glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Transylwanian Trip, czyli Fagarasi Trip
termin: 15-26.07.
sezon: Wakacje 2007
1180216015
Autor tekstu: Łukasz Płotecki
Autor zdjęć: Łukasz Płotecki, Mary

Wiatr ucichł. Wszystko wokół nas zamarło - tylko delikatne migotanie gwiazd uświadamiało nam, że widok którego jesteśmy świadkami nie jest jakąś fatamorganą, halucynacją zawieszoną w czasie. Księżyc powoli wędrował po nocnym niebie, spowijając wszystko wokół w bladoniebieskiej poświacie. Siedzieliśmy w trójkę na krawędzi urwiska - było zimno. W dole pod nami skrzyła się pajęczyna miast i wiosek oświetlonych ciepłym blaskiem latarni, a dokoła nas góry.
Codzienne sprawy zostawiliśmy daleko za sobą. Wszelkie codzienne bolączki przemieniły się w cichy szepty ginący w chłodnych podmuchach górskiego wiatru. W tamtej chwili istniały tylko góry i rozgwieżdżone niebo, a pomiędzy nimi my:)

Oto jak wspominamy jeden z noclegów podczas treningu wzdłuż głównego grzbietu Fagaraszy, na szczycie Paltinului w piękną bezchmurną noc.
Słów kilka o Fagaraszach...

Krótka charakterystyka...

W krainie onegdaj zwanej Dacją, na południowy wschód od doliny Auluty z powierzchni ziemi ku niebu piętrzą się góry Fogarskie. Jest to część pasma Karpat Południowych którego początki sięgają okresu Kredy, choć swój dzisiejszy wygląd zawdzięczają głównie dużo późniejszemu wydarzeniu jakim było spiętrzanie całego bloku Karpackiego w paleogenie, a także silnym zlodowaceniom jakie nawiedzały ten rejon w ciągu ostatnich zlodowaceń. Dziś Fagarasze to głównie obszar o charakterze wysokogórskim majestatycznym obfitującym w skaliste szczyty, połączone ostrymi graniami z dużą ilością jezior polodowcowych. W tym to rejonie oddzielającym legendarne ziemie Transylwanii od reszty Rumunii znajdują się dwa najwyższe szczyty Karpat Południowych Moldoveanu (2544 m n.p.m.) oraz Negoiu (2435 m. n.p.m) na które zamierzaliśmy się wspiąć podczas naszej eskapady.

Krótki opis podróży i nie tylko...

W czasie naszego pobytu w górach Fogarskich mieliśmy szczęście trafić na doskonałą pogodę, całymi dniami świeciło słońce tylko sporadycznie chowając się za chmurami, temp. w dzień wynosiła około 28 ° C, a w nocy rzadko spadała poniżej 15° jednym słowem idealna pogoda na wędrówkę po górach;) No może trochę przesadzam, niemniej taki stan rzeczy zaowocował hebanową opalenizną u niektórych członków nasze ekipy, co jak by nie patrzeć można uznać za wielki plus takiej pogody. Inaczej sprawa przedstawiała się jeżeli chodzi o skład naszego zespołu, gdyż z początkowych ośmiu zdeklarowanych osób do wieczora w przededniu wyjazdu skład naszej małej wyprawy skurczył się do trzech osób, a i ta liczba zmniejszyła się do dwóch przedstawicieli już w samej Rumunii. Na szczęście braki w ludziach udało nam się szybko uzupełnić na pierwszym noclegu w Rumunii o Pawła (studenta ze szczecina), który zdecydował się do nas dołączyć po tym jak trafiliśmy na siebie w schronisku Negoiu.
Wracając jednak do samego wyjazdu. Rozpoczął on się w niedzielę 15 lipca w Gdańsku około 1100 km. na północ od punktu docelowego, czyli pasma gór Fogarskich. Dzięki międzynarodowemu gestowi wyciągniętego kciuka, dystans ten pokonaliśmy w niecałe trzy dni pozostawiając za sobą: Gdańsk, Toruń, Wrocław, Kraków, Poprad, Koszyce, Debrecen, Sibiu, by 18 lipca o szóstej rano dotrzeć do celu. Sama przeprawa przez góry zajęła nam 6 dni, podczas których nasz dzienny rytm polegał na przebudzeniu się w godzinach porannych, zjedzeniu śniadania, złożeniu obozu, a następnie całodniowego marszu, który kończył się w momencie, gdy pod wieczór na wpół umęczeni
docieraliśmy na miejsce względnie nadające się na nocleg. Trasa naszego przemarszu biegła główną granią gór od najwyższego ich rejonu w pobliżu Negoiu, poprzez najwyższy rejon Fagaraszy w okolicach drogi trans Fogarskie i Moldovean po hale górskie w okolicach Zarnestii.
W związku z tym, że nie sposób opisać wszystkiego co udało się nam przeżyć spróbuję chociaż zarysować najciekawsze momenty wyjazdu mając nadzieję na to, że zdjęcia dopowiedzą resztę. Tak, oto na uwagę zasługuje nocleg opisany w nagłówku, podczas którego cała nasza trójka godziła się marznąć na wietrze długi godziny by choć chwilę, dłużej poprzyglądać się spektaklowi natury jaki odbywał się przed naszymi oczami pod postacią rozgwieżdżonego nieba i światłami miast pod nami, a to wszystko odbywało się na wysokości 2000m n.p.m. Niezapomnianym przeżyciem pozostaje również poranek następnego dnia, gdy grupka kozic pasła się niecałych 20 metrów od naszego obozowiska, spokojnie skubiąc trawę zupełnie nieprzyjęte naszą obecnością.
Pomiędzy takimi chwilami były chwile trochę miej szczęśliwe, gdy góry dawały nam nieźle w kość jak to miało miejsce, gdy w czterdziestkostopniowym upale szturmowaliśmy podejście na Arpasu, by przekonać się, że to zejście miało okazać się prawdziwym wyzwaniem - widząca ostre skały pomiędzy którymi wił się szlak. Również wspomnienie przejścia granią skalną pomiędzy górami Serbota i Negoiu, na długo pozostanie w naszej pamięci, gdzie nierzadko trzeba było wspinać się na rękach, szukając drogi na górę w wąskich szczelinach pomiędzy skałami. Były to jednak chwile nieliczne po których wszyscy odczuwaliśmy dużą satysfakcje z przejścia danego odcinaka bogatsi o nowe doświadczenia.
W trakcie przeprawy przez góry wartym odnotowania pozostaje także to, jak wielu rodaków udawało nam się spotkać na szlaku, często tylko wiedzeni przeczuciem mówiliśmy cześć i oto proszę, padała taka sama odpowiedź z ust zdziwionego turysty. Najzabawniejszą moim zdanie z takich chwil była ta, gdy pod koniec naszego wyjazdu trafiliśmy na dwie Polki z których jedną znałem z widzenia z własnej dzielnicy! Jeżeli chodzi o to kogo jeszcze napotkaliśmy na szlaku to do najciekawszych zdarzeń tym razem bez udziału Polaków doszło, gdy któregoś noclegu zagadaliśmy się w ogólno światowym machanym języku z jednym z pasterzy który prosił, by zrobić mu zdjęcie, a potem wysłać na podany przez siebie adres, co też uczyniliśmy.
Podsumowując w czasie całego wyjazdu pokonaliśmy dystans około 90 km. o znacznych różnicach wysokości. Przy pięknej pogodzie udało nam się zdobyć dwa najwyższe szczyty Rumunii Moldovean i Negoiu, a przy tym niezliczoną ilość skalnych grani, po których większość ludzi nawet bez plecaków nie zdecydowała by się na przejść. Dane nam było podziwiać wschody i zachody słońca otoczeni przez dziewiczą jeszcze przyrodę w miejscach gdzie nie trudno o lęki przestrzenne. Wszyscy wróciliśmy do domów niemiłosiernie spieczeni słońcem z obolałymi nogami i rękoma – od łapania stopa;) Nade wszystko jednak z uśmiechem od ucha do ucha.
Na koniec chciał bym podziękować osobą które razem ze mną wzięły udział w tej wyprawie, czyli Mary i Pawłowi. Wszyscy okazali się wspaniałymi kompanami, a także ludźmi o wielkim harcie ducha i wytrwałości. Podziękowania należą się również kierowcom którzy widząc człowieka wystawiającego rękę w geście - we’re cool take as please. Zatrzymuje samochód i pyta – Dokąd was zabrać? Tak naprawdę to głównie dzięki takim osobom wyjazd ten był możliwy do zrealizowania. Jeszcze raz dziękuję za wspólna podróż i życzę miłego oglądania zdjęć.

p.s. Jeśli widzicie jakieś błędy proszę poinformujcie mnie o nich...

- KONIEC -

zdj1
zdj2
zdj3
zdj4
zdj5
zdj6
zdj7
zdj8
zdj9
zdj10
zdj11
zdj12
zdj13
zdj14
zdj15
zdj16
zdj17
zdj18
zdj19
zdj20
zdj21
zdj22
zdj23
zdj24
zdj25
zdj26
zdj27
zdj28
zdj29
Komentarze wyjazdu
Maria Radzimierska
Mary
gość
6538820   t3w@wp.pl   
zdecydowanie niezapomniane chwile... :) :: 2007-09-03 01:35:56
...w sobotni wieczór po telefonie Łukasza, oznajmiającym że ekipa jest nie 8 lecz 3 osobowa... miałam mieszane uczucia...przyznaje

Jako jedyna dziewczyna, z dość małym wspinaczkowo-górskim doświadczeniem obawiałam się że sobie nie poradzę kondycyjnie...
Plecak stał już jednak spakowany, ja psychicznie nastawiona, no i perspektywa przeżycia wspaniałej przygody nie pozwoliły mi pomyśleć nawet o rezygnacji z "tripu".
Gdy w Avrig, u podnóża gór, niespodziewanie z 3osobowej została 2osobowa ekipa , ponownie przyszły mieszane uczucia; jak dalej będzie wyglądała nasza eskapada?...

Cóż... dziś trudno mi opisać niektóre chwile (choć Łukasz we wstępie zrobił to perfekcyjnie), a z wyjazdu nie zamieniłabym ani sekundy :))
Uważam, że każdy widok i miejsce noclegu były warte każdej minuty wysiłku i poświęcenia a nawet ran jakie w nie włożyliśmy.
Również sama podróż autostopem, pozostaną na długo w mojej pamięci dzięki poznanym kierowcą i głębokim rozmową jakie mogliśmy
z niektórymi z nich przeprowadzić...

Na koniec największe podziękowania za wspaniałe towarzystwo i niezapomnianą przygodę kieruję do Łukasza i Pawła... "dziękuję" chłopaki :))
Hanna Arendt
Hanka
klubowicz
444722   hanna.arendt@wp.pl   www.zawszezarece.pl  
autostopu magia.. :: 2007-09-04 13:38:10
1. Mary zapraszamy teżna inne wypady - pa takich przejściach to już wszystko możńa :)
2. Autostopowego tripu i Rumunii Wam zazdroszczę, ale niestety nie mogłam jechać :(
3. mam andzieje że macie więcej foteczek!!