glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Obóz w Czeskim Raju
termin: 11 - 20 VII
sezon: Wakacje 2004
Czeski Raj
Autor tekstu: Tomek Radzikowski
Autor zdjęć: Wojtek Najmowicz, Tomek Radzikowski

Wszystko zaczęło się od idei wyjazdu wakacyjnego. "Hhmm... Gdzie by tu pojechać?... Może na stronce jakiegoś klubu studenckiego coś będzie. SKPT, Fify, Gdakk. Ten ostatni ma dziwną nazwę. O jest: 'Obóz wędrowny: Czeski Raj'." Tak pewnie zaczęła się przygoda kilkunastu osób, które 11 lipca na 20.30 stawiły się z pełnym ekwipunkiem na dworcu w Gdyni Głównej. Było nas 21 plus kilka Gdakków udających się gdzieś na imprezę. Gdy przybył organizator udaliśmy się na peron 4, gdzie właśnie wjeżdżał bardzo długi pociąg pośpieszny do Prahy, Jeleniej Góry, Szklarskiej Poręby i Berlina. Organizator bez problemu znalazł nasze wagony - ponoć dzień wcześniej sprawdzał, które są do Szklarskiej - dziwak ;) W Tczewie dosiadł się do nas TaZZ.

I tak zaczęła się krótka impreza w pociągu, dla wielu baaardzo śpiaca ;) Do Szklarskiej dojechaliśmy przed czasem. Na dworcu czekały: Agnieszka (z Wrocławia) i Sylwia (z Lublina). Po oficjalnym rozpoczęciu obozu na dworcu, zakupach i szybkich oględzinach połączeń autobusowych do Jakuszyc/Harrachova zdecydowaliśmy się iść pieszo. Trasa nie była łatwa. Dla niektórych skończyła się techniczną awarią i wcześniejszym powrotem do domu :( W Harrahovie udaliśmy się na pyszny obiad (dla większości: Smażeny Syr z Hranolkami i ciemnym piwem), a potem na bardzo odległą stację. Podróż do Jinolic minęła bez zarzutu (tylko te upierdliwe przesiadki). Wieczorem doszliśmy do campingu, na którym nocowaliśmy. Podczas rozbijania namiotów okazało się, że w klubowym namiocie nie ma szpilek. Zaczęła się szybka wymiana szpilek i namiot Gdakka jakoś stanął. Ale pech nas nie ominął. Po chwili PrezX jęknął i przeklnął - okazało się, że w jednym z jego namiotów też nie ma szpil ;) Skończyło się na struganiu kijków i wilgoci w namiotach rano. Wszystko na siebie wziął Radzik, który rano pieszo udał się do... Jicina (6 km) do sklepu sportowego ;) Następny dzień minął nam na bieganiu po Prachovskich Skałach (ponoć mieszkał w nich Rumcajs). Po zwiedzeniu i obiedzie w Turistickiej Chacie udaliśmy się szlakiem czerwonym przez ruiny zamku Parez i Mladejov do pola namiotowego pod Troskami (teren brodacza o przydomku Rumcajs). Tu spędziliśmy wieczór na graniu i śpiewaniu (z Czeszkami lekko podchmielonymi). Nastąpiły również niewielkie rotacje w namiotach... Następnego dnia poszliśmy na zamek Trosky (cóż za widoki, organizator powiedział, że zamek stoi na dwóch skałach powulkanicznych - faktycznie dziwnie czarny kolor miały). Po zwiedzeniu Patrycja z Olą stwierdziły, że nie warto pokonywać natępnego odcinka pieszo lecz pojechać samochodem. Reszta zaś udała się tradycyjnie pieszo na zamek Kost (czyt. Kość). Po drodze TaZZ z Radzikiem zażyli kąpieli w jednym z rybników. Na zamku spotkaliśmy Olę i Patrycję, które zostały przywiezione Jaguarem (warto pozazdrościć). Po posiłku udaliśmy się zwiedzać zamek. Przewodnik powiedział, że jest to najlepiej zachowany gotycki zamek Europy środkowej. Zwiedzaliśmy (na własne życzenie) lochy i podziemia zamku. Na końcu czekała na nas niespodzianka: sześć ptaków (o ile dobrze pamiętam puszczyk, jastrząb, sokół, pustułka, myszołów i wielki kruk). Po zwiedzeniu czekał nas jeszcze szeąciokilometrowy odcinek do pola namiotowego we Novej Wsi. Nocowaliąmy nad pięknym rybnikiem (klimaty trochę mazurskie). Wieczór minął na pogawędkach i wspólnych śpiewach przy ognisku. Rano obudził nas deszcz i przekleństwa Radzia. Okazało się, iż jednowarstwowy namiot TaZZa nie wytrzymał porannej ulewy ;)

Po śniadaniu ruszyliśmy w dalszą drogę - do zamku Valecov. Trasa nie była łatwa szczególnie dla dziewczyn: Ani, Oli i Pati. Błota, trzęsawiska i inne takie utrudniały szybki marsz z plecakiem. Na szczęście chłopacy im pomogli (co one by bez nas zrobiły :) ). Na zamku musieliśmy zmienić nasze plany. Okazało się, że nie wolno nocować tam gdzie chcieliśmy (pod sceną). Nastąpiła szybka zmiana planów. Grupa się podzieliła: kadra obozowa ;) została pod zamkiem, a reszta poszła na obiad do baru. Po posiłku zwiedziliśmy zamek. Nie da się opisać uczucia gdy stało się w okienku nad przepaścią. Po obfoceniu i zwiedzeniu wszystkich zakamarków ruszyliśmy dalej. Trasa przebiegała przez malowniczą wioskę Bunclava, górę Smrkovec i Hynsta (wykuta w skale pustelnia). Tereny wręcz baśniowe: ogromne świerki, szumiące strumyki, skały z ruinami zameczków, piękne widoki. Hhhmm trzeba tam wrócić ;) Miejsce, w którym nocowaliśmy okazało się EURO - CAMPINGIEM. Odradzam nocowania w czymś takim: wysokie ceny, cisza po 22, zakaz gry na gitarze itd. :(. Taki nocleg nie pasuje do GDAKKów! ;) Żeby wyszło taniej rozbiliśmy jeden namiot mniej. Niektórzy spali w pięć osób w trójce (zdjęcie) - było wesoło! Następnego dnia udaliśmy się bez trzech dziewczyn (Sylwii, Marzeny i Animy) oraz Basi i Pawła H. na Drabske Svetnicky. Jest to piękna skalna grań ucięta 100 metrową przepaścią w stronę rzeki Jizery. Na najbardziej niedostępnej i wysuniętej skale Czesi wybudowali w XIII wieku zamek (Drabske Svetnicky). Dziś po zamku pozostały nikłe ślady murów i wykute w skale najniższe pomieszczenia zamkowe. Powrót był iście Gdakkowski (prawie na azymut i systemem Marszobiegu :) ). Po drodze zahaczyliśmy o dzikie sady czereśni, wiśni i jabłek. Wielka to była uczta! Obiadek w restauracji w Prihrazach był całkiem smaczny, ale obsługa fatalna (wtajemniczeni wiedzą). Potem udaliśmy się jako KTA (Klub Turystyki Asfaltowej :) ) do wsi Kacanovy, gdzie mieliśmy nocować. Dziewczyny pokazały co potrafią i na miejsce dotarły pierwsze. Na polu namiotowym okazało się, że nie ma już wolnych miejsc. Znale?liśmy nocleg tuż obok na polu jednego z pobliskich gospodarstw. Gospodyni okazała się bardzo miła (niedość, że nocowaliśmy za friko, to jeszcze dostaliśmy pełno pysznej wody ze studni). Wieczorem organizatora ukąsiła osa i musiał pojechać na pogotowie do Turnova. Ponoć jest uczulony na histaminę. Pojechali z nim Tomek i Michał. Do Turnova dojechaliśmy autobusem. Dalej trzeba było iść pieszo. Drogę wskazał nam konduktor, który wręcz kawałek nas odprowadził! Po drodze weszliśmy do Vecernych Potravin (coś w rodzaju naszego nocnego, ale czynnego do 23 :) ). W szpitalu okazało się, że muszą Radzia podłączyć pod kroplówkę! Na szczęącie nie było to nic poważnego i po dawce czegoś w żyłę, kąpieli w szpitalu i obejrzeniu telewizji ruszyliśmy z powrotem. Tym razem już nie było autobusu i trzeba było te sześć kilometrów pokonać pieszo! Rano PrezX, Asia i Sylwia nas opuścili :( . Ola z Pati poświęciły się dla dobra grupy zabrały nasze namioty i udały się do Turnova ćSADem. A my po kąpieli w basenie ruszyliśmy wedle planu szlakiem przez Hrubą Skałę i Valdstejn.

Hruba Skała okazała się pałacem na skale, a Valdstejn pięknym starym zamczyskiem. Decyzją "starszyzny" zdecydowaliśmy się zwiedzić tylko Valdstejn. W Turnovie zrobiliśmy zakupy, posililiśmy się i poszliśmy na pociąg do Małej Skały, gdzie mieliśmy nocować. Pociąg przyjechał przepełniony, ale nam udało się dostać do środka. Obok nas jechała grupa Czechów, wracających z wesela - oj wesoło było! W Małej Skale okazało się, że zniknął portfel z naszą kasą. Pierwsza myśl: został w pociągu. Radzio z Kubą udali się na dworzec. Pani zawiadowca powiedziała, że pociąg zaraz będzie wracał i faktycznie: zatrzymała pociąg czerwonym światłem i machała czerwoną flagą. Przetrzepaliśmy cały pociąg, ale portfela niet. Wracając spotkaliśmy jedną ze znajomych osób z wesela z portfelem. Cóż za impreza to była potem! Rano udaliśmy się niebieskim szlakiem na górę Drabovna kryjącą wśród gęstych zarośli skałę z reliktami starosłowiańskiej osady. Stąd udaliśmy się dalej na zamek Frydstejn. Po drodze minęliśmy pola jagód, sady z jabłkami (niestety niesmacznymi) i czereśniami. Skończyło się na potyczce słownej z gospodarzami ;)

Zamek Frydstejn to wielka królewska twierdza z XIII wieku. Jej wrót strzegł staruszek sprzedający bilety. Zwiedzanie zamku wyglądało co najmniej dziwnie. Każdy znalazł sobie jakiś zakamarek, gdzie się wylegiwał :) . Tylko nieliczni biegali i wspinali się na mury i skałki. Z zamkowej wieży roztaczał się piękny widok na kluczącą wśród wzgórz rzekę Jizerę, wschodnią część Czeskiego Raju (zamek Trosky, Hrubą Skałę, Valdstejn itd.) oraz majaczące w oddali Karkonosze. Po zwiedzeniu zamczyska zaczęliśmy schodzić z powrotem. Po drodze czekały na nas nie lada atrakcje: ruiny zamku Vranov i kapliczka zwana Pantheonem. Mijaliśmy również piękne skałki zwane Vranovskim hrbenem (na części z nich stanęła polska stopa :) ). Po powrocie do Małej Skały dziewczyny przygotowały obiad (makaron ze wszystkim ;). Ale było pysznie!

Wieczór minął na imprezowaniu, kąpieli w Jizerze itp. Rano musieliśmy wstać bardzo wcześnie. Pociąg do Prahy odjeżdżał o 7.10. Podróż minęła raczej sennie. Dopiero przed Prahą dosiedli się do nas czescy turyści, którzy zaczęli grać na gitarze. W Pradze podzieliliśmy się na kilka grup. Jedna to Prascy bywalcy, którzy wsiedli w tramwaj i gdzieś pojechali ;). Dwie kolejne zaczęły zwiedzanie Prahy. Zwiedziliśmy chyba wszystko, co się dało. Największą atrakcją dla Radzika i TaZZa okazał się supermarket. Obładowani siatami z piwem i innymi rzeczami stawiliśmy się na dworcu. Jeszcze wspólna fota z polską flagą na peronie i ... gwizdek konduktora. Jakość podróży w czeskich pociągach pozostawia wiele do życzenia (wagony gorsze od polskich), za to prędkości (nawet w górach) są kosmicznie wysokie! I tak obóz letni zaczął dobiegać końca. W Kłodzku wysiadły: Ola, Ania, Inka i Ania S. Reszta podróży minęła na odsypianiu.

Jako organizator chciałem wszystkim serdecznie podziękować. Grupa była bardzo wytrwała i cierpliwa. Wszystkim GDAKKom dziękuję za pomoc!
zdj1
zdj2
zdj3
zdj4
zdj5
zdj6
zdj7
zdj8
zdj9
zdj10
zdj11
zdj12
zdj13
zdj14
zdj15
zdj16
zdj17
zdj18
zdj19
zdj20
zdj21
zdj22
zdj23
zdj24
zdj25
zdj26
zdj27
zdj28
zdj29
zdj30
Komentarze wyjazdu