glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Rajd do Klukowej Huty - "Liście jesieni porwie nam wiatr"
termin: 25 - 26 X
sezon: Jesień 2003
Klukowa Huta
Autor tekstu: Leszek Zawalich
Autor zdjęć: Leszek Zawalich, Wojtek Najmowicz

Ci co na widok deszczu i śniegu spadającego z nieba niedługo po tym jak dobiegły końca upalne wakacje zaszyli się głęboko w domowe pielesze mogą jedynie żałować. W dniach 25-26 odbyła się kolejna udana impreza zorganizowana przez gdakka. Dopisała frekwencja - zjawiło się w sumie 42 osoby i choć część z nich dojechała samochodami z powodu różnych problemów czasowych i zdrowotnych - chwała im i za to.

Grupa wędrowców zebrała się tym razem w relacji pociągu Gdynia -Kościerzyna. Kolejni uczestnicy dosiadali od Gdyni poprzez Osowę i Rębiechowo. Nie pierwszy raz już ta linia kolejowa przebiegająca za miastem i lasami oliwsko - sopockimi poprowadziła nas ku kolejnej małej przygodzie weekendowej (tą małą przygodę ponadto pod wieczór ukoronowała całkiem duża impreza).

Trasa tym razem wiodła południowym krańcem Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Z Gołubia do położonej nieco na północny - zachód Klukowej Huty. Trasę pokonaliśmy w dwóch grupach. Jedna z nich wybrała wariant bardziej w kierunku południowym a druga bardziej w kierunku północnym częściowo wzdłuż linii brzegowej rynnowego Jeziora Raduńskiego górnego. Jezioro Raduńskie to część najwiekszej z naturalnych atrakcji regionu - tzw. Kółka Raduńskiego (na linii wydłużonego okręgu leży dziesięć dużych jezior nanizanych na pętlę Raduni).

Teren parku (rejon ten zwany też jest Szwajcarią Kaszubską) to najwyższa i najbardziej urozmaicona geologicznie część Pojezierza Kaszubskiego rozciągająca się między Kartuzami i Kościerzyną i obejmująca wielki kompleks Jezior Raduńskich wraz z otaczającymi je wyniosłymi stromymi wzgórzami. W tym rejonie podobnie jak w innych częściach parku występują spore różnice wysokości względnych, ekspozycja stoków, obfitość jezior, obniżeń dolinnych i obszarów leśnych oraz mozaikowość pól. Wędrówka przez ten teren nie jest więc nudna - krainę kaszubskich jezior po połowie pokrywają przepastne lasy i wielkie pola. Między wzgórzami natknąć się można na dzikie wąwozy, sielskie wioseczki, rwące rzeki i wielkie głazy, które zalegają doliny. Pochodzenie tego krajobrazu pojeziernego wiąże się z ostatnim zlodowaceniem zwanym bałtyckim. Pagóry i wzgórza czołowomorenowe tworzą w parku charakterystyczne ciągi. Natomiast faliste powierzchnie moreny dennej porozcinane są długimi rynnami polodowcowymi, których najgłębsze części wypełniają wody, tworząc skomplikowany system wzajemnie powiązanych jezior. My otarliśmy się o południowy zespół zwany zespołem jezior Raduńsko - Ostrzyckich.

Ziemia kartuska i kościerska leżały od dawna z dala od ważnych traktów handlowych i uchodziły za spokojną enklawę. Rolnictwo i rybołówstwo zapewniało skromny byt, nie wznoszono tu twierdz ani nie toczono bitew. Rytm sennego życia wyznaczała przyroda, największe bogactwo Szwajcarii Kaszubskiej. Sieć drogowa niczym pajęczyna pokrywa region, większość szos to wąskie pasma asfaltu. Wędrówka czy jazda nimi dostarcza niezapomnianych wrażeń, bowiem serpentynami wspinają się na rozliczne wzgórza i omijają jeziora, a za każdym zakrętem otwiera się nowy, nierzadko nieoczekiwany widok.

Grupa wędrująca na południe wzdłuż linii brzegowej jeziora, wśród widoków na otchłań wody i domków letniskowych przemknęła w końcu poprzez mostek a raczej groblę (przez którą wiedzie ruchliwa szosa) rozdzielającą górne i dolne Jezioro Raduńskie. Tam też przeszliśmy sobie bardzo obojętnie obok jeszcze jednego odprysku naszego "najdłuższego uniwersytetu nowoczesnej europy" - stacji limnologicznej Uniwersytetu Gdańskiego (dla nie wtajemniczonych wypada wyjaśnić, że przedrostek limno z greckiego sygnalizuje, że chodzi o badania jezior). Dalej na zachód trasa powoli odchodziła od zachodniej granicy parku. Robiło się powoli mroczno i coraz bardziej mokro. Deszcz choć niezbyt duży moczył nas wytrwale i systematycznie. Dawno już klub chyba nie pamięta tak uparcie mokrego rajdu. Po niewielkich "manewrach kursanckich" grupa ruszyła już dalej asfaltówką by dotrzeć w końcu na nocleg do szkoły podstawowej w Klukowej Hucie.

Wizja noclegu na sali gimnastycznej w nieogrzewanej szkole jawiła się przemoczonym wędrowcom - a przemokły niejednemu nie tylko buty ale i plecaki z ich zawartością - mało optymistycznie. Miło się jednak rozczarowaliśmy. Szkoła była bardzo gościnna. Obsługa skierowała nas od razu na drugie piętro a sala gimnastyczna okazała się drewnianym, obszernym lecz kameralnym poddaszem budynku, który jednak na naszą prośbę został tego wieczoru jeszcze ogrzany. Taka sala to wymarzone miejsce na imprezę. Miłośnicy noclegu na grubych piankowych materacach mieli okazję stoczyć bój o nieco bardziej wyszukane miejsca noclegowe. Duże zainteresowanie wzbudziło umiejscowione nieco z boku sali niewielkie boisko do hokeja "na parkiecie" wyposażone w małe brameczki i kije hokejowe, które poszły szybko w ruch.

Zmiana czasu na zimowy wydłużyła nam imprezę o godzinkę. Strudzeni wędrówką, śpiewami przy gitarach i trunkami jakie ze sobą przytargali uczestnicy tej biesiady zasnęli w końcu około godziny czwartej nad ranem (zimowego czasu).

Pogoda w niedziele nagrodziła trudy dnia poprzedniego. Zaświeciło słońce na nieco dłużej choć wielość zjawisk atmosferycznych tego dnia mógł każdego zadziwić. Przelatujące tu i ówdzie żółte motyle za chwile musiały ustąpić miejsca całkiem obfitym opadom śniegu. Część z uczestników wróciła już wcześniej samochodami. Pozostałe osoby powróciły PKP lub PKS w różnych grupach, z których jednak największa dotarła w niedzielne południe ku Kamiennym Kręgom w Więsiorach.

Kręgi to fascynujący zespół kultowy germańskiego plemiona Gotów, do którego dotarliśmy od zachodniego brzegu uroczyskowego Jeziora Długiego. Składa się z czterech kamiennych kręgów, 20 kurhanów i dużego cmentarzyska niewidocznego dla oczu laika. Trzeba sobie zdawać też sprawę, że ludzie żyli w owych czasach znacznie krócej i jest to zapewne cmentarzysko osób w wieku 20-kilku lat. Kręgi wytyczone są przez stele czyli ustawione pionowo głazy wysokie na 1 do 1,5 metra. Największy o średnicy 26 m, leży u stóp rozległego pagórka, a najbardziej imponująco wygląda średni krąg, o średnicy 19 m, którego środek wyznaczają trzy potężne stele. Z porośniętego młodnikiem stoku wystają garby kurhanów, największe o średnicy 10 m i wysokości 1,8 m. Większość kopców pokrywa zielony kożuch murawy i mchu, kilka zwieńczonych jest samotnymi głazami, jeden archeolodzy pozostawili rozkopany, więc wygląda jak ogromny kopiec kamieni. Kręgi pozostawili Goci ze Skandynawii, którzy w I-III w. wywędrowali przez Pomorze z rodzimego kraju na południe. Były one świętym miejscem, Goci odprawiali w nich obrzędy, składali ofiary, odbywali sądy i wiece wojowników. Niektórzy astronomowie uważają, iż służyły także za kalendarz, bowiem odpowiednio ustawione głazy pozwalały obliczać położenie Słońca i Księżyca, np.: w najwyżej położonym kręgu trzy centralne głazy leżą dokładnie na osi wschód-zachód.

Gotów odprawiających swoje kultowe obrzędy nie spotkaliśmy ale za to napotkaliśmy tablice i napisy wystawione ponoć przez stowarzyszenie miłośników tego miejsca z Gdyni. Niewiele rzeczowych informacji. Większość dotyczy nadprzyrodzonych zjawisk jakie w tym miejscu ponoć występują a także na przykład częstych wizyt obiektów typu UFO (o duchach nie wspominając). Napisy uporczywie upraszają o szacunek dla tego nadprzyrodzonego i świętego miejsca i informują o mocy jaką można tu zaczerpnąć. A jeden z Panów, których poprosiliśmy o zrobienie zdjęcia zbiorowego pouczał, że należy korzystać z czulszego filmu (400) co pozwoli zauważyć na błonie niewidoczne normalnie gołym okiem smugi świadczące o energii wypływającej z tego miejsca. Oczywiście też skorzystaliśmy i z odpowiednim umiarem, by się nie przeciążyć ;) nabraliśmy pozytywnej energii i wyruszyliśmy w pełni szczęśliwi w drogę powrotną do domów.

Kręgi znajdują się tak na prawdę jakieś 2 km na południe od Więsior, wioski leżącej na trasie Bytów - Kartuzy. Do i od wioski wiedzie piaszczysta (a po deszczu zabłocona) dobrze oznakowana droga, którą znaczna część grupy podążyła by zdążyć na najbliższy autobus PKS do Gdyni. Pozostali wybrali ambitniejszą trasę na PKP.

I w ten sposób dobiegł końca kolejny udany rajd klubowy. Mokry ale wesoły (następny pewnie będzie nieco chłodniejszy). Wszystkich kursantów zapraszamy już dziś na kolejne rajdy. Nie popełniajcie błędu perspektywy. Choć za oknem zdaje się być ciemno i zimno - na rajdach z gdakk'iem tak nie jest. Wędrując organizm wytwarza wiele ciepła a atmosferę dodatkowo rozgrzewa wesoła atmosfera zarówno podczas wędrówki jak i na samej imprezie w przytulnym noclegu. Następnym razem nie dajcie się zostawić sami w domu i dołączcie do naszej wesołej ekipy!
zdj1
_
zdj2
_
zdj3
_
zdj4
_
zdj5
_
zdj6
_
zdj7
_
zdj8
_
zdj9
_
zdj10
_
zdj11
_
zdj12
_
zdj13
_
zdj14
_
zdj15
_
zdj16
_
zdj17
_
zdj18
_
zdj19
_
zdj20
_
zdj21
_
zdj22
_
zdj23
_
zdj24
_
zdj25
_
zdj26
_
zdj27
_
zdj28
_
zdj29
_
zdj30
_
Komentarze wyjazdu
Hanna Arendt
Hanka
klubowicz
444722   hanna.arendt@wp.pl   www.zawszezarece.pl  
To bylo w V klasie... :: 2005-11-18 09:11:33
W klukowej Hucie gralismy wtedy w butelke.. yyy.. to chyba nie ten wyjazd... Z Gdakkami doladowywalismy sie energetycznie w Wesiorach i moze temu jest teraz cos nie tak ;/
Dorota Brach
Dotka
klubowicz
235492   dotab@poczta.onet.pl   http://www.dmtransfer.com/  
a ja pamiętam piosenkę, którą ułożyłam idąc w deszczu! :: 2005-11-18 09:49:15
"Mokre mam włosy, mokre mam butki... wszystko mam mokre, i brak mi wódki!"