glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Złota Polska jesień w Karkonoszach
termin: 1-6.11
sezon: Jesień 2006
1160590298
Autor tekstu: H. Arendt z pomocą reszty wspaniałej ekipy ;)
Autor zdjęć: H. Arendt, M i K. Kur, M. Nowak, M i M Rynkiewicz (rodzeństwo), A. Stasiłowicz

Dzień 1 (1 listopad 2006)
Godzina 21.:30 w niemal pełnym składzie spotykamy się na dworcu PKP w Gdyni. Zajmujemy przedziały i zaczynamy odbierać telefony od reszty ekipy tłumacząc im, że jesteśmy w pierwszym zielonym wagonie. Jakoś udaje się trafić wszystkim we właściwe miejsce i jedziemy dalej ;). Po drodze jeden z Marcinów zyskuje już na cały wyjazd miano, „tego, który zrzuca wszystko ze stolika”. Gramy, śpiewamy, wymieniamy %, aż nagle przychodzi Superman i wypowiada „śliczną” wiązankę słowną, która wszystkich zatyka. Będąc w szoku po chwili dopiero wybuchamy śmiechem – podobno byliśmy za głośno.
Nad ranem (a może w środku nocy) dojeżdżamy do Wrocławia (spóźnieni o pół godziny) za oknami sypie coraz więcej śniegu, a wiatr przyjmuje prędkość światła. Tam przesiadka i jedziemy do Jeleniej Góry.
Dzień 2 (2 listopad 2006)
Po długiej podróży docieramy do Jeleniej, gdzie przechwytują nas busiki. Karpacz wita nas serpentynami ulic i sklepem na samej górze. Robimy zapasy na kilka dni. Przelewamy co się da do plastikowych butelek (J), spłaszczamy chleby i zgniatamy serki. Jakiś kotek się do nas przybłąkał. Chowa się za gitarą i plecakami, a Toff z Maćkiem chcą z niego zrobić Kebaba (bidulek).
Naszym pierwszym celem jest Świątynia Wang – szybka fotka, ewentualne zwiedzanie przez niektórych i na szlak wyruszyć pora.
Początki, jak to początki, bywają ciężkie i chcąc iść na skróty niekoniecznie wszystko jest proste. Ale koniec końców (a może początek) wchodzimy na upragniony czerwony szlak prowadzący na Śnieżkę.
Śniegu jest sporo (później się okaże, że może go być więcej), widoczność kiepska (później się okaże, że może być dużo gorsza), ale idzie się całkiem sprawnie. Dochodzimy do pierwszego schroniska „Nad Łomniczką” na ciepłą herbatkę i inne specjały. Znów otaczają nas koty, które próbują wchodzić do misek. Schronisko ma swój klimat i nie ma w nim prądu. Magia gór zaczyna działać. Jakiś czas wcześniej spotykamy jeszcze naszego klubowicza Darka będącego na wakacjach ;). Idziemy dalej.. zaczyna być coraz ciężej. Trzeba coraz wyżej podnosić nogi, coraz bardziej pod górkę. W końcu dochodzimy do szlaku granicznego. Prawie nas stamtąd zwiewa. Zmarznięci wchodzimy do Domu Śląskiego. Tam część decyduje się na wejście na Śnieżkę. Wspinamy się coraz wyżej i wyżej, a wiatr coraz bardziej nas przeraża. W twarz uderza mróz, ręce tracą czucie. Toff nie wytrzymuje – schodzi. Kilka osób rozważa też takie wyjście, ale jednak idziemy dalej. Przed samym szczytem zostajemy nagrodzeni – pojawia się słońce i błękitne niebo. Szczyt oszałamia nas swoim wizerunkiem. Masa fotek, radość, uśmiech na twarzach. Herbatka w wyludnionym schronisku i schodzimy bo już słoneczko zaczyna powoli zachodzić. Znów Dom Śląski, a z niego obieramy kierunek na nasz dzisiejszy cel – Samotnię. Czarnym szlakiem idziemy na nocleg. Po drodze mijamy Strzechę Akademicką – część cieszy się na jej widok widząc w niej to, czego szukamy. Niestety okazuje się, że trzeba iść dalej. Słońca już nie ma, jest szaro, a nawet zaczyna być już czarno. Śnieg oświetla nam drogę. W końcu przed oczami – Samotnia. Dostajemy wymarzone pokoje i cieszymy się, że żyjemy ;). Niestety nie wszystko w schronisku okazuje się miłe ;].
Impreza wieczorna się rozkręciła. Chcąc pozbyć się ciężaru niektórzy kosztują tyle, ile się da i niestety nie wytrzymują tego ich żołądki. Mamy dwie gitarki, śpiewniki (oprócz jednego, który zaginął w akcji) i masę dobrego humoru. Jak na pierwszy dzień wytrzymujemy całkiem długo ;). Trochę ograniczyła nas zamarzniętą woda, która skończyła się o 21.30, ale wyjazd zaczyna się bardzo udanie ;).
Dzień 3 (3 listopad 2006)
Pobudka wczesnym rankiem, by o 9 wyruszyć na szlak. Czeka nas ciężki dzień. Niektórzy czują się wczorajsi, ale dzielnie walczą ze złymi oznakami. Z ulgą żegnamy schronisko. Wychodzimy przed domek i naszym oczom ukazuje się śliczna biel ;p. Nie widać nic – kompletnie zero. Góry w bieli, staw w bieli, szlak w bieli, schronisko w bieli.. no to gdzie mamy iść?? Jakoś musimy się dostać na szlak grzbietowy.. brniemy silnie pod górkę. Nie zważamy na śnieg i wichurę i na to, że przed nami jeszcze długa droga. Docieramy do czerwonego szlaku – rozwidlenie dróg, ale nie widać nic na ośnieżonych drogowskazach. Idziemy, a właściwie przebijamy się przez śniegi. Przecieramy szlak. Pod nami śliskie pułapki – kilka osób zalicza parter. Wiatr wieje niemiłosiernie, oszrania nam włosy, rzęsy; szczypie w policzki. Warunki wg GOPRu – ciężkie!! Ale GDAKKi nie dadzą rady?! Dochodzimy do Kotła Małego Stawy – teoretycznie powinna być widoczna Samotnia. Nie widać nic. Ale nie poddajemy się, czekamy, prosimy o choć chwilkę bez chmur i nasze prośby zostają wysłuchane. Dosłownie na 5 sekund pojawia się schronisko. Wiara wraca. Idziemy dalej!! To dopiero ¼ drogi. W okolicach Małego Szyszaka zaczyna znów pojawiać się słońce. Przed nami Przełęcz Karkonoska i schronisko Odrodzenie. Robimy fotki korzystając z pięknej pogody i udajemy się na pyszną zupę pomidorową do schroniska. Jesteśmy w połowie trasy. Nabieramy trochę sił i ruszamy dalej. Idzie się dobrze aż do momentu kiedy załamuje się na nowo pogoda - znów śnieżyca i silny wiatr (ile można?). Morale w grupie opadają, idziemy coraz wolniej. Przez przypadek wchodzimy na Wielkiego Szyszaka, gdzie Toffi widzi ogromnego chomika strzegącego szczytu (omamy śnieżne?). Cudem schodzimy znów na czerwony szlak. Jesteśmy przy Śnieżnych Kotłach – podobno najbardziej wietrznym miejscu, odczuwamy to niemiłosiernie. Do Hali Szrenickiej jest już coraz bliżej. Idąc dalej podziwiamy jeden z piękniejszych zachodów słońca. Krzysiek pstryka masę fotek. Wszyscy są zauroczeni, ale nad nami wisi ciągle czas, który biegnie nieubłaganie, a celu nie widać. W końcu dochodzimy do Trzech Świnek, a od nich już tylko kawałeczek dzieli nas od schroniska. Widzimy już jego zarys, kilka świateł – cel zdobyty!! Tzn. prawie zdobyty. Pozostaje tylko problem – jak do niego wejść. Niewiadomo dlaczego nie zauważamy wejścia głównego i okrążamy schronisko chodząc prawie po dachu ;/. Jest wejście! Jesteśmy uratowani!
Witają nas z otwartymi ramionami, mówiąc, że się martwili, że już nie przyjdziemy i że będą musieli po nas GOPR wysyłać. Całe szczęście obeszło się bez tego. Sympatyczna Pani otwiera specjalnie dla nas bufet, sprzedaje upragnione smakołyki i % oraz gotuje makaron. W międzyczasie Marcin K (Hefi) zdążył się już jej oświadczyć – niestety oświadczyny zostały odrzucone ze względu na wiek Marcina i męża owej pani. Kolacja, zakwaterowanie, prysznic z ciepłą wodą i piwko w doborowym towarzystwie – to jest to! W tym czasie też dwójka naszych śmiałków korzysta z sauny dostępnej w schronisku. Ania D. i Hefi przecierają nam szlaki na następny dzień. Iza natomiast robi nam testy psychologiczne i wychodzą bardzo dziwne rzeczy (nie będziemy tu pisać, bo to bardzo osobiste ;p). Potem się okazuje, że ktoś kogoś zabił, że człowiek zjadł człowieka, a albatros nie był mewą. No cóż - zrozumieć to mogą tylko niektórzy, ale kto wytłumaczy dlaczego drugi (żeby nie było wątpliwości, tyle tych Marcinów się narodziło :P) Marcin K. został Rybkiem i lubi zielone, spokojne akwaria?? Hmm.... Nie pytajcie!
Dzień 4 (4 listopad 2006)
Pobuuudkaaaa!!! Jeszcze wcześniej niż wczoraj! Budzi wszystkich komórka Marcina K.(Rybek), której on nie słyszy, ale którą słyszy ją cała reszta ;p. Robimy śniadanko i już prawie wychodzimy, gdy Hania gubi rękawiczki i opóźnia grupę (przepraszam!!!). Szczęśliwie jednak się znajdują i o 8.30 wyruszamy na szlak. Dziś niestety bez Baszana, który zaniemógł (ze względu na kolano), a koło granicy opuszcza nas też Toff, który nie wziął z domu dowodu osobistego. W skaldzie 12 osobowym przekraczamy granicę i udajemy się do Voseckiej Boudy. Mimo, że koło niej stoi samochód – drzwi są zamknięte i jest kartka że do 24.12 geschlossen (??) (napis z niewiadomych przyczyn był w języku niemieckim). No cóż... pogoda ładna więc taka informacja nas nie zbiła z tropu. Idziemy dalej ;). Po drodze Wojtek zdaje sobie sprawę z tego, że nie wziął ze schroniska dowodu. Biedaczek nie wie co zrobić, martwi się strażą i tym, że spędzi noc w areszcie. Chce nas opuszczać, ale nie puszczamy go samego, na pastwę losu. Idzie z nami. Zielonym szlakiem dochodzimy do żółtego. Trochę mylą nas kierunkowskazy z opisem dróg w kilometrach a nie w godzinach... coś nam się nie zgadza, bo za szybko idziemy. Jest fajnie. Dochodzimy do ¬ródła Łaby, ale pogoda się pogarsza, więc tylko Kurczaki je zauważają, a reszta poszła już w kierunku schroniska. Dochodzimy do Labskiej Boudy. Wchodzimy, a tam restauracja. Jakiś koleś pyta po czesku ile osób – Maciek zdziwiony odpowiada, że 12 (ale po co to komu?). Okazuje się, że on myślał, że my chcemy ubytowanie. Wyprowadzamy Pana z błędu i mówimy że my chcemy herbatę. Niezbyt zadowolony karze nam usiąść. Zamawiamy co trzeba i zaczynają się kłopoty. Trudno się z kolesiem dogadać. Krzyś przestawia krzesło do innego stolika a koleś do niego „a zapytku?”. Chodziło o to, że bez pytania nie wolno przestawiać krzeseł. Nie można też siedzieć przy barze mimo tego że stoją krzesełka, chyba że tylko Polaki nie mogą... No trudno. Płacimy za herbatki i chcemy się powoli zmywać z tego niemiłego miejsca. Kurczakom zostało trochę drobnych więc wysyłają Martę do pana by zapytała czy może coś kupić za 20 koron. Niestety okazuje się, ze jedyne co może zrobić to rozmienić je na drobne i skorzystać z toalety ;]. Gdzie to można zobaczyć najnowszy wynalazek czeskich myślicieli - papier toaletowy w gigantycznej maszynce do podawania, wisi na ścianie nie przy klopach tylko 3m dalej przy pisuarach. :P
Opuszczamy schronisko i udajemy się w kierunku Labskiego Dolu by pooglądać wodospady. Na początku okazuje się, że jeden z nich zamarzł, więc część załogi decyduje się zostać w schronisku, gdyż okropnie wieje i jest strasznie zimno. Reszta w składzie 7-osobowym udaje się w dół dolinki. Co krok podziwiamy zamarznięte wodospady. Szlak jest ale go nie widać, wiec jest bardzo ciekawie. Humory mamy świetne, bo w dolinie nie wieje wiatr, a pogoda jest znośna. Jest ładnie – wniosek: wiosną musi być tam cudownie. Dochodzimy do Harrachovej Jamy, robimy popas i fotki i postanawiamy wracać, by uratować resztę ekipy od złego pana w schronisku. Koło schroniska dopada nas wichura i „cięty” śnieg. Ledwo udaje nam się wejść do środka. Tam okazuje się, że miły pan ochrzanił Hefiego za to, ze on usiadł koło kominka. Na koniec Iza gubi czapkę. Po akcji poszukiwawczej (zwieńczonej sukcesem) wychodzimy na szlak. Niestety nie da się iść. Dzielny Marcin N. brnie przodem wraz z Maćkiem. Śnieg, a może grad tnie w policzki i w oczy. Idziemy prawie na ślepo bo widoczność jest na może 2 metry ;/ Cudem dochodzimy do ¬ródła Łaby (teraz je w końcu oglądamy). Jeszcze jakieś 15 min dzieli nas od granicy polskiej (jakże upragnionej dla Wojtka). Śniegu momentami po kolana... warunki powiedzmy, ze bardzo ciężkie, ale dojść musimy. W końcu jest!!! Granica!! Wojtek szczęśliwy, że żyje i że jest w Polsce, a my szczęśliwi, że wiatr już nie będzie wiał w oczy tylko w policzki. Idziemy, idziemy, idziemy.. znów mijamy Trzy Świnki, znów ta sama droga. Powinno być widoczne schroniska, ale go nie ma ;/ Po omacku jakoś trafiamy na ścieżkę obok niego, na której spotykamy Baszana i Toffiego, którzy wybierają się na Szrenicę. (Warto dopisać, że Toff tego dnia był na Szrenicy 3 razy). W schronisku obiadek przy piwku i decyzja o saunie dla każdego ;). Wybija godzina 18.30 udajemy się do sauny w liczbie osób równej 11 (sauna ledwo nas pomieściła). Zabawa przednia, szczególnie gdy Maciek dolał wódki i powstał płomień, który opalił lekko jednego z Marcinów. Wszyscy spoceni. Gorące klimaty i zimna woda w bali ;). Ania D., Ania S. i Iza wpadają na genialny pomysł i wybiegają z sauny - robią orzełki na śniegu przed schroniskiem... białe szaleństwo :P. Wyśmienite zakończenie ciężkiego dnia. Po wszystkim spotykamy się w pokoju 204 na wspólnym biesiadowaniu przy gitarach i %. Wszystko niestety nagrywa nasz kolega i teraz niektórzy się wstydzą, ale działo się, oj działo ;).
Dzień 5 (5 listopad 2006)
Dziś się wyspaliśmy, no może z wyjątkiem Hefiego, który zawsze spał najdłużej i w ubraniu ;p. Koło 8.30 okazuje się, że nikt nie śpi, ale też nikt się nie odzywa by nie obudzić reszty, więc wstajemy. Zaczyna się wielkie sprzątanie i szukanie swoich rzeczy. Koło 10 śniadanie, a po nim część ekipy wyrusza na Szrenicę (Toff już po raz 4). Niestety nadeszło odwilżu ;/ Na szczyt dochodzimy całkiem przemoczeni a na dodatek zamarznięci, bo to co mokre zamarzało nam lekko ;/. Nie chce nam się opuszczać ciepłego schroniska, ale musimy schodzić. Złą pogodową informację przekazujemy reszcie załogi. Doprowadzamy się do użytku odwilżowego i opuszczamy schronisko na Hali Szrenickiej. Czerwonym szlakiem schodzimy do Szklarskiej Poręby, skąd wieczorem mamy pociąg. Po drodze podziwiamy wodospad Kamieńczyka (co niektórzy nawet podziwiają go bliżej). Po jakimś czasie dochodzimy do cywilizacji i tam mokrzy opanowujemy pizzerie. Siedzimy tam i siedzimy... jemy i pijemy, oglądamy fotki i wspominamy. Ehhh.. szkoda wracać. Koło 17oo się zbieramy i idziemy szukać sklepu. Znajdujemy po jakimś czasie, a potem się okazuje, że musimy się spieszyć bo nas dużo a czas leci. Prawie biegiem docieramy na dworzec PKP. Wita nas wagon rowerowy, z którego robimy szatnię i suszarnię. W przedziałach zamiast luster mamy pustą przestrzeń, co bardzo szybko wykorzystuje Baszan i przedziera się do przedziału obok lądując głową na siedzeniu. Część ekipy dopada śpiewnik klubowy i zaczyna odkrywać coraz to nowsze i dziwniejsze zwrotki pewnej piosenki, a Baszan uczy się matematyki na przykładzie zapałki+dziecko=ogień.
Po paru godzinach czekałnas przesiadka we Wrocławiu, a ponieważ mamy mokre buty i część również skarpetki decydujemy się na przesiadkę na boso i w klapkach (na głowach czapki, na sobie kurtki, buty w ręce, co niektórzy w krótkich spodenkach). We Wrocławiu część wysiada na peron techniczny i tam spotyka zdziwionego „ciecia od klepania hamulców”, który w końcu po szybkiej prośbie pozwala nam biec przez tory do pociągu do Gdyni. Pociąg niestety jest pełny i wylądowaliśmy w Warsie, gdzie kupujemy herbatę (tylko na nas stać). Gdy pan zaczął nas wyganiać posegregowaliśmy się po przedziałach. Jedziemy w różnym towarzystwie, szkoda tylko, że nie razem.
Dzień 6 (6 listopad 2006)
Jakoś dotarliśmy do Trójmiasta, gdzie nadszedł czas rozłąki. Wszystko co dobre szybko się kończy.

Film:

Do ściągnięcia: http://www.akk.pg.gda.pl/filmy/karkonoszeduze.wmv
zdj1
Pierwsze śnieżne zdjęcie - świątynia Wang
zdj2
Pierwsze schronisko - Łomniczka
zdj3
"iść ciągle iść w stronę słońca..." a właśnie że tam było słońce ;p
zdj4
...a nie mówiłam? taki śliczny widok wynagrodził nam wszystko dnia pierwszego ;)
zdj5
Widok ze śnieżki na Śląski Dom
zdj6
Śnieżka po zejściu znów się zachmurzyła
zdj7
Toff udaje ze mu ciepło ;p
zdj8
Samotnia... cel pierwszego dnia.
zdj9
Śnieżni ludzie.
zdj10
Gdzieś na szlaku.
zdj11
Przebłyski słońca koło Odrodzenia.
zdj12
Jesienno-zimowy widoczek
zdj13
Podróż męczy ale i bawi ;) - śnieżny upadek ;]
zdj14
Gdzieś tam powinien być cel... lecz jak daleko?
zdj15
"ciągle pada" odpoczynek na trasie
zdj16
Spoglądamy w stronę czeską... u nich tez pełno śniegu!
zdj17
Podziwiamy zachód słońca
zdj18
Krzysiu podziwia i fotografuje ;)
zdj19
Coraz ciemniej.. a celu brak...
zdj20
¬ródło Łaby - Czechy - dzień kolejny
zdj21
Zamarźnięte wodospady w Labskim Dole
zdj22
...tylko czemu są żółte?
zdj23
Trud wędrówki poczuły kije - im tez należy się odpoczynek ;)
zdj24
Zamach na organizatora (tylko dlaczego??)
zdj25
"tak biec do końca potem odpoczniesz..."
zdj26
Impreza na Hali Szrenickiej
zdj27
Spiewamy, gramy.. a Toff śpi ;]
zdj28
Dziewczyny zakładają oryginalne stuptuty ;)
zdj29
Pod Kamieńczykiem
zdj30
Przesiadka w klapkach we Wrocławiu,
Podliczenie trasy GOT
Trasa: Karpacz (Wang) - Biały Jar - Schronisko nad łomniczką - Przełęcz pod ?nieżką - ?nieżka - Przełęcz pod ?nieżką - "Strzecha Akademicka" - Schronisko Samotnia
Data: 2006-11-02  Punkty: 23 pkt
Nr grupy: S.03   Przewodnik: nie
Komentarze wyjazdu
Hanna Arendt
Hanka
klubowicz
444722   hanna.arendt@wp.pl   www.zawszezarece.pl  
Jeden z lepszych.. :: 2006-11-07 12:22:54
Było genialnie!! Dziękuję wszystkim tym , którzy tworzyli klimat, wszystkim nowym zapalonym osobom!!! Wyjazd niesamowity, pomysły oryginalne, dużo śpiewów, hihów i napojów bezalkoholowych... cudowne miejsca..
aaa.... kiedy tam wracamy??
Paweł Baszanowski
Baszan
klubowicz
1736101   Large12@wp.pl   
motyla noga :: 2006-11-07 13:04:57
Biorąc pod uwagę, że na śnieżce 320 dni w roku występuje zjawisko \"mgła\" można powiedzieć że pogoda nam się udała ;).

Z ciekawostek:
- Byliśmy w saunie gdzie Maciek ujawnił swoje zapędy piromańskie wlewając ćwiartkę \"spritea\" na rozgrzane kamienie co spowodowało 2 metrowy płomień, który z kolei spowodował brak owłosienia na kończynach dolnych jednego z 3 Marcinów
- w drodze powrotnej udało mi się zmienić przedział nie używając drzwi :)
- ogień minus zapałki = dziecko (czysta matematyka)
- Toff 4 razy zdobywał Szrenice (3 podejścia zakończone sukcesem)

pozdro dla ekipy i dzięki dla kierowniczki :)
Marta Seweryńska-Kępa
Marta
klubowicz
3194381   msewerynska@wp.pl   mia.kaszuby.pl  
fajowo :) :: 2006-11-07 15:42:07
Kurcze, szkoda ze nam nie udalo sie z Wami pojechac :( widać ze byla fajna zabawa :)))
Krzysztof  Kur
pchełek
klubowicz
3602845   koggut@poczta.onet.pl   
oby takich więcej :: 2006-11-07 16:36:33
A miało być tak ekstremalnie - huragany, snieg prosto w oczy, ciemne chmury non stop, brak prądu, itp. Niekiedy wiatr zawiał trochę mocniej i śnieżyca dręczyła nasze twarze, ale że Śnieżkę zobaczymy w pełnym słońcu i błękitnym niebie, że będzie tyle prześwitów i widoków, że będą takie cudowne zachody słońca - tego się chyba nikt nie spodziewał. Dzięki wszystkim za super wyjazd - szczególnie organizatorce. Podobało mi się więc jadę na następne :)
Marcin Kowalski
Przeciętny Kowalski
gość
3676317   marcin[at]dfstudio.com.pl   
jakoś tak sucho... :: 2006-11-07 17:44:15
A ja tak sobie leżę obłożony pampersami (coby mi wreszcie sucho było) i żałuję, że wyjazd tak szybko się skończył...

A z ciekawostek:

Skoro w saunie mieliśmy ogień minus zapałki to czy...? :) ehhh nieważne :P

Pozdroofka dla wszystkich i dzięki za extra wyjazd!!
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
Istotnie... :: 2006-11-07 23:16:58
...jeden z najlepszych dotychczasowych wyjazdów!

Ciekawostki:

- W Karpaczu zobaczyliśmy wszystko co jest tam do obejrzenia, czyli słynną Świątynię Wang oraz słynnego kota z Karpacza, które to nachalne bydlę przyczepiło się do nas przy sklepie, a odczepiło dopiero przy Wangu (pomimo mojego usilnego dręczenia na wszelkie możliwe sposoby po drodze, włącznie z wtykaniem kociego łba do kosza na śmieci).
- Śnieżka istotnie szczęśliwie odsłoniła się podczas naszego wejścia, co ja jedynie zaobserwowałem ze schroniska u jej podnóża, z powodu potwornego bólu palców na skutek wiatru silnego, a mroźnego aż nadto.
- W Samotni obaliliśmy litra na 3 osoby, co jako jedyny przeżyłem w akceptowalnym stanie! ;)
- Obsługa w Samotni jest nieuprzejma - na Hali Szrenickiej wręcz przeciwnie (i to wcale nie dlatego, że pani bufetowa nosiła niezbite oznaki spożycia napojów zwanych wyskokowymi).
- Na Wielkim Szyszaku (1509mnpm) można natknąć się na wielkiego chomika, który pomimo szalejącej śnieżycy strzegł szczytu - nie przyjmuję do wiadomości, że to było złudzenie! Tam naprawdę było coś, co przypominało wielkiego chomika!!!
- Widoczność na 100 metrów to dobra widoczność. Na 300 metrów to bardzo dobra widoczność. Na 500 i więcej to wręcz zjawisko. A brak mgły lub chmur to cud!!! I takie nawet się zdarzyły. Ze dwa razy... ;)
- Temperatura odczuwalna -15 stopni na początku listopada to nic dziwnego. Przynajmniej teraz tak twierdzę... ;)
- Wszystkim polecam kijki trekingowe marki Bukinex!!! :) Nie do zdarcia, nie gubią gumek, nie ma problemów ze składaniem i rozkładaniem! Ja takowy miałem i spełnił swoje zadanie w 100%, więc niech schowają się wasze Milo, Fjordy Nanseny i Fizany! ;)
- Szrenicę istotnie zdobywałem czterokrotnie, szczyt szczęśliwie osiągając trzy razy. Z czego jestem oczywiście dumny niezmiernie.

Tyle ciekawostek chyba wystarczy ;) Dzięki wszystkim za udany wyjazd! :)
Adam Piotrowski
adam p
klubowicz
725097   adampiotrowski@poczta.fm   rowerami.com  
ekstra... :: 2006-11-07 23:35:35
..z tego co widze bylo bardzo fajnie czego zazdrosze, ale do pelni szczescia zabraklo tam jeszcze np. rowerow;)
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
Wyjazd :) :: 2006-11-08 00:44:37
Czytałem to co Toff napisał i śmiałem się w głos :)
Istotnie wielki szyszakowy Chomiś!!

Dodam jeszcze, że to nie był ogień 2 metrowy tylko jakieś 1,5 :P i ja tylko chciałem dobrze :)

Wyjazd istotnie jeden z najlepszych ostatnimi czasy :D
Hania kiedy coś znowu? :>
Hanna Arendt
Hanka
klubowicz
444722   hanna.arendt@wp.pl   www.zawszezarece.pl  
juz niedlugo... :: 2006-11-08 10:33:54
Zapowiadam ze jesli tylko beda 3-4 dni wolne robie wyjazd w Masyw Śnieżnika jeslibeda chetni ;)
Ania Dudkiewicz
Anka
gość
1136049   aneczka.6@wp.pl   
Świetny wyjazd :: 2006-11-08 19:55:04
Było wspaniale! Pierwszy raz jechałam z GDAKK-ami, ale teraz wiem, że napewno nie ostatni ;)
2 gitary, 3 śpiewniki i herbatka z rumem to dobry układ ;)
Oby tak dalej!
Dorota Brach
Dotka
klubowicz
235492   dotab@poczta.onet.pl   http://www.dmtransfer.com/  
Sliczna macie zime... :: 2006-11-09 00:27:47
w tych pieknych polskich gorach :))
gratuluje udanego wyjazdu i pozdrawiam nowe osoby!!
Marcin Kur
kuroslaw
klubowicz
kur.kuroslaw@gmail.com   
dzieki wszystkim za wyjazdzik :: 2006-11-09 02:10:54
przede wszystkim hanii za organizowanie i zabranie mnie :P
super wyprawa takich tylko wiecej, jedyna zla rzecz ktora mi sie nie podobala to za drogie piwo heh

pozdrowka od jednego z 3 marcinow
Michał Rynkiewicz
Toff
klubowicz
3317349   michal_rynkiewicz@wp.pl   
Za drogie... :: 2006-11-09 22:25:57
...piwo nie przeszkodziło nam jednak w wykupieniu prawie całego jego zapasu na Hali Szrenickiej (zostały tylko niedobre ?ywce... :P).
Anna Stasiłowicz
Ania
klubowicz
1067458   ganiva@wp.pl   
Cudny wyjazd!! :: 2006-11-11 19:50:16
Było cudnie, choć jak z Izka zobaczyłysmy że wiekszośc posiada kije trekkingowe, potem sie jeszcze okazało ze stuptuty i inne cudenka, to troszke sie zmartwiłyśmy..:D ale było bosko, i nawet nie tak zimno, jak sie pidzame pod jeansy załozyło:) Super ekipka:) Dzieki w imieniu swoim i Izki! Pozdrowionka i do zobaczenia na kolejnym wyjeżdzie!!:)
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
Aniu i Izo :) :: 2006-11-13 14:00:58
Kije to tylko udogodnienie :) trzeba bylo znalesc kije takie jak toff mial firmy "bukinex" lub "leszczynex" porządne, drewniane, ekologiczne :D
A ze stuptutami sobie swietnie poradzilyscie :P tak na przyszlosc to dajcie wczesniej znac, to napewno da sie od kogos pozyczyc taki sprzet na wyjazd :)