glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Wycieczka rowerowa po okolicach Trójmiasta
termin: 8 VI
sezon: Wiosna 2002
Okolice Trojmiasta
Autor tekstu: Krzysztof Kochanowicz
Autor zdjęć: _

8 czerwca 2002 r. odbyła się całodniowa wycieczka do okolicach Trójmiasta, zorganizowana kluby Politechniki Gdańskiej: Rowerowy Klub Antymoto przy współpracy z GDAKK`iem - Akademickim Klubem Kadry. Trasa wiodła przez lasy, jak również wzdłuż morza i liczyła przeszło 50 km: Gdańsk Wrzeszcz - była skocznia narciarska Tomac - Dolina Radości - Park Oliwski - Wieża widokowa Pachołek - Łysa Góra w Sopocie - Dolina Kamiennego Potoku - Dolina Swelin - Zamkowa Góra - Molo w Orłowie - Molo w Sopocie - deptak nadmorski - Molo w Brze?nie.W sobotę, pomimo, iż zapowiadali nienajlepszą pogodę spotkaliśmy się dość liczną ekipą. Było nas prawie dwadzieścia, w czym trzy kobiety. Ostatnio była jedna, teraz trzy, niebawem będzie po równo. ... i tym razem, nie obeszło się bez opó?nienia naszego wypadu. Teraz to sam współorganizator nawalił, czyli "ja", a dokładniej mój rower. Na szczęście usterka nie była aż tak poważna, by się wycofać.Jak zwykle staraliśmy się ominąć niebezpieczne ulice; żeby wjechać do lasu musieliśmy pomęczyć się na trochę wśród samochodów, aż do ul.Abrahama. Stamtąd, ze krzyżowania przy meczecie ruszyliśmy do góry drogą asfaltową, która następnie przeszła w gruntową ścieżkę. Oczywiście nie wszystkim udało się wjechać na samą górę. Ci, którzy wcześniej strzelili sobie po dopingu mieli niemałe problemy z podjazdem. Aż do samego Tomaca, praktycznie cały czas było pod górkę, czyli niezła rozgrzewka jak na początek trasy. Pó?niej już z górki. Z Tomaca zjechali tylko Ci najodważniejsi. Niejednym na budziku wybijało blisko 70 km/h.Pó?niej przeprawiliśmy się leśnymi ścieżkami do Doliny Radości. Tu naprawdę mieliśmy wiele radości, zjeżdżając 5 km w dół asfaltową drogą, która zamknięta jest dla ruchu samochodowego. ...No coś pięknego. Tu tylko jeden z naszych kolegów nie był zadowolony, gdyż wpierw do oka wpadł mu jakiś big owad, a pó?niej połknął jakiegoś robaka... Grzechu, chyba po prostu nie przepada za chińskim żarciem. Zanim dojechaliśmy do Parku Oliwskiego, zatrzymaliśmy się przy sklepie by jak zwykle zaopatrzyć się w małe co nie co. W Parku Oliwskim zrobiliśmy sobie prawie półgodzinną przerwę na obiad :-) Tu jedna osoba się już odłączyła, ze względu na wzywające ją obowiązki. No cóż takie jest życie. Pó?niej ruszyliśmy na podbój lasów oliwskich i słynnej gdańskiej wieży widokowej Pachołek, z której rozpościera się przepiękny widok zarówno na Zatokę Gdańską jak i trójmiejskie lasy. Z Pachołka uderzyliśmy początkowo niebieskim a pó?niej czarnym szlakiem na Łysą Górę w Sopocie. Każdy, kto mieszka w Trójmieście chyba wie, że Łysa Góra jest jednym z lepszych sopockich punktów widokowych a także wypadowych na pikniki czy spacery, gdyż w pobliżu znajduje się Opera Leśna, gdzie co roku latem odbywają się koncerty. Zimą natomiast to najlepszy punkt dla narciarzy, saneczkarzy i innych miłośników białego puchu. W drodze na Łysą Górę odłączyło się od nas kilka osób, które pó?niej dołączyły. Grzesiek, na przykład pojechał na egzamin po czym złapał nas w drodze powrotnej w Sopocie. Zyzio, Gosia i Karol także odłączyli się na parę minut ale na Łysej Górze byli pierwsi. W tym samym też miejscu trasę skończyli ludzie z Antymoto. A jeden członek Gdakk`a złapał gumę. Na szczęście mieliśmy zapasówkę i bez problemu mogliśmy jechać dalej. Po drodze nie obeszło się bez drobnych upadków ... lecz nic poważnego, tym razem plastry nie były potrzebne :-)W drodze z Łysej Góry do Gdyni, prawie przez godzinę przyglądaliśmy się Harleyowcom, którzy przybyli z całego świata na zlot do Sopotu. Było to niesamowite wydarzenie, zarówno Harleye - nowe jak i stare, różne inne motory zarówno "clasiki" jak i piękne ścigacze. Warkot silników, liczne popisy zapierały dech w piersiach, to po prostu trzeba było zobaczyć ! Stamtąd ruszyliśmy przez Zamkową Górę, przez lasy nadmorskie do Gdyni. Na molo w Orłowie zrobiliśmy sobie mały postój. Następnie, początkowo deptakiem, pó?niej plażą i znowu deptakiem dotarliśmy do Sopotu. Tu cześć ludzi uderzyła do siebie i zostali tylko najwytrwalsi uczestnicy naszej wycieczki. Zostaliśmy w ośmiu. Więc, dla ochłody skoczyliśmy po zimnego browarka i spokojnie usiedliśmy sobie na plaży, żeby go spożyć. Co niektórym, było jeszcze mało, browarek zbytnio nie ochłodził ciała, dlatego też zażyliśmy małej kąpieli w morzu. Ci, których nie było, niech wiedzą co stracili !Koło godz.19 zaczęliśmy powoli się zbierać. Od Sopotu Gosia narzuciła takie tempo, że co niektórzy padali, ale żeby nie pokazać swojej męskiej słabości twardo grzali z zaciśniętymi zębami. Prędkość z Sopotu do Brze?na nie schodziła poniżej 30 km/h, najlepsze było wyprzedzanie na styk a pó?niej tasowanie, ale jazda... i ten huragan we włosach. ...mmmm miodzio! W Jelitkowie, jeden z naszych prawie nie rozjechał psa. Szkoda fajny byłby hotdog... :-) Pó?niej mieliśmy małą kraksę, na szczęście nic poważnego. Bilans kraks to łącznie ok. 9, czyli całkiem w normie :-) W Brze?nie praktycznie każdy pojechał w własną stronę.
zdj1
_
zdj2
_
zdj3
_
zdj4
_
zdj5
_
zdj6
_
zdj7
_
zdj8
_
zdj9
_
zdj10
_
zdj11
_
zdj12
_
zdj13
_
zdj14
_
zdj15
_
Komentarze wyjazdu