glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Pieniny
termin: 28.X - 2.XI
sezon: Jesień 2005
Pieniny
Autor tekstu: Adam Kępa
Autor zdjęć: Marta i Adam Kępa; Adam Piotrowski; Kazik Niecikowski

Więcej zdjęć: http://www.adampiotrowski.za.pl/pieszo/zdjecia/pieniny-gorce2oo5/index.html

Późna jesień, wietrzysko i deszcz ze śniegiem zacina porywając mokre liście do.. STOP!!! Tym razem było inaczej, anomalia pogodowe w tym przypadku na plus, tak więc zebrawszy się do kupy spotkaliśmy się w Gdyni i tradycyjnie zajęliśmy miejsca i wszystko by było ok., gdyby nie fakt, że już we Wrzeszczu opuścił nas Paweł, a to z powodu nie dotarcia na peron w porę Doroty! My natomiast w przestronnym przedziale dotarliśmy do Poznania. Tu już zrobiło się smutniej, bo dalsza podróż wypadła na korytarzu i jedynie nasze plecaki znalazły dobre miejsce w umywalni, no i nogi prezesa w szafce kontrolnej, później już za Wrocławiem zrobiło się milej, ale nie ciekawiej, więc przejdę dalej pomijając pytanie czy do Krakowa jechaliśmy również przez Sanok!
29.10.05r Sobota
Pierwszy cudowny dzień bez żadnej chmurki na niebie!
W stolYcy Małopolski na chwilę zgubiliśmy się na dworcu, z powodu przebudowy okolicy, lecz czas gonił więc zaatakowaliśmy tramwaj dalej na przeniesiony dworzec PKS. Przed wysiadką zaatakowały nas kanary i niechybnie w sposób spektakularny oberwalibyśmy grupowo po mandaciku, lecz pomógł nam motorniczy za co po ucieczce poza pojazd otrzymał w podzięce dyszkę. Nasze nagłe wtargnięcie na PKS-y zaowocowało podstawieniem dodatkowego kursu „na Szczawnicę”, za co serdeczne „Bóg zapłać!” -trochę odespaliśmy. W Krościenku nad Dunajcem nie było daleko do… ulicy na której mieliśmy nocleg, ale numer domu już nie był tak optymistyczny-powyżej stówki. Pokoje zajęliśmy trzy i już po jedenastej jechaliśmy busikiem do Niedzicy. Kierowca był bardzo miły, pokazał nam pare szczytów po drodze i cygańską knajpę której nie polecał. Pod zamkiem i pod presją nadciągającego tabunu dzieciaków mających zasłonić nam widok walnęliśmy fotę jednym z wielu aparatów i uciekliśmy do wnętrza warowni mijając ciekawy znak ostrzegawczy z duchem pośrodku. Zwiedzanie przebiegło z oddechem wycieczki na karku, lecz bez problemu działaliśmy na trzy statywy i jedenaście aparatów. Po opuszczeniu zabytku pokonaliśmy tamę i zanurzyliśmy się wgłąb Pienińskiego Parku Narodowego wcale nie szlakiem, a na czuja. Mimo pewnych nieścisłości przy starciu rzeczywistości z mapą z lat siedemdziesiątych, przy pomocy miejscowych hodowców owiec i bożej opatrzności pięknym szlaczkiem przebiliśmy się do asfaltu, gdzie jedyne, co to Maciek padł ofiarą inwigilacji ze strony Straży Granicznej. Po nudnym odcinku zeszliśmy na niebieski szlak i przez fajną górkę Majerz, punkt informacji z ładnymi znaczkami i sklep dotarliśmy do ruim zamku Czorsztyn, gdzie pocałowawszy wrota (już zamknięte tego dnia) i okoliczną plażę ruszyliśmy asfaltem ku Krotnicy. W pewnym momencie męska część postanowiła, że ruszymy na przełaj przez krowie placki tzn. przez pola, na co kobity, że nie, na co faceci, że wtedy pojadą stopem, ktoś równocześnie machnął ręką i jak na komendę zatrzymał się transport dla pań. Na nocleg dotelepaliśmy się koło 18. po jakimś czasie dotarła Dorotka z Pawłem i już po kolacji zaczęliśmy kolejną w naszym życiu integrację, przy gitarze i nawet winie z beczek.
30.10.05r Niedziela
Kolejny cudowny dzień bez żadnej chmurki na niebie!
Ufni swoich sił-czy coś takiego ruszyliśmy rano ostro w stronę Trzech Koron, po drodze zatrzymując się przy starej znajomej gaździnie sprzedającej na szlaku oscypki i zsiadłe mleko, babina chciała na pożegnanie całuska, ale pan obdarzony propozycją stchórzył jawnie czego zapewne nie zapomni nigdy. Koło Zamkowej Góry spotkaliśmy pięknego psa turystę, tego z serii „Beethovenów”, który ładnie po pozował do fotek, oraz odprowadził nas do Trzech Koron. Na szczycie jak to przeważnie bywa wiało i był ostry tłok, ale ludzie widząc że rozstawiamy statywy w takich warunkach w strachu robili nam miejsce, a przecież my zdrowi jesteśmy! Spragnieni wyżerki znaczków i pieczątek zbiegliśmy do schroniska pod Trzema Koronami, a tam szok! Bufet jak za PRL, cienkie jedzenie i tak jakoś nie fajnie. Zjedliśmy co dali i nastąpiło rozdzielenie. Dorota, Asia, Paweł, Maciek, Adam i Kazik ruszyli przez Sokolicę do Krościenka natomiast my, czyli Marta, Ewa, Wojtek i Adam ruszyliśmy na Słowację, mając w planie Sokolicę we wtorek. Stąd opiszę tylko to co sam przeżyłem. W informacji PPN poinstruowano nas by przejść na Słowację należy przejść w pław płyciutki obecnie Dunajec, no ale udawszy się nad brzeg panie stwierdziły, że nie mają ochoty, na co my że, zaraz wrócimy, lecz ostatecznie postanowiliśmy złapać stopa na tym końcu świata i asfaltu. Ciągle idąc, w odległości 7-8 metrów od początku nawierzchni drogowej przy pierwszym machnięciu ręki zatrzymała się młodziutka para, która na zapytanie dokąd jadą, odpowiedzieli, że nie wiedzą, bo tak sobie jeżdżą, no więc obniżywszy zawieszenie podjechaliśmy do granicy w Sromowcach Wyżnych. Tam przekroczyliśmy z Tazem granicę maltretując strażników o pieczątki do paszportów, kupiliśmy po piwku dla pań, przerzuciliśmy je im przez granice (Ewa nie miała paszportu itp.) i zrobiliśmy już większe zakupy w spokoju. Powrót do Krościenka już nie był taki kolorowy, bo przez 3, może 4 kilometry nie udało nam się nic złapać i dopiero jak ja uskoczyłem za potrzebą, a Tazz został lekko z tyłu, panie zarwały dwóch górali w tym jednego podpitego! Panowie ulegli perswazji i zabrali nawet chętnie. Dobrze grzali więc droga nie była długa, a i sobie pożartowaliśmy i prawie chatę na Sylwka załatwiliśmy. Sokolica grupa zaliczyła szczyt króciutko po zachodzie słońca, co wpłynęło na urozmaicenie zejścia. Wieczór po powrocie reszty przebiegł podobnie jak poprzedni, tyle, że z przewagą akcentu słowackiego.
31.10.05r Poniedziałek
Kolejny cudowny dzień bez żadnej chmurki na niebie!
Po zdobyciu busa podjeżdżamy do Jaworek dalej szlakiem przez lekko oszroniony ale bardziej uroczy Wąwóz Homole do góry. Pierwszy postój za wąwozem zaowocował fotką na skałkach i wyprawą ścieżkami do nikąd-jest ścieżka, ale po 100-200metrach się kończy, no i zjazdem z górki na tyłku pewnego uczestnika. Dalsza trasa przebiegła szlaczkiem, gdyż odbiliśmy skuszeni reklamą na pewną halę szukając karczmy, ale obiekt okazał się opuszczony. Ponad linią lasu skonsumowaliśmy śniadanko, które pobudziło do kolejnego niezwykłego zdjęcia facetów w powietrzu. Na Wysoką wspięliśmy się bez kobiet, a szkoda bo był to najciekawszy szczyt tej wyprawy- szpiczasty, skalisty i górujący nad całą okolicą, jest panoramek pare. Trochę tam zabawiliśmy i przez to kobiety dogoniliśmy dopiero biesiadujące przy ciasteczkach i piwku na hali pod Durbaszką. Trasa jest godna polecenia, lecz nie wydarzyło się tym razem na niej nic spektakularnego, czym bym nie zanudził, więc skracając, zejście do schroniska Orlica zaowocowało wywinięciem orła przez obywatelkę „De”, w samym schronisku mimo protestów jednostek, zjedliśmy przeciętne bułki typu fast food , oraz w niewyjaśnionych okolicznościach stłukliśmy jedną szklankę, no i Paweł zgubił czapkę. W Szczawnicy po małej dyskusji nad busem za 2 złote zdecydowaliśmy iść piechotą. Jednak nie ma tego złego, bo… spotkaliśmy obywatela Leppera, jak z plakatu, co uwiecznił nasz paparazzi Maciek. W Krościenku wpierw zaliczyliśmy zwykły barek, z jadłem a następnie niesamowitą knajpę w stylu Praskich pijalni z porożami na ścianach, wypchanym wilkiem przy barze, podejrzanym elementem w różnym wieku namiętnie oddającym się hazardowi karcianemu, no i panią barman w hotelowym stroju. Popijając „pifko w fajnej cenie” byliśmy również podglądani przez dwie staarre babiny, chyba lekko wstawione, bo czasem puszczające oczka ku „naszym świeżym chłopcom”. Sygnałem do zaprzestania posiadówy był tekst pewnej osoby apro po babinek: „a może by je poderwać?” Wieczór zakończyliśmy w miejscu i towarzystwie nie pozwalającym popełnić jakiegoś nierozważnego kroku czyli w pokoju.
1.11.05r Wtorek
Kolejny cudowny dzień bez żadnej chmurki na niebie!
Dzień kończący naszą wspólną wędrówkę, ponieważ Adam z Pawłem i Maćkiem ruszali dalej w Gorce, Kazik jechał w kierunku na Piwniczną obejrzeć jakąś ważną z punktu widzenia jego kierunku studiów elektrownię, Dorota z Martą i ostatecznie z Asią zostały na kwaterze, a Tazz z Ewcią i Adamem ruszyli ku Sokolicy i ten wątek pociągnę. Szlak z rana był lekko oszroniony, jednak nie utrudniło to podejścia i już po niecałej godzince byliśmy na górze, obstrykaliśmy całkowicie okolicę, zjedliśmy śniadanko, powzdychaliśmy na myśl o końcu wyprawy i zbiegliśmy do dziewczyn na dole. Autobusem po 13.14 podjechaliśmy do Krakowa, przekąsiliśmy cosik w Mc Donald’s , zrobiliśmy rundkę po rozkopanym rynku i podjechaliśmy do Płaszowa. Jeszcze odrobinę wrażeń dostarczył nam Kazik, który o mały włos, a by nie zdążył do nas dołączyć. Wyprawa zakończyła się w środę dojazdem do całkowicie zachmurzonego 3miasta. Hough!
zdj1
zdj2
zdj3
zdj4
zdj5
zdj6
zdj7
zdj8
zdj9
zdj10
zdj11
zdj12
zdj13
zdj14
zdj15
zdj16
zdj17
zdj18
zdj19
zdj20
zdj21
zdj22
zdj23
zdj24
zdj25
zdj26
zdj27
zdj28
zdj29
zdj30
Podliczenie trasy GOT
Trasa: Niedzica Zamek – Sromowce Wyżnie Kąty - Macelak
Data: 2005-10-29  Punkty: 8/6 pkt
Nr grupy: BZ.08   Przewodnik: nie
Komentarze wyjazdu
Adam Piotrowski
adam p
klubowicz
725097   adampiotrowski@poczta.fm   rowerami.com  
w listopadzie w krotkim rekawku!! :: 2005-11-15 05:27:36
bylo piknie i do tego ta pogoda!! poza tym fajnie ze znalazla sie ekipa zeby zarwac troche szkoly i zostac jeszcze pare dni w gorcach:)
Dorota Brach
Dotka
klubowicz
235492   dotab@poczta.onet.pl   http://www.dmtransfer.com/  
Pieninki :: 2005-11-18 00:02:57
I pomyśleć, że to było dwa tygodnie temu!! Opaliliśmy się trochę (przynajmniej my z Martą;) a dzisiaj za oknem mam śnieżek!
wyjazd był super, super:)
Paweł Baszanowski
Baszan
klubowicz
1736101   Large12@wp.pl   
1 listopada w górach... :: 2005-11-18 04:48:13
- 0 osób
- 33 km
- krótkie rękawy
- krótkie spodnie
- 0 osób w Hawiarskiej
= Czadzik
Dorota Brach
Dotka
klubowicz
235492   dotab@poczta.onet.pl   http://www.dmtransfer.com/  
0 osób :: 2005-11-18 09:12:22
Paweł, co Ty taki nietowarzyski?? 0 osób to fajnie?? (żartuję, oczywiście zazdroszczę Wam Gorców!)
Maciej Markowski
Maciek M.
klubowicz
1838828   macmar@o2.pl   www.free.of.pl/m/macmar  
Papieski :: 2005-11-20 10:36:04
W zasadzie cały cza szliśmy szlakiem po którym wędrował Papież przez dotarliśmy do kilki miejsc gdzie odprawiał mszę świętą, ano a ludzi zero to super bo spokój i cisza i jagody były