glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Rajd do Zwartowa
termin: 15 - 16 XI
sezon: Jesień 2003
Zwartowo
Autor tekstu: Leszek Zawalich
Autor zdjęć: Leszek Zawalich, Kazik Niecikowski

W dniach 15-16 Listopada odbył się pierwszy rajd szkoleniowo-rekreacyjny. Wyruszyliśmy tym razem na Kaszuby Północne by pokonać pieszo dystans około 20 kilometrów z Bożegopola Wielkiego do Zwartowa. Jak się okazało do budynku tamtejszej szkoły podstawowej dotarło aż 6 grup (z tego trzy niejako najbardziej oficjalne wynikłe z podziału grupy głównej) dzięki czemu w imprezie uczestniczyło w sumie 43 osoby.

Pogoda średnio dopisała. Sobotnie niebo pokryły szarawe chmury było jednak stosunkowo ciepło. Do Bożegopola dojechaliśmy korzystając z dobrodziejstw PKP a następnie po uzupełnieniu prowiantu dość pospiesznie ruszyliśmy na północny-zachód. Z mieściny wyszliśmy może zbyt szybko, przegonieni nieco zbyt ostrą wonią świeżego obornika jaki z niewyjaśnionych przyczyn powitał nas na miejscu. Niesłusznie - bo samo Bożepole Wielkie leżące przy linii kolejowej i drodze przelotowej z Gdańska do Szczecina ma wbrew pozorom kilka atrakcji turystycznych w postaci zabytkowego kościoła z XVIII wieku i zabudowań dworskich z parkiem, na terenie którego można znale?ć około 300 letni dąb. W zabytkowym kościele spoczywają szczątki ostatniej przedstawicielki katolickiej linii Hohenzolernów. Sam rejon Bożegopola należał w XVIII wieku do tej samej majętnej rodziny Wejherów, która to posiadała też przez jakiś czas dzielnicę Gdańska - Wrzeszcz.

Po podzieleniu wycieczki na trzy grupy rozpoczęliśmy wędrówkę, która prowadziła przez nieco mniej znany turystom region. Wbrew pozorom bardziej ciekawszy niż można by przypuszczać. Dane nam tego dnia było przeciąć dwa obszary chronionego krajobrazu. Nieco na południe OChK Pradoliny Łeby-Redy a nieco na północ Choczewsko-Saliński OchK (na terenie to którego oprócz paru większych jezior znajduje się też rezerwat Długosz Królewski w Łęczynie). Krajobraz jaki ujrzeliśmy okazał się całkiem ciekawy. Obszar pradoliny Łeby-Redy odwadniają, jak sama nazwa mówi, dwa cieki - Łeba i mająca tu swe ?ródła Reda. Dno doliny zajęte jest głównie przez użytki zielone, w strefach krawędziowych dominują buczyny, a na stożkach napływowych bory mieszane. Południowa część tego obszaru, ze względu na silnie zróżnicowaną rze?bę terenu, bogatą szatę roślinną i obecność terenów o wysokiej wartości przyrodniczej, ma walory parku krajobrazowego. Nie mniej ciekawie jest na północ w drugim ze wspomnianych obszarów gdzie teren zróżnicowały płaty wysoczyzny morenowej w postaci kęp, morena płaska i falista oraz obniżenia pradolinne lub rynnowe. Podczas wędrówki przeszliśmy przez znajdujący się tu południowy kompleks leśny tego obszaru mający także duże wartości biocenotyczne.

Kursanci mieli więc okazję przećwiczyć orientację w terenie, wypróbować kompas, poczytać i porównać z terenem mapę topograficzną, poprowadzić grupę do punktów docelowych, pooddychać leśnym powietrzem i zobaczyć parę mniejszych jezior. W punkcie jakichś może dwóch-trzecich trasy upatrzyliśmy sobie jeszcze jeden między-punkt docelowy w postaci wioski o obiecującej nazwie Wódka. Wódka widnieje na wszystkich choć nieco starszych mapach topograficznych i krajobrazowych. Strudzeni wędrowcy, jakże spragnieni tego dnia Wódki niestety jej nie znale?li. Nie mówiąc już o ewentualnym zdjęciu pamiątkowym przy tablicy z nazwą miejscowości. Powodem tego nie były bynajmniej ciemności, które wraz z zapadającym zmrokiem roztoczyły się nad wioską. Po przybyciu na miejsce powitały nas przy drodze miejscowe tablice informujące, że wkraczamy na teren zabudowany o nazwie Witków. Niestety niedawno na wniosek mieszkańców zmieniono nazwę tej wioski. Na najnowszych mapach rzeczywiście widnieje już nowa nazwa. Cóż było robić? Ruszyliśmy na północny zachód mijając jeszcze w samej Wódce (Witkowie) jedyny miejscowy zabytek - dworek z XIX wieku, który jednak nie wzbudził naszego większego zainteresowania. Spalony na początku XX wieku, następnie odbudowany, po II wojnie światowej był już jedynie dewastowany i w końcu opuszczony. Dziś z uwagi na swój stan zasługuje jedynie na miano rudery.

Pozostało jeszcze trochę drogi przed nami do Zwartowa poprzez Lasy Lęborskie. A robiło się coraz ciemnej. Zeszliśmy w końcu na drogę gruntową która wiodąc na zachód miała nas w końcu doprowadzić wprost do celu. Ten odcinek wymagał jednak najwięcej cierpliwości od uczestników. Droga gruntowa, zabłocona, pożłobiona wyboistymi, głębokimi koleinami traktorów, po ciemku, nawet dla tych co posiadali latarki gwarantowała dodatkowe wrażenia. Po czymś takim można chyba jedynie przejechać samochodem terenowym renomowanej marki. Nam jednak musiały wystarczyć własne nogi. W ciemnościach jedyną wskazówką co do kierunku marszu stał się nieco jaśniejszy (niż wszystko inne) pas nieba nad nami ograniczony z prawa i lewa przez dość wysokie, ciemne ściany lasu. Na tej drodze spotkały się też dwie z grup w zasadzce przygotowanej przez jedną z nich. Grupka jaka wyskoczyła z krzykiem i latarkami może liczyć jednak na wiele szczęścia, że nie spotkała się z trudnym do przewidzenia odwetem wystraszonych wędrowców z drugiej grupy. Do Zwartowa było już mimo wszystko prosto. Pojawił się drogowskaz Zwartówko, jeszcze tylko mały skok przez melioracyjny rów z wodą i byliśmy na miejscu w Zwartowie.

Do szkoły dotarły ponadto z czasem trzy ambitne grupy. Impreza w dość przestronnej sali szkoły podstawowej (w której można było tez skorzystać z pryszniców z ciepłą wodą) jak zwykle trwała cały wieczór i zakończyła się mocno po północy. Większość osób wyposażona w świeczki, wybrała się też jeszcze do okolicznego grobowca. Rano wyruszyliśmy na PKS, na północ do Kurowa i przepojeni wzrostem pozytywnego nastroju po kolejnej udanej imprezie, nieco po południu byliśmy z powrotem w Trójmieście.

Te połknięte kilometry na pewno wędrowcy będą jeszcze jakiś czas odczuwali ale po odpoczynku na pewno poczują się zdrowsi a i silniejsi ciałem i duchem. W pełni wypoczęci, pełni sił i żądni nowych wrażeń ruszymy już za dwa tygodnie w Andzejki na kolejną trasę i imprezę - niech nikogo z Was na niej nie zabraknie!
zdj1
_
zdj2
_
zdj3
_
zdj4
_
zdj5
Żródlany smak herbaty leśnej (z własnego termosu)
zdj6
_
zdj7
_
zdj8
Ekipa rajdu nocnego :)
zdj9
_
zdj10
_
zdj11
_
zdj12
_
zdj13
_
zdj14
Najtaniej kosztują podróże palcem po mapie
zdj15
_
zdj16
_
zdj17
Czarodziejski flet
zdj18
Miasto śpi, mafia (po lewej) gwałci i zabija :)))
zdj19
Komisja czytelnicza
zdj20
_
zdj21
_
zdj22
_
zdj23
Demolution man :)
zdj24
_
zdj25
_
zdj26
_
zdj27
_
zdj28
_
zdj29
_
zdj30
_
Komentarze wyjazdu
Hanna Arendt
Hanka
klubowicz
444722   hanna.arendt@wp.pl   www.zawszezarece.pl  
Zalujcie... :: 2005-11-18 09:12:48
Dominika ze Zbyszkiem mieli swietny pomysl by w nocy pojsc do krypty ze swieczkami ;)) o tak, to bylo to!!
Dorota Brach
Dotka
klubowicz
235492   dotab@poczta.onet.pl   http://www.dmtransfer.com/  
Jeden z niezapomnianych rajdów:) :: 2005-11-18 09:54:19
gratulacje dla organizatorów, że udało im się nas wyciągnąć w nocy i wszystko utrzymać w tajemnicy!
Adam Kępa
Kemp
klubowicz
pazuryskorpiona@wp.pl   http://duzozyciamaloczasu.word  
powrót :: 2005-11-23 12:10:54
tu chyba byłem po raz pierwszy na Gdakkowym rajdzie x lat temu i było by super gdyby śnieg nie sypał poziomo!