glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
Drugi rajd szkoleniowy - Żarnowiec
termin: 16 - 17 XI
sezon: Jesień 2002
Rajd do Żarnowca
Autor tekstu: Leszek Zawalich
Autor zdjęć: Leszek Zawalich

W wycieczce wzięlo udział 40 osób.

Grupa zebrała się dopiero w Wejherowie skąd PKS-em dotarliśmy do Piaśnicy i stamtąd ruszyliśmy w teren. Trasa piesza przewidywała przebycie pieszo prawie 20 kilometrów. Z uwagi na liczność uczestnicy zostali podzieleni na trzy grupy. Początek wycieczki dał okazję by rzucić okiem na zbiorowe mogiły z początku drugiej wojny światowej. Kamienne krzyże ciągną się długimi pasmami. Faszyści wykazali się tu swoimi pomysłami mordując i grzebiąc na miejscu polaków przywożonych z Gdańska i okolic. Doprawdy bardzo piękne, zaciszne miejsce na tego typu eksperymenty. Dla upamiętnienia tych bardzo genialnych pomysłów po wojnie ustawiono tu wznoszący się wysoko pomnik i parę innych mniejszych. Groby wyglądają na zadbane, świecą się swieże znicze, stoją kwiaty, a tu i ówdzie spotkać można starszych ludzi najwyra?niej podekscytowanych faktem, że jacyś młodzi ludzie też w te pamiętne dla nich miejsca zaglądają.

Po tej chwili zadumy nad ludzką pomysłowoscią ruszyliśmy w teren na południe. Lasów w tym terenie dla każdego starczy. A już tym bardziej dla kursantów, pragnących sprawdzić czy w lesie łatwiej się zgubić niż na otwartym terenie. Rze?ba terenu jest tu początkowo stosunkowo mało urozmaicona - po prostu równa i płaska - ale po wejściu w zakątki lasu musieliśmy pokonać spore różnice wzniesień i pare błotnistych i wodnych przeszkód. Celem naszym stał się z czasem zbiornik żarnowieckiej elektrowni szczytowo-pompowej. Gdy jednak opuściliśmy zalesione tereny i oczom naszym ukazały się światełka swiadczące o tym, że zbliżamy się do konstrukcji jak najbardziej technologicznych zapadł już zmrok. Do elektrowni dodarliśmy już w ciemności. Widok olbrzymiego rurociągu robi na ludziach niezaznajomionych z techniką dość duże wrażenie. Jego średnica przekracza rozmiarami dwie średnice autobusów, a ciągnie się on ze zbiornika pasmem na długości setek metrów. Mimo zakazów i nakazów ambitna grupa ruszyła w górę, wzdłuż rur, gdzie znajduje się duży zbiornik wodny. Niestety ciemności pozbawiły nas możliwości ogarnięcia wzrokiem olbrzymiej powierzchni tego obiektu.

Z elektrowni szczytowo-pompowej ruszyliśmy już drogami. Najpierw nieco wokół a dalej wzdłuż jeziora żarnowieckiego. Zanim jednak krajobraz stał się bardziej turystyczny przeszliśmy przez teren, który budzi jedynie nastrój smutku. Są to tereny, które to polski naród upatrzył sobie na budowę elektrowni atomowej. Kolejny genialny pomysł - zbudować i zostawić. Widok nieukończonych ale i nierozebranych straszących pustostanów. Siatki opustoszałych torów kolejowych prowadzących z nikąd do nikąd. Choć elektrownia atomowa tu nigdy nie powstała krajobraz na tych terenach przypomina nieco krajobraz po wybuchu bomby atomowej - jakby ktoś nagle pozbawił życia i ruchu małe miasteczko. Miejsca wdłuż jeziora żarnowieckiego, z uwagi na linię brzegową jeziora, są może i ładne ale nie w ciemnościach, z których wydobywały się jedynie, nieco przytłumione o tej porze roku, przybrzeżne domki wakacyjnych kuracjuszy.

Miejscowość Żarnowiec mimo, że utożsamiana jest przez niektórych z elektrowniami tak na prawdę położona jest nieco na północ od tych mniej lub bardziej udanych pomysłów gospodarki energetycznej. Dotarlismy tam dość zmęczeni już pó?nym wieczorem. Zaciszne sale szkoły nie zaznały tego wieczoru jednak spokoju. Kilka gitar poszło w ruch, niejedna butelka z wesołymi napojami radośnie się otworzyla się i opróżniła do pusta. Mocno po północy koleżanka Ewa rozbudziła się i zaproponowała ognisko. No coż było robić. Najpierw czwórka zapaleńców ruszyła na poszukiwanie sosen - dających jedyną szansę, podczas mrzącego deszczu, na suche, nadające się do rozpalenia gałęzie. Kilkaset metrów od szkoły znalazły się sosny i u dołu drzew suche w miarę gałęzie. Tam też zrobiliśmy ognisko. Kilkanaście minut pó?niej do czwórki rozpalaczy nadciągneła od szkoły bardzo wesoła, głośna, liczna grupa gdaków. Przy ognisku można było sobie posiedzieć, a nawet upiec kiełbaskę - jeśli się ją miało. Po powrocie do szkoły jeszcze jakiś czas d?więczały gitary aż w koncu tuż przed czwartą nad ranem wszyscy usnęli.

Większość grupy powróciła rano PKS-em a następnie SKM-ką do Trójmiasta. Za
nami kolejne 20 kilometrów w nogach. Następne kilometry nieprzeciętnych
atrakcji już czekają na kolejnych rajdach pieszych z Gdakk'iem.
zdj1
_
zdj2
_
zdj3
_
zdj4
_
zdj5
_
zdj6
_
zdj7
_
zdj8
_
zdj9
_
zdj10
_
zdj11
_
zdj12
_
zdj13
_
zdj14
_
zdj15
_
Komentarze wyjazdu