilku minutach wyruszyliśmy z Adamem w kierunku Dąbrówki Małej, bo przecież była już tuż tuż i nagle jej nie ma, musiało się coś stać... na horyzoncie drogi ukazał się pojazd marki Fiat jadący w naszym kierunku, który zatrzymaliśmy i spytaliśmy o poszukiwaną osobę. Odpowied? była krótka: "Nikt nie jechał od Dąbrówki Małej". Podjechaliśmy jeszcze do oddalonego o parę kilometrów Mierzynka. Tam informacje nie były lepsze... Chłopiec jeżdżący na swoim Simpsonie dokoła wioski, również nie widział nikogo, pozostawiliśmy u niego informacje o kierunku naszej dalszej podróży i "znak poziomy" narysowany na piachu przy drodze. Po dołączeniu do grupy postanowiliśmy: czekamy w Salinie. Daleko nie było, po paru minutach ukazał nam się XVIII wieczny dworek z dachem ze strzechy, na bramie wjazdowej tabliczka: "Teren prywatny - wstęp wzbroniony". Co Adam uznał za zachętę do wjazdu na teren posesji. Sąsiedzi ze znajdującego się obok gospodarstwa szybko zareagowali, pytając naje?d?cę do kogo przyjechał. On po krótkiej rozmowie przyjechał z informacją bardzo pozytywną, możemy wjechać na taras za budynkiem. Miejsce śliczne, jezioro, lasek, wspaniały dom z dachem ze strzechy, było tylko jedno ale... czy goniąca nas Magda zauważy dworek i rowery stojące przy nim. Okazało się po jakichś 20 minutach, że nie, przejechała obok, Adam szybko wskoczył na rower i pogonił za nią.

Adam: Cisne przez całe Salino na blacie a tu nic, nikogo, skrzyżowanie, przystanek PKS i nic poza 1 dzieciakiem. Pytam więc czy nie jechała tędy dziewczyna rowerem przed chwilą? "nieee" nikogo. Od tej chwili dzieciom nie ufamy. Od skrzyżowania odchodzą 3 drogi gruntowe, wybieram 1, tą najbardziej w dół, myślę sobie do jeziorka podjadę, może Magda pomyślała, że tamże właśnie czekamy. Pusto. Robię zdjęcie nad jeziorem i przy Kościele i wracam do dworku. Zaraz sms "przejechałam obok Kościoła...", szybka odpowied? i w mgnieniu oka przybywa nam jedna uczestniczka wyprawy.

Maciek: Po chwili wrócił, stwierdził, że to chyba nie ona, bo nikogo nie dogonił... a jednak... oczekiwana postać ukazała się, zmęczona, ale szczęśliwa, że dotarła do grupy. Po skompletowaniu ekipy na trasę rowerową w liczbie 11 osób i zrobieniu kilku pamiątkowych zdjęć ruszyliśmy dalej w stronę Wódki, aktualnego Witkowa.
Przejeżdżając koło Salińskiego Kościoła jakaś przemiła starsza pani chciała nam pomóc, wołając: "Gdzie jedziecie, ja wam powiem jak najlepiej dojechać?!". Odpowiedziałem: "Do Wódki, tzn. aktualnego Witkowa." Na to Pani: "Ale tam nie jed?cie, wróćcie do szosy i szosą, tam jest taka licha droga!". Serdecznie podziękowałem pani za informację, odpowiadając, że strasznie nas cieszy fakt Lichej Drogi. Już po jakichś 200 metrach okazało się...pani miała rację :. Jednak nie przestraszyła nas droga nieprzejezdna dla samochodu. Rowerem się da! Pojechaliśmy! Kolejny odcinek drogi był po okropnym bezdrożu, który odczuli mocno ludzie na rowerach trekingowych, ale przejechali.

Adam: Słowa "Licha droga" niemalże od razu zostały uznana za myśl przewodnią rajdu. Droga nie była wprawdzie aż tak licha, czasem tylko nie wiadomo było, czy jedziemy drogą czy po polu ale dało radę, wszyscy żyją. Dalej asfaltem szerokości półtora pasa, również ze znikomym ruchem samochodowym.

Maciek: Po chwili znów powróciła monotonia jazdy po nawierzchni asfaltowej i tak aż do Wódki, gdzie kolejny sklep uskutecznił nasz postój. Gdy wszyscy zaopatrywali się w drożdżówki i płyny, Adam otrzymał telefon od ludzi z trasy pieszej. Przekazał nam informację, piesza trasa będzie za około 1 godzinę w miejscu umówionym na ognisko, co było dla nas absurdem, była godzina 14 a przed nami jeszcze połowa drogi. Po krótkim namyśle postanowiliśmy - trzymamy się naszego planu, najwyżej nie będzie nas na wspólnym ognisku.

Adam: 1 z ciekawych dialogów telefonicznych: "[...] Krzysiek: za ile będziecie najszybciej na ognisku? Adam: no nie wiem, ale nie tak szybko my dopiero na wódce jesteśmy [...]". W Witkowie zwanym Wódką odwiedzam ruiny jakiegoś dworku a właściwie to idę w jego stronę, co by wypytać czy nie ma gdzieś starej nazwy miejscowości "Wódka". Reszta mądrzejszych ludzi spytała o to samo w sklepie, no więc wiadomość potwierdzona z dwóch ?ródeł: NIE MA :( .

Maciek: Krajobraz dalszej jazdy urozmaicał nam las, pola uprawne już europejskich rolników, młyn bez dachu (wiatrak). Kierując się na zachód skróciliśmy sobie trasę, w końcu po co jechać non-stop asfaltem jak można przez las, tu ktoś podsumował trasę: "Mamy hasło rajdu: Licha Droga", no nie można było zaprzeczyć, że trasa jest pełna "lichych dróg" a chcieliśmy dobrze - asfaltem. Następny odcinek drogi nie charakteryzował się niczym nadzwyczajnym, las, asfalt, czasem bruk przez wszystkich wręcz "uwielbiany". Następny postój - Zwartowo - gdzie już na wje?dzie zaobserwowaliśmy dawny dworzec pkp, hmmm... szumna nazwa... dworzec... raczej peron, na którym ktoś składował węgiel lub jakiś żwir a tory zarośnięte, zardzewiałe i widać, że od wieków nie używane. Po wgłębieniu się w zabudowania miejscowości zauważyliśmy piękny wyremontowany dworek, pod który podjechaliśmy na naszych jednośladach.

Adam: Dworek również w rękach prywatnych, stunningowany na pensjonat czy coś, odnowiony aż za bardzo - plastikowe okna. Za to wspaniały park przed nim z alejkami a nieopodal plac zabaw.

Maciek: Następny odcinek trasy... znów bruk, ale tak nierówno ułożonego to ja chyba jeszcze nigdy nie widziałem. Miejscowość Wojciechowo, wg mapy nieczynne lotnisko było już na wyciągnięcie ręki. Jeszcze tylko kawałek lichej drogi, który warto było pokonać by poczuć gładkość asfaltu pasa startowego... coś niewyobrażalnie równego. Do tego spadek w kierunku naszej jazdy. Tam każdy mógł sobie poszaleć! Zaczęły się pościgi, jazdy w kółko, potem pamiątkowe zdjęcia i filmy. Na uboczu tego właśnie pasa zrobiliśmy sobie mały postój w celu dostarczenia organizmowi kalorii i odpowiedniej ilości płynów. Wyjazd z przybytku "asfaltowej równiny" musieliśmy uczcić kolejna lichą drogą by ostateczne dotrzeć do pobliskiego sklepu.

Adam: Na wspomnianym lotnisku niestety ktoś wysypał hałdy piachu, spowodowane było to wypadkiem podczas nielegalnie organizowanych tutaj wyścigów blachsmrodów, górki tak co 200 metrów. Ale zabawa i tak dobra. Wiatr chwilowo trochę niekorzystny (wmordewind), ale to ma się zmienić ze zmianą kierunku jazdy, co właśnie śmy uczynili.

Maciek: Teraz plan był prosty, jedziemy przez Godętowo na ognisko. Wg mapy byliśmy pewni, że miejscowość naszego aktualnego położenia to Zdrzewno. Mijając ostatnie zabudowania zaskoczyła nas tablica kończąca teren zabudowany o nazwie Łebień. W pierwszej chwili ucieszył nas fakt, że jesteśmy jakieś 4km do przodu. Adam po jakimś czasie uświadomił mnie... jedziemy ?le. Szybko skręciliśmy na wschód w najbliższą drogę leśną. Piękny kawałek równego asfaltu pozwolił nam cieszyć się sobotnim popołudniem. Naszą radość ostudziła wiadomość o drodze, którą musieliśmy pokonać, piasek, potem błoto, było ciężko, ale wesoło. Następne odcinki drogi nie przynosiły nam niczego nadzwyczajnego... taka zwykła licha droga, do jakich byliśmy już przyzwyczajeni tego dnia. Następnie długi asfaltowy zjazd, skrzyżowanie i skręt na Godętowo. Hmmm... i tu spotkała nas kolejna ciekawostka, w miejscowości Łęczyce stacja PKP Godętowo, uwieczniliśmy obecność zdjęciami i dalej do Godętowa w poszukiwaniu szkoły.

Adam: Jeszcze w Łęczycach, mijając jakąś fajnie wyglądającą, nową szkołę, mówię do Krzyśka, o nasza szkoła! hehe! Jedziemy dalej do Godętowa

Maciek: Po dotarciu do krzyżówki z trasą krajową nr.6, na której dwóch miejscowych chłopców spytanych gdzie jest najbliższa szkoła odpowiedzieli - w Łęczycach 1,5km - przejeżdżaliśmy obok... Po chwili namysłu decyzja - jedziemy zrobić sobie własne ognisko, bo trasa piesza już wraca do miejsca noclegu. Odskoczyliśmy trochę w las na ślicznej polanie przy rzeczce rozpaliliśmy ogień, zjedliśmy kiełbaski, pogadaliśmy. Godzina około 20:30 - jedziemy do szkoły do Łęczyc. Czołówki na głowy, lampki rowerowe włączone, można jechać! Po kilku machnięciach korbą byliśmy pod szkołą. Tam już ludzie z trasy pieszej powoli rozpoczynali posiłek potocznie zwany kolacją. My po ogarnięciu się, zrzuceniu rzeczy do miejsca naszego legowiska (a była to sala od muzyki) dołączyliśmy do piechurów. Wieczór i noc upłynęły jak przypada na rajd przy śpiewach i rozmowach. Rano wstaliśmy stosunkowo wcześnie by móc dosiąść nasze maszyny i powrócić do domu. Tu już jednak ze względu na ograniczenia głównie czasowe wracaliśmy w mniejszych grupkach.

Adam: W szkole jak to w szkole, na początek jedzenie, Diana daje pianinu po klawiszach, pó?niej wieczór z gitarą i przy świeczkach. Interesującą sprawą może być fakt, jak bardzo łatwo było odróżnić piechurów od rowerzystów. Najpierw piechurzy się bawili, grali, trochę śpiewali, gadali, żyli, rowerzyści jedynie mówili co ich boli i ewentualnie wymieniali jakieś poglądy z innymi. Pó?niej w stołówce jakoś zebrali się wszyscy rowerzyści i nastąpiła debata nad różnymi sprawami rowerowymi i ogólno turystycznymi. Integracja grupy pieszej i rowerowej nastąpiła pó?niej, jednak chyba około 1 czy 2, prawie wszyscy poszli spać, w ogóle nie było żadnych hucznych śpiewów, tańców, ani latania po szkole. O tejże 2 godzinie zostały 3 osoby, Krzysiek, Diana i ja. Pó?niej dołączyło jeszcze kilka (no ze 2-3 osoby), siedzieliśmy tak grając i cicho śpiewając, ja do 4. Ostatnie osoby poszły spać 5:30. Poranek.. hmm.. interesujący był: budzę się, wykrzywiam, otwieram jedno oko, widzę Moniką kierującą do mnie pytanie: "Adam chyba nie chce ci się jechać rowerem".. "nie bardzo". Otwieram drugie oko, rozglądam się po sali, jeszcze 10 minut snu. Dalej szybkie śniadanie i wsiadamy na rowery i do domu.

Większość rowerzystów, czyli 8/11 udała się do domów rowerami. Wyjechaliśmy w miarę wcześnie. Z Łęczyc udaliśmy się w stronę Godętowa, sklepy jeszcze były zamknięte, a dzień wczorajszy daje trochę znać o sobie. Jedziemy kawałeczek główną szosą. Ekipa: Maciek Ś., Giovanni, Paweł lecą szosówą my skręcamy w prawo na Rozłazino.

Maciek Ś.: Tutaj skrót z naszej: Skład 3 osobowy. Strzebielino-Barłomino-Szemud-Chwaszczyno-Osowa-dolina Ewy-Oliwa-Zaspa. Trasa zajęła mi 65km na Zaspę pod dom, więc tyle co ma do pokonania SKM a nawet trochę krócej :) Mimo bólu wiadomych części jechaliśmy ze średnią 20,5km/h (dla porównania wczoraj wyszło nam 14,8km/h), Giovanni uciekł w Szemudzie na trasę do Koleczkowa i z drugim Pawłem jechaliśmy dalej trasą do Gdańska.

Adam: My jedziemy tak: szosą przez miejscowości: Rozłazino, Nawcz, gdzie udaje nam się znale?ć otwarty sklepik. Szosa przyzwoita, teren dosyć górzysty, widoki ładne, samochodów brak, wiatru też. Nawiązując do wspomnianego sklepu: kupujemy sobie śniadanie i picie na drogę.

Maciek: Już od momentu wyjazdu z Godętowa, nasze a przynajmniej moje oczy jak i myśli kierowały się w jedna stronę...PŁYNU!! Po kilku kilometrach okazało się, że trzeba się czegoś napić...

Adam: Po wczorajszym wieczorze jakoś nie jestem w stanie... zjeść całego banana! Zjadam pół i już nie mogę, brzuch mnie boli, głowa blada, trzeba na rower wsiadać i dalej jechać.

Maciek: Wyglądało to conajmniej komicznie - szkoda, że nie nakręciliśmy filmu ;-)

Adam: Z kolejnymi kilometrami coraz lepiej. Następnie mijamy Osiek i piękny, długi, asfaltowy zjazd do Tłuczewa. Trochę przed miejscowością Strzepcz poligon wojskowy, gdzie zdjęcie z tablicą zapraszającą do wejścia na jego teren. W Strzepczu pełno niedzielnych kierowców. Kawałek dalej w Miłoszewie, Maciek rzuca hasło, żeby może pojechać przez Starą Hutę, co było świetnym pomysłem, w końcu ileż można jechać asfaltem! Trochę lichej drogi nie zaszkodzi, właściwie to nie ona taka licha, podjazdy tylko prawie pionowy pod górę, dalej jedziemy już polną drogą wzdłuż granicy Kaszubskiego Parku Krajobrazowego, o czym świadczą czerwone tablice z białymi napisami. Dalej kawałek asfaltu w Staniszewie i dalej w liche drogi w stronę Rzymu. Jedziemy wzdłuż Jeziora Sianowskiego, ale podjazd to mamy solidny, najstromszy na tymże wyje?dzie i błoto do tego.

Maciek: Powoli wspinając się na tą naprawdę stromą górę pociesza mnie myśl "Był podjazd, to będzie szybki zjazd!!" Nic bardziej błędnego...

Adam: Gdy nastaje zjazd czeka nas miła niespodzianka: błoto, ale jakie. Świadczyć może o nim to, że Macka koło zanurzyło się w błocie prawie do osi, wszyscy przejechali. Robimy małą przerwę, taki plan, tylko gdzie. Nad jezioro nie ma specjalnie dobrego zejścia, ale na skarpie 3 domki letniskowe z tarasami. Piękne miejsce, zajmujemy jeden taki taras, robimy mega popas. Jedzenie każdy wyjmuje, jakie ma i tym sposobem powstaje sałatka owocowa, do tego lizaki, kilka rodzajów czekolad, krówki (2) i jeszcze sporo przysmaków. Słońce nawet miejscami świeci, cisza, spokój, widok na jeziorko, super! Jesteśmy nieopodal Rzymu. Prowadzi do niego polna droga, na której zaatakowani zostajemy przez jakiegoś dzikiego psa. Z Rzymu kierujemy się na Garcz, fajny zjazd, na którym to prawie w rowie niektórzy lądują, taki fajny zakręt. Z Garcza już nic ciekawego, jedziemy asfaltem, mija nas grupka kolarzy na szosówkach to się pozdrawiamy. W Łapalicach zatrzymujemy się przy sklepie. Jedna z Monik trochę nadwyrężyła kolana i podejmuje słuszną decyzję, z Kartuz innym środkiem lokomocji.

Maciek: Wyjeżdżając z Kartuz na piękny zjazd niestety dość ruchliwą trasą wpadamy z Adamem prawie, że równocześnie na identyczny pomysł!! Mianowicie...
jedziemy jak najszybciej na Żabiankę, tam przechwytujemy Monikę wracającą do domu i jedziemy na wcześniej już planowane lody. Pomysł spotkał się z poparciem reszty grupy. Dalsza trasa aż do Gdańska nie charakteryzowała się niczym szczególnym :)

Niestety...nie udało się Monika wyprzedziła nas o 20min...niepotrzbenie biegła i zdąrzyła na wcześniejszą kolejkę - pojechaliśmy po nią do domu już z lodami!! :)

Podsumowując - rajd należy zaliczyć do bardzo udanych, ekipa z trasy rowerowej zintegrowana. Stan licznika po powrocie: dystans: 193.32km (dzień pierwszy 99.94km w tym trasa rajdu - około 70km, dzień drugi: 93,38km), średnia prędkość całości: 17.5km/h, maksymalna prędkość: 56.2km/h, czas jazdy: 10:02:23.

Dziękuję wszystkim za wytrwałość w pedałowaniu i pokonywaniu "Lichych dróg" i już zapraszam na kolejną edycję rajdu Licha Droga!!.

Adam: Trasa do Gdańska: Kartuzy - Grzybno - Przodkowo - Miszewo - Banino - Rębiechowo - Dolina Radości - Oliwa - Żabianka - Oliwa - Wrzeszcz. U mnie pierwszy dzień 99km, drugi dzień 90km. Koniec. Na końcu chcę podziękować za świetną zabawę i pogratulować przejechania tych wszystkich... lichych dróg!! Następna "Licha Droga" niebawem.



zdj1
zdj2
zdj3
zdj4
zdj5
zdj6
zdj7
zdj8
zdj9
zdj10
zdj11
zdj12
zdj13
zdj14
zdj15
zdj16
zdj17
zdj18
zdj19
zdj20
zdj21
zdj22
zdj23
Podliczenie trasy OTP
Trasa: Strzebielino Morskie-Paraszyno-Dabrowa Gora-Rozlazino Nowe- Dabrowka Wielka-Godetowo-?eczyce
Data: 2005-04-09  Dystans: 22 km Punkty: 22 pkt
Komentarze wyjazdu