glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Rajd TO HELL
termin: 13 - 14 XII
sezon: Jesień 2003
Hel(l)
Autor tekstu: Kazik Niecikowski
Autor zdjęć: Kazik Niecikowski, Wojtek Najmowicz, Leszek Zawalich

Rajd na Hel od samego początku zanosił się na wyjątkową imprezę. Wyjątkowa była godzina wyjazdu z Gdyni (6:58 dla porannych "skowronków" oraz 9:20 dla pozostałych). Wyjątkowa była trasa, która wiodła przez podziemne zakamarki helskich fortyfikacji. Na rajdowiczów czekały wyjątkowe zadania do wykonania, ale o tym wiedział rano tylko kierownik rajdu . W sobotni poranek 13 grudnia wybiła godzina prawdy. Frekwencja w grupie "skowronków" dopisała, organizatorom na widok tłumu gdaków spadł kamień z serca . W porannym pociągu mieliśmy okazję podziwiać wschód słońca nad Zatoką Pucką. Niestety słoneczko szybko schowało się za chmurami.

Po wyjściu z pociągu skierowaliśmy się do centrum Helu. Ulice były wymarłe. O tej porze roku byliśmy jedynymi widocznymi na ulicy turystami. Pogoda nas nie rozpieszczała. Silny wiatr, chłód i pó?niej deszcz dawał nam się mocno odczuć. Lecz naszego zapału do odwiedzenia tak ciekawego zakątka na Helu brzydka pogoda nie była w stanie stłumić.

Po przejściu przez wymarłe miasto dotarliśmy do latarni morskiej. Dalej kierowaliśmy się na południowy wschód w stronę przedwojennej baterii przeciwlotniczej nr 21. Zwiedziliśmy wszystkie zakamarki działobitni. Naszą wyobra?nię pobudzał fakt zestrzelenia przez tą baterie kilkunastu niemieckich samolotów w 1939r. Kolejnym naszym celem była Bateria Laskowskiego. Po drodze sprawdzaliśmy swoje zdolności bojowe. Coraz więcej osób zarażało się wojskową atmosferą tej okolicy . Cała ekipa zajęła pozycje w wybetonowanej transzei. Wielkim zainteresowaniem cieszył się schron dla obsługi baterii. Ciasne i ciemne pomieszczenia, filtry węglowe, wojskowe toalety i stalowe prycze uświadomiły nas o warunkach panujących w PRL-u w Wojsku Polskim. Większość z nas nie miała "przyjemności" odbywania służby wojskowej. Po wyjściu z tego obiektu wielu studentów postanowiło zabrać się do nauki, aby nigdy nie otrzymać zaproszenia od WKU .Po wyjściu ze schronu udaliśmy się w kierunku stanowisk ogniowych Baterii Laskowskiego (po wojnie przemianowana na 13 Baterię Artylerii Stałej) Przed wojną były na niej zamontowane słynne działa 152mm wyprodukowane przez szwedzką firmę Bofors. Po wojnie stanowiska zostały zaadaptowane pod radzieckie działa 130mm. Pierwsza działobitnia wywarła na nas duże wrażenie, gdyż nie zdołano z niej jeszcze zdemontować radzieckiego działa. Kaliber 130mm okazał się dla naszych potrzeb w zupełności wystarczający . Panowie w niejednoznacznej pozycji pozowali do fotografii siedząc na lufie armaty . Mieliśmy pewne zastrzeżenia co do producenta dział. Wspólnym głosem doszliśmy do wniosku, że przedwojenne szwedzkie "boforsówki" prezentowałyby się na tym miejscu znacznie lepiej.

Przetestowaliśmy łączność głosową między dwoma poziomami działobitni. Niestety nasz "magazynowy" nie był w stanie wyciągnąć windą na górę zamówionych przez ładowniczego odłamkowych pocisków . Kolejnym naszym celem była bateria cyplowa (27 Bateria Artylerii Stałej). Na końcu cypla przywitał nas sztorm na Bałtyku. Porywisty wiatr sprawiał, że fale rozbryzgiwały się o brzeg z wyjątkową siłą, a z plaży wznosiły się tumany piasku. Znale?liśmy schronienie w podziemnych korytarzach łączących poszczególne działobitnie baterii cyplowej (27 BAS). Idąc tunelem dotarliśmy do ostatniego stanowiska. Znale?liśmy tam ostatnie zachowane na Wybrzeżu Gdańskim działo kalibru 100mm. Lufa działa była skierowana na zachód co uznaliśmy za polityczny nietakt w dobie jednoczącej się Europy .

Niestety czas nas gonił nieubłaganie. Przerwaliśmy dalsze zwiedzanie. Wyruszyliśmy z powrotem w kierunku miasta, aby spotkać się z uczestnikami rajdu, którzy wyruszyli z Gdyni dwie godziny pó?niej. Po spotkaniu się obu grup zabraliśmy się za zwiedzanie helskiego fokarium oraz muzeum rybackiego.

Trasa drugiej części rajdu prowadziła z Helu do Juraty. Lecz po drodze nie brakowało niespodzianek. Kierownik rajdu tym razem zamierzał ukazać mroczniejszą stronę helskich fortyfikacji.

Po przejściu dwóch kilometrów w kierunku Juraty odbiliśmy od asfaltowej drogi w lewo. Naszym oczom ukazała się zadziwiającej konstrukcji "Mysia Wieża". Stanowiła ona część kompleksu niemieckiej baterii 406mm "Schleswig Holstein". Wieża była głównym punktem kierowania ognia. Na szczycie była zamontowana aparatura celownicza firmy Zeiss. Za pomocą dalmierza określano odległość do celów znajdujących się w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Helu. Namiary na cel były przekazywane do stanowisk ogniowych baterii 406mm. Była to pierwsza na świecie bateria tak wielkiego kalibru. Jedyny tego typu kompleks w Polsce. Niemcy w 1939 roku tuż po zdobyciu tego terenu zabrali się za wznoszenie tej monumentalnej konstrukcji. Budowę kompleksu ukończono w 1941 roku. Z powodu zmiany koncepcji strategii, po ataku na ZSRR działa zostały zdemontowane. Przetransportowano je na francuskie wybrzeże skąd mógł być prowadzony przez Niemców ostrzał Dover (zasięg dział wynosił 56km). Po zwiedzeniu wszystkich kondygnacji "Mysiej Wieży" udaliśmy się w kierunku stanowisk ogniowych 406mm. Wcześniej zostaliśmy podzieleni na cztery grupy.

Każda z grup otrzymała od Kazika dokładny plan działobitni. Czekało na nas nietypowe zadanie. Poszczególne grupy musiały odnale?ć w labiryncie korytarzy we wnętrzu działobitni ukrytą karteczkę, której lokalizacja była zaznaczona na otrzymanym planie. Wszystkie grupy bez większych problemów poradziły sobie z tym zadaniem. Opierając się na instrukcji zawartej na odnalezionej karteczce grupy udały się w kierunku drugiej działobitni. Konieczne przy tym było wytyczenie poprawnego azymutu. W ruch poszły kompasy. Tym razem w drugim obiekcie należało odnale?ć ukrytą mapę, na której była zaznaczona dalsza trasa wycieczki. Po dotarciu wszystkich grup do punktu zbiorczego odbyła się krótka przerwa. Wcześniej została wysłana ekipa pościgowa do Juraty (Dorota & Paweł), która zawczasu musiała zjawić się w szkole podstawowej przed naszym przybyciem.

Punkt zbiorczy znajdował się u podnóża wzniesienia, wewnątrz którego została
wybudowana centrala dowodzenia 3-ciej Baterii Artylerii Stałej. Przechodząc długim korytarzem mijaliśmy kotłownię, elektrownię, stację filtrów, pomieszczenia dla załogi. Następnie po przejściu korytarzem ponad stu metrów dotarliśmy na szczyt wzniesienia. Znajdowało się tam stanowisko dalmierza. Stalowa kopuła dalmierza - choć miała 50 lat - posiadała doskonałe łożyskowanie. Po rozkręceniu kopuły o średnicy czterech metrów urządziliśmy sobie gdakkowską karuzelę. Osoby znajdujące się wówczas pod kopułą miały niepowtarzalną okazję poczuć się przez chwilę jak chomik w obrotowej klatce .

Niestety zapadał już zmrok, deszcz padał intensywniej. W takich warunkach dalsze zwiedzanie nie miało sensu i wyruszyliśmy przez nadmorskie lasy w kierunku Juraty. Po drodze mijaliśmy różne pozostałości po jednostkach wojskowych. Do Juraty doszliśmy około godz. 17. Szkoła podstawowa, w której mieliśmy nocować była malutka, lecz bardzo przytulna. Co prawda trochę brakowało nam sali sportowej (Klukowa Huta ) i jadalni, za to w małych salach panowała miła, kameralna atmosfera. W dodatku sklep spożywczy znajdował się tuż obok i był czynny do godz. 22.

Wspólne biesiadowanie rozpoczęliśmy od tradycyjnej gdakowskiej kolacji (brawa dla naszych kucharzy - "szwedzki stół" był aż za nadto obfity). Po kolacji imprezowaliśmy do samego rana. ?więki gitary i nasze śpiewy przez długie godziny rozbrzmiewały po szkolnych salach umilając niektórym grę w karty i w kości. Hania po mimo kontuzji dłoni grała "gdakkowskie hiciory". Kuba - specjalista od gitarowej "awangardy" - rozgrzewał nas swoim oryginalnym repertuarem . Również wiele innych osób prezentowało swoje zdolności gry na gitarze .

Rankiem rozpoczął się nasz wielki odwrót. Ekipa powracająca PKS-em po godz. 8 miała po drodze różnego rodzaju niespodzianki - począwszy od rozkładu jazdy, samego autobusu, kontrolerów (niebieska Fabia z ostatniego powrotu ze Zwartowa ), skończywszy na dwóch innych dosiadających się po drodze wycieczkach (walka harcerzy o zamknięcie tylnych drzwi autobusu ).
zdj1
_
zdj2
_
zdj3
_
zdj4
_
zdj5
_
zdj6
_
zdj7
_
zdj8
_
zdj9
_
zdj10
_
zdj11
_
zdj12
_
zdj13
_
zdj14
_
zdj15
_
zdj16
_
zdj17
_
zdj18
_
zdj19
_
zdj20
_
zdj21
_
zdj22
_
zdj23
_
zdj24
_
zdj25
_
zdj26
_
zdj27
_
zdj28
_
zdj29
_
zdj30
_
Komentarze wyjazdu
Dorota Brach
Dotka
klubowicz
235492   dotab@poczta.onet.pl   http://www.dmtransfer.com/  
fajnie, wietrznie :: 2005-11-18 09:57:10
muszę się tam wybrać ponownie, bo wtedy sporo atrakcji mnie ominęło (ktoś musiał przecież jechać na stopa otwierać szkółkę)
Hanna Arendt
Hanka
klubowicz
444722   hanna.arendt@wp.pl   www.zawszezarece.pl  
Jeden z lepszych... :: 2005-11-21 18:50:19
Gratulacje dla Kazika - to byl jeden z lepszych rajdow!! A bunkry i zabawa w chowanego po nich - to dopiero frajda!!!
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
Inny :: 2005-11-23 12:17:03
Pamiętam bunkier w którym było strasznie ciepło!, tak samo jak słowackie piwka, Marty wypadek, zabawę pod ziemią, marchewki, ech, musimy to powtórzyć!