glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
"W poszukiwaniu Baby Jagi" czyli tajemna wyprawa zarzadu :)
termin: 21 III
sezon: Wiosna 2004
Baba jaga
Autor tekstu: Adam Kępa
Autor zdjęć: Hania Arendt

Pewnego dnia w ręce członków Zarządu wpadł GDAKKowy śpiewnik sprzed 20 - tu lat. Na kartach jego odnale?liśmy prócz paru zbere?nych piosenek, intrygującą historię pewnej chaty zagubionej wśród warmińskich jezior, koło miejscowości Kretowiny.

"Baba Jaga" to...--Wiosną 1965 roku grupa zapaleńców z gdańskich uczelni nabyła niewielki domek leżący na jednym z półwyspów jeziora Narie, w pobliżu wioski Kretowiny. Oni to przeprowadzili tu pierwszy remont zapuszczonego domu przystosowując go do potrzeb mieszkalnych. Nazwy nie musieli mu nadawać, albowiem mieszkańcy Kretowin mówili, że jest to domostwo Baby Jagi ? staruszki, która po wojnie na synowskim dożywociu mieszkała tu a wyglądem przypominała, za przeproszeniem, starą wied?mę. Po studenckim zasiedleniu w wyglądzie domu niewiele się zmieniło. Nie istniał jeszcze kominek, wokół którego koncentruje się dziś całe życie towarzyskie. Kominek, który oświetlał i ogrzewał dom, nadając wnętrzu niepowtarzalny nastrój powstał w 1971 roku. Gospodarzem Baby Jagi od 1968 roku byli studenci skupieni wokół sopockiego klubu "Wyrypek". Ich następcy zabłysnęli w całej okolicy jako "Wikingowie". Oprócz Baby
Jagi dysponowali wielką łodzią i bazą wypadową (twierdzą) na jednej z naryjskich wysp. Podobne przygody Wikingów miały zakończyć się uprowadzeniem drobiu z PGR-owskiego gospodarstwa, który nie znając się na żakowskiej zabawie doprowadził do tego, że winowajcy stanęli przed sądem. Od tego wydarzenia, aby nie miały miejsca podobne ekscesy, Baba Jaga otrzymała urząd kierownika, czuwającego z ramienia Almaturu nad całością. Pierwszymi kierownikami byli członkowie Akademickiego Klubu Kadry GDAKK (Tomek Chonik, Grażyna Kanioka, Janusz Goliński, Zbyszek Morozowski, Piotr Messakowski, Mirek Hejka). Baba Jaga swój największy rozwój kulturalny a upadek techniczny i moralny przeżywała w latach 1974 ? 1980. Stała się miejscem spotkań bohemy artystycznej Gdańska. Bywali tu młodzi gdańscy poeci, muzycy, plastycy, dziennikarze, ... . Niezapomnianymi postaciami tamtych lat byli mało jeszcze wtedy znany piosenkarz kabaretowy Rudi Szubert czy animator wydarzeń artystycznych, plastyk i wydawca Grzesio Boros, czy muzyk jazzowy ukrywający się pod pseudonimem Władzik. Baba Jaga tamtych dni to miejsce gdzie przyjeżdżali tylko wybrani, a obozy letnie ledwie tolerowane. Od roku 1979 zaczyna się w Babie "masowy" ruch turystyczny a rok pó?niej sama się finansuje. Zmieniło to zupełnie wygląd i klimat tego miejsca. Niemożliwym są dzisiaj wakacje czerwcowe czy wrześniowe trzy cztery osoby, czy Sylwester w osób dwie. Poprzez reklamę tego miejsca z roku na rok przyjeżdżających jest coraz więcej. To urocze miejsce jest pomału zadeptywane prze tysiące stóp studentów ? wczasowiczów, na potrzeby, których doprowadzić się ma prąd. Przed elektrycznością Baba broni się już lat dwadzieścia. Radia tranzystorowe znalezione w Babie, jak nakazywał obyczaj, topiono w jeziorze.

To, że nikt z "żyjących" GDAKKów nigdy nie widział owej chaty a nawet mało kto o niej słyszał, spowodowało, że postanowiliśmy ją odnale?ć. Pierwszego dnia wiosny, po utopieniu Marzanny, wskoczyliśmy do rządowej fury Prezeski i ruszyliśmy ku nieznanemu. Podróż zapowiadała się wspaniale! W końcu przestało padać, już w Sopocie skończyła nam się herbata w termosie, a niepewność osiągnięcia celu nastrajała optymistycznie. Country Kretowiny zlokalizowali nasi wywiadowcy faktycznie :) nad jeziorem Narie koło Morąga. Cel osiągnęliśmy około godziny 8.00 czasu miejscowego. po minięciu pierwszych zabudowań... wyjechaliśmy z wioski :). W zaistniałej sytuacji, po burzliwej naradzie Zarządu zawróciliśmy i w centrum skręciliśmy w następną uliczkę która wyprowadziła nas poza Kretowiny, lecz wprost na domki letniskowe usytuowane wzdłuż brzegu jeziora. Asfalt urwał się po 2-3 kilometrach na bramie jakiegoś ośrodka. Jako, że po drodze nie zaobserwowaliśmy żadnego domku na kurzej łapce, zawróciliśmy więc do wioski w celu zasięgnięcia języka. No ale, że godzina nie sprzyjała niedzielnym spacerom, postanowiliśmy zostawić furę w lesie i ruszyć pomiędzy domki ośrodków z nadzieją wypatrzenia "Baby Jagi". Nie odnosząc sukcesu powróciliśmy do samochodu i wtedy pojawił się On! Zbawienie! Ciągnik Ursus z czasów wczesnego Gierka, wypełniony po brzegi męskimi, ogorzałymi drwalami. Próbowaliśmy go zatrzymać, ale jego zawrotna prędkość i pewnie nie ujęcie przez konstruktorów machiny manewru nagłego hamowania, nie pozwoliły się jemu zatrzymać. Zdeterminowani powróciliśmy do wioski, stając w jej centrum, czyli pod sezonowym barem, postanawiając zagadać pierwszego przyuważonego mieszkańca. Czas do pierwszej ofiary upłynął na snuciu domysłów oraz konsumpcji prezesowego ciasta, aż nagle pojawił się On!..Nie!, nie ciągnik, lecz postać w gumofilcach i roboczym kożuchu spod którego wystawała fantazyjna, mocno przybrudzona koszula. Stało się to, co wykrakałem w podróży! Spotkaliśmy najstarszego warmińskiego górala!!! I teraz scena jak z filmu: otwierają się drzwi czarnej bryki i z dwóch stron ruszają na delikwenta podejrzani kolesie... Pierwszy przy góralu był Łukasz, myślałem, że zabije on poczciwca śmiechem, ale jak na osobę piastującą wysokie stanowisko przystało chłopak szybko się opanował, powód? Nasz góral posiadał tylko jeden długi ząb. W trakcie rozmowy nie mogliśmy się na niczym skupić, jak tylko na tej ruszającej się żółtej wieżyczce wystającej z dolnego dziąsła. Nasz rozmówca doskonale wiedział o co nam chodzi i wytłumaczył nam (z 7-8 razy powtarzając), że jadąc asfaltem, za pierwszym zakrętem musimy skręcić w lewo. Uwierzyliśmy, choć rękoma z uporem wskazywał, że powinniśmy skręcić w prawo. W związku z tak rozbieżnymi relacjami jednego świadka, dla pewności postanowiliśmy podpytać jeszcze jednego autochtona. Kolejny wybraniec losu nie dość, że powiedział to samo, to jeszcze tak samo był ubrany, moda jakaś, czy co? Na miejscu kierując się wskazówkami zaczęliśmy poszukiwania od chaty której szukaliśmy, choć gdyby nie spostrzegawczość pewnego GDAKKa, to może wyprawa zakończyła by się fiaskiem, gdyż tablica z nazwą chaty umieszczona jest dosyć wysoko ponad drzwiami wejściowymi (były problemy ze zrobieniem jej zdjęcia), na dobitkę w ciemnej werandzie. Chata miała być drewniana, lecz w międzyczasie ktoś ją wyra?nie otynkował, być może by się nie rypnęła. Cudo to nie jest, jednak na nas zrobiła spore wrażenie. Rozmarzeni zaczęliśmy snuć plany odbudowy pomostu po którym pozostały wystające ponad taflę jeziora dwa smętne kikuty, alternatywą było by także przesunięcie pod chatę pomostu sąsiadów :).

Otoczenie Baby Jagi to jakiś rozbudowujący się domek oraz barak, z jednej strony zadrzewiona skarpa po której przebiega asfaltówka. Z drugiej strony jeziorko z usytuowaną dokładnie na przeciw wyspą (raj dla klubowych piratów). Przy chacie zwaliło się do wody nieduże drzewo, tak fantazyjnie, iż można by je wkomponować w przyszły nowy pomost, niestety nie pamiętam, czy to drzewo jeszcze żyje :/ . Nie udało nam się jednoznacznie stwierdzić czy chata ma prąd, mamy nadzieję, że nie, fajnie by było to osobiście sprawdzić. Nacieszywszy się tym co było nam dane zobaczyć, zostawiliśmy przy drzwiach "wiadomość" nakreśloną węglem z grila, kim jesteśmy skąd, oraz namiary na nas. Zadowoleni, wracając zatrzymaliśmy się w Morągu, robiąc sobie zdjęcia przy działach napoleońskich, oraz z pałacem Dohnów w tle (zdjęcie z ruinami zamku nie wyszło gdyż wiatr zdmuchnął nam aparat razem ze statywem). Ostatni przystanek to Pasłęk w którym obejrzeliśmy zamek, bramy Miejską i Młyńską, mury itp, itd, oraz zwiedziliśmy miejscowy bar. W 3mieście znale?liśmy się koło 14.00. Przez kolejne dni próbowaliśmy odnale?ć właściciela chaty. Byliśmy w Almaturze w Gdańsku, lecz starsze panie tam pracujące nigdy nie słyszały o "Baba Jadze" i w ogóle Gdańsk nie posiada żadnych obiektów na Warmii. Udało się ustalić, że w latach 90' Almatur się podzielił, więc dzwoniliśmy do centrali w Warszawie, oraz do Zrzeszenia Studentów Polskich, również do stolicy,rozpytywaliśmy starych GDAKKów z którymi udało się nawiązać kontakt, sprawdzaliśmy strony internetowe i pisaliśmy maile. Ostatnio przyszła odpowied?, na jednego z nich. Wedle jednego z naszych rozmówców: "słyszałem, że ta chata na 98% ma być rozebrana, ale nie znam nowego właściciela." Osoba ta, być może namierzy właściciela podczas swojej wizyty w tamtych okolicach pod koniec kwietnia, o czym nie omieszka nas poinformować. 18.kwietnia Marta, Ewa i Adam ponownie zawitali do Kretowin, wetknęliśmy w drzwi konkretniejszą wiadomość o nas, plus poprawiliśmy informację pozostawioną na tablicy ogłoszeń. Na tym urywa się w tej chwili nasze poszukiwanie. Może ktoś z was, ma pomysł jak odnale?ć obecnego właściciela, my nie mamy obecnie na to czasu oraz funduszy. Mam nadzieję, że informacja o rozbiórce jest nieprawdziwa...
zdj1
Dowód na to, że to ta chata :). Sporo było problemów ze sfotografowaniem tej tablicy, gdyż znajduje się ona dosyć wysoko w ciemnym kącie ganku.
zdj2
"Drewniana" Baba Jaga w całej okazałości
zdj3
Ganek z całą masą różnych dziwnych tabliczek informacyjnych, tu prawie nie widocznych, na tej tablicy pozostawiliśmy info do nas i o nas wiszące po dziś dzień. Widoczne kafelki budzą mieszane uczucia - taka łazienkowa posadzka przed klimatyczną chatką.
zdj4
To nie próba włamania, samo odpadło! :)
zdj5
Ta szopa była nie tanią umywalką, obecnie przypomina pół ziemiankę z kompostem
Komentarze wyjazdu
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
efekt :: 2005-11-21 08:50:46
Dzięki tej relacji udało się nawiązać kontakt z obecnym właścicielem i mam nadzieję, że Krzysiek znajdzie czas i kiedyś skrobnie w tym miejscu jakieś słowo, na dzień dzisiejszy powoli krystalizuje się opcja odwiedzenia Kretowin na wiosnę 2006, zobaczymy :)
Hanna Arendt
Hanka
klubowicz
444722   hanna.arendt@wp.pl   www.zawszezarece.pl  
Wlasciciel mieszka... :: 2005-11-21 19:15:19
w Afryce!! Ja chce go odwiedzic!!! Kto jedzie ze mna?? ;)
Adam Piotrowski
adam p
klubowicz
725097   adampiotrowski@poczta.fm   rowerami.com  
afryka? :: 2005-11-28 00:45:19
ja, ale na rowerach? ;)
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Prośba do odwiedzających!!! :: 2005-12-06 17:34:21
Koniecznie proszę o kontakt osoby, posiadające jakiekolwiek materiały, pamiątki, fotki, części wyposazenia tejże chaty, jak również adresy i namiary osób związanych z chatą w zamieszchłej przeszłości


Zamieszczone na prośbę tych którzy się już odezwali ;)