glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Zlot integracyjny OS PTTK - Bruskowo Wlk. 2004
termin: 22 - 23 V
sezon: Wiosna 2004
Zlot OS PTTK
Autor tekstu: Tomasz (Radzik) Radzikowski, Emila Nawrocka
Autor zdjęć: Marcin Milecki

UWAGA: prace konkursowe i wyniki konkursów można znale?ć klikając tu


Dziennik Rajdu

Dzień 1 (sobota):

Jak zawsze wszystko odbywało się na ostatnią chwilę. Wyjście z domu 10 minut przed odjazdem pociągu, kolejka do kasy itd. Kiedy znalazłem się na peronie drugim sopockiego dworca, zdyszany i spocony, okazało się, że pociąg do Słupska jest opó?niony 5 minut. No cóż opó?nienie nie najgorsze. Ale po pięciu minutach pani przez skrzekaczkę zapowiedziała, że opó?nienie pociągu zwiększyło się do 10 minut. Inni podróżni zaczęli już przeklinać naszą kochaną spółkę PKP. Ale po dziesięciu minutach pociąg wtoczył się na stację. W pociągu spotkałem Emilę. I tak rozpoczęła się podróż do Słupska. W wejherowie wsiadł Jarek i tak zebrała się ekipa Gdaków. Podróż spędziliśmy na rozmowach o koncercie Lady Pank i urodzinach koleżanki Emili. Choć "wczorajszość" naszego samopoczucia była znaczna (3 - 5 godzin snu ostatniej nocy) to bez zmrużenia oka udało nam się dojechać do Słupska. Na dworcu sprawdziliśmy pociągi powrotne, po czym udaliśmy się do Starostwa Słupskiego. Po drodze zgubiliśmy właściwą drogę, doszło do wymiany zdań między Radzikiem (był już w Słupsku wcześniej) i Jarkiem, w którą stronę iść. Sytuację złagodziła Emila, która po prostu spytała się przechodnia o drogę. Do celu dotarliśmy 15 minut przed czasem. Przywitaliśmy się z resztą grupy i zaczęliśmy standardową partyjkę kości (poker). Niestety nie dokończyliśmy tej jakże ciekawej gry... Dokładnie o 12 organizatorzy przedstawili dokładny plan rajdu. Spośród wszystkich atrakcji naszą uwagę przyciągnęła beczka... piwa, która na nas czekała. To była dla nas wielka motywacja! Po drodze zaliczyliśmy "poimprezową aptekę" - sklep monopolowy. Bo jak głosi polskie przysłowie i motto GDAKKA: "Czym się trułeś/aś, tym się lecz...". Jeszcze nie wyszliśmy ze Słupska, a już pierwsza przygoda: Po drugiej stronie ulicy na ziemi leży jakiś agent, a nad nim kilka osób. Beata szybko podbiegła i nas zawołała. Okazało się, że dostał ataku padaczki. Po krótkiej akcji udrożnienia dróg oddechowych pacjenta, Beata wezwała pomoc lekarską. Po około dziesięciu minutach na miejsce przybył ambulans pogotowia słupskiego (nie za długo?). Lekarz zabrał pacjenta do szpitala, a my dyskutując o Narodowym Funduszu Zdrowia i jakości świadczeń lekarskich (no comment) udaliśmy się w dalszą drogę. Okazało się, że Beata może zabrać część naszych plecaków samochodem, więc Jarek z Emilą przepakowali się do plecaka Radzika (70 litrów). Tylko Michał wziął swój plecak na plecy nie zważając na udogodnienia przyszykowane przez organizatorów. Pierwszy etap naszej wyprawy polegał na dojściu do wsi Bierkowo. Droga nie była trudna - prościutka aleja, ale niektórzy nawet na prostej drodze się potykali! Główną atrakcją B(G)ierkowa okazał się sklep. Ten kto jeszcze nie zażył lekarstwa (napoju bogów) miał dobrą okazję. W Bierkowie przyłączył się do nas Maciek, który dobrze zna tamte okolice. Chociaż do Bruskowa zostało nam 2 km, a niektórym "wczorajszość" dawała się mocno we znaki, wybraliśmy drogę przez Gać, czyli jakieś 8 km dalej. Ale Maciek wynagrodził nam to pięknymi miejscami po których nas oprowadził. Po drodze minęliśmy wielką plantację słynnych roślin, z których nasz kochany, przewspaniały rząd chciałby produkować biokomponenty do paliwa - pola rzepaku. Radzik z Michałem stwierdzili, że warto by było dodać tam coś od siebie, więc za potrzebą udali się w głąb gęstwiny żółtego kwiecia... Gdy wyszli okazało się, że ich ubrania są żółte od owego kwiecia. Uznaliśmy to za karę rządu polskiego i z pokorą udaliśmy się dalej. Pierwszą atrakcją były ogromne, puste w środku drzewa. Znalazło się kilku chętnych na wspinaczkę, kilka zdjęć i dalej w drogę. Po chwili skręciliśmy w jakąś leśną drużkę wzdłuż strumyka. I tu dla niektórych agentów zaczęły się schody. Jak się po chwili okazało droga znikła w polu pokrzyw. Radzik ugrzązł pośrodku marudząc, że mógł wziąć długie spodnie. Już by tam został, gdyby nie Emila, która mu przypomniała o beczce piwa, czekającej w Bruskowie. Po drodze minęliśmy kilka innych, nader ciekawych, wiekowych drzew oraz miejsce po stawie nad którym stał ongiś młyn. Po chwili wyszliśmy na pole i doszliśmy do wsi Gać. Pierwsze zabudowania okazały się dawnym PGR-em. Przy tabliczce: "Gospodarstwo rolne - Gać" zrobiliśmy sobie zdjęcie i udaliśmy się do sklepu zatankować. Po udanej konsumpcji napojów dopingujących i pierników, przeczytaniu "Dziennika Słupskiego" i ciekawych rozmowach z Gacianami ruszyliśmy w kierunku Swołowa. Marsz opó?niali Emila, Michał, Jarek i Radzik, którzy urządzili sobie sesję zdjęciową przy tabliczce wjazdowej o treści GAć. Swołowo okazało się uroczą wsią z zachowanym w 80% budownictwem szachulcowym. Niektórzy udali się na degustację sera koziego do jednej z chat, inni do sklepu. Ser okazał się pyszny, ale też strasznie drogi. Za nawową pani gospodyni udaliśmy się na imprezę... PKP. No cóż faktycznie skrzek śpiewu kolejarzy był słyszalny z daleka, więc bez problemu tam trafiliśmy. Kolejarze śpiewali przeróżne znane i nieznane piosenki do mikrofonu. Stoły były obficie obstawione wodą ognistą, a nad wszystkim unosił się wspaniały zapach grillowanego mięsa. Radzik zadeklarował, że pomorskim kolejarzom zaśpiewa: "Gruszki...", ale jego zapał schłodziła pani właściciel terenu, która powiedziała, że to impreza zamknięta i nie możemy im przeszkadzać... Ale za to wyszaleliśmy się na placu zabaw. Emila z Jarkiem na huśtawce, a Radzik na ślizgawce. Potem zauważyliśmy drabinkę na drzewo... Tak właśnie szalały Gdaki. No cóż, ciekawe co sobie inni pomyśleli... Gdy pot z czoła się lał, a w brzuchu zaczęło burczeć, ktoś rzucił hasłem: "rosół". I faktycznie po okolicznych krzakach pasły się kury, więc rozpoczęło się polowanie... Gdy przyjechała Beata swoim samochodem część zabrała się z nią, a najwytrwalsi poszli dalej. Maciek dał nam wybór: szosa czy na przełaj. Na to ktoś odpowiedział: "Jakaś droga bita by się przydała". Na to Maciek odrzekł: "Infrastruktura powiatu słupskiego jest fatalna, a więc albo droga, albo szuwary...". Podziękowaliśmy panu Markowi Polowi za całokształt i udaliśmy się w pole... Odcinek do Bruskowa minął na ciekawych rozmowach, najczęściej o tematyce kulinarnej. Po godzince marszu przerywanego hasłem: Jestem głodny/a, daj mi kanapkę, dotarliśmy do Bruskowa Małego. Naszą uwagę zwróciła waląca się stodoła z napisem SOŁTYS... Stąd do Bruskowa Wielkiego był już tylko rzut kamieniem. Około 19tej przybyliśmy na miejsce. Paliło się już ognisko, czekała beczka i małe co nieco do zjedzenia (chleb z kaszanką). Po około 15 minutach przyszła pani przewodnik i chcąc nie chcąc udaliśmy się na Bruskowskie Bagna. Wejście na te bagna - grobla wyglądało imponująco. Okazało się, że na bagnach rosną bardzo rzadko spotykane rośliny: Bagno (po dłuższym wąchaniu może spowodować zawroty głowy), Borówka Bagienna, Widłaki, Rosiczka (roślina żywiąca się małymi owadami). Torfowiska okazały się bardzo ciekawe. Nie na darmo mieszkańcy Bruskowa walczą o utworzenie tu rezerwatu przyrody. Po powrocie organizatorzy zaczęli "rozpracowywać" beczkę, a my piec kiełbaski. Już po chwili okazało się, że kranik do beczki jest uszkodzony - wlewał samą pianę. No ale cóż piana to była piwna, więc pić można, a nawet trzeba było! Wkrótce rozpoczęły się śpiewy. Zaczęło przybywać mieszkańców Bruskowa chętnych do śpiewania i piwa. No i tak pompka przy kraniku zdefektowała. A więc wspólnie z Bruskowianami zabraliśmy się do naprawy. Współpraca okazała się owocna - kranik działał jak nowy (nie na długo). I tak piwo się lało i śpiewaliśmy coraz głośniej. Nagle w głowach pojawił się plan - marszo-bieg na wschód słońca do Ustki. Był to tylko żart, ale niektórzy wzięli go na poważnie i byli gotowi ruszyć w każdej chwili. Ale nasze plany przerwał deszcz. Nie chcąc moknąć udaliśmy się niewielką grupką w poszukiwaniu naszego noclegu - świetlicy. Po drodze zaczęliśmy śpiewać. Wśród wielu piosenek warto wspomnieć o "Człowieku z liściem na głowie" i "Gruszkach..." Gdakków. Było śmiesznie. Ale niestety nie znale?liśmy noclegowni. Trzeba było skorzystać z telefonu komórkowego. Około 1.30 dotarliśmy do świetlicy. Tam rozpoczęło się "kongo" - każdy zaczął szaleć po wielkiej sali. Jedni zaczęli grać w ping-ponga, inni w pseudo Unihoka (za pomocą mioteł, szufelki i piłki ping-pongowej), a jeszcze inni zwiedzać kuchnię (ciastka były całkiem dobre!). Gdy na miejsce przybyła reszta grupy okazało się, że klucz gdzieś zniknął. Zaczęły się poszukiwania, a wyglądały dość chaotycznie - każdy biegał po sali i szukał, często zaglądając w te same miejsca. W końcu znalazł się pod karimatą Emili (to ona go tam schowała!). Po umyciu zębów i partyjce kart (świadkowie wspominają o dziwnych odgłosach typu: "Dzień dobry panu/pani", "Dupa biskupa" albo uderzeniach ręką o podłogę) poszliśmy spać (około 3.15).


Dzień 2 (niedziela):

I zaczęła się przedwczorajszość. Tego chyba najbardziej się wszyscy obawiali. Zaczęło się od porannego zrywu Kornelii, Pawła i Sławka, to było około szóstej rano, ale niektórzy spali tak mocno, że nic nie usłyszeli. Reszta wstała przed dziewiątą. Emila zadeklarowała, że zrobi śniadanie. Radzik z Jarkiem, że posprzątają, a reszta próbowała otworzyć oczy. Podczas śniadania przybył Adam. Odwiedzili nas także Bruskowianie, jadący na jakąś gminną imprezę za Słupskiem. Zapraszali nas do autobusu (jechali przez Słupsk), ale my nie byliśmy jeszcze gotowi. Z resztą sala wyglądała jak "Sodoma i Gomora". Szybka akcja sprzątania i ruszamy do Słupska. Większa część grupy zabrała się z Adamem (samochodem), a Emila, Jarek i Radzik piechotą. Wszyscy mówili nam, że nie zdążymy, a kilometrów jest 8! Plan nasz był prosty - szliśmy asfaltem do Słupska, a przy okazji próbowaliśmy złapać stopa. Było ciężko, ale udało się w połowie drogi (po 30 minutach marszu!). Zabrała nas miła, starsza pani, która, jak mówiła, miała kiedyś kontakt z młodzieżą i lubi podróżować z plecakiem. Dowiozła nas swoim Seicento tylko do granic Słupska, bo zapowiadało się na policyjny patrol (samochody mrugały do nas), a my jechaliśmy bez pasów, z ogromnymi plecakami na kolanach. Na parkingu złapał nas Adam, który się nad nami zlitował i wrócił po nas ze Słupska. Faktycznie 200 metrów dalej stała policja! Mieliśmy dużo szczęścia... Po chwili byliśmy na dworcu w Słupsku. Zakupiliśmy bilety i poszliśmy do sklepu po napoje niskoprocentowe. Zasiedliśmy sobie w parku i zaczęliśmy grać jak zawsze w kości (tysiąca). Okazało się, że Radzik zostawił kubek w świetlicowej kuchni (bardzo mu w tym pomogła Emila). Jakieś 20 minut przed odjazdem pociągu udaliśmy się na peron i wsiedliśmy do brudnej kolejki relacji Słupsk - Bydgoszcz (nie za niski standard na tak długą trasę? - pytanie retoryczne). Podróż minęła na ciekawej partyjce kości. W Gdyni sprytni przesiedli się na luksusowy osobowy do Torunia. Tak zakończył się Rajd Integracyjny OS PTTK. Rajd ten uważam za bardzo udany, chociaż frekwencja była niska :( . W imieniu GDAKKa dziękujemy: organizatorowi Adamowi Piekarecowi oraz pozostałym uczestnikom za bardzo ciekawą imprezę.
zdj1
Ratusz w Słupsku
zdj2
zdj3
zdj4
Tramwaj z bardzo krótkimi szynami :)
zdj5
Starostwo Powiatowe
zdj6
zdj7
Pierwsza pomoc w akcji
zdj8
zdj9
Sklep, czyli przystanek... na lody i piwo
zdj10
zdj11
zdj12
zdj13
zdj14
A wokól nas rzepak i ...
zdj15
... rzepak
zdj16
zdj17
zdj18
Emila zapodała pomysł ...
zdj19
... i od razu znalazło się kilku chętnych do jego realizacji
zdj20
Wspinaczka technika rozporową
zdj21
Aż się prosi, żeby wejść na samą górę
zdj22
Cud - chodzimy po bagnie a ono się pod nami nie zapada :))
zdj23
jupi !!!
zdj24
Kolejny sklep - kolejny postój :)
zdj25
Hmm. czy ten pies robi za klakson ? :)
zdj26
Widlak, Rosiczka, zlota rosa, wszystko to bardzo ciekawe, ale głowom słuchających nie daje spokoju myśl o nieco innej (też zlotej) rzeczy. Myśl działała tak silnie, że kilkanaście minut po?niej Piotrek zdecydował poswięcić się dla dobra ogółu :))))
zdj27
zdj28
zdj29
A piana na dwa palce :)
zdj30
Kiełbasy Ci u nas dostatek
Podliczenie trasy OTP
Trasa: "Rajd Integracyjny OS" Słupsk -Bierkowo - Gac - Bruskowo Male - Bruskowo Wilekie
Data: 2004-05-22  Dystans: 17 km Punkty: 17 pkt
Komentarze wyjazdu
Mariusz Kulczycki
Wili
klubowicz
wiliino@op.pl   
trasa :: 2006-01-09 21:08:34
Słupsk -Bierkowo - Gac - Bruskowo Male - Bruskowo Wilekie
Data: 22-23 V 2004 Dystans: 17 km Punkty: 17 pkt
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Mariusz :: 2006-03-16 08:38:12
głęboki wpis :D