glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Spływ kajakowy Trzebielino - Kępno
termin: 01 - 05 V
sezon: Wiosna 2002
Spływ Trzebielino
Autor tekstu: Paweł Lijewski
Autor zdjęć: Paweł Lijewski

Tegoroczny wiosenny długi weekend majowy ( 1 - 5 maja), przypadający na coroczny okres wybuchu wiosny, rozkwitu kwiatów na drzewach i ocieplenia był jak i przed rokiem okazją do wypadu na spływ kajakowy. Tym razem na trasie Trzebielino - Kępno. Nocowaliśmy pod namiotami.

Organizatorem spływu po raz drugi były Agnieszka Czeczatka oraz Basia Kusz - nasze wspaniałe koleżanki klubowe. A za uczestnictwo podziękować wszystkim tj: Agnieszce - Małgosi, Wojtkowi - Kasi - Ani - Dominice, Piotrowi - Ani, Agnieszce - Basi - Siostrzyczce - Kubusiowi (lat 5) i ponadto Oldze -Hani- Bykowi i Karolowi. No sobie dziękować nie będę - narcyzem nie jestem. Spływ miał miejsce pomiędzy 1 i 5 maja b.r. na ziemi słupskiej a konkretnie na rzekach Pokrzywce i Wieprzy. Słupsk przywitał nas cudowną pogodą i zamkniętymi sklepami. W końcu po porannym wstaniu (wyjazd o godz. 6tej rano) 1 maja wszyscy chcieli tylko spać. Przesiadka na PKS i przed godziną 11ta osiągamy cel - Trzebielino. Po krótkim oczekiwaniu nad mostem przybywają kajaki - sztuk 9, Rozładunek, przebieranka, etc. (kto chce płynąć jedynką - a jak się tym płynie? A sam zobaczysz, Ok. - Prezes dzisiaj ty, jutro kto inny - nie ma sprawy) i na wodę. Woda. Hmm, to słowo było zbyt duże. Kanał ogrodzony palikami, że ledwie wiosła pomieścisz. Ale nic to, zobaczymy co będzie dalej. Rzeka stopniowo się rozszerzała lecz to nie zapowiadało niespodzianek jakie miała nam przynieść przez pierwsze dwa dni. A wkrótce potem pokazała nam swój charakter. Zaczęły się malownicze wąwozy przeplatane bagnistymi łąkami. Prąd przybierał na sile i wkrótce nauczył nas (weteranów spływowych także) pokory wobec, skądinąd, maleńkiej rzeczki. Wartki nurt z dużą siła napierający na ciężkie i mało zwrotne "dwójki" zmusił nas do koncentracji i walki z żywiołem. Liczne sterty przewalonych drzew, które należało pokonać na wszelkie możliwe sposoby tj. przez drzewo, pod drzewem, na "speeda", przenosząc przez brzeg stopniowo pozbawiały spływowiczów sił i chęci do walki z żywiołem. Jeszcze opatentowujemy pokonywanie zakrętów połączonych z przeszkodami wg metody PaGo (bardzo efektywna, efektowna i bezpieczna). No i się zaczęło. Drzewo w poprzek nurtu. Jeden kajak postawiony w poprzek, chlup i załoga jest pod woda. Za chwilę drugi i replay z niespodzianki. Dwie godziny przerwy na suszenie i szukanie co by tu jeszcze znale?ć pod wodą. Chochla, łyżka, słoik, widelec, puszka. Kurczaki są? Tak są! Hura!!! A chleb -Cóż powiedzieć trochę wodnisty. :-( Dobrze. Kiełbaski na ognisko przetrwały. Aha jeszcze kajak Prezesa miał nieszczelny dziób i w połowie wyciągnięty z wody wziął kilka wiader wody. Za moment jedni z topielców robią repetę z wybierania wody. Współczujemy, współczujemy. Kogo by tu jeszcze wykąpać. Może Prezesa. Sytuacja nadarzyła się sama. Wąska, głęboka rzeczka, po szyję wody, konar z jednej strony, gałęzie z drugiej. No to w gałęzie i chlup "Prezi" ćwiczy żabkę i walczy o odpływające w siną dal klapki. Kwadrans spędzony "po pas" na środku rzeki z kubeczkami wylewając wodę długo zostanie w pamięci. Straty = saperka. Na dziś wystarczy. Nocleg, ognisko, gadulstwo, kiełbaski, śpiewogra Kuby i spać. Jeżeli ktoś sądzi, że drugi dzień był spokojniejszy to jest w błędzie. Spiętrzenie przeszkód wodnych na odcinku 30 metrów doprowadza adrenalinę do stanu gotowości bojowej. "Jedynka" (kajak) + takie przeszkody daję szansę na niesamowite wydarzenia i już bohaterka ostatniej akcji jest pod wodą. Ostatkiem sił uczepiona woła o pomoc. Wody po klatkę piersiową. Kajak prawie do góry dnem prąd jak by ktoś spuścił w jednej chwili duży zbiornik wody i we? tu wyciągnij koleżankę. Było niebezpiecznie. Ta sama przeszkoda i żeńska załoga po drugiej stronie bystrzy swój nieco dziurawy kajak potraktowała jako wannę. Przeprowadzanie kajaków na drugą stronę rzeki przypomina walkę z bykiem schwytanym za rogi ale się udaje. Trzeci kajak po długich minutach walki z nurtem uniknął podobnej przygody. Minęły 2 godziny czasu i 20 metrów rzeki i nasza "jedynka" jest znów pod wodą (z podsuszonymi rzeczami oczywiście). No ale technikę ratowniczą mamy już opanowaną. Spoko. Parę kilometrów dalej i: konar + bystry nurt = główna spiżarnia zaczyna pływać. Mówimy pa, pa palnikom i soli! Kawałek dalej napotykamy na zakole rzeki i prowadzimy kajaki przy brzegu bo inaczej byłoby dziwnie. Przez to wszystko przez pierwsze dwa dni robimy zaledwie po 8 km, porażka! Nierealnym okazuje się cel główny wyprawy czyli Sławno. Koncentrujemy się na Kępnie drugiej na tej trasie większej miejscowości (która w niedzielę obchodziła 35 lat istnienia). Zresztą zaludnienie na tym terenie nie należy do najwyższych. Przez drugi dzień, na przykład, widzieliśmy raptem 2 chałupy. Uff, nocleg. Odwiedza nas pies, który bardzo lubi nasze kotlety. A poszedł ty! I gospodarz, który wspomógł nas wodą. Chwała mu za to. Kleimy nieszczelne kajaki i idziemy w "kimono". Aha, jeszcze wykopywanie śmieci i odzyskanie 50 złotych wyrzuconych jako śmieci wcześniej, hi, hi. Kolejne dni przynoszą względny spokój i ukojenie. Raptem parę "przeniosek", przejść pod drzewami i wpływamy na Wieprzę. Rzeka płynie szerszym, głębokim korytem. Drzewa w wodzie jeszcze są ale to już nie ta "skala" problemów. Zaczyna lawirować z rosnącymi wzdłuż koryta rzeki. Wierzbami jak wąż boa. Kajaki mijają się co chwila, płynąc dokładnie w przeciwnym kierunku. Przypomina to klimat z Borów Tucholskich. Zaczynają się powoli tereny cywilyzowane i pierwsze chałupy. Słuchamy niesamowitych odgłosów ptactwa wodnego, gdzieś przepłynie łabądek jest cool. Ale rzeka stała się bardzo głęboka. ćwiczymy na przykład pływanie tyłem. Świetna sprawa albo postój na kamieniu ukrytym na środku rzeki, mniej świetna ale bardzo komiczna. Dopływamy po kolei do dwóch zapór wodnych co oznacza długie i żmudne "przenioski". Jeszcze ostatni nocleg, dojedzenie tego co jeszcze nie zostało zjedzone. Ustalenie strategii powrotu, z tego powodu iż dotarcie do Gdańska przez Słupsk o sensownej porze jest wielce skomplikowane. Zdanie kajaków, ostatnie fotki, lody w pociągu - to się staje tradycją klubową (smaczną) i jesteśmy w domu.
zdj1
_
zdj2
_
zdj3
_
zdj4
_
zdj5
_
zdj6
_
zdj7
_
zdj8
_
zdj9
_
zdj10
_
zdj11
_
zdj12
_
zdj13
_
zdj14
_
zdj15
_
Komentarze wyjazdu