glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Wrześniowa grecka wyspa Thassos
termin: 02-15 IX
sezon: Wakacje 2005
Thassos
Autor tekstu: Maciej Rynkiewicz, poprawki: Kamila Tarach
Autor zdjęć: Paulina Samulak, Kamila Tarach, Ola Wilińska, Maciej Rynkiewicz

dzień 1. 02 IX 2005
Około godziny 17 spotkaliśmy się na dworcu PKP we Wrzeszczu w składzie: Paulinka, Karol (Kijana), Jacek (Puc), Jurek (Cukierek) i ja - Maciek (Cox).
Naszym pierwszym celem podróży była Bielsko Biała. Jechaliśmy pociągiem do Iławy by spędzić tam upojne półtorej godziny w "Sali Konsumpcyjnej" grając w kości i jedząc kanapki popijane kawą z cukrem.
Po znalezieniu wolnych miejsc w pociągu relacji Ełk - Bielsko Biała zajęliśmy się mniej ciekawymi zajęciami jak np. czytaniem gazet czy spaniem. Podróż przebiegła bez większych rewelacji :)

dzień 2. 03 IX 2005
Parę minut po 6 rano nasz pociąg zatrzymał się na docelowej stacji. Piętnaście minut przed czasem zbiórki przyjechał autokar. Zajęliśmy jedne z ostatnich wolnych miejsca i w drogę. Jechaliśmy przez Słowację, Węgry, Serbię, Bułgarię aż do Grecji, oglądając przez szyby autokaru min. Budapeszt i Belgrad.

dzień 3. 04 IX 2005
Około 9 rano dojechaliśmy do promu, którym w 30 min dostaliśmy się na naszą wyspę Thassos, tam jeszcze godzinka krętymi górskimi drogami i byliśmy na campingu Golden Beach. Ze względu na sprawy organizacyjne na miejscu musieliśmy poczekać trochę aby dostać się do miejsca naszego noclegu, zwanego namiotem. Czas ten poświęciliśmy na kąpiel w krystalicznie czystej, morskiej wodzie.
Pierwszego wieczora po zjedzeniu obiadu z typowo polskiej kuchni delikatnie zakrapianego greckim winem, udaliśmy się na mały spacer do miejscowości o nazwie Skala Potamia. Mała grecka nadmorska wioska, nastawiona na turystów - stosunkowo dużo barów, restauracji i sklepów z pamiątkami. Tej nocy padliśmy dość szybko, 45 godzin podróży robi swoje...

dzień 4. 05 IX 2005
Nie marnując czasu zaraz po śniadaniu poszliśmy do Potami - wioski górskiej oddalonej od nas o około 4km. Po drodze napotkaliśmy typowe greckie kościółki, delektowaliśmy się rosnącymi przy drodze winogronami i figami. Na miejscu zwiedziliśmy kościółki Ag. Georgios i M. Ag.Dunitriou. Wróciliśmy naturalnie pieszo, by po zjedzeniu zupy oddać się słodkiemu "nic nie robieniu" na plaży. Paulinka i Jurek udali się na krótki spacer do wioski rybackiej o nazwie Chrysi Ammoudia.
Sam wieczór upłyną pod znakiem integracji naszego turnusu. Przed naszym namiotem powstał duży stół, przy którym siedziało, rozmawiało i biesiadowało około 36 osób.

dzień 5. 06 IX 2005
Po spożyciu posiłku zwanego śniadaniem odbyliśmy spacer górskimi drogami do stolicy wyspy, co ciekawe spotkaliśmy chyba 4 różne nazwy tej miejscowości: Limenas, Lime, Thassos Town, Thasos. Na trasie spotkaliśmy Greków pracujących w kopalniach odkrywkowych marmuru, wywrotki Caterpillary z kołami wyższymi od nas, a na końcu trasy wysypisko śmieci :)
Na miejscu pożywiliśmy się herbatnikami i mlekiem, by pó?niej zwiedzić najciekawsze zabytki stolicy Limenas. Kolejny krok to podróż autokarem do Panagii – pięknej, górskiej, typowo Greckiej wioski, tam krótki postój na piwko i dość oryginalne zejście tzn. "na przełaj". Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ciężko tam się poruszać nie po drogach/ścieżkach, bo wszystko zarasta malinami, kłującymi krzewami itp. Zejście ze zbocza, zaowocowało pociętymi i podrapanymi nogami... które pó?niej dawały o sobie znać w słonej wodzie morza :)
Wieczór upłyną niezwykle spokojnie na piciu soków i dyskutowaniu z żeńską częścią grupy z Warszawy.

dzień 6. 07 IX 2005
Tego dnia ekspedycja z Gdańska kierowała się na najwyższy szczyt wyspy Psario 1206 m.n.p.m. (my znajdowaliśmy się na 0 m.n.p.m.:)).
O 8:10 już szliśmy w stronę skalistych zboczy pasma górskiego Pasarion Oros, pogoda dopisywała, bo nie było strasznie gorąco, a na niebie pojawiło się troszke chmur, które przysłoniły palące słońce. Wchodziliśmy...pierwsze i jedyne duże przewyższenie (na około 300 metrach długości robimy 500 metrów w górę). Krótki postój u stóp szczytu o nazwie po przetłumaczeniu: Prorok Eliasz.
Pó?niej już mniej lub bardziej trzymając się dość skąpo oznaczonego szlaku szliśmy po grzbiecie, delektując się pięknymi widokami... U stóp szczytu Psario zrobiliśmy półgodzinny postój na popas, przy jakimś schronisku/bacówce czy czymś tego pokroju (niestety było zamknięte). Z tego miejsca mieliśmy jeszcze 300 metrów przewyższenia.
Około godziny 14 dotarliśmy na szczyt, gdzie znajdowała się podstawa pod radar wojskowy (nie powstał po protestach mieszkańców wyspy), a raczej to co z niej zostało. Okazało się, że miejscowi bardzo go tam nie chcieli. Śruby, którymi był przymocowany były przepiłowane, tylko parę było całych...to zdecydowanie onieśmieliło nas do wejścia na samą górę tej konstrukcji. Krótki wpis do księgi, parę zdjęć i powrót na obiad. Wieczorem po opowiedzeniu wrażeń z wyprawy poszliśmy spać...

dzień 7. 08 IX 2005
Był to dzień nic nie robienia...spędziliśmy go na obijaniu się w różny sposób - grając w karty, kości, jedząc orzeszki itp.
Wieczorem natomiast oddaliśmy się biesiadowaniu przy wspólnym stole, pijąc polskie specyfiki wysokoprocentowe.

dzień 8. 09 IX 2005
Rano udaliśmy się do Skala Potami, gdzie wypożyczyliśmy 3 skutery. Około godziny 11 wyruszyliśmy w "tourne" do dokoła wyspy. Po drodze piękne widoki, parę małych postojów by popodziwiać uroki tamtejszej przyrody.
Pierwszy większy postój to klasztor. Przy wejściu dostaliśmy: Paulinka spódnicę a Cox takie śmieszne długie spodnie. Widok z klasztoru piękny... Dokonaliśmy zakupu paru pamiątek i pojechaliśmy dalej.
Następnie Alik, gdzie oglądaliśmy największe z dostępnych na wyspie wykopaliska archeologicznych. Było około godziny 13 kiedy nasze brzuchy podpowiedziały nam, że to czas na posiłek... podjęliśmy decyzję: "Jedziemy do Limenari i tam coś zjemy". Tam też po krótkiej rozmowie (po Polsku) w biurze podróży Słowacko-Czeskim zostaliśmy skierowani na jedzonko do hotelu i restauracji Agali, gdzie też się udaliśmy. Pyszne jedzonko wybrał nasz ekspert od potraw greckich - Jurek. Po pysznym posiłku z lodami na deser skierowaliśmy się dalej na północ do Kalivi, gdzie niestety muzeum Metaxy było zamknięte - standardowy powód - sjesta.
Nie pozostało nam nic więcej jak odkręcić gaz do końca i jechać dalej.
Po drodze zawitaliśmy jeszcze do Prinos, skąd rozciągał się piękny widok.
Podsumowując: zrobiliśmy około 120km, podróżowaliśmy średnio z prędkością 60-70km/h, użądliły nas w sumie 2 pszczoły. :) Po obiado-kolacji poje?dziliśmy jeszcze troszkę po okolicy wożąc jednośladami współmieszkańców obozu.
Wieczorem duża grupa obozu udała się na zorganizowaną wycieczkę ze zwiedzaniem stolicy nocą i imprezę. My natomiast z resztą osób, które zostały na miejscy zaczęliśmy długie nocne dyskusje.
Ze względu na stosunkowo ciężki dzień ludzie zmęczeni wykruszali się spać...ostatecznie zamykając tą noc poszedłem spać o 3.
Nic nie wskazywało, że ta noc może być inna od wszystkich...ludzie wracający z imprez nocą, śmiechy hihy - standard :) Aż tu nagle...słyszymy donośne wołanie koleżanki z namiotu obok: "RoooBeeeeeRT!!" tak powtórzyła chyba ze 3 razy... Nie ruszyło nas to bardziej, nagle jednak krzycząca koleżanka powiedziała: "czy nikt mnie nie słyszy z tego namiotu?", po czym usłyszeliśmy już tylko otwierający się zamek w naszym namiocie. Po chwili ujrzeliśmy stojącą nad nami postać ubraną na biało, która zaczęła wręcz na nas krzyczeć, że ona szuka Roberta (jej chłopak), i on na pewno u nas jest :) Żeby tego mało było...mówiła coś jeszcze, że chcemy 14 a nie 15 euro za coś płacić, tylko nie dało się z nią dogadać za co miała być ta opłata...:))) Została delikatnie wystawiona za namiot... rano tego nie pamiętała... :)))

dzień 9. 10 IX 2005
Był to dzień ogólnej laby :) posiedzieliśmy na plaży, pograliśmy w karty i kości. Po zachodzie słońca udaliśmy się na "Wieczór Grecki", gdzie zjedliśmy pyszną kolację, napiliśmy się wina i ouzo, a także pooglądaliśmy greckie tańce miejscowego zespołu tanecznego. Dla podtrzymania imprezowego klimatu wieczoru poszliśmy do miejscowej dyskoteki o nazwie "Molos" gdzie spotkaliśmy 3 naszych obozowiczów.

dzień 10. 11 IX 2005
Odbyliśmy spacerek do Panagii - moim zdaniem najpiękniejszej wioski wyspy Thassos, odwiedziliśmy także plażę by wygrzać swoje stare kości. Kupiliśmy pierwsze pamiątki a wieczorem odbyła się wspólna impreza na plaży.

dzień 11. 12 IX 2005
Od rana byliśmy na plaży, gdzie graliśmy w piłkę w wodzie, opalaliśmy się, oddawaliśmy się długim rozmowom...niektórzy czytali książki. Takie psychiczne nastawienie na to, że już jutro trzeba wracać :(
Wieczorem, produkcja sosu Tzatziki, który zjedliśmy z chipsami i pysznymi bułkami z gyrosem z knajpy "u Słowaka" :)))
Długie dyskusje i śpiewy prowadziliśmy w składzie: kozacy ze Stolicy z kozakami z Wybrzeża a także delegacja dwu-osobowa ze Śląska. Nasza zielona noc zakończyła się o godzinie 7 rano - bo wtedy to właśnie ostatni osobnicy delegacji Warszawskiej i Gdańskiej poszli spać :)))

dzień 12. 13 IX 2005
Musieliśmy wracać... :( wyjazd był o godzinie 17... cały dzień trzeba było coś robić, więc wspólnie siedzieliśmy i sączyliśmy piwko napawając się pięknem otaczającej przyrody :)
Podróż powrotna...oglądanie filmów, wymiana kontaktów, umówienie terminu wspólnego grilla w Warszawie :)

dzień 13. 14 IX 2005
Bardzo długi powrót, bo samym autokarem przejazd zajął nam 32 godziny. W Katowicach byliśmy o 24:00.

dzień 14. 15 IX 2005
O 00:01 żegnaliśmy się ze wszystkimi...na krótko bo wiedzieliśmy, że już za 5 dni zobaczymy się z lud?mi z W-wy :)
O 0:48 wsiedliśmy do pociągu relacji Przemyśl Główny - Świnoujście, my jechaliśmy nim tylko do Poznania, gdzie zjedliśmy śniadanie i po godzinnej przesiadce pojechaliśmy dalej osobowym już do Bydgoszczy, by tam przesiąść się już na bezpośredni do Gdańska.
Cała podróż powrotna zajęła nam dokładnie 47 godzin :)
Całość wyjazdu ujmę w 2 słowach: było cudownie!!
zdj1
Wyspa Thassos z promu.... (04 IX 2005)
zdj2
Jeździ z nami wszędzie :) (04 IX 2005)
zdj3
Kijana zajadający się figami. (05 IX 2005)
zdj4
Kościółek w Potamii (05 IX 2005)
zdj5
W drodze do stolicy wyspy - widok na naszą zatokę (06 IX 2005)
zdj6
Troche pyłu było na drodze :P (06 IX 2005)
zdj7
Stolica - Thassos Town :) (06 IX 2005)
zdj8
Panagia (06 IX 2005)
zdj9
Zejście na przełaj... (06 IX 2005)
zdj10
Podejście pod najwżyszy szczyt Psario - w tlen szczyt Prorok Eliasz (07 IX 2005)
zdj11
Widok z podejścia, w oddali widać stolicę wyspy (07 IX 2005)
zdj12
Jurek na szlaku... (07 IX 2005)
zdj13
Oznaczenia szlaku (07 IX 2005)
zdj14
Ostatnie podejści...(07 IX 2005)
zdj15
Wpisujemy się do księgi na szczycie :)(07 IX 2005)
zdj16
Na mapie szczyt zaznaczony kółeczkiem :) (07 IX 2005)
zdj17
(07 IX 2005)
zdj18
Żeby nie zostac gołosłownym :) śruby od mocowania radaru :) (07 IX 2005)
zdj19
Integracja pełną gębą - Ola i Puc (08 IX 2005)
zdj20
Skuterki na których objechaliśmy całą wyspę (09 IX 2005)
zdj21
Wykopaliska w Alikach (09 IX 2005)
zdj22
:) (09 IX 2005)
zdj23
Wieczór grecki (10 IX 2005)
zdj24
Gdańsk i Warszawa na wieczorze greckim (10 IX 2005)
zdj25
Od lewej Tomek (ze Śląska), Paulinka, Kijana, Cox (12 IX 2005)
zdj26
Produkcja Tzazików (12 IX 2005)
zdj27
Biesiadowanie ostatniej nocy...(12 IX 2005)
zdj28
Gdańsk, Warszawa, Śląsk :) (12 IX 2005)
zdj29
oczekiwanie powrotu do domu... (13 IX 2005)
zdj30
:))) (13 IX 2005)
Komentarze wyjazdu
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
wyjazd... :: 2005-12-02 19:24:21
przeszlismy nie jeden szlak (jesli tak to mozna nazwac)
wypilismy nie jedno winko do kolacji (3l czarna apelia rządzi :P)
na plazy przelezelismy nie jedna godzine :)
nie jedna noc przegadalismy i przespiewalismy :)
nie jedna ciekawa osobe poznalismy..... :>

bylo super, zapraszam w przyszlym roku ;-) tez cos wymysle i zorganizuje ;P
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
... :: 2005-12-06 20:27:37
ale tym razem trochę bliżej, np. do... Łeby? hehehehehhe :P