glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Szlakiem czerwonej oranżady
termin: 09 VII
sezon: Wakacje 2005
Rewa
Autor tekstu: Michał Rynkiewicz
Autor zdjęć: Maciek/Michał Rynkiewicz

Pomysł rajdu zrodził się cokolwiek spontanicznie, po dojściu do wniosku, iż taką ładną pogodę szkoda zmarnować. Cel rajdu został ustalony nadzwyczaj szybko - Rewa. Dlaczego? Bo tak! Meeting point wyznaczyliśmy w stylu westernowym - pod ETC na godzinę 12:00... W samo południe! Stawiliśmy się my dwaj oraz Magda. I tymże skromnym peletonem przyszło ruszyć naprzód, ku dzikim ostępom Kępy Oksywskiej oraz równie dzikim hordom turystów w Rewie.
Przejazd do Gdyni wiódł standardowym szlakiem nadmorskim, przez centrum, port, aby finalnie zakończyć się premią górską na Pogórze. A wraz z ostatnimi metrami premii skończyła się i Gdynia. Płaskowyż na północ od portowego miasta, gdzie we wrześniu 1939 roku polscy żołnierze i marynarze ostro tłukli niemieckich (i vice versa) otwierał się przed nami. (Nieco wcześniej otworzył się sklep, gdzie zakupiono wodę mineralną sztuk 3, kefir sztuk 1, napój owocowy sztuk 1, czekoladę sztuk 1 oraz baton typu Bajeczny sztuk 1.)
Z Pogórza odbiliśmy na Suchy Dwór, po czym starą, obsadzoną równie wiekowymi drzewami drogą gruntową na Dębogórze. O właściwości kierunku upewnił nas tubylec-cyklista zagadnięty po drodze. Droga wyra?nie wskazywała na bliskość powiatu wejherowskiego, gdzie wszelkie boczne szlaki komunikacyjne wyglądają jak usłane lejami po bombach... Ale cóż można zrobić, trzeba jechać dalej. Kawałek za Dębogórzem wróciliśmy na asfalt i mijając znacznych rozmiarów cmentarz dotarliśmy do krzyżówki. W jednym tylko kierunku wiodła okrutnie piaszczysta droga... I to był niestety nasz kierunek na Mosty, a z nich znów asfaltem kilka kilometrów prosto do Rewy, wśród uroczych stad blachosmrodów o wielkiej różnorodności tablic rejestracyjnych.
Czym przywitała nas Rewa? Tym, czym każde nadmorskie miasteczko (wiocha). Czyli pełno ludzi, gofrów, lodów, dmuchanych kół plażowych, widokówek i takich tam pierdół. :P Znale?liśmy sobie kawałek miejsca na plaży na charakterystycznym rewskim cyplu, zaparkowaliśmy bolidy napędzane siłą mięśni i oddaliśmy się błogiemu lenistwu. Posileni czerwoną oranżadą, parówkami oraz chlebem zakupionym, zażyliśmy podwójnej kąpieli (Magda i ja, Maciek spasował). Czas było się jednak zbierać, bo mimo, iż miło się siedziało i trzaskało na mahoń (bo wyglądaliśmy, jak dzieci młynarza albo informatycy na urlopie), to pora na powrót nadchodziła.
Z Rewy wyruszyliśmy na Mosty, tam w lewo na Mechelinki, które zaczęły się 200 metrów wcześniej niż skończyły się Mosty (ktoś tam chyba zdrowo się rąbnął przy stawianiu tablic). W Mechelinkach skręcając na gruntówkę, obraliśmy kierunek na Pierwoszyno, dalej szosą do Kosakowa, gdzie zrobiliśmy sobie krótką przerwę na cmentarzu przy mogiłach obrońców Kępy Oksywskiej. Z Kosakowa uciekliśmy przed blachosmrodami na polną dróżkę, zaś w oddali majaczyły już bloki Obłuża. Stamtąd pomknęliśmy w dół do centrum, a by zahaczając o Skwer (podobno przebywać miały tam pewne osoby), pomknąć prosto do domów. Z tą małą różnicą, że Magda i Maciek zajrzeli jeszcze do Koliby na Bazunę (gdzie spotkali resztę GDAKKów), a ja do Greena, aby obejrzeć Grand Prix Czech na żużlu.
Dystans rajdu wyniósł osiemdziesiąt-kilka kilometrów pod palącym słońcem kaszubskiego wybrzeża.
zdj1
Industrial Zone of Gdynia
zdj2
zdj3
zdj4
zdj5
zdj6
zdj7
zdj8
Cypel Rewski
zdj9
Cel podróży - plaża w Rewie z czerwoną oranżadą w dłoni.
zdj10
zdj11
zdj12
W tle piękny widok z Kępy Oksywskiej....
zdj13
....tutaj lepiej widoczny.
zdj14
zdj15
"Buszujący w zbożu"
Komentarze wyjazdu