glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Rajd rowerowy do Jaru Radunii
termin: 2 VI
sezon: Wiosna 2002
Jar Radunii
Autor tekstu: Krzysztof Kochanowicz
Autor zdjęć: Zyzio

2 czerwca 2002 r. odbyła się amatorska wycieczka rowerowa do Jaru Raduni. Łącznie wzięło udział 12 miłośników dwóch kółek, w tym jedna dzielna kobietka. Dlaczego dzielna, o tym dowiecie się czytając poniższą recenzję naszego wypadu. W każdym razie 65 km to nie w kij dmuchał... Trasa wycieczki:Gdańsk Wrzeszcz -(5)- poligon na Morenie -(3)– Kiełpino Górne -(8)- Jezioro Otomin -(2)- Sulmin -(2,5)- Niestępowo -(3,5)– Przyja?ń -(3,5)- Glińcz -(1)- żelazny most nad Radunią -(3)- Jar Raduni -(1)- Babi Dół -(3,5)- Skrzeszewo Żukowskie -(8)- Przyja?ń -(3,5)- Niestępowo -(2,5)- Sulmin -(2)- Jezioro Otomin -(3)- Kiełpino Górne -(3)- poligon na Morenie -(5)- Gdańsk Trasa opracowana wg map: Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego w skali 1 : 30 000 oraz Mapy turystycznej powiatu kartuskiego w skali 1 : 55 000Jak zwykle spotkaliśmy się przed dworcem kolejowym w Gdańsku Wrzeszczu. Planowany start trochę się opó?nił z dwóch względów. Jeden to już chyba tradycja, co niektórzy bez dopingu 5% nie pojadą, lecz drugi to przypadek, który mam nadzieję, że się nie powtórzy. Otóż jeden z naszych kolegów przyjechał na ...niekompletnym rowerze. Według niektórych kolarzy nie nadający się do jazdy, ale jeśli właściciel się upiera, nie ma na to już rady. Dlatego, z małym opó?nieniem ruszyliśmy przed siebie. Naszym pierwszym celem był poligon na Morenie. Żeby nie jechać dość ruchliwą ul.Słowackiego wjechaliśmy wpierw na ul.Partyzantów, a pó?niej wskoczyliśmy na polną drogę, która doprowadziła nas do Dolnego Migowa. Przejechaliśmy na drugą stronę ul.Rokaczego po czym prosto polną niekiedy uciążliwą ze względu na podmokły teren drogą dojechaliśmy do poligonu. Tu zrobiliśmy sobie małą przerwę i kilka fotek. Poligon bardziej przypominał jakiś park, gdyż cały teren pokryty był żółtymi, pięknie kwitnącymi krzewami, a w oddali błyszczało małe jeziorko. Z poligonu, polną drogą dotarliśmy do dzielnicy Jasień. Tam przejechaliśmy na drugą stronę ul.Kartuskiej i wjechaliśmy w asfaltową drogę wiodącą przez liczne działki do Kiełpina Górnego. Jadąc tą właśnie drogą zaczęły się pierwsze problemy z rowerem naszego kolegi Marudy ;). Wprawdzie mówiąc one już trwały od samego początku wyprawy, lecz zbytnio nie mogliśmy mu pomóc. Po pierwsze, przypominaliśmy wcześniej, przed wycieczką, by każdy uczestnik wziął ze sobą klucze do swojego roweru, gdyż organizator nie jest w stanie zabrać na plecy całego garażu naprawczego... Po drugie, jeżeli widzimy, że nasz sprzęt jest niesprawny, nie łud?my się że podczas drogi nagle się poprawi. A modlitwa, ani żadna siła wyższa nie pomoże. My nie będziemy zatrzymywać się co 5 minut, by dokręcać jak nie koło, to kierownicę, a jak nie kierownicę to siodełko. I tak praktycznie bez końca, wiecznie panu Marudzie coś nie pasowało. Pó?niej to łańcuch skrzypiał, hamulec nie hamował... Sprzęt MUSI być sprawny!! My organizujemy takie wypady by odpocząć, by zapomnieć o codziennym stresie i o wiecznym narzekaniu. My chcemy dobrze się bawić !!! Ja rozumiem, że w czasie wycieczki może zdarzyć się jakaś awaria, tak jak ostatnio jeden z nas przebił dętkę, czy też hamulec mu się rozregulował, coś odkręciło, bo to jest normalne. Mam nadzieję, że co niektórzy wyciągną z tego wnioski na przyszłość. No, więc po wyregulowaniu niektórych części tego bika, ruszyliśmy dalej. W Kiełpinie Górnym ok.100 metrów za mostem nad obwodnicą po lewej stronie jest droga, prowadząca w las. Jest ona zamknięta szlabanem dla pojazdów; 50 metrów za szlabanem zaczyna się leśna ścieżka rowerowa, prowadząca nad Jezioro Otomin. To właśnie był nasz drugi cel i miejsce spotkania kolejnych kolarzy, którzy z niecierpliwością oczekiwali nasz przyjazd. Nad jeziorem dołączyło do nas czterech miłośników rowerów, w tym trzech ze studenckiego klubu rowerowego Antymoto. Tu też zrobiliśmy sobie małą przerwę i przedyskutowaliśmy dalszą drogę. Niektórzy uczestnicy jak zwykle skoczyli do sklepu po napój Bogów. Nie ma to jak słoneczko, jeziorko i ... zimny browarek. Nad Otominem, rozdzieliliśmy się na dwie grupy, jedni pognali do przodu inni zaś woleli lżejsze tempo. Niecały kilometr za Otominem, przed wsią Sulmin odezwała się znowu nasza maruda, tym razem, był to hamulec... a co najlepsze brakowało w nim śrubek :-) Więc były dwa rozwiązania. Albo jechać bez niego, albo przestać marudzić. Po dwudziestu metrach... znowu było coś nie tak, okazało się że nie do końca jest to wina hamulca, to wina koła, które jest krzywe i bije z każdej strony na prawie centymetr. Co najlepsze piasta prawie w ogóle nie jest dokręcona... ale mieliśmy zagadkę, że to „coś” jeszcze jedzie... Cóż, ręce nam opadły, a że nic nie mogliśmy wskórać, to pojechaliśmy dalej. Dojechaliśmy do malowniczo położonej wsi Niestępowo, w której skręciliśmy w lewo na niebieski szlak pieszy, który doprowadził nas do kolejnej osady, o nazwie Przyja?ń. Stąd odbiliśmy na Nowy Glińcz k.Żukowa. Zanim jednak dojechaliśmy do naszego celu, zatrzymaliśmy się przy sklepiku, by kupić kiełbaski na ognisko oraz 5% doping. Inni dorwali jakąś kozę, lecz ta chytra mleka za darmo oddać nie chciała. Najpierw należało wrzucić monetę... ...a może był to kozioł ? ;)))Żelazny most kolejowy nad Radunią był już w zasięgu ręki. Dziś kolej już tędy nie je?dzi, jest to dobry punkt dla miłośników wspinaczki i skoków bungee, a także wymarzone miejsce na piknik. Z mostu rozciąga się przepiękny widok na rozlewisko rzeki Raduni i otaczającą to miejsce przyrodę. Zanim zjedliśmy kiełbaski z ogniska i wypiliśmy zimnego browarka, mieliśmy okazję kibicować naszemu koledze Zyziowi, któremu brakowało przygód. Kurde, fajnie tak sobie poszybować głową w dół... Po odpoczynku, niektórzy bikerzy postanowili wrócić szybciej, my natomiast 7 osobową ekipą zjechaliśmy do Jaru Raduni, który mieści się jakieś 4 km od mostu w stronę wsi Babi Dół. Stamtąd ruszyliśmy w drogę powrotną. Muszę przyznać, że pomimo naszego lekkiego zmęczenia droga powrotna była przyjemniejsza. Przynajmniej nikt nie marudził i nie narzekał, że co chwile coś mu nie pasuje. Nawet, nasza jedyna koleżanka otoczona gronem mężczyzn czuła się dobrze i wytrwała aż do końca wyprawy. I tu muszę jeszcze podkreślić, iż był to pierwszy taki długi wypad Ani na rowerek, ...myślę że zasługuje ona na pochwałę. Z Babiego Dołu odbiliśmy na Skrzeszewo Żukowskie a stamtąd na Przyja?ń i dalej jechaliśmy już tą samą drogą co wcześniej. Wiatry nam sprzyjały i było wesoło. Mam nadzieję, że Ci którzy byli na tej wyprawie, równie dobrze ją wspominają... Na koniec chciałbym wszystkim podziękować za uczestnictwo i wspólna zabawę. Wielkie dzięki również dla Tomka W., który pomógł mi w zorganizowaniu tej wycieczki oraz Zyziowi i Szymonowi, za zdjęcia. Pozdrawiam wszystkich i zapraszam na kolejny wspólny wypad.
zdj1
_
zdj2
_
zdj3
_
zdj4
_
zdj5
_
zdj6
_
zdj7
_
zdj8
_
zdj9
_
zdj10
_
zdj11
_
zdj12
_
zdj13
_
zdj14
_
zdj15
_
Komentarze wyjazdu