glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Rajd do Serca Kaszub:)
termin: 17-18.11
sezon: Jesień 2007
1.19457E+09
Autor tekstu: Adam Kępa- mistrzu słowa:)
Autor zdjęć: Kazik, Baszaninio, Kris -same gwiazdy:)

Rajd Wieżyca-Kościerzyna 17-18. listopad 2007

Ażeby Cię zachęcić do przeczytania tej króciutkiej relacji, uchylę rąbka tajemnicy i napiszę, że będzie dużo sexu, przemocy i narkotyków, czyli to co wyzwoleni studenci lubią najbardziej ;P

Na początku jednak, był mroźny przeciętny poranek, a my byliśmy młodzi, czego jednak nie za bardzo dało się odczytać z zaspanych twarzy. SKM o nieludzkiej 6.25 ruszyła z Gdańska, po drodze zabierając póki co wraki. Dla rozruchu sprawdzono nam bilety. Rozrywką mógł być mandacik dla Asi, niestety bilet się odnalazł ;P Na Gdyńskim dworcu, znów zwolnienie akcji, pierwsze niemrawe foto, w końcu wbrew zapewnieniom Organizatorki, zastajemy nasz pociąg aż pięć minut przed planowanym odjazdem już na peronie! W wynikłej już później z tego dyskusji Baszan przekonał nas, że ten skład jednak jeździ czasem punktualnie, bo on sam kiedyś spóźnił się o minutę. Nie był to niestety szynobus, a stary przedziałowiec, z czego zaraz Kaźmierz wywnioskował, że w PKP musi działać jakaś komórka monitorująca naszą stronę internetową. Jak dajemy zapowiedź, to oni dają skład dla kibiców. Rozglądałem się bacznie, ale zważywszy na ostatni rajd do tego momentu żaden pies się jeszcze nie pojawił. Podróż jak podróż, Katka w pozycji na lumpen proletariat próbowała odespać nocne przygody z klejeniem map dla kursantów, do tego rozsiewała jakieś wirusy, Rybek udawał, że nikt nie chce go zabić za nie zabranie anteny do TV, na którym to telewizorze w szkole mieliśmy wieczorem oglądać mecz, Kris świrował, ze swoim nowym aparatem, Michał pewnie marzył o partyjce w tysiąca, Kazik wyciągnął statyw, więc przy nim zostanę. Pojawił się pomysł, nagrać filmik, no ale co zrobić by było to efektowne? Oczywiście statyw z aparatem za okno! Dzięki temu zrozumiałem co znaczyło stwierdzenie: „wymieniam aparat, tak średnio co 1-1.5 roku”. Efektowny młynek, od podwozia wagonu, po jego dach, trochę powtykania obiektywu w nie swój przedział i już jest materiał. Nie mogłem się powstrzymać by sobie nie wyobrazić scenki jak maszynista w lokomotywie widzi nagle wyprzedzający go aparat na przedłużanym wciąż statywie. Gdzieś w tym momencie pomyślałem, o napisaniu tej relacji, ale pierwsza próba wywiadów wśród uczestników, skończyła się obelgą: „Adam w poprzednim wcieleniu musiał pracować w SB” więc zrażony zająłem się dokuczaniem Kościerzynie, ta jednak wytłumaczyła mi jak rozmawiać z ludźmi, trzeba stosować system jedynkowy: piłeś?!, nie piłeś?! Skończyłem z wywiadami, ale za to usłyszałem, że Wojtek chciałby by montowano hamulce bezpieczeństwa przy tronie w WC ;P W końcu pojawił się konduktor, z głupia frant wypytaliśmy go o cennik przejazdów na gapę, a tu się nagle okazuje, że Monika, dziewczyna do tego momentu z nikąd, jedzie z nami bez biletu, bo czekała na konduktora. No ale czego nie robią kobiece spojrzenia, choć ja nadal sugeruję, że to ta stówka mimochodem wsunięta do kieszeni ;) Nie było mandatu skończyło się show. No ale od czego mieliśmy Kazika, jak widać dobry materiału do napędzenia tej relacji ;) W pewnej chwili wypalił na cały głos: „Jaki sławny bokser mieszkał w Babich dołach?!” Odpowiedź była błyskawiczna: „Damski!” rzuciła Kasia święcie przekonana. Dobra dosyć tego pociągu, bo obiecałem tylko króciutką notkę z tego rajdu. W Wieżycy, wiele się nie działo, ale już na wstępie przy wysiadce Kris ukatrupił sobie aparat rzucając nim o peron. Wiem, że to było przykre, ale nie mogliśmy sobie z Wojtkiem odpuścić wytłumaczenia, że ten pisk przy odpalaniu pozostałości aparatu to pisk wstrząśniętego zwierzątka w środku, które chętnie podejmiemy się uwolnić. Kris w ogóle miał od tej pory jakiegoś pecha, ale o tym dalej. Organizator rozdała mapy i kompasy, pouczyła kursantów, grzybnia dodała swoje, że zakaz picia, że nie będzie żadnego meczu, spanie na ziemi i w ogóle pełna dyskryminacja, następnie odwołano nowych do panów magistrów z geografii, od których jednak odwrócono uwagę wskazując napis na ścianie dworca: „Tu nie był nawet Tony Halik”. W sumie powiało grozą. Oddając dwa zdania opisom okoliczności pogody, to była totalna odwilż, głównie mgliście, ale śniegu było wystarczająco by… pierwsza śnieżka w Kasię! Śnieg też nagle zaczął prześladować Sylwestra, a dokładniej zdrowa inkwizycja, tępiąca przejawy palenia, w wyniku czego, po krótkim pościgu papieros skończył w zaspie. Do rezerwatu ze szczytem Wieżyca dotarliśmy po paru leciutkich zwrotach kierunku i po rzuceniu się pewnej gałęzi na Krisa. Podejście jak zawsze przeklinane przeze mnie, a tu jeszcze ta wilgoć, na szczęście widok bohatera- Baszana podchodzącego i robiącego do tego zdjęcia, podniósł mnie na duchu. Nie chcę wnikać kto kogo popchnął, a kto ma we krwi wywrotki, ale takie sytuacje oczywiście miały miejsce. Do tego ktoś ciągle marudził o zdjęcie grupowe! W końcu na szczycie pod wieżą widokową chwila odpoczynku. Zmiana kursancka na prowadzeniu, a może mi się wydawało, w każdym bądź razie ze zdjęciem trzeba było czekać na wyznaczenie azymutu, za to ja oberwałem, od zawistnych za otwarcie piffa. Wieżę oczywiście zbulwersowani ceną sobie odpuściliśmy. Schodząc z góry tak jakby w kierunku stacji PKP Wieżyca, wywiązała się mała dyskusja o zawartości piersiówki Wojtka, pewien staruszek poddał w wątpliwość jakość zaoferowanego trunku, przyrównując go do trunków z tej niziutkiej półeczki co Wojtek poprosił by zapisać jako „zaopiniowanie”, a nie obrazę ;) Oczywiście mimo pięknych krajobrazów i form roślinno-drzewnych, nikt, nie pomyślał, o porobieniu kolejnych fajnych fotek, a szkoda, bo było co fotografować, mimo mgły. Przy jednej z wycinek, przywitało nas wino marki… nie no nie napiszę nawiązania do pewnej piersiówki, ale na pewno o mocnym kopie, a może lali to do pił? Żal, że nie mogliśmy porobić wokół tej butli śladów kopyt i odlać trochę, to by się zdziwili panowie drwale, albo by przypisali to sile trunku. W końcu dochodzimy do Szymbarka. Sklep przez wielu sprowokowanych moim zachowaniem zostaje szybko zdobyty,. Nie obeszło się jednak bez strat. Szczęście w nieszczęściu, że pod sklepem, a było to tak:
Kris do Kazika –dasz mi łyka
Kazik tłucze Specjala. Naoczni świadkowie mają rozbieżne opinie:
-Kazik wolał stłuc Specjala niż się nim podzielić
-Kazik otwierał piwo w rękawiczkach
-Zadziałał pech Krisa
-Ktoś inny pożałował tego piwa
-Właściciel piwa został porażony urodą korpulentnej miejscowej lat 75kg, akurat przetaczającej się obok. Zgadnij czytelniku, która wersja jest Kazika ;)
Zmiana prowadzących i ruszamy dalej, przy okazji dołącza do nas para kursantów –śpiochów, ale o tym wątku chyba powinien się wypowiedzieć np. Radek. Już po chwili odkrywamy, skąd taka mgła w okolicy odkrywając miejscową produkcję czadu, a kopciło się z komina jak z parowozu. Po paru metrach ostry skręt i już wkrótce pewna stara klubowiczka popisuje się znajomością lokalnej fauny, z krzykiem: „O krowy!” wbiegając do stajni, na co będący przy tym Paweł z rezygnacją: „Jej i tak nie wytłumaczysz”. „Krowy” integrować się nie chciały, więc już po chwili o nich zapomnieliśmy angażując się w małą bitwę na śnieżki. Krótkie przejście przez pole, fotka odważnych w ciągniku jakiegoś kolejnego drwala, kolejna chwila postoju na wytyczenie nowego kierunku okraszona fotką-w końcu-grupową. Tu na chwilę zaszwankował aparat Sylwestra: „Jakiś error mi wyskoczył”- powiedział Sylwek wymownie spojrzawszy na stojącego najbliżej Krisa. ;] I oto wiadukt kolejowy w Krzesznej. Rrany to chyba jeszcze trzeciego kilometra nie przeszliśmy, więc trzeba przyśpieszyć. Kazik schodzi na tory i każe nam spojrzeć na dół do zdjęcia, no i co odkrywamy? „Zdechły pies!” Zakrzyknęła bodajże Monika na widok zwłok w lekkim rozkładzie. „Eee tam zdechł”- zakwestionował od razu podejrzenie Baszan- „po prostu odpoczywa”. Wszyscy oczywiście od razu uwierzyliśmy, co stanowczo poprawiło nam –estetom- humory. Tempo jednak nie wzrosło, za to na prywatnej posesji przyuważyliśmy pasujący jak pięść do nosa najprawdziwszy sygnalizator świetlny, skierowany na drogę polną! Gdzieś w tej okolicy dogania nas Michał, bezczelnie nawiany z weekendowych zajęć. Jeszcze przed Gołubiem, by nam się nie nudziło następuje ostry skręt w pole i podejście na drobne wzniesienie, gdzie pewien GDAKK z uporek depcze wielokrotnie jeden z obfitych krowich placków, kręcimy mały filmik z efektami specjalnymi i podkładem dźwiękowym, a co ważne posilamy się. Gołubie to oczywiście sklep. Dłuższa przerwa, na jakieś foto, lody i wiązanie butów Asi. Zaraz po dalszym ruszeniu, docieramy do kolejnego sklepu, ale to nie ta droga, choć ja za taki zmysł już bym zaliczył tym kursantom terenoznawstwo. Póki co, cofamy się kawałek i schodzimy nad kolejne jezioro- Dąbrowskie. To tu stoi, osławiony w ostatnich miesiącach krzyż i pomnik żołnierzy Gryfa Pomorskiego, który stara się usunąć ze swojej posesji pewien lekarz, robiąc sobie wrogów naokoło, choć ma prawo za plecami. Grupa nam się trochę rozciąga, robi się spokojniej, co bez skrupułów wykorzystuje Toff zbaczając, do cudzego wychodka. A tak to naprawdę niewiele się dzieje, ale w końcu pojawia się ponownie więcej śniegu, mała wymiana białych zdań, aż zatrzymała grupę. Przy okazji mijamy się z pewnym małżeństwem z towarzyszącym luzem „pieskiem” Koko Janis, zwany też Marmelem, pozostawił po swoim przejściu uroczy siedmio – ośmiocentymetrowy ślad, na kurtce Wojtka, co dało mu asumpt do kolejnego dręczenia innych -chciałbym wierzyć, że to była ślina ;P Śnieżne przepychanki trwały nad wyraz długo i w różnych okolicznościach, nawet w przerwach na wyprawy w krzaczki dało się słyszeć: „Kto chce żółty śnieg?” A gdy w kierunku głosu poleciała seria śnieżek, zabrzmiało na pół lasu: „Ej! Jestem poza polem gry! Nawet nie wiecie jakie reperkusje może nieść trafienie w penisa.” Dowiedzieć się nie dowiedzieliśmy, ale powoli zaczęło się ściemniać. W Skorzewie wpadliśmy na sklep, zupełnie przypadkiem. Nie miałem w tym obiekcie nic do roboty, więc siadłem sobie na przystanku, dołączyło pare osób, Ada zaczęła częstować wafelkami, Ewa czekoladą. Paru kursantów, sztuk dwie dokładnie chyba się załamało, bo zaczęli łapać stopa, ale zaraz zostali spacyfikowani przez zarząd. Aż tu nagle, obecnym na przystanku zasłonił świat autokar rejsowy. Drzwi się otworzyły i kierowca wyraził chęć zabrania nas do Kościerzyny za równowartość 1,5zł od osoby! Od razu odezwały się we mnie wszelkie bóle, a wnętrze pojazdu wydało się rajem. No ale to jest rajd i to jeszcze kursancki, więc nasze drogi się rozeszły/rozjechały, co nie wszyscy zaakceptowali i pojawiły się głosy niezadowolenia. No ale dla osłody były wafelki, marsz na azymut przez błocko i ciemny las, więc chyba wszystkim szybko przeszły dąsy ;P. No ten ostatni odcinek, nie był za wspaniały, ale jakoś tam daliśmy radę, obojętnie czy za pomocą czołówki, czy Whisky, czy zwykłego wina musującego. Do Kościerzyny dotarliśmy w delikatnej mgle i wyraźnych ciemnościach, jeśli takowe mogą istnieć. Szybkie zakupy w Polo Markecie i odbijamy się tylko głucho od furty prowadzącej na teren naszej szkoły. Mały zonk, Kasia musiała się nieźle na dzwonić by w końcu ktoś nas wpuścił za płot, a potem jeszcze trochę by wejść do szkoły, bo „pan woźny był, ale niedawno sobie poszedł”. Nasz nocleg to nieduża sala gimnastyczna na pierwszym piętrze gmaszyska. Już samo odnalezienie toalet, wymagało przemierzenia paru pięter, no ale w końcu znaleźliśmy jedną łazienkę, jak zauważyłem ku uciesze niektórych facetów, akurat damską. Bóle jak nagle przyszły na widok autokaru w Skorzewie, tak szybko odeszły na widok przygotowanego boiska do siatkówki. Szybki wybór drużyn i już gramy. Długo to nie potrwało, bo czas do meczu decydującego być może o naszym historycznym awansie do Mistrzostw Europy w piłce nożnej biegł nieubłaganie, więc szybko przerzuciliśmy się na przyrządzanie kolacji, a w tym czasie nasza pani Organizator z paroma innymi osobami próbowała reanimować szkolny telewizor i wykombinować jakąś antenę, co jednak spełzło na niczym. Po kolacji zebrało nas się trzech –Michał, Rybek i ja do eskapady do pobliskiego centrum szukać transmisji. Po drodze wpadliśmy na grupę dojeżdżającą, po którą przed chwilą wyszedł na PKS Toff ;] Krzysiek, dołącza do nas jak i Kasia i zaczynamy szaleńczą pogoń po lokalach w poszukiwaniu wolnego miejsca. „Texas” zapchany, a szkoda bo klimat był dobry, obok jakaś pizzeria, ale mała klitka a klimat jak w zespole disco polo. Szczęśliwie trzeci strzał to poezja w danej sytuacji. Duży lokal, dwa na dziesięć stolików zajętych, wielka plazma z lat dziewięćdziesiątych ;P pora była najwyższa bo już hymny grali. Założyliśmy przyczółek i Kasia ruszyła po resztę. Szczebioczące nieopodal trzy kwoki szybko i brutalnie spacyfikowaliśmy podkręcając głośność i lokal był nasz, a gdy pojawiła się reszta to już przemilczę. Wygrana reprezentacji 2:0, chyba najbardziej zadowoliła Rybka, który za wytypowanie tego wyniku ma do zainkasowania chyba z osiem piwek, ale warto było zaryzykować. W doskonałych humorach ze śpiewem na ustach wracamy do szkoły i tu już jak kto wolał, albo siatkówka, albo gitara. Inne gry tego wieczoru przebiegały ociężale. W psychologu główne skrzypce grał Sylwek, ale nie udało mu się wystawić diagnozy, Mafię sam przerwałem, zmęczony. No ale impreza była niezła, bo dopiero jakoś koło 4.00 piłka trafiła w kąt i zgaszono światło. Telefon znalazłem trzy godziny później po pobudce obok siebie, więc chyba coś nie do końca odpisałem komuś na sms-a w nocy ;P Część uciekła już koło 6.00, niektórzy próbowali zdarzyć na pierwszy PKS, cała reszta wracała kursem po 9.00. Czuć było, że niezbyt się wyspaliśmy, bo bez problemu podszedłem Karolinę palącą fajkę i po niewinnym pytaniu: „mogę” bez zamrugnięcia ją otrzymałem, niszcząc z zimną krwią, he, he. Do PKS-u prawie się nie zmieściliśmy, no ale daliśmy radę, Kazik nawet zaczął kręcić filmiki. Ostatnie godne przytoczenia zdarzenie nastąpiło przy wysiadce, bo „komuś” wysunęła się z kieszeni butelka po piwie, ale to chyba nie był Kris, ale może klątwa Krisa? ;]
zdj1
I się zaczęło… cóż pogoda iście listopadowa….
zdj2
Początek naszej wędrówki...podejście na Wieżyce
zdj3
Grupen foto machen!!!
zdj4
Cóż za mroczy klimat- cmentarz niemiecki w Szymbarku
zdj5
Kościół w Szymbarku, który nieoczekiwanie wyłonił się z mgły – jak wszystko tego dnia:)
zdj6
Kursanty :) niech prowadzą!
zdj7
Mgła i mgła, ale idziemy dalej!!
zdj8
A mapa wskazuje, w tym miejscu, transformator..:)
zdj9
Ooo...takie pojazdy też nam towarzyszyły
zdj10
Most w Krzesznej,a pod nim zdechły pies- nie, nie widać go:)
zdj11
Kolejne ważne decyzje terenoznawcze
zdj12
Motyla noga!!!Czyżby to oko Baszana?
zdj13
Twórczość miejscowych, szalenie poprawna:)
zdj14
W drodze ...
zdj15
Miejsce, w którym powinien stać pomnik żołnierzy Gryfa Pomorskiego, a stoją inne „rzeczy”
zdj16
Nawet mgła nas niekiedy pięknie zaskakiwała
zdj17
I jeszcze jeden widok...:) Kaszuby to Kaszuby!!
zdj18
Jeszcze przed śnieżną bitwą:)))
zdj19
Rozgrywki siatkarskie klasy "z."...:)
zdj20
Pierwsze zdjęcia w „ Jimie” pizzerii kościerskiej mafii:))
zdj21
Kursanty jak zahipnotyzowani patrzą w ekran,a Magda z Michałem, chyba wielce znudzeni meczem :P
zdj22
Nasza PLAZAMA!!! z pięknym wynikiem meczu!!!
zdj23
Nawet najlepszym zdarza się chwila kontemplacji…
zdj24
„ Damski bokser” występuje jak widać nie tylko Babich Dołach…:)))
zdj25
A kciuki trzymamy cały czas,tak jak Rybek:)
zdj26
Klimacik mieliśmy zupełnie przedni!
zdj27
Cała ekipa rajdowa w szale radości z powodu historycznego przełomu w piłce nożnej!!! Aj waj:)
zdj28
Traumatyczny powrót w zatłoczonym kościerskim autobusie:)
Komentarze wyjazdu
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
Link do fot moich: :: 2007-11-18 21:25:31
http://www.speedyshare.com/532433753.html


Rajd bardzo sympatyczny - szczególnie moja samotna pogoń z Krzesznej, urocze bryły śniegu ciskane w bliźnich i kaleczenie sportu zwane siatkówką ;)
I wreszcie przypomniałem sobie smak szampana na trasie!
Kazik Kazik
Kazik
klubowicz
xzn(małpa)o2.pl   
to już tylko 5 km do Kościerzyny :: 2007-11-18 21:43:38
do tej pory w głowie mam odgłosy gry w siatkówkę :D No i do tego mecz Polska-Belgia. Tak sportowego rajdu to nawet klubowa grzybnia już nie pamięta. Pokłony dla Kasi za organizacje i zdolności prowadzenia mediacji z zakonnicami oraz dla kursantów, za wytrwanie w marszu do końca.

Kilka moich zdjątek można zassać z http://www.speedyshare.com/594580114.html
Paweł Baszanowski
Baszan
klubowicz
1736101   Large12@wp.pl   
kościerzyna - miastem sportu :: 2007-11-18 22:30:35
Foty:
http://www.speedyshare.com/486445343.html

Dzięki za wesoły weekend organizatorce i uczestnikom. Okazało się, że wcale nie ma konieczności wybierania pomiędzy rajdem czy meczem, a połączenie obu było całkiem sympatyczne :).
Sportowego weekedu miałem dzisiaj ciąg dalszy. W Babim Dole na stopa złapaliśmy wesołego busika z 7 kibicami Lechii Gdańsk zmieżającymi na mecz :).

Paweł Baszanowski
Baszan
klubowicz
1736101   Large12@wp.pl   
"zmierzającymi" rzecz jasna :: 2007-11-19 00:24:02
Przy okazji pytanie do prezesa - ile km wyszło z GPSa?
Kazik Kazik
Kazik
klubowicz
xzn(małpa)o2.pl   
Dorzucam filmik z rajdu :: 2007-11-19 15:26:20
Filmik w lepszej jakości: http://rapidshare.com/files/70796574/rajd_do_koscierzyny_2007.mpg.html
w gorszej: http://pl.youtube.com/watch?v=yOFeaaZc4V0
Katarzyna Partyka
Katka
klubowicz
453753   katka-a@wp.pl   
Bosze,bosze... :: 2007-11-19 20:17:01
internet zamula mi na maksa, jak sie odblokuje zamieszcze foty:)
Dzieki za fantastyczna atmosfere:)
Ada Borkowska
ada
klubowicz
6107563   adelayda@op.pl   
katkowo-koscierski rajd :: 2007-11-19 22:26:57
rajdzik bardzo udany :) zima byla niczego sobie, co spowodowało pierwsze śnieżkowe bitwy:) polaczenie rajdowo-meczowe okazalo sie jednak nie tak cieżkie do realizacji :) klasztorny klimacik szkoly tez byl niczego sobie, no ale ze rajd byl typowo sportowy wiec nie moglo zabraknac siatkowki, specjalne pozdrowienia dla ekipy grajacej do 4 rano :D super :D:D oczywiscie podziekowania dla organizatorki teraz kazdy wie gdzie jest Koscierzyna :D
marcin nowak
marcin3miasto
klubowicz
5843938   marcin3miasto@hotmail.com   
Do Baszana i innych zainteresowanych :: 2007-11-19 22:36:48
długością rajdu, z GPSa wynika że przeszliśmy 28 km ze średnią prędkością 4,3 km/h :)


Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Drugie oblicze grupy nadajacej tempo :: 2007-11-20 08:33:53
Gdyby nie popedzanie śnieżkami to byśmy mecz ogladali w jakiejs wiosce przez okno ;P
Magda Przytuła
Magda nie Magdalena
klubowicz
2831085   magda200watt@interia.pl    
tylko 28 ? ;) :: 2007-11-20 17:22:03
bo my musielismy przemierzyc AZ 61 km, coby z gda do koscierzyny dotrzec;p (i czekac na busy, ktore w necie sa, a w rzeczywistosci ni ma..)
i jak dotarlismy do "centrum" to nas troszke zamurowalo, bo ni 1 bloku nie mozna bylo dookola uswiadczyc(ale to pewnie przez mgle;p)
i jak dotarlismy do Jima(Jina) pod koniec 2 polowy, to akurat gol padl=)
i jak siostry zakonne pialy po 3 w nocy(to nie omamy! slyszalam je!)
i pilka co chwila ladowala obok spiworka w nocy, bo niektorzy mieli za duzo energii po przejsciu 25 km;]
i telefon komus sie rano rozdzwonil i powtarzal ta sama melodyjke z 7 razy
i marcin go pierdyknal gdzies;p
i potem po 6ej babcie i dziadki pladrowaly miasto
i zasnelam w pociagu i obudzilam sie w gdyni(...)
tak...tak bylo przez te pare godzin w koscierzynie..=)
marcin nowak
marcin3miasto
klubowicz
5843938   marcin3miasto@hotmail.com   
foto :: 2007-11-21 02:34:34
zdjęcia z części późno wieczornej
http://www.speedyshare.com/797677983.html
Krzysztof  Kur
pchełek
klubowicz
3602845   koggut@poczta.onet.pl   
kilka takich tam :: 2007-11-21 22:46:40
koscierzyna
Krzysztof  Kur
pchełek
klubowicz
3602845   koggut@poczta.onet.pl   
Koscierzyna mnie leczy :: 2007-11-21 23:43:44
Niestety zaniemoglem tym razem, dawno juz mi sie to nie zdarzylo, co wiecej, runela moja cala filozofia, ze zahartowany jestem i mocniejsze przeziebienia mnie sie nie imaja, a tu nagle zdarzylo sie to akurat przed takim waznym rajdem. Budze sie rano w sobote i dupa blada, trup doslownie. Budze sie po poludniu, troche lepiej i co najwazniejsze padl pomysl zeby dojechac i sie udalo i warto bylo. Zastanawia mnie jednak do dzisiaj jak to sie dzieje, ze wieczorem w Koscierzynie w knajpie na meczu i podczas siatkowki w klasztorze bylem juz prawie zdrowy, tak sie przynajmniej czulem. Nalog piwny? czy Gdakki tak na mnie dzialaja? Obudzilem sie jednak bezglosny, smarkaty i cherchlawy, ale mam na to juz sposob, oby zawsze dzialal. Szkoda tylko ze rajd sie tak szybko skonczyl. Pozdrowienia i podziekowania dla SuperKatki, siatkarzy w transie, psychologa i jego pacjentów oraz milego pana kierowcy PKS, de-za-wi normalnie, ostatnio kazal polykac lody w calosci.
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Prezesowi :: 2007-11-22 22:33:22
Dzięki wielki za podesłanie mapki, dzięki której napisanie relacji stało się łatwiejsze, nie żebym się w trakcie nie interesował, ;] po prostu kursantowi przeszkadzać nie wypada ;)
Marcin Kur
kuroslaw
klubowicz
kur.kuroslaw@gmail.com   
takie tam :: 2007-11-27 03:29:34
warto bylo czekac na taka relacje i takie zdjecia :D

teraz moge z czystym sumieniem podziekowac Wam za super rajdzik