glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Wyjazd na Jurę krakowsko - częstochowską
termin: 1 - 4 V
sezon: Wiosna 2003
Yoora :)
Autor tekstu: Ania Chądzyńska, Marta Seweryńska, Tomasz Rybicki, Adam Kępa
Autor zdjęć: Marta Seweryńska & Adam Kępa

W dniach 1 - 4 maj 2003 wybraliśmy się na Jurę Krakowsko - Częstochowską. Naszym celem szerzenie Gdakkowskich ideałów i przy okazji zwiedzanie warowni jurajskich.

1 maja 2003 W Krakowie wylądowaliśmy przed 4:00. Pierwsze, co uczyniliśmy to przespacerowaliśmy się po parku. Wnioski: krakowianie to bardzo chwiejna i radosna grupa społeczna. Po krótkim, lecz głośnym meczu piłkarskim na placu Grunwaldzkim mijając barbakan zalegliśmy na rynku pod "Adasiem", obsadzonym różnej maści turystami i miejscowymi. Z dyskusji wynikło, że to jednak gdzieś w Krakowie znajduje się Wawel, pojawili się nawet świadkowie, którzy "to coś" widzieli. Ruszywszy w najczęściej wskazywanym kierunku, odbiliśmy się od bram twierdzy i wylądowaliśmy nad Wisłą skąd wywiał nas wzmagający się wiatr. Po drodze na PKS zaatakowaliśmy McDonald'sa. Tu nasze kobiety nagle wypiękniały (panowie korzystając z tej samej toalety jakoś nie osiągnęli takich rezultatów). Adama natomiast zdruzgotała wiadomość o porażce reprezentacji Polski w meczu z Belgią - próba utopienia smutków w jedzeniu zakończyła się fiaskiem z braku jedzenia.
Po dotarciu do Ojcowskiego Parku Narodowego w wyniku demokratycznych posunięć Ania z Tomkiem przeszli się do Bramy Krakowskiej i zwiedzili Jaskinię Ciemną, natomiast Marta i Adam zastanowili się nad dalszymi posunięciami (nie mylić z bang,bang,bang, czyli bara bara). Na zamku w Ojcowie nie tylko dało się słyszeć szlagierowe hasło: "Ej mam pomysł! Zróbmy sobie zdjęcie!", lecz również burczenie naszych żołądków. I w tym momencie znów wszystkich zaskoczył Tomek (wpierw wielkością swojego plecaka, następnie zabierając lornetkę wielkości mojego śpiwora), a we wspomnianej chwili wyciągając gotowy bigos - Mniam! Trasę do Pieskowej Skały przebyliśmy w szybkim tempie mijając grupę policjantów hurtowo wystawiających mandaty "niedzielnym" turystom :-). Zamek w Pieskowej Skale to piękna renesansowa rezydencja, jak i droga dla zwiedzających, dlatego zjedliśmy lody, poleniuchowaliśmy na słoneczku i zeszliśmy na PKS, który znów okazał się naszą "sypialnią". Z Olkusza przemaszerowaliśmy do Rabsztyna, w którym ruiny zamku przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Po zamku pozostały głównie mury, ale za to, na jakim wzniesieniu! - z przepiękną panoramą. Nocleg załatwiliśmy na najpiękniejszej posesji w okolicy. Trzy minuty drogi od zamku. Trawa, na której rozbiliśmy namiot była tak piękna i równiutka, iż baliśmy się po niej deptać. Właściciel udostępnił nam wychodek z szyber dachem, czajnik, wodę oraz klucze od bramki do posesji, gdyż noc spędzał gdzie indziej. Osobiście, nie mogłem pojąć, że spotkało nas takie szczęście. Zwieńczeniem dnia był piękny zachód słońca, ognisko i piwko.

2 maja 2003 Dzień uciekających autobusów. Po jajecznicy przyrządzonej przez Tomka zeszliśmy na PKS. Autobus przyjechał, ale 15 minut przed czasem, co nas zdezorientowało. Zaczęliśmy dyskutować, kto ma zapytać kierowcy o kierunek jazdy, a w tym czasie PKS odjechał. Gdy już się utwierdziliśmy, że nic więcej nie przyjedzie ruszyliśmy z kapcia. W Jaroszowcu przez 15 minut odpoczywaliśmy na przystanku, a gdy się w końcu ruszyliśmy, to znowu wyminął nas "nasz" autobus. W Bydlinie obskoczyliśmy ruiny zamku. Marta przy okazji zdewastowała jedną ze ścian, odrywając od niej sporej wielkości "kamyczek". Pod wzgórzem, zamkowym zaatakowaliśmy strumyk wyłożony "stłuczką", o mały włos, a skończylibyśmy w szpitalu zamiast na szlaku. W końcu
utknęliśmy na zamku w Smoleniu. Sonda przeprowadzona na dwóch panach o czerwonych nosach i mętnych oczach, panience w wieku rozrodczym, oraz staruszce-wieżbicie wykazała, że o 20:45 ma się pojawić autobus do Zawiercia. Wolny czas wykorzystaliśmy na kolejne eksperymenty kulinarne, zawarcie znajomości z psem (którego w końcu przepędził Tomasz) oraz obalenie piwa. O 20:15 udało nam się złapać, nie PKS, lecz turystyczny autokar. Szczęście nie opuściło nas również w Podzamczu, gdzie dzięki spostrzegawczości Marty dosłownie z marszu udało się nam rozbić w sadzie w najbliższym sąsiedztwie zamku. Dzień zakończyliśmy przy winku, piwku, świecach i grze w kości.

3 maja 2003 Rano zwiedzaliśmy zamek, w którym kręcono "Zemstę" (na podstawie książki Fredry) i do dziś pozostawiono dekoracje. Po 12:00 wyruszyliśmy na szlak i nagle zaczęło padać i brzydko wiać. Pod skałą "Okiennik Wielki" rozpaliliśmy ognisko. Suszyliśmy się, płakaliśmy od dymu, zmienialiśmy kolory od fruwającego popiołu, lecz co najważniejsze, w zaprawionej menażce Adama gotowaliśmy wodę do zupek chińskich (z połączenia przepisów powstał przebój wyprawy: zupka chińska z wkrojoną konserwą, serkiem topionym oraz chlebem - niebo w gębie!). Zaliczając ruiny zamku w Morsku, zatrzymaliśmy się w Rzędkowicach, w typowo turystycznej knajpie. Kobiety się wykąpały, faceci umyli, a potem przy piwku i zapiekankach uprawialiśmy hazard. Po 22:00 w zupełnych ciemnościach rozbiliśmy namiot na tzw. patelni. Jeszcze przed snem, dzięki gigantycznej lornetce Tomka mogliśmy poobserwować gwiazdy.

4 maja 2003 Po nieśmiertelnym śniadaniu, czyli zupkach chińskich i głosowaniem za kierunkiem trasy, założyliśmy Klub Turystyki Asfaltowej i ruszyliśmy do zamku w Bobolicach. Pod zamkiem Tomek wyruszył na poszukiwania czarnej skrzynki, którą zakopał nieopodal murów za czasów młodości. Jedyne, co nam zdradził, to niepełny skład "skarbu" - jakieś perły, notatki, książkę i kamienie. Wszakże nic nie znalazł, co zdało się najbardziej zawieść Anię, która przywitała Tomka słowami: "No i gdzie te perły?" Po walnięciu browców na słoneczku, ruszyliśmy malowniczą trasą gdzieniegdzie zasłoniętą (czytaj: naszpikowaną) "niedzielnymi" turystami ku zamkowi w Mirowie, gdzie rozpoczynamy okupację baszty, wzbudzając tym niezadowolenie wścibskich "niedzielnych". Zjedliśmy nieśmiertelne zupki, po których Adam zaczął gadać jak Kaczka Tomka. Po obiedzie przenieśliśmy się na słoneczko, gdzie przy piwku Marta przyrządziła nam kisiel z ciasteczkami. Po fenomenalnym biegu maratońskim, fartem złapaliśmy PKS. Po dotarciu do Myszkowa, zaopatrzyliśmy się w bitą śmietanę w proszku, którą przyrządziliśmy pod Domem Pielgrzyma w Częstochowie. Tu też po raz ostatni Marta przedstawiła nam odrobinę historii i po raz pierwszy nie użyła zwrotu "zniszczony przez Szwedów", jak to miało miejsce przy porażającej większości zamków i innych zabytkowych obiektów Jury. Przed przyjazdem pociągu opracowaliśmy przebiegły plan strategiczny. Podzieliliśmy się, chłopcy wzięli plecaki dziewczyn, które miały zaatakować przedziały i zajmować tylko takie, w których znajdą się cztery miejsca! Plan był niezły, lecz nierealny - na tyle, że wylądowaliśmy pod WC i to wielkim fartem, gdyż i tu prawie nie było miejsca! W końcu jednak udało się nam. Wykończeni, ale bardzo zadowoleni dotarliśmy do swoich domów.
zdj1
ale było wysoko ...
zdj2
Ojcowski Park Narodowy
zdj3
Marta gotowa do nurkowania po wodę
zdj4
zwyczajny dzień z naszego życia. Ania dojada udko z gospodarza, Adam pakuje jego szczątki do plecaka, a Tomek zwija jego garderobę (u podnóża zamku w Rabsztynie)
zdj5
Hurra! Zdobyliśmy kolejny zamek! (Bydlin)
zdj6
tu kręcili Zemstę, a my byliśmy, piwo piliśmy i bang, bang, bang
zdj7
wspaniała czwórka przed szturmem na kolejny zamek ( Mirów)
zdj8
wspaniałe kobiety, nieśmiertelne zupki oraz gadające kaczki - prawdziwy klimat Jury
zdj9
Big Bro patrzy...
zdj10
na Jasnej Górze z bożą pomocą nie tylko przyrządziliśmy chińszczyznę ale również bitą śmietanę!
zdj11
noclegownia przy WC
zdj12
_
zdj13
_
zdj14
_
zdj15
_
Komentarze wyjazdu
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Wypad integracyjny :: 2005-11-21 09:01:50
z super szczęściem apro po noclegów, było cool