glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Wyjazd w nieznane!
Czyli szlabanem w sól ziemi.
termin: 14-15.X.06
sezon: Jesień 2006
1157050855
Autor tekstu: Adam Kępa
Autor zdjęć: D. Brach, O. Żebrowska, M. I M. Rynkiewicz, T. Jarząbek, M. Kulczycki, Ł. Bohdan, M. Kasperowicz

Rozpoczęcie rajdu to tradycyjnie kwestia do dyskusji, dla jednych początek miał już w piątek dla innych w przegrzanej SKM-ce, a dla normalnych w Gdyni na Dworcu Głównym.
Z założenia ta eskapada miała być owiana mgiełka tajemnicy. Nawet miejsce spotkania poznaliśmy dopiero w nocy na 24h przed wyjazdem. Najwięcej spekulacji dotyczyło organizatora. Wiele dobrych imion zostało naznaczonych tym podłym oskarżeniem, ale do rzeczy. Pare minut po 10.00 przy kasach SKM w Gdyni poznaliśmy zagadkową treść koperty numer 1.W skrócie: „wsiadacie do pociągu osobowego nr 90134. Bilety kupujecie do przed-przedostatniej stacji zaczynającej się na literę G. Dalsze instrukcje znajdziecie w kopercie, którą możecie otworzyć dopiero o 11.11. Kopertę otrzymacie w pociągu”. Od razu postanowiliśmy poznęcać się przy jej pomocy nad panią w informacji w końcu powinna znać na pamięć te numery składów ;] , jednak Mariusz jako przedstawiciel Zarządu postanowił nie robić sensacji, rozwiązać zagadkę samemu i zadać pytanie po ludzku. Tak oto targnęliśmy się na kasę z zamiarem zakupu biletów do Gołubia. Przy kasie Kasia P. otrzymała plakietkę „agenta”, gdyż rzuciła do kasjerki „kod 601” i otrzymała zniżkę, no a przecież ktoś te koperty podrzucał, więc kobita na bank miała z tym cos wspólnego! Szynobus do Kościerzyny ruszył o 10.39. Podróż przebiegała w miarę spokojnie nie zwracaliśmy uwagi na to, że drzwi na pewnej stacji się zepsuły, a przerażona pani na zewnątrz biegała wzdłuż składu dobre 5 minut zanim zrozumiała, że maszynista wie o awarii. W kopercie nr 1 była mowa też o zebraniu kasy na nocleg, więc wszczęliśmy bunt, że nikt nie pokazał nam folderów, ani żądnej oferty noclegowej więc nie kupimy kota w worku ;P Żądaliśmy również objęcia opłatą 3 złotową wszystkich uczestników rajdu, a w zamian zebrania po 5 złotych od reszty podróżnych w szynobusie, co tez ogłosił głośno Wacław. W końcu stanęło na tym, że można tez płacić złotą drobnicą, a Dorcia 25-cio centówką. Dociekaliśmy też, kto doręczy kopertę numer 2. Czy konduktor, czy Toff przebrany za konduktora, czy ktoś na jakiejś stacji. Koperta numer 2. objawiona przez Kasię, która z Bartkiem po raz pierwszy się z nami wybrali mówiła o podziale na trzy równe grupy i wysiadce w Somoninie, Wieżycy i Gołubiu kolejnych grupek. To polecenie wprowadziło w nasze szeregi sporo zamieszania, pomijając, fakt, że Krisowi „skończyła się guma” z wrażenia, to nastała wrzawa. Zgraliśmy się ze sobą, Wacław trzymał dorobek naszej przyjaźni, czyli subtelna reklamówkę drobniaków na nocleg, więc nie mogliśmy go zostawić, a podział 15-to osobowej grupy na trzy części wydał nam się nie do przeprowadzenia! Dziś z perspektywy czasu, może jednak było to możliwe, lecz wtedy… Zaczęliśmy kombinować, psujące się drzwi, pies niedaleko nas i wyszedł plan. Przerwaliśmy instrukcje na pół od góry ku dołowi i wyszło: „W Wieżycy od naszego człowieka na stacji przekaże” jak by nie patrzeć wysiądźcie w Wieżycy! Druga część zaginęła - w domyśle drzwi przycięły kopertę a odciętą część zjadł pies. Dla potwierdzenia tego faktu wyprosiliśmy potwierdzenie od konduktora na zachowanej części :)
Na pierwszej wspomnianej we wskazówkach stacji zauważyliśmy Prezesa, Tomasz wyskoczył na peron machając na niego, ale za mało było czasu na podjechanie do nas, bo zaraz nastąpił odjazd. Spadły na nas wyrzuty sumienia, Mariusz zaraz dostał telefon z Somonina, jednak rozmowa została utajniona. Zaczęliśmy się zastanawiać czy nie podzielić się na dwie grupy, póki można, nawet cos takiego nastąpiło i nawet Kaja postanowiła przejść z grupy ośmio- osobowej do siedmio- osobowej by było równo, więc znaj czytelniku nasze poświęcenie! Ostatecznie jednak wedle pierwotnego ustalenia wszyscy wypadliśmy na stacji „środkowej”, czyli w Wieżycy. Po chwili podjechał do nas Gruby vel Marcin, innych ksywek nie zapodam tu by kiedyś nie zostać rozjechanym rowerem przez nieznanych sprawców przed wejściem do domu. W każdym bądź razie okazało się dla nas nieoczekiwanie, że ma on dla nas kopertę! Wiedział on już o naszym puczu i przytoczył rzekomo słowa Toffa czekającego w Gołubiu: „wiedziałem, że tak będzie”.Treść koperty numer 3. Sprowadzała się w sumie do polecenia udania się do Ostrzyc i znalezienia kolejnej koperty w jednym ze sklepów. Kopertę miała posiadać nie zamaskowana ekspedientka jednego ze sklepów, a wydać ja miała na dźwięk prośby o jedno jajko. Marcin się zawinął, a my ruszyliśmy do lasu tzn. do Ostrzyc. Pod pierwszym podejściem nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji a sygnał ku temu dała kwiecista, szlachetnej fantazji wiązanka Williego – okazało się, że w szynobusie zostawił on swoje kijki trekkingowe. Na szczęście padł pomysł (za to poproszę pifko), by Kościerzyna poprosiła swoją siostrzyczkę – małą Kościerzynę Kingę zamieszkałą w Kościerzynie by udała się na stację końcową odzyskać kijki. Co tez nastąpiło. Przed Ostrzycami wyszliśmy z dziczy i pojawił się odwieczny problem poruszania się po jezdni okraszony pięknym zdaniem Ewy „za mało nas jest by udawać samochód” chyba w sensie byśmy nie szli środkiem asfaltu. Jeszcze przed sklepem uraczono nas dwoma perełkami. „ Pierwszy raz widzę Adama.. Ej gdzie jest Adam?!” W domyśle: pierwszy raz widzę Adama w okularach. To skłoniło nas do rozpoczęcia spisywania takich tekstów na papier a to skwitowała z przejęciem Dorota „musimy mieć uszy wkoło głowy”. Przed sklepem panowie wyćwiczyli filuterne przymrużanie oczu by zrobić wrażenie na sprzedawczyni, jednak nie było to potrzebne już na sam nasz widok strzeliła buraka i kopertę zdobyliśmy bez walki. A tak na marginesie zastanawialiśmy się ile jajek zakupimy na Kaszubach nim zdobędziemy fant, a tu strzał w dychę. W kopercie znaleźliśmy pare instrukcji (by donieść jajko na nocleg, o której być na miejscu, by ułożyć mały wierszyk itp.) i krzyżówkę, której rozwiązaniem była nazwa miejscowości z noclegiem. Z zapałem przy piwku i innych soczkach zasiedliśmy do rozwiązywania zagadki, ale nikt nie potrafi wyjaśnić, kiedy i kto zapodał synonim do hasła: „jamnik” o treści Reks, wyśmiewany do dzisiaj. Mimo, iż w kopercie nie znaleźliśmy oczekiwanych setek na zakup jajka i innych „niezbędnych” produktów pojawiły się jednak dwa prawdziwe jajka, tylko, że tak jakoś zaczęliśmy je do siebie przerzucać i wszystkie się skończyły pod sklepem. Tak nas te jajka natchnęły, że rozwiązaniem krzyżówki okazały się Lisie Jaja, zamiast Lisia Jama, a wierszyk wyszedł wybitnie jajecznie:
„Ostrzyce witają i jajka spadają
Idziemy w nieznane by wdepnąć w Lisią Jamę
A podział na grupy jest do dupy
Mam dwa jajka ymm to już było
Jajko, jajko, ymm to już było, jedno i drugie pod sklepem się rozbiło
Jamnik Reks przybiega z daleka, bo Wacław już na niego czeka.”
Prawda, że słodkie? ;P jeszcze przed ruszeniem dalej, na moment pojawili się zrowerowani organizatorzy się przywitać. No tak! I jeszcze było foto! W sumie tylko dwa, bo mi akurat baterie wysiadły grrr. W doskonałych humorach idziemy dalej z Ostrzyc na Borucino. Nastrój jest tak sympatyczny, by nie napisać intymny, że Tomasz zdradza Dorocie – tu cytat – „mam taką sama dziurkę jak ty” i niewiele osób wierzy, że chodziło o oglądany właśnie spód aparatu. :) W końcu po dosyć urozmaiconym odcinku wzdłuż jezior z huśtawkami bez siedzeń dostosowanych dla facetów, docieramy do prostej asfaltówki. Tu robimy mały postój przy szlabanie, jakie widuje się przy wjazdach do lasu. Pare osób siadło na szlabanie, Bartek nawet wywinął orła jak w skoku wzwyż Partyka, a że szlaban był niezabezpieczony no to się otworzył a my na nim siedząc trochę go nagięliśmy – nie widocznie, ale przy zamykaniu ciężej wchodził w klamrę, więc go zamknęliśmy i siedzimy dalej aż podjeżdża z lasu Chrysler, wiec się usuwamy by sobie wyjechał, a tu z niego wyskakuje czterech panów w wieku 40-50 lat i do nas z wrzaskiem, że dewastujemy, że jesteśmy gówniarstwo, wandale, taką to mamy młodzież, taką sól ziemi z nas, gównierstwo nie ludzie itp. W tym stylu, no i że mamy się wynosić, jeden najbardziej narowisty chyba miał wypite, bo chciał się nawet bić. No, ale cóż sytuacja była zaskoczeniem, wiec wyszło, że się powoli zwinęliśmy tylko z lekka reagując na te wokalne popisy orangutanów. Rozpoczął się żmudny prosty odcinek w stylu Klubu Turystyki Asfaltowej (KTA), na dodatek auta praktycznie nie schodziły poniżej 70km/h, a wyprzedzały się ze śmiercią na twarzy. No, ale jakoś dotelepalismy się do przesmyku między jeziorami Raduńskimi i rozpoczęła się ryzykowna sesja zdjęciowa, bo klapnęliśmy na mostku zaraz za zakrętem i co chwile ktoś biegał na druga stronę jezdni ustawić aparat na murku.
Na szczęście stąd już nie było daleko do Borucina. Jak to skwitowano patrząc na mapę: „pięć centymetrów” – na co komentarz z niedowierzaniem – „ taak! Chyba na globusie!” Pod sklepem urządziliśmy dłuższy popas, podczas którego wyjaśniło się, dlaczego panie chadzają na stronę grupowo i jak to robią, co zostało pokazane na przykładzie. Po lodach i innych takich ruszamy KTA na Kamienicę Szlachecką. Gdzieś tam po drodze, chyba na zachodniej stronie nieba zaczyna znikać słoneczko, więc nasze romantyczne słowiańskie dusze i część pęcherzy domaga się postoju, spokój cisza i … cos dziwnego Wojtek zaczyna trącić głos, ech to tylko młodzieńcza mutacja, ale nie pozwala ona dziewczynom pozostać obojętnym i nie podokuczać trochę biedakowi. W dodatku jest tak miło, że aż nas litość bierze i prosimy Gosię by wypuściła z plecaka Wieśka, panie nasze ukuły teorię że taki wypchany plecak nie może zawierać nic innego jak (ciało) jej ukochanego- jakie to romantyczne prawda? Niewiele przeszliśmy dalej a już postój. Bartek podejmuje heroiczną decyzję odebrania wielkiego plecaka kulejącej (cenzura), co uświetniamy specyficznym sykiem otwieranej puszki aprobaty. Po kolejnych zakupach w Kamienicy w końcu uciekamy z asfaltu na drogę gruntową, integrując się z nowymi osobami konstruujemy piękne zwroty typu: „nie mówię o głębszym poznaniu, a o głębszej relacji”, więc nadal jest miło. Uparte brnięcie do celu jeszcze pod koniec trasy przy zapadającym zmroku zostaje przerwane przez dwa konie, głaskanie, cmokanie, czyli klasyka kontaktów na tej linii i już idziemy dalej. Jeszcze tylko wymiana zdań: „ –Gosia! Wypiłaś moje piwo! –Nie! Ja tylko sobie nosa podtarłam!” I w końcu jesteśmy! Szkoła w Lisich Jamach Na miejscu na małej salce gimnastycznej są już rowerzyści rozlokowani na jedynych materacach, ale nie tracimy nadziei, że je odbijemy. Toaleta, odpoczynek, w międzyczasie przyjazd Marty, Hani, Magdy, Olgi, Michała, Adama i Marka. Wspólna kolacja wokół ławki, a po kolacji to, o czym marzyliśmy cały dzień, czyli rozrywka we wspólnym gronie. Szybko zawiązała się sekcja mafijna, w której tradycyjnie wykańczano Hanię, Kaję i Tomka, a również nad wyraz często nową Kasię. Fenomenalnie próbowała się bronić Dorotka przed egzekucją Miasta mówiąc, że jest porządnym mieszkańcem wychowanym przez spokojnego - siedzącego lekko z boku Wojtka, który akurat niefortunnie skręcał ze sznura szubienicę. Na korytarzu z kolei królował unihok, potem jeszcze trochę kręgli, czyli: „będziemy grać puszkami, które wypijemy z piw”, w międzyczasie udało się wyjechać śpiącemu Marcinowi z Sali na materacu, jeszcze trochę rozmów, pare pomysłów, np. by zarzucić samemu tabletkę gwałtu i ruszyć w teren z koszulką „weź mnie”, jeszcze trochę zdjęć i jakoś po 1.00 idziemy grzecznie spać. A rano, już po szóstej nie jedna osoba na nogach i powroty własnym transportem jak i również stopem. Ech może następnym razem uda nam się przejść trasę w niedziele dalej niż z Lisiej Jamy do Starej Maszyny, ale dziwne zakwasy czuje jeszcze po paru dniach ;P więc nie było źle!!!
zdj1
Organizator: W oczekiwaniu na grupę w Somininie... a grupa jeszcze w Gdyni
zdj2
Spotkanie organizatorów w Ostrzycach, po nieudanej akcji wręczenia kopert (no comment).
zdj3
Nieoficjalna grupa rowerowa (organizatorów) odwiedziła skansen w Szymbarku a tam najdluższa deska śwata i Gruby (na zdjęciu).
zdj4
Końcówka, Lisie Jamy to chyba jedna z najwyżej położonych wiosek na Kaszubach...ale za to na koniec było słońce :)
zdj5
Do zabudowań jeszcze kawałek, żeby nie skłamać to koło 1,5km
zdj6
Mariusz ciągnie owieczki na rze.. Ostrzyce
zdj7
Przed Ostrzycami
zdj8
Wacław na podrywie, zdobywamy kopertę w Ostrzycach
zdj9
Fota pod sklepem
zdj10
Jajka się skończyły
zdj11
intensywna praca nad krzyżówką, a w niej Reks i Lisie Jaja
zdj12
Dorcia tradycyjnie w biegu na zdjęcie
zdj13
menelstwo okupuje placyk zabaw ;P
zdj14
Sławny szlaban jak widać cały, a na nim sól ziemi
zdj15
Plecak prawdziwego GDAKK-a, a co na nogach? Skarpetki?
zdj16
udajemy kolumnę bo na samochód to nas za mało
zdj17
Przesmyk między Raduńskimi
zdj18
Wspaniałe okoliczności przyrody i my
zdj19
To nie żaden chaos, tylko czas na fotki
zdj20
urozmaicenie traski
zdj21
Prezes i Organizator w jednej osobie, w danej chwili pan i władca żołądków
zdj22
Czyżby ktoś się modlił o "Smacznego"?
zdj23
Klasyczna integracja
zdj24
burmistrz miasta na dopingu...
zdj25
... to i Mafia wygrywa
zdj26
Tymczasem przed salką nie ma zmiłuj!
zdj27
Hmnn bez komentarza
zdj28
Dowód, na to, że Wieśka złożono do kupy poprawnie
zdj29
Olga nie ma kompleksów w związku z męskimi grami
zdj30
Gruby już kolarzuje do domu ;P
Podliczenie trasy OTP
Trasa: Wierzyca PKP - Ostrzyce - Brodnica Dln - Borucino - Kamienica Szlachecka - Lisia Jama
Data: 0000-00-00  Dystans: 26 km Punkty: 26 pkt
Komentarze wyjazdu
Maciej Rynkiewicz
Cox
klubowicz
603000   rynkiewiczm@gmail.com   
Gdzie pieprz rośnie :: 2006-10-17 10:53:57
Więcej zdjęc, takich bardziej od kuchni rajdu:http://tiny.pl/rmv8
Adam Piotrowski
adam p
klubowicz
725097   adampiotrowski@poczta.fm   rowerami.com  
Rowerowe w nieznane :: 2006-10-17 18:20:03
fotki z "nieoficjalnej" traski rowerowej w nieznane tutaj
Mariusz Kulczycki
Wili
klubowicz
wiliino@op.pl   
trasa niedzielna :: 2006-10-18 10:38:20
o przepraszam prawie cala sekcja autostopowa niedzielna trase szla z lisiej jamy do starej maszyny !!:)
Kaja Baszanowska
Kaja
klubowicz
1074717   kajasopot@o2.pl   
brawo adas za relacje! :: 2006-10-18 10:39:44
relacja doskonale odzwierciedla klimat rajdu!
tak, tak: krisowi sie guma skonczyla, gosia wcale nie pila, piwa tylko sie drapnela w nos ;) i oczywiscie uszy dookola glowy mielismy caly czas :)
to mowilam ja - sól tej ziemi :P
Ewa Smyk
Ewa S.
klubowicz
3365564   platonka@wp.pl   www.akk.pg.pl  
... :: 2006-10-20 19:52:41
Relacja w porząsiu tylko jak dla mnie troszkę za mało opisów przyrody. A na zdjeciach za dużo ludzi zasłaniających cudowne jej piękno:)pozdrówka:)
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Fotki :: 2006-10-21 20:44:55
Niestety, zdjęć można zamieścić tylko 30, a w tym wypadku weszły fotki z dwóch tras, czyli wogóle lipa. Z tego względu zostały zamieszczone jedynie fotki komercyjne i nie zmieni się to, póki nie zmieni się ludzka mentalność, inna sprawa, że z przyrody była tylko seria pięknego nieba po zachodzie słońca-ostatnia z tych fotek, odpadła na końcu wyboru .
Dorota Brach
Dotka
klubowicz
235492   dotab@poczta.onet.pl   http://www.dmtransfer.com/  
Rajd i relacja :: 2006-10-23 14:47:44
Brawo Adas:) Co prawda to chyba nie ja twierdzilam, ze wychowal mnie Wojtek, ale co za roznica:) A rajd, jak juz mowilam byl super i nie ma co sie obrazac na kogokolwiek za cokolwiek (to oczywiscie do panow, ktorzy sie obruszyli na sol ziemi ;)

a tak w ogole to pozdrowka z Walencji!